Wydanie bieżące

15 lipca 14 (374) / 2019

Agnieszka Wójtowicz-Zając,

MAŁA KSIĄŻECZKA O MIZOGINII (MARIA BOGUCKA: 'MIZOGINIA')

A A A
Kiedy otrzymałam propozycję zrecenzowania książki Marii Boguckiej „Mizoginia”, spodziewałam się opasłego tomu (co najmniej jednego, z zastrzeżeniem, że planowane są jeszcze dwa dodatkowe). Zapewne każdy, kto choć otarł się o studia kobiece (women’s studies), zdaje sobie sprawę, że badaczki i badacze mizoginii (raczej nieliczni) materiału mają pod dostatkiem. Kultura europejska (aby już na wstępie dokonać zawężenia perspektywy, umożliwiającego opisanie tematu) obfituje w dzieła, teksty, broszury, akty prawne, normy obyczajowe, a także przesądy i uprzedzenia oparte na mizoginii, od antyku do współczesności. Biorąc pod uwagę skalę zjawiska, po książce zatytułowanej po prostu „Mizoginia”, bez żadnych zawężających tematykę podtytułów, można spodziewać się słusznych rozmiarów. Tymczasem propozycja Boguckiej to zaledwie broszura – 142 strony w niewielkim formacie. Jednocześnie na czwartej stronie okładki czytamy: „Zjawisko mizoginii było tak powszechne i tak bardzo infekowało wszystkie dziedziny życia od średniowiecza nawet po wiek XX, że nie sposób wyłączyć go z badań, jeśli mają one być prowadzone uczciwie. (…) Fakty te nie zostały przez zawodowych historyków zanalizowane dostatecznie starannie i przedstawione w sposób nie budzący wątpliwości w opracowaniach naukowych i podręcznikach. Literatura na temat mizoginii jest niezwykle uboga. To milczenie badaczy nie jest przypadkiem. Należy wziąć je pod uwagę i podjąć prace tak potrzebne, aby lepiej zrozumieć współczesne problemy i potrzebę działań na miarę XXI wieku” – trudno się z autorką nie zgodzić, jak jednak zamierza wypełnić tę lukę na zaledwie 142 stronach?

Wyjaśnienie co do gabarytów książki pojawia się już w pierwszych zdaniach wstępu: „Oddaję do rąk Czytelnika nie opracowaną systematycznie rozprawę naukową, lecz zbiór złożony z kilku esejów prezentujących różne epoki, które łączy jedynie problem sytuacji kobiet i roli w nim mizoginii.” (s. 7). Nie roszcząc sobie pretensji do naukowości, autorka podaje definicje mizoginii, zauważając na wstępie, że pojęcie to traktowane jest różnorodnie, za „Encyklopedią katolicką” (gdzie hasło ‘mizoginia’ w ogóle nie zostało odnotowane) i „Encyklopedią PWN” z 1966 roku, uznając pomieszczony tam opis za niewystarczający. Poleca osobom „bardziej krytycznym i wnikliwym” zapoznać się z pracami historyków angielskich i amerykańskich, dając obszerny przypis, ale ani nie komentując ustaleń poczynionych przez badaczy anglojęzycznych, ani ich nie streszczając. Wstęp do zbioru esejów jest niezwykle lapidarny, by nie rzec – rażąco krótki. W porównaniu z zakończeniem, które zajmuje mniej więcej jedną trzecią strony, w większości przedrukowanym na czwartej stronie okładki, wygląda jednak na całkiem rozbudowany. Oba teksty sprawiają wrażenie napisanych godzinę przed wysłaniem książki do składu, żeby jakoś obudować pozbierane skądinąd eseje. Zajmijmy się jednak właściwą zawartością „Mizoginii”.

Zbiór składa się z 10 esejów, zatytułowanych np. „Kobieta w dziejach Europy”, „Emancypantki”, „Polka”, „Czy kobieta jest człowiekiem?”, „W fatalnym trójkącie. Między ciążą, porodem i poronieniem” czy „ Kobieta w literaturze staropolskiej (wieki XVI-XVIII)”. Tematy szeroko zakrojone opisywane są na kilkunastu, najwyżej dwudziestu stroniczkach, co skutkuje potężnymi skrótami i dużymi uproszczeniami. Przede wszystkim autorka nie czyni rozróżnienia między antyfeminizmem i mizoginią, traktując oba pojęcia wymiennie, żadnego nie definiując – a jedyną definicję, jaką podaje we wstępie, uznaje za „niewystarczającą”. Agnieszka Gajewska, autorka rozbudowanego hasła ‘mizoginia’ w „Encyklopedii gender. Płeć w kulturze” definiuje zjawisko jako „nienawiść do kobiet; irracjonalny strach przed kobietami; uczucie wrogości bądź odrazy i wstrętu do kobiet obecne w instytucjach kultury, pisarstwie, rytuałach życia społecznego” (Gajewska 2014: 319), rozróżniając wiele form tychże, wymienia m.in. konserwatyzm patriarchalny, utożsamiony z antyfeminizmem, który definiuje następująco: „Konserwatyzm patriarchalny (antyfeminizm) nie piętnuje kobiety jako istoty z natury złej i pozbawionej moralności, jednak podkreśla nieredukowalność różnic między kobietą i mężczyzną pod względem zdolności i potrzeb” (Gajewska 2014: 320-321). Antyfeminizm byłby więc w tym ujęciu postawą przeciwną równouprawnieniu, jednakże nie nosi piętna nienawiść i irracjonalnego lęku, jaki cechuje mizoginię jako szersze zjawisko. Ponadto nie wszystkie eseje zostały poświęcone mizoginii – część z nich jest po prostu historią kobiet, która okazuje się, owszem, ściśle związana z mizoginistycznymi aspektami kultury danego okresu, ale nie jest z nimi tożsama.

Pierwszy, wprowadzający esej ma charakter przeglądowy, opisujący sytuację kobiety w Europie na przestrzeni wieków. Autorka wychodzi od dwóch „korzeni” kultury europejskiej, tradycji judeochrześcijańskiej oraz grecko-rzymskiej, by następnie pobieżnie omówić wszystkie epoki aż do współczesności. Esej kończy się optymistycznym akapitem o powolnym, ale jednak zauważalnym postępie cywilizacji i rozwoju kultury, autorka wyraża nadzieję, że „jesteśmy na drodze ku takiej organizacji życia społecznego, w której egzystencja człowieka nie będzie determinowana przez płeć, ale przez jego charakter, talenty, aktywność” (s. 30). Co ciekawe, niemalże identycznym zdaniem kończy się esej „Emancypantki”: „Jesteśmy, jak sądzę, na drodze ku takiej organizacji życia społecznego, w której egzystencja człowieka nie będzie determinowana przez płeć, ale przez charakter, talenty, aktywność” (s. 39), co tylko wzmaga podejrzenia o przygotowywanie książki w sposób niedbały, z okazjonalnych tekstów publikowanych bądź wygłaszanych „tu i ówdzie”, na kanwie jednego pomysłu. Powtórzeń tych samych stwierdzeń i informacji jest znacznie więcej: kobiety w Biblii i czasach antycznych pojawiają się na s. 11, 40, 62, 84, 86, pozycja kobiety w rodzinie germańskiej, ochrona ciężarnych oraz kary za uszkodzenie rąk tkaczki we wszesnośredniowiecznej Fryzji pojawiają się w esejach „Kobieta w dziejach Europy”, „Czy kobieta jest człowiekiem?” oraz „»Przypadkowe zwierzę« czy »kapłanka ogniska domowego«?”, z kolei wpływowe żony i matki królów w wyliczeniu pojawiają się na s. 14, 40 (tu bez imion), 65, 87. Przykłady podobnych powtórzeń można by mnożyć. Tym bardziej rzucają się one w oczy, że są to bardzo skrótowe i pobieżne przykłady w rodzaju: „W X i XI wieku ogromną władzę zyskały cesarzowe Niemiec, Adelajda i Teofano. W Anglii wielką rolę odegrały królowa Emma i Edith” (s. 87, między innymi). Co wynika z tak skrótowo podanej informacji? Czego dowiadujemy się o tych władczyniach, poza tym, że zyskały „ogromną władzę” i odegrały „wielką rolę”? Na czym polegały te role i ta władza, jakimi zabiegami wymienione kobiety je uzyskały i utrzymały, w jaki sposób i do jakich celów wykorzystywały swoją pozycję? Tego, niestety, nie dowiemy się ze składających się na „Mizoginię” esejów. Sam „esej” jako nazwa zastosowana dla pomieszczonych w publikacji tekstów wydaje się nadana nieco na wyrost, gdyż większość z nich przypomina (średnio interesujące) odczyty lub notatki.

Słabością „Mizoginii” są nie tylko uproszczenia i narzucające się powtórzenia, jest nią także styl, w jakim zostały napisane kolejne teksty. Po autorce imponującej liczby książek historycznych, także o charakterze popularyzatorskim, postaci ważnej i zasłużonej dla nauki, można by spodziewać się wiele – czytelnicy chwalą jej książki jako zajmujące, taki jest zresztą cel pisarstwa popularyzatorskiego: zainteresować czytelnika tematem, o którym do tej pory wiedział niewiele albo nic. Skoro we wstępie autorka odżegnuje się od ambicji naukowych w przypadku „Mizoginii”, można założyć, że zbiór będzie miał charakter popularyzatorski. Zebrane w książce teksty mają charakter przede wszystkim informacyjny, opierający się na wyliczeniach i przykładach (jak wskazywałam wyżej, nagminnie się powtarzających). Próżno szukać w artykułach elementów narracyjnych, minifabuł czy chociaż zajmującego komentarza do przytaczanych dzieł (zwłaszcza w rozdziałach „Żona »wyćwiczona« czy partnerka?”, „»Przypadkowe zwierzę« czy »kapłanka ogniska domowego«?”, „Kobieta w literaturze staropolskiej (wieki XVI-XVIII)”, które stanowią bardziej zbiory cytatów, niż artykuły czy eseje).

Artykuły są, owszem, informacyjne, ale niewiele ponadto, a i podawane w nich informacje wydają się często dobrane losowo lub wybrakowane. Dla przykładu, Zygmunt Freud, postać o olbrzymim znaczeniu dla opowiadanej historii postrzegania i pozycji kobiet w kulturze europejskiej, pojawia się raz i poświęcono mu jedno zdanie: „Austriacki psycholog Zygmunt Freud przyczynił się do rozbudowy tego stereotypu, gdy nawiązując do teorii »niepełnego człowieka«, przypisał kobietom kompleks braku penisa i zgromadził fortunę na rzekomym leczeniu swoich histerycznych bogatych pacjentek” (s. 128) – i po cóż badaczki spod znaku feminizmu i psychoanalizy czernią strony drobiazgowymi analizami dorobku Freuda, jeśli sprawę zamknąć można w jednym zdaniu? Zadziwiający jest wybór nazwisk filozofów i pisarzy o ciągotach mizoginicznych. Nie pojawia się ani razu Otto Weininger, autor „Płci i charakteru” (1903), ani niechętni kobietom filozofowie i poeci XIX wieku (jak i innych stuleci), a ci, którzy się pojawiają, zostają potraktowani naskórkowo. Przedziwna jest także, po tak suchych i stylistycznie ubogich tekstach, maniera autorki związana z zakończeniami. Eseje kończą się albo konstatacjami o postępie cywilizacyjnym, albo jednozdaniowymi, urywającymi nagle wątek, konstatacjami w rodzaju „Miłość w wydaniu staropolskim bywała więc czasem śmiertelną pułapką” (s. 124, zdanie to stanowi osobny akapit), „O tej tragicznej stronie naszej historii milczą podręczniki szkolne” (s. 83, to także osobny akapit), „Czy to się kiedyś wreszcie zmieni?” (s. 59 – słuszne pytanie, lecz czemu w osobnym akapicie?), „Czy mizoginia okaże się zjawiskiem trwałym, niezbywalną cechą charakteru tej części ludzkości, która mogłaby swoje możliwości i talenty lepiej wykorzystywać dla dobra całego społeczeństwa? Na to pytanie nie mam odpowiedzi” (s. 72). Obfitość cytatów w niniejszej recenzji ma na celu jedynie ukazanie licznych mankamentów tej publikacji oraz nużących powtórzeń, z którymi musiała się w lekturze zmierzyć pisząca te słowa.

„Mizoginia” Marii Boguckiej jest zbiorem, który wiele obiecuje, ale obietnic tych nie spełnia – nie przyczyni się raczej do wzrostu zainteresowania historią kobiet i mizoginii wśród badaczy, nie przyciągnie czytelnika nieprofesjonalnego swoim suchym i repetycyjnym stylem, nie wypełnia żadnej luki w badaniach (książek i artykułów dużo bardziej wnikliwych, naukowych i popularyzatorskich, jest jednak już całkiem sporo). Niestety, praca sprawia wrażenie zbioru tekstów napisanych na rozmaite okazje, opartych niejednokrotnie na tym samym pomyśle i podpartych tymi samymi przykładami, pobieżnie zredagowanych i puszczonych do druku. Szkoda, wielka szkoda.

LITERATURA:

Gajewska A.: „Mizoginia”. W: „Encyklopedia gender. Płeć w kulturze”. Red. M. Rudaś-Grodzka i in. Warszawa 2014.
Maria Bogucka: „Mizoginia”. Oficyna Naukowa. Warszawa 2018.