Wydanie bieżące

15 lipca 14 (374) / 2019

Luiza Stachura,

WADLIWA RZECZYWISTOŚĆ (SAYAKI MURATA: 'DZIEWCZYNA Z KONBINI')

A A A
Jeśli nie jesteś taka jak inni ludzie, nie doświadczasz tych samych problemów, nie powielasz scenariusza standardowego, czyli przewidywalnego życia, jeśli odczuwasz i odbierasz świat w sposób odmienny niż ten, który stanowi wzorzec, matrycę poprawności, to będziesz wciąż wzbudzać niepokój u innych. Ludzie dostrzegą w tobie chorą osobę, którą należy wysłać na leczenie, uzdrowić, przywrócić do społecznej normy. Ale gdy tylko zauważysz, jak puste i powierzchowne są wzorce zachowań, jak niewiele potrzeba, by wpasować się w otoczenie, wtedy nie będzie problemu, by ofiarować ludziom poczucie tego, że jesteś normalna, że wszystko z tobą w porządku.

Bohaterka i narratorka powieści Sayaki Muraty „Dziewczyna z konbini”, trzydziestosześcioletnia Keiko Furukura, jest utrapieniem dla rodziny i znajomych z uwagi na swoją „inność” w zachowaniu, wypowiadanych słowach, sposobie bycia i odczuwania. Od dziecka już była „dziwna”, bo nie przystawała swoim postępowaniem do normy wypracowanej przez społeczeństwo – gdy zobaczyła nieżywego ptaka, zaproponowała, by go zjeść, zamiast zakopywać, a gdy nauczycielka w szkole wpadła w histerię, dziewczyna chciała ją rozebrać, by ta się uspokoiła, a bijących się kolegów z klasy rozdzieliła, nim przybiegł nauczyciel, uderzając ich w głowy. Wszystkie wybryki bohaterki martwiły rodziców, którzy zabrali ją do psychologa. Widząc ich rozpacz, Keiko przestała robić cokolwiek z własnej woli, a zamiast tego zaczęła naśladować ludzi wokół siebie. Ku swemu zdziwieniu odzwierciedlanie zachowania innych osób sprawiło, że wreszcie przestano się nią niepokoić i zostawiono ją w spokoju. Ubocznym efektem było milczenie dziewczyny, jej małomówność – komentowała tylko to, co konieczne. Nie chciała bowiem, by znów próbowano ją leczyć. Bo jakże miała wytłumaczyć, że z nią wszystko w porządku. Ludzie mają tendencję do tego, by oceniać i uznawać, że lepszy jest znany świat, chociaż nieszczęśliwy, może wypełniony przemocą i brakiem szacunku, ale oswojony, bo znany. A przecież od samotności w pojedynkę gorsza jest samotność we dwoje.

Keiko nie ma męża, nie ma dzieci, nie jest ładna, nie robi kariery, a zatem stanowi balast dla społeczeństwa – mówi wprost autorka książki. Od osiemnastu lat pracuje w konbini, czyli całodobowym sklepie spożywczym, gdzie zatrudnia się ludzi tymczasowo, przeważnie studentów – nie jest to traktowane jako rodzaj stałego zajęcia. Ale właśnie to miejsce okazało się wybawieniem dla dziewczyny: „Działający bez przerwy, niezawodny, idealnie normalny świat. W tę rzeczywistość wierzyłam. W świat zamknięty w pełnym światła pudełku”. W konbini dopiero poczuła, że „stanowi trybik wielkiej maszyny obracający się wokół własnej osi”, tu narodziła się na nowo jako sprzedawczyni, od tego momentu zaczęła się prawdziwa historia jej życia, bo wszystko, co było wcześniej, to miraże, mgliste, niewyraźne fragmenty, niejasne sytuacje, nieco oniryczne. Muzyka konbini, rytm dnia i nocy sklepu wyznaczyły świat Keiko. Wrastała w tę przestrzeń, „przepotwarzała się” w ekspedientkę, czyli „stworzenie istniejące tylko na potrzeby konbini”, budowała swoją tożsamość – wiedziała, kim jest i gdzie znajduje się jej miejsce. Konbini stanowiło punkt odniesienia dla niej, kształtowało ją, rzeźbiło i stanowiło dowód na to, iż życie Keiko jest potrzebne, ma sens i cel.

W przeciwieństwie do rzeczywistości przestrzeń sklepu posiada konkretną instrukcję, wytyczne, według których należy bezwzględnie postępować, uśmiechać się, modulować głos i przybierać odpowiedni ton, stosować właściwe gesty oraz mimikę – wszystko jednakowe dla każdego, niemalże wszystkie sytuacje zostały przewidziane w przewodniku dla sprzedawców. Dlatego nie trzeba się trudzić, by wpasować się w otoczenie, wystarczy wsłuchać się w muzykę przestrzeni, czytać wnikliwie instrukcję, obserwować innych i naśladować ich, by wejść w rolę ekspedienta. Nawet w sklepie Keiko wychwytuje mechanizmy kierujące życiem społecznym, także tutaj uczy się „poprawnego” zachowania. W pewnym momencie przyzna: „Krótko po rozpoczęciu pracy w sklepie odkryłam, że ludzie są szczęśliwi, kiedy ktoś złości się z tego samego powodu, co oni”.

Konbini jest szczególnym miejscem z tego względu, że nic się w nim nie zmienia. Nie chodzi o asortyment czy sprzedawców, ale o powtarzalność czynności, sposób zachowania pracowników (wedle książkowego wzorca), cykliczność promocji, spokój i rytm dokonywania zakupów. Tu „wszelkie obce elementy są usuwane” – przestrzeń ma stwarzać poczucie normalności, ładu i spokoju dla wszystkich klientów. Zaskakujące, jak w kontekście całej powieści konbini przybiera kształt miniatury świata, realności otaczającej nas na co dzień. Nie tylko analogiczne są pewne rytuały i cykliczność, ale również takie elementy jak postrzeganie zachowania ludzi w kategoriach poprawnego i niepoprawnego czy wreszcie kwestia eliminacji obcych, nieprzystających osób, nieprzydatnych cząstek, tych trybików w machinie, które się zestarzały albo zachorowały. Keiko powtarza sobie, że musi się wysypiać i dobrze odżywiać, zgodnie z zaleceniami jednego z kierowników sklepu, który jej powiedział, że pensja jest także za to, by być witalnym i w pełni sił. Okres senilny, osłabienie organizmu czy choroba wykluczają, marginalizują, dookreślają człowieka jako „nieprzydatnego”, „zbędnego” – podobnie dzieje się w społeczeństwie poza konbini.

Do tego świata, według Keiko pozbawionego wad, wkrada się nowy pracownik, niejako dekonstruktor przestrzeni konbini – Shiraha. W związku z jego nachalnymi poszukiwaniami wśród klientek sklepu pięknej małżonki i jawnym lekceważeniem obowiązków, chłopak szybko zostaje zwolniony. Los chce, by po pewnym czasie jego droga zetknęła się ponownie z Keiko. Shiraha przedstawia jej swoje obserwacje dotyczące kondycji człowieka i społeczeństwa. Uważa on, że ludzkość nie zmieniła się nic od neolitu – kobieta musi być piękna, by znaleźć męża i urodzić dzieci; konieczne jest, by mężczyzna był zaradny, dużo pracował, dobrze zarabiał, piął się po szczeblach kariery, by mógł ożenić się z urodziwą dziewczyną i miał potomstwo, czym przyczyni się do rozwoju dobrobytu wspólnoty. W przeciwnym przypadku takie jednostki, niepodporządkowujące się społecznym prawidłom, są traktowane jako balast, ciężar dla zbiorowości, nie są przydatne. Olbrzymia presja prowadzi do obłędu. „Społeczeństwo bez przerwy nas osądza” – powie Shiraha. I ma rację w tym stwierdzeniu – nieustanne ocenianie i porównywanie powoduje, że przestaje się być tym, kim się chciałoby naprawdę, a zaczyna się gonić za ideałem, próbuje się dostosować do oczekiwań, usiłuje się spełniać wygórowane wymogi, tracąc to, co sprawia nam satysfakcje i radość.

Shiraha zauważa, że zarówno on (bez wykształcenia, dobrze płatnej pracy, z długami – bo i tych się dorobił), jak i Keiko (panna-dziewica po trzydziestce, bez perspektywy wyjścia za mąż z uwagi na wiek i nieatrakcyjny wygląd, dorywczo pracująca w konbini) są przez społeczność napiętnowani – naznaczeni jako „dziwni”, a tę „dziwność” powinni wymazywać, by odkupić swoje winy i zostać zaakceptowanymi. Chłopak chciałby przechytrzyć ludzi i ukryć się przed ich ciekawskim wzrokiem, proponuje zatem dziewczynie przewrotny układ. Ale czy Keiko, która wrosła w konbini, porzuci swój świat i wyruszy w podróż po „normalność”, wejdzie w świat w kobiet i przestanie być określana jako „nieprzystosowana społecznie”? Nic więcej nie zdradzę, warto bowiem, by czytelnik sam podążył za Keiko i jej próbami inicjacji w społeczność.

„Dziewczyna z konbini” Sayaki Muraty to zaskakująca opowieść o budowaniu własnego świata i tożsamości w oderwaniu od normy społecznej, od wytycznych innych ludzi, na przekór wszystkim. Japońska pisarka jednak na tym nie poprzestaje, nie zatrzymuje się na kreowaniu indywidualnej przestrzeni – trudno osądzać, na ile to świadomy zabieg. Pokazuje bowiem także, jak złudne bywają małe zamknięte światy, które rządzą się swoimi prawami – pozornie są bezpieczne, bo znane dla ich mieszkańców, ale dopiero patrząc na ich funkcjonowanie z zewnątrz, z dystansu, dostrzeże się „wadliwości”, mankamenty. Tak jest też z „doskonałym” konbini Keiko – odrzucającym „obce elementy”. Nie ma idealnej przestrzeni tworzonej przez człowieka, bo każda jest naznaczona jego niedoskonałością. Keiko zauważa braki w społeczeństwie, pewną schematyczność myślenia i działania, do których nie ma jednak spisanych instrukcji, ale jednocześnie nie widzi, że konbini to miejsce bardziej dla maszyn – przewidywalne, bo bazujące na powtarzalnych ruchach, naśladujących gestach, bez możliwości zmiany, przearanżowania dekoracji.
Sayaka Murata: „Dziewczyna z konbini”. Przeł. Dariusz Latoś. Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kraków 2019.