Wydanie bieżące

1 lipca 13 (373) / 2019

Marcin Moroń,

ILE 'WAŻY' 150 GRAMÓW? O WYOSTRZANIU OBIEKTYWNEGO OBRAZU RÓŻNIC MIĘDZYPŁCIOWYCH (CORDELIA FINE: 'UROJENIA PŁCIOWE')

A A A
Tytułowe 150 gramów nawiązuje do jednego z tropów poszukiwań neuronalnych korelatów różnic międzypłciowych, w którym usiłowano przez pokazanie anatomicznych odmienności mózgów kobiet i mężczyzn udzielić odpowiedzi na pytanie o odbieganie od siebie obu płci w różnych sferach aktywności życiowych. Dziś tezy o podobnym brzmieniu można uznać za wyraz co najmniej braku elementarnej ostrożności metodologicznej w interpretacji obserwacji, nawet jeśli same obserwacje poczyniono w sposób obiektywny. Wypowiedzi ważnych postaci świata nauki, cytowane przez Cordelię Fine we wprowadzeniach do kolejnych rozdziałów jej książki „Urojenia płciowe”, pokazują jednak, iż niejednokrotnie grzech brawury interpretacyjnej wyznaczał narrację dotyczącą zagadnień mających kolosalne znaczenie dla funkcjonowania polityki społecznej. Zagadnieniem takim, eksplorowanym przez różne gałęzie nauki, jest pytanie o istnienie obiektywnych różnic międzypłciowych, a szczegółowiej: o ich pochodzenie. „Urojenia płciowe” Cordelii Fine debatę o czynnikach generujących różnice między kobietami i mężczyznami (lub przekonania o ich istnieniu) przesuwają na poziom wyważonej, precyzyjnej, detalicznej i opartej na dowodach analizy, w miejsce powtarzania usztywnionych sloganów obecnych nierzadko zarówno u protagonistów, jak i u antagonistów podziału świata społecznego na plemiona rodem z Marsa i Wenus. Podwyższenie poziomu dyskusji stanowi jednak miecz obosieczny: podobnie jak wzbogaceniem dyskursu o różnicach międzypłciowych, staje się wyzwaniem dla autorki. Czy sama zachowała podobnie wysoki poziom ostrożności w interpretacji wyników, o jaki apeluje na licznych stronach swojej monografii?

„Urojenia płciowe” powstały w reakcji na łatwość popularyzacji takich poglądów dotyczących ról płciowych, funkcjonowania kobiet i mężczyzn oraz wynikających z nich starań wychowawczych, które noszą znamiona dwóch podstawowych nieprawidłowości metodologicznych. Po pierwsze, nieuprawnionych generalizacji i błędów w interpretacji wyników badań, zwłaszcza z zakresu neuronauk. Po drugie, z – uzasadnionych lub nie – tendencji autorów i/lub komentatorów do esencjalizmu biologicznego w podejściu do wyników dotyczących różnic międzypłciowych. Fine nie waha się zatem w swojej książce punktować konkretnych autorów, którym przypisuje szerzenie takich nieuprawnionych tez „naukowych”(?) i w dodatku upowszechnianie ich w sposób zapewniający szeroką możliwość popularyzacji. Nuty sarkazmu przy odkrywaniu (nieraz) rażących błędów w rozumieniu wyników badań u wyżej wspomnianych autorów (np. prowadzenie spekulacji o różnicach międzypłciowych na podstawie wyników badań przeprowadzonych w grupie jednopłciowej) nie są grane przez Fine same sobie (jako czysta, ironiczna krytyka). Są jedynie krótkimi, dosyć zawadiackimi wariacjami na tle dojrzałego wywodu dotyczącego trafnej interpretacji badań dotyczących różnic międzypłciowych. Autorka wykazuje się dobrym zrozumieniem szeregu odmiennych paradygmatów badawczych, w których wykonuje się analizy różnic międzypłciowych (metodologia interpretacji wyników samoopisowych kwestionariuszy, neuroobrazowania, badania wykonywane z udziałem noworodków, niemowląt i małych dzieci, badania na makrostrukturach społecznych etc.), i umiejętnością stosunkowo klarownego ich wykładu. Z tego względu książkę Cordelii Fine można bez wahania polecić jako podręcznik uzupełniający kształcenie umiejętności metodologicznych dla przedstawicieli nauk socjologicznych lub psychologicznych. To, co w podręcznikach statystyki okraszane jest często niejasnymi przykładami z worka matematycznych zestawów ćwiczeń, w „Urojeniach płciowych” nabiera realnych kształtów problemów, mających wpływ na techniki reklamy, strategie wychowawcze, kształtowanie ukrytych teorii u rekruterów i pracodawców.

Szczególną uwagę poświęca Fine są neuronaukom. Co oznaczają kolorowe plamy na wykresach aktywności mózgu w badaniach z wykorzystaniem PET, fMRI czy CT? Dlaczego warto w tym kontekście rozumieć słowo „woksel” i znać badania Benneta i współpracowników (2009), którzy wykryli aktywność elektryczną w reakcji na bodźce społeczne w mózgu nieżywego łososia? Fine bez trudu pokazuje, że wyniki badań neuroobrazowania to nic innego jak wizualizacja obliczeń wykonywanych na tysiącach pojedynczych pikseli obrazu aktywności mózgu, badanego wybraną metodą (np. na podstawie izotopowych pierwiastków w kontraście i ich koncentracji w określonych częściach mózgu etc.). Obliczenia te, gdy wykonywane są nieostrożnie, mogą prowadzić do błędnych wnioskowań (i to w przewidywalnej liczbie przypadków, wynikającej z przyjętego – czasami błędnie – marginesu dopuszczalnych pomyłek statystycznych). To dlatego w porównaniach wielokrotnych, a właśnie tak powstaje obraz na wykresach neuroobrazowania, należy stosować poprawki statystyczne. I dlatego w martwym mózgu łososia pojawiły się reakcje.

Choć zaglądanie za wykresy fMRI może wydawać się skomplikowane, pokazuje dwie istotne kwestie związane z interpretacją wyników badań neuropsychologicznych (także w kontekście różnic międzypłciowych). Pierwsza z nich dotyczy autorytetu. Jako odbiorcy literatury naukowej i popularnonaukowej zakładamy, że osoby demonstrujące nam wykres lub wnioski z badań same poddały je wnikliwej analizie, z wykorzystaniem poprawnych metod, zatem wynik ich starań daje nam obiektywny obraz wykonanych porównań. Sęk w tym, że błędy metodologiczne to chleb powszedni czytelnika badań naukowych, zaś sita etyczno-metodologiczne autorów tekstów naukowych, recenzentów i redaktorów czasopism bywają zadziwiająco dziurawe. Nie wszystko, co ustalono, można zatem brać za pewnik. W punktowaniu takich błędów i nadużyć Fine jest ujmująco efektywna. Po drugie, czar badań neuroobrazowych sprawia, iż ustalenia w nich poczynione urastają do rangi ostatecznych wyjaśnień, podczas gdy w zasadniczej swojej mierze mają one charakter badań korelacyjnych. To, co w nich widzimy, to jedynie związki większej aktywności pewnych części mózgu z zastosowaniem konkretnego bodźca. Mechanizm tej współzmienności jest w wielu miejscach nadal okryty mrokami niewiedzy. Na styku obu tych spostrzeżeń ujawnia się największa zasadnicza wartość książki Cordelii Fine: zachęta do wnikliwości i ostrożności. W największej mierze ma ona dotyczyć unikania neuroseksizmu, tj. praktyki polegającej na wyprowadzaniu z wyników badań neuropsychologicznych wniosków o głęboko zakorzenionych różnicach międzypłciowych. Fine pokazuje liczne moderatory odkrytych efektów różnic, akcentując zwłaszcza rolę otoczenia społecznego, w którym zanurzone są wszystkie osoby biorące udział w badaniach pokazujących różnice międzypłciowe. Autorka pokazuje rezultaty procedur, w których sam akt pytania o płeć uczestnika potrafił zmieniać jego odpowiedzi w porównaniu z sytuacją, kiedy pytanie o płeć zadano w innym miejscu procedury. Niezmiernie istotnym osiągnięciem książki Fine jest odkrycie silnej tendencji do interpretowania wyników badań neuronaukowych jako paliwa esencjalizmu biologicznego. Skanery fMRI miałyby pokazywać biologicznie wrodzone różnice w anatomii i funkcjonowaniu mózgów kobiet i mężczyzn, które potem traktuje się jako biologiczne wyjaśnienie różnic międzypłciowych. Atak na ten sposób nieuprawnionej generalizacji naukowej można uznać za trafiony i efektywnie przeprowadzony. I z tego powodu lektura „Urojeń płciowych” powinna być obowiązkowym elementem zajęć poświęconych metodologii badań społecznych.

Cordelia Fine pokazuje istotną rolę kontekstu społecznego dla formowania się obserwowalnych różnic międzypłciowych. Kultura, wychowanie, scenerie codziennego życia – wszystkie te elementy mogą wedle autorki przemycać społeczne konstrukcje dotyczące płci (stereotypy, z ich częściami opisowymi, nakazowymi i zakazowymi), przemycać w sposób nieuświadamialny, acz silnie determinujący zachowania. Włączenie kontekstu do rozważań nad różnicami w funkcjonowaniu neuropsychologicznym pozwala Fine na zademonstrowanie, iż mózg nie jest strukturą niewrażliwą na kontekst. Neuroplastyczność mózgu po części polega na adaptacji do określonego kontekstu. Tym samym autorka po raz kolejny pokazuje, iż esencjalizowanie wyników badań neuronaukowych nie pasuje do fizjologicznego sposobu funkcjonowania mózgu.

Dyskutując, wielokrotnie bardzo krytycznie, rolę upłciowionego kontekstu (płeć jest wszędzie – można by w ten sposób podsumować ten wątek analizy otoczenia społecznego w monografii Fine), autorka dotyka socjologicznych (i związanych z nimi psychologicznych) korelatów hierarchizacji społecznej, która wpływa na utrwalenie tendencji do upłciowiania kontekstu. Wątki te należałoby jednak zdecydowanie poszerzyć, by trafnie opisać kontekst, którym są nie tylko popularne programy telewizyjne, poczytne książki, nagłośnione wypowiedzi naukowych prominentów, ale także zastany (choć ewoluujący) porządek społeczny i stratyfikacja, modelowane procesy konsolidacji tożsamości jednostkowej i grupowej (o ostatnich Fine wspomina przez odwołania do teorii kategoryzacji społecznej Tajfela) oraz normy dotyczące organizacji społeczeństw w rodziny, które regulują w dalszej kolejności rozwój demograficzny. Autorka nie tyle czyni jakieś poważne błędy polegające na przeszacowaniu roli kontekstu, co widzi go w nieco okrojony sposób. Zagadnienie neutralnego płciowo wychowania jest dobrą ilustracją tego zawężonego sposobu postrzegania.

Na przecięciu obu istotnych wątków monografii Cordelii Fine – krytyki neuroseksizmu (na tle precyzyjnego rozumienia metodologii neuroobrazowania i pokazania fetyszyzacji wyników badań z jej użyciem) i podkreślenia przemożnej roli upłciowionego kontekstu (moderującej roli otoczenia, które jest nasycone społecznymi konstrukcjami związanymi z płcią) – pojawia się podstawowy apel do czytelnika: bądź ostrożny wobec tej złożoności! I wydaje się, że taki apel powinien pozostać w pamięci po lekturze tej książki. Książki obszernej z uwagi na liczne odniesienia naukowe. Książki momentami puszczającej oko do czytelnika i niebojącej się polemizować nawet z uznanymi autorami i szacownymi tytułami czasopism. Interakcja aspektów biologicznych, obecnych w funkcjonowaniu kobiet i mężczyzn (czasem na różny sposób, zaś czasem w sposób nieodbiegający od siebie), i społecznych (często zależnych od konkretnego doświadczenia życiowego i miejsca na świecie) daje liczne potencjalne punkty dojścia (zarówno odmienne, jak i podobne sposoby funkcjonowania). Jednak mechanizmy tej interakcji nigdy nie są jednoznacznie proste i dające się wyrazić w sformułowaniu: „to ze względu na to, że jesteś mężczyzną/kobietą postąpiłeś/postąpiłaś tak lub inaczej”. Podobnie jak wnioskowanie esencjalistyczne jest nieuprawnione, nieuprawnione jest też wnioskowanie o czystym kontekstualizmie – jakoby tylko kontekst generował różnice międzypłciowe. Interakcja czynników pokazuje, iż rola obu źródeł zmienności ma znaczenie. Dlatego potrzebna jest ostrożność.

Tej chyba nieco zabrakło w sformułowaniu… tytułu książki Cordelii Fine. Urojenie to błędny sąd, który połączony jest z przekonaniem o jego prawdziwości i niezdolnością lub obniżoną zdolnością zweryfikowania go pod wpływem obiektywnych informacji. Precyzyjnie rzecz ujmując, jest typem zaburzenia poznawczego obecnego np. w psychozach schizofrenicznych. Stąd sformułowanie „Urojenia płciowe” po prostu nie powinno być podsumowaniem i puentą całkiem solidnego przeglądu badań trudnych w odbiorze nauk styku psychologii i biologii. Dość zauważyć, że wykazanie, że kobiety i mężczyźni nie różnili się pod kątem jakiejś właściwości w badaniu neuroobrazowym (lub jakimkolwiek innym), nie jest dowodem braku różnic. Metodologicznie rzecz ujmując, jest tylko wynikiem pozwalającym utrzymać hipotezę zerową o braku różnic (a nie dowiedzeniem tego braku). Płeć to nie urojenie, choć jako kategoria społeczna wytwarza w umysłach konstrukcje nie zawsze oddające w pełni naturę obiektywnych korelatów płci biologicznej (psychologicznych, neurologicznych, fizjologicznych etc.). Książka Fine pokazuje, że płeć jako fakt biologiczny i społeczny jest stale odkrywana. W tym odkrywaniu powodują naukowcami, popularyzatorami i czytelnikami pobudki wynikające z chęci unikania błędów poprzednich generacji badaczy – błędów polegających na priorytetyzowaniu jednej płci kosztem drugiej i próbach tłumaczenia tego wyróżniania względami biologicznymi. Mimo dalszego niezadowolenia z przejawów nierówności płciowych pobudki te nie mogą wpływać na osłabienie czujności i ostrożności w interpretacji wyników aktualnych badań (a szerzej: w ich projektowaniu i komentowaniu). Wyostrzanie obrazu różnic międzypłciowych powinno zatem być przede wszystkim precyzyjne i ostrożne. Ważenie „150 gram różnicy w wadze mózgu kobiet i mężczyzn” nie odbywa się tylko na wadze laboratoryjnej, ale na licznych wagach analitycznych: psychologicznych, neurologicznych, socjologicznych, fenomenologicznych. Eliminowanie lub uprzywilejowanie którejkolwiek z tych wag jest nieuprawnione, a jednocześnie kusi, bo uprościłoby obraz. Musimy pozostać w pewnej nieokreśloności. Nie wyciągając pochopnych wniosków.
Cordelia Fine: „Urojenia płciowe. Jak dzięki naszym umysłom, społeczeństwu i neuroseksizmowi powstają różnice między kobietami a mężczyznami”. Wstęp i opracowanie naukowe Aleksandra Derra. Przeł. Aleksandra Derra, Alicja Łuka, Wojciech Sak. Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Toruń 2019 [seria: Polityka w kulturze].