Wydanie bieżące

1 lipca 13 (373) / 2019

Wojciech Brzoska,

WIERSZE

A A A
rysunki



ciemne nad naszymi głowami

kłócą się ptaki.



bo wszystko jest niejasne,

czas nie będzie



znaczyć.



z góry spada lekkie

piórko na jej ciemne rysunki -



wiecznym.



wszystko jest niejasne

poza byciem



ku.



seledynowy jazz



odkąd mikrofon zamieniłaś

w piwo, ślepiec – cyborg

prowadzi nas w seledynowy jazz.



oniryczny ulicznik z gabinetu

geniuszy woskowych,

żywe są tylko jego palce i uszy.



okulary skąpane w niebieskiej poświacie -

reszta ciała się nie porusza.



mówisz - a gdyby tak za pomocą puzonu

wyznaczać jakieś kierunki?



za kim właściwie ten udawany pościg

taksówką?



do jakich stanów

się doprowadzamy

odgrywając sceny

z amerykańskich filmów?



do których stanów nas zaprowadzi

ten letni kwietniowy wieczór?



już jutro skończy się słońce,

spadnie seledynowy deszcz.



dziś jeszcze nie.



***

memento mori w koronach,

przypinka ślicznej kelnerki

po czeskiej stronie,

jeszcze przed sezonem.



wszyscy przyszliśmy tu

na jakieś żebry

z wikipedii dla starych ludzi.



jak u psów- co zwycięża

jest z ciekawości i lęku,

oswajania sierści.



pod stołem wiecznie

niedopieszczony jamnik,

który na chwilę porzucił właścicieli.



gdzie indziej powolne

wychodzenie zza kanapy

do ludzi, po przysmaki.



pamięć jest pomiędzy

ciekawością i lękiem.



w pięknym uśmiechu kelnerki

i jej niebieskich ścieżkach,

za które słono zapłacisz



awaryjnym snem

za kanapą.



love letters



listonoszka – swatka, spacerując,

głośno odczytuje miłosne listy



do wszystkich.



chociaż te wszystkie modlitwy

mogłyby być tylko do niej,

czytane przez kogoś z miłosnej



ambony.



tak jak księżyc, jednej nocy,

potrafi obskoczyć setki barów,

setki zniekształceń



koszy.



zostać mechanikiem niespełnionych -



przyszłych i przeszłych

złączy.



poprzewracane śmietniki na przedmieściach

jak zgniatane banany w jej



pięściach.



kapitan lariat wciąż łapie fale z dachu.

żeby wzmocnić jej siłę



zamachów.



zawodów w zaniku.

płaczu.



alarmy



pijane dziewczęta z piskiem

owijają się wokół



znaków.



o północy

stoimy na pętli

czasu, z której uciekają nam



kolejne tramwaje.



mówisz, że od świąt nosisz

w torbie sałatkę i coś zjadło ci

parę godzin.



wszystko jest na wynos,

za darmo.



ochroniarz powoli namierza

źródła wszystkich



alarmów.
Fot. Wojtek Nowak.