Wydanie bieżące

15 lipca 14 (374) / 2019

Sara Nowicka,

NARCYZ I CHRONOS (GYULA KRUDY: 'MIASTO UŚPIONYCH KOBIET')

A A A
Gyula Krúdy zdaje się być najbardziej cenionym węgierskim pisarzem. Czytając kolejne publikacje, powstające przy okazji premiery polskiego tłumaczenia „Miasta uśpionych kobiet”, łatwo zauważyć, że autor budzi powszechny zachwyt wśród krytyków (z Krzysztofem Vargą na czele!), czytelników oraz literatów. Noblista Imre Kertész w wywiadach przyznawał się do stałej lektury dzieł Krúdyego, którego sportretował w „Dzienniku galernika”. Sándor Márai napisał powieść zainspirowaną najsłynniejszym cyklem prozy pisarza – o Sindbadzie Żeglarzu – zatytułowaną „Sindbad powraca do domu”, w której starał się naśladować styl mistrza. Co ciekawe Krúdy, który w swoim 55-letnim życiu napisał aż trzy tysiące opowiadań i prawie siedemdziesiąt powieści, nie podporządkował swojego życia literaturze. Wręcz przeciwnie, jego postać stała się legendarna nie tyle ze względu na literacki talent, ale przez dość awanturniczy tryb życia. Pisarz był stałym bywalcem cieszących się nienajlepszą sławą lokali. Słynął również z licznych romansów oraz udziału w pojedynkach. Opowiadania zebrane w tomie „Miasto uśpionych kobiet” są odbiciem jego bogatego życia połączonego tu z literacką fikcją.

Polski czytelnik najprawdopodobniej o Krúdym nigdy nie słyszał. Nic w tym dziwnego, z niebywale bogatej twórczości Węgra na język polski zostały przetłumaczone jedynie dwa tytuły – „Laur dla Natalii” i „Sindbad”, zbiór opowiadań stanowiący tylko niewielki (stustronicowy) ułamek cyklu o legendarnym żeglarzu. Pisarz zapożyczył postać z „Księgi tysiąca i jednej nocy”, by wprowadzić ją w oniryczny świat małych węgierskich miasteczek. Według autorki posłowia i tłumaczki większości zawartych w „Mieście uśpionych kobiet” tekstów, Elżbiety Cygielskiej, Sindbada można czytać jako alter ego pisarza. Autor stanowczo zaprzeczał takim interpretacjom, choć trudno nie odnaleźć analogii pomiędzy bujnym życiem erotycznym bohatera i pisarza.

Sindbad jest postacią zwieszoną poza czasem. W opowiadaniach płynnie przechodzi pomiędzy teraźniejszością, a czasem dzieciństwa i młodości. Raz ma ponad sto lat, innym razem – nie żyje: „Sindbad – który już dawno umarł, a ci, co twierdzą, że spotkali go wczoraj czy przedwczoraj w karczmie, gdzie raczył się winem, albo jak nocą krążył po ulicach, nie widzieli prawdziwego żeglarza, tylko jego cień …” (s.117). W tekstach z tego cyklu Krúdy bada psychologię bohaterów związaną z najbardziej emocjonującymi tematami – miłością i erotyką. Sindbad często bywa postacią okrutną, jego stosunek do kobiet budzi sprzeciw czytelnika. Jednak jest również ofiarą nostalgii i własnych porywów serca, jak w opowiadaniu, w którym widzi odbicie swojej dawnej miłości w jej córce. W warstwie fabularnej pisarz skupia się na erotycznych podbojach swojego bohatera, lecz tak naprawdę tematyka opowiadań jest znacznie poważniejsza – to podszyty melancholią namysł nad naturą czasu, nad przemijaniem oraz śmiercią. Historie pełne są poezji i oniryzmu, co koresponduje z twórczością Bolesława Leśmiana, który także wykorzystał w swojej twórczości postać Sindbada Żeglarza.

„Miasto uśpionych kobiet” to nie tylko sen, erotyzm i metafizyka. To także bardzo sugestywny portret Pesztu – w felietonach, oraz małych węgierskich miast i ich mieszkańców – w opowiadaniach. Krúdy łączy niemal publicystyczną obserwację z bardzo plastyczną wyobraźnią. Obok takich zdań jak: „w domu, gdzie jest nieboszczyk, ludzie stają się lepsi, bardziej skupieni, cierpliwsi, bo zmarły uczy ich cierpliwości” (s. 50), pojawiają się metaforyczne opisy: „co takiego może być w tych ucichłych domach, że ludzie nie wybiegają z nich z płaczem, jakby nagle uświadomili sobie, że nie warto żyć? Co takiego podtrzymuje w nich życie na tyle, by mogli przerwać samotne, smutne, zimowe wieczory, kiedy okna pokrywają się szronem, ciemność jest ciemnością grobu, łóżko upodabnia się do trumny, a człowiek leży w nim bezsennie, zgrzytając zębami, bo mucha śniąca swój zimowy sen spadła mu nagle z sufitu na nos? Czym jest to, co daje im chęć bezcelowego czekania na jutro? A co będzie jutro – msza święta, ślub, śmierć – że warto przewracać się z boku na bok całą długą gorzką zimową noc, kiedy tak rzadko bije zegar na wieży?” (s. 47). Jak widać śmierć, razem z czasem i seksem, jest głównym przedmiotem zainteresowań pisarza.

W „Mieście uśpionych kobiet” nie brakuje jednak humoru i lekkości. Najlepszym dowodem jest pełne dowcipu opowiadanie „Do góry nogami” traktujące o najważniejszym fetyszu Krúdyego – kobiecych nogach. Kunszt pisarza robi największe wrażenie przy porównaniu dwóch opowiadań: „Ostatniego cygara w gospodzie Pod Karym” oraz „Żurnalisty i śmierci”. Każdy z tekstów jest napisany z innej perspektywy. Pierwszy – pułkownika mającego wykonać wyrok na krnąbrnym dziennikarzu, drugi zaś – dziennikarza chcącego uniknąć pojedynku, który ma się dla niego skończyć śmiercią. Historie różnią się nie tylko punktem widzenia, ale także stylem, co najlepiej świadczy o literackiej precyzji i umiejętnościach pisarza.

Krúdyego najczęściej porównuje się do Brunona Schulza, Marcela Prousta czy nawet Bolesława Leśmiana. Jednak w mojej opinii autora, który absolutnie nie może funkcjonować poza kontekstem węgierskiej kultury, można zestawić jedynie z twórcą, który zakotwiczony jest w tej samej tradycji. Dzieło Krúdyego kojarzy mi się z twórczością Gábora Bodýego, autora filmowego eposu „Narcyz i Psyche” (1980). Węgierski reżyser, podobnie jak Krúdy, zawiesza w swojej twórczości granice czasu i przestrzeni. Cezura między przeszłością a przyszłością w dziele obu twórców jest zawieszona, podobnie jak granica między jawą a snem. Bodý, tak samo jak Krúdy, łączy zainteresowanie tym, co cielesne i fizyczne, z tym, co duchowe. Dla obu ważna jest erotyka, przedstawiana w bardzo sensualny, poetycki sposób. Autorzy łączą sprawy niskie – rzeczywistość knajp i małych miasteczek – z metafizyką, duchowością i wielką sztuką. Obaj są jednocześnie anachroniczni i nowocześni. „Narcyz i Psyche” to arcydzieło filmowego postmodernizmu, bardzo nowatorskie w formie, które jednocześnie jest filmem kostiumowym nawiązującym do węgierskiego romantyzmu. Podobnie Krúdy pod wieloma względami formalnymi wyprzedza swoje czasy, a przy tym jest silnie zakorzeniony w przeszłości i stale nawiązuje do XIX-wiecznej literatury. W audycji „Dwukropek”, wyemitowanej w radiowej Dwójce, Cygielska zwróciła uwagę, że wiele postaci, które pisarz przedstawia w ironiczny sposób, to trawestacje bohaterów węgierskiej prozy z XIX wieku opisywanych w bardzo poważny sposób. Zmiana tonu – z poważnego na żartobliwy – to także jeden z elementów nowoczesnego stylu autora. Uważna lektura pozwala odnaleźć w „Mieście uśpionych kobiet” jeszcze więcej zaskoczeń. „Kiedy Szeplaki został sam i nie miał już z kim zamienić słowa, znów oddał się smętnym rozmyślaniom. Ale nie będziemy nawet próbowali ich tutaj opisać, zaznaczymy jedynie, że powracał w nich obrazek przedstawiający czerwonego konia, na którym siedział jeździec w bryczesach w pepitę i w cylindrze, pod spodem zaś widniał napis: »Życie umyka«. Czy i on sam (Szeplaki) nie powinien umknąć, zamiast jak głupi ustawiać się przed śmiercionośną lufą pistoletu?” (s. 284) – zacytowany fragment, w którym myśli bohatera przyjmują formę obrazu z ironicznym podpisem, przypominają żarty znane z czasów postmodernizmu – satyrycznych rysunków z gazet, komiksów, filmów oraz literatury nimi inspirowanej.

Zawarte w „Mieście uśpionych kobiet” opowiadania powstały sto lat temu. Wiele fragmentów brzmi dziś nieco anachronicznie, jednak nadaje to prozie Krúdyego dodatkowej jakości. Opowiadania, pełne melancholii w chwili publikacji, po upływie czasu zyskują dodatkową warstwę nostalgii, która działa na nie jak werniks na malarskie płótno – intensyfikuje barwy i dodaje szlachetności. Próżno szukać takiej jakości języka w dzisiejszej prozie, dlatego lektura Krúdyego to kwintesencja czytelniczej przyjemności.
Gyula Krúdy: „Miasto uśpionych kobiet”. Przeł. Elżbieta Cygielska, Teresa Worowska. Państwowy Instytut Wydawniczy. Warszawa 2019.