Wydanie bieżące

1 lipca 13 (373) / 2019

Paweł Sadowski,

PRAGNIENIE KATASTROFY (CZARNOBYL)

A A A
26 kwietnia 1986 roku doszło do wybuchu reaktora czwartego Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej (teren dzisiejszej Ukrainy). Zdarzenie miało miejsce w trakcie testu, sprawdzającego zachowanie reaktora w przypadku awarii turbin prądotwórczych i uruchomienia awaryjnych generatorów mocy. Ignorancja Anatolija Diatłowa względem zasad bezpieczeństwa oraz arbitralne traktowanie podwładnych stanowiły dwie z przyczyn doprowadzenia reaktora do granic wytrzymałości. Nieświadomość pracowników i ukrycie przez władze wad konstrukcyjnych urządzenia zadecydowały o braku szans na uniknięcie katastrofy.

Pierwsza sekwencja, formą przypominająca początek filmu science-fiction, może sugerować, że z punktu widzenia struktury i rzemiosła „Czarnobyl” jest jednym z najbardziej filmowych seriali ostatnich lat. Rozmach, rozmiar inscenizacji i pieczołowitość w odtwarzaniu designu epoki (w tym wygaszona paleta barw) nawiązują do klasyków czarnego kina, gatunku szpiegowskiego i filmu katastroficznego. Uwagę zwraca imponująca graficzność, osiągnięta za pomocą zabiegów audialnych (paradoksalnie to muzyka filmowa i efekty dźwiękowe „obrazują” obecność promieniowania), charakteryzacji (ukazującej stadia choroby popromiennej) oraz wielowątkowej, acz uporządkowanej struktury, w której odcinki stanowią kolejne akty. Przy „Czarnobylu” film pełnometrażowy nie jest już taki pełny, a przywileje kilkuodcinkowej, zamkniętej miniserii wystawiają na próbę nawet najbardziej rozległe czasowo superprodukcje.

Prolog utrzymany w tonie kina szpiegowskiego, z akompaniamentem taśm Valerego Legasova (jednego z głównodowodzących podczas procesu likwidacji skutków katastrofy), wprowadza w żałobny nastrój opowieści, który nie tyle nakierowuje na detektywistyczny aspekt późniejszej narracji (dochodzenia przyczyn tragedii), ile stwarza refleksyjny, kontemplacyjny, a nawet medytacyjny charakter, towarzyszący jednak wydarzeniom śmiertelnie niebezpiecznym (jak scena na „moście śmierci”, w której mieszkańcy obserwują pożar, wystawiając się na niewidoczny, a zarazem radioaktywny opad). Przywodzi to na myśl stylistykę zastosowaną w „Drive” (2011), tym razem, w wariancie kina katastroficznego, oddając swoisty dysonans między naturą napotkanego zagrożenia a możliwościami ludzkiej percepcji. Ścierające się motywy spokoju, gwałtowności i pierwotnych instynktów zwiastują jeden z podstawowych problemów poddawanych refleksji w tym serialu.

Samobójstwo Legasova nastawia widza na fatalistyczną atmosferę zainscenizowanego w serialu łańcucha zdarzeń występujących po wybuchu. Biorąc pod uwagę okoliczności, w których dzieło reprezentuje „zachodni” punkt widzenia radzieckiej mentalności, nie uniknięto uproszczeń i skrótów w przedstawianiu pierwszoplanowych oraz drugoplanowych postaci. Wbrew pozorom nie dotyczy to rozbieżności w ekranizowaniu dobrze udokumentowanych faktów. Fabularyzowany charakter serialu stwarza wystarczające wrażenie fikcyjności, aby dać pozwolenie na fantazjowanie i sianie domysłów a propos bardziej tajemniczych aspektów głównego incydentu. Największym ryzykiem podjętym przez twórców okazała się nakreślona bipolarność prawdy i kłamstwa. Aparat władzy w świecie przedstawionym cechuje brak elastycznego myślenia, a niejednokrotnie nawet pewien rodzaj dogmatyczności, polegającej na przekonaniu decydentów i zarządców o własnej nieomylności. Jednym z najważniejszych czynników jest konflikt interesów między odpornymi na wszelkie argumenty partyjnymi „aparatczykami” a naukowcami, niosącymi wyniki badań oraz faktyczny obraz sytuacji. Ów spór w kolejnych odcinkach zacznie nabierać coraz bardziej ambiwalentnych barw, jednakże nadrzędny temat o trudności/niemożności prowadzenia dialogu stał się najbardziej dynamizującym czynnikiem w budowaniu serialowej intrygi.

Głównym mankamentem miniserii pozostało ubranie w czarno-białe barwy braku zaufania w systemie Związku Radzieckiego, tworząc podział na nikczemnych decydentów aparatu władzy/inwigilacji oraz naiwnych idealistów ostatecznie zdanych na łaskę tych pierwszych. Takie zobrazowanie wydarzenia historycznego jest atrakcyjne w swej czytelności i prostocie, jednak świadomość (nadal) silnego przywiązania do orwellowskiej wizji 1984 roku sugeruje pewien rodzaj twórczej stagnacji.

Katastrofie w Czarnobylu towarzyszą społeczne i systemowe fenomeny, które posiadają duży potencjał do pełnienia roli alegorii dla współczesnych problemów cywilizacji, a to z kolei stanowi dodatkową wartość miniserialu. Konsekwencje skażenia – strefa wykluczenia, obejmująca kilkadziesiąt tysięcy ludzi pozbawionych domu oraz ofiary choroby popromiennej – są do dziś jedną z nielicznych realnych manifestacji dystopijnego i postapokaliptycznego świata. Zawiera się w tym wydarzeniu swoista ironia, kiedy to infrastruktura cywilna (reaktory RBMK służyły opcjonalnie celom militarnym), a nie bomba atomowa dopuszcza się tego rodzaju urzeczywistnienia największych zimnowojennych lęków związanych z wojną jądrową. Owa katastrofa stała się jedną z podstaw dociekań na temat przyczyny upadku Związku Radzieckiego w 1991 roku, będąc zbiorem symptomów „chorobowych” systemu, który utracił zdolność do samoregulacji. Nie ulega wątpliwości, że katastrofa (jako ogólny konstrukt) pełni rolę decydującego bodźca przypominającego o całkowitej utracie balansu. Bodziec ten wskazuje remedium na technologie zbyt „kosmiczne”, a ideologie zbyt odseparowane od podstawowych, ludzkich uwarunkowań behawioralnych. Rzeczą jak dotąd niedopowiedzianą w tym artykule był aspekt jednostkowy, który w postaci ofiar i zniweczonych marzeń wskazuje na tragizm, najbardziej manifestujący swe oblicze na tle preapokaliptycznego, retrospektywnego błogostanu.

„Czarnobyl” stał się kolejnym bestsellerem współczesnej ery streamingu internetowego. Powodem może być historyczna tematyka, jednakże kolejny raz kryterium jakości zostało zweryfikowane przez rozmiar kompetencji aktorskich weteranów – Jareda Harrisa, Stellana Skarsgårda i Emily Watson. Sukces ten nie został zakłócony skłonnością do dydaktyzmu przez nadmiernie dopowiedziane przesłanie zakończenia, ponieważ produkcja zdołała wywrzeć na widowni wrażenie. A ostatecznie klucz do filmowości tego miniserialu tkwi właśnie w sile wrażeń, które niczym promieniowanie zostawiają ślad, a realność katastrofalnych zdarzeń jako źródła grozy przeistacza się w obiekt pragnień. Zjawisko to znane i zapewne banalne, ale warte przeżycia.
„Czarnobyl” („Chernobyl”). Reżyseria: Johan Renck. Scenariusz: Craig Mazin. Zdjęcia: Jakob Ihre. Obsada: Jared Harris, Stellan Skarsgård, Emily Watson. Produkcja: Stany Zjednoczone, Wielka Brytania 2019, 380 min.