Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (375-376) / 2019

Magdalena Kempna-Pieniążek,

SZTUKA ZMYŚLANIA (MORZE ARALSKIE)

A A A
Komiks José Carlosa Fernandesa i Roberto Gomesa w zasadzie mógłby się obyć bez ramy narracyjnej tak wątłej, że wydawca zamieścił ją nie w środku, lecz na okładce publikacji. Mógłby, ale zarazem nie może, a odpowiedzią na ten szczególny stan rzeczy jest fakt, że owa rama – trochę paratekst (w końcu to okładka), a trochę metatekst (bo jednak komentarz sugerujący przynależność komiksu do konwencji znalezionych – w tym przypadku: poddanych graficznej adaptacji – taśm) – doskonale wpisuje się w patronującą tomowi ideę: jak zmyślać, to od początku do końca. Notabene, tę samą zasadę twórcy zastosowali do własnych biografii i w zabawnych notkach autorskich zaprezentowali się jako portugalski komunista z czasów Lenina, zlinczowany przez rybaków z Uzbekistanu (Fernandes) oraz jako dwunoga ryba z Morza Aralskiego (Gomes).

„Odczyt z czarnej skrzynki: Lot 713 do Belize nigdy nie dotarł do celu. Samolot znaleziono po dwóch dniach, tylko lekko uszkodzony, w gęstwinie lasu równikowego na Jukatanie, w pobliżu Uxmal” – czytamy na okładce. – „Po załodze i pasażerach nie było ani śladu. Zawartość czarnych skrzynek wprawiła specjalistów od aeronautyki w osłupienie: zamiast zapisu rozmów pilotów z kontrolą lotu na taśmach znajdowały się niezwykłe historie, pozornie ze sobą niepowiązane, opowiadane monotonnym i zmęczonym głosem, który z całą pewnością nie należał do żadnego z członków załogi…”. Rzeczywiście, zawarte w tomie historie wydają się ze sobą niepowiązane; i rzeczywiście – brak powiązań jest tylko pozorny, ponieważ coś jednak te opowieści łączy. Nie objętość (rozpięta między zaledwie trzema i aż kilkunastoma planszami) i nie estetyka (eklektyczna, do czego jeszcze wrócę), lecz sygnalizowana w przytoczonym cytacie niezwykłość oraz – i to chyba ważniejsze – status bohaterów, którzy w każdym przypadku są Innymi, obcymi, outsiderami.

Jeśli chodzi o niezwykłość, to konwencję, w jakiej utrzymane są opowieści, najłatwiej byłoby powiązać z realizmem magicznym, z silnym akcentem postawionym na wątek apokalipsy. Duch tej ostatniej unosi się zwłaszcza nad tytułową opowieścią o znikającym Morzu Aralskim i zamieszkujących je dwunożnych rybach, a także nad ostatnim rozdziałem tomu, prezentującym zamkniętą szkołę, w której niegdyś trenowano łososie, aby mogły z powodzeniem przebyć podróż w górę rzeki („Teraz łososie są hodowane, więc szkoła straciła rację bytu” – konstatuje protagonista historii [s. 69]). Motyw przemijania prześwituje też jednak z „Ubrań zmarłego”, gdzie nieboszczycy zapowiadają swój strajk generalny, oraz z kameralnego „Otwarcia Kanału Panamskiego”, którego bohaterka od półwieku czeka na zaproszenie na tytułowe zdarzenie, mimo iż już dawno się ono odbyło. Ostatnia ze wspomnianych – a zarazem najkrótsza – historia wydaje się symptomatyczna dla statusu postaci z wszystkich opowieści, które bez wyjątku, choć każda na nieco inny sposób, utknęły między przeszłością i przyszłością. Niby wiedzą, że świat ruszył do przodu – zmienił lub zmienia swą postać – a jednak jakoś trudno jest im oderwać się od jego minionej formy, przeciąć łączącą je z nią więź. Dla Marilii z „Otwarcia Kanału Panamskiego” więź ta przybiera formę wspomnienia nocy spędzonej z inżynierem Lezeptem i nadziei przez nią rozbudzonej; dla bezimiennego staruszka z „Zapomnianej sztuki pływania w górę rzeki” jest nią miejsce – zamknięta szkółka dla łososi, której dotąd nie opuścił, a dla protagonisty „Byka na dachu” – świadomość popełnionej winy, o której przypomina mu tytułowe zwierzę. Nieboszczycy z „Ubrań zmarłego” nie mogą się pogodzić z nowymi obyczajami pogrzebowymi: protestują przeciwko ubieraniu ich do trumny w nie najlepsze garnitury i przynoszeniu na groby plastikowych kwiatów, a bohaterowie „Morza Aralskiego” z trudem – i na ogół nieskutecznie – próbują odnaleźć swoje miejsce w świecie, w którym nie są już rybami, lecz zarazem nie są jeszcze w pełni ludźmi.

Jak zatem widać, komiks Fernandesa i Gomesa nie jest zbiorem przypadkowych historii. Różnorodność zawartych w nim opowieści zasadza się nie na fabule (można sobie bowiem wyobrazić, że bohaterowie wszystkich rozdziałów należą do tego samego świata), lecz na estetyce. Gomes nawiązał do rozmaitych stylistyk. Mamy tu zarazem dążenie do fotorealizmu podszyte poetyckością w stylu Shauna Tana („Morze Aralskie”) oraz szkice w odcieniach sepii („Byk na dachu”, „Otwarcie Kanału Panamskiego”), jak i co nieco groteskowej wyrazistości w przytłumionej szaro-brunatnej kolorystyce („Ubrania zmarłego”). Znowu jednak wypada zaznaczyć, że ta różnorodność w gruncie rzeczy maskuje spójność konceptu, w każdej historii bowiem odnajdziemy podobne rozwiązania w konstruowaniu napięcia między bliskimi ujęciami twarzy bohaterów a tym, na co patrzą (niekoniecznie zaś tym, co widzą) czy charakterystyczne sekwencjonowanie ruchów. Kadr przedstawiający staruszka ze szkółki dla łososi z mozołem schodzącego po drewnianych schodach swoją trójetapowością w zasadzie niewiele różni się od kadru prezentującego w jednym syntetycznym ujęciu trzy fazy ruchu wstającej z łóżka młodziutkiej Marilii; z kolei widok starej Marilii, spoglądającej przez okno, za którym widzi nie teraźniejszość, lecz sceny ze swojej przeszłości, koresponduje z podobnie enigmatycznym obrazem twarzy protagonisty „Byka na dachu”, gdy ten spogląda na szczyt domu, w którym mieszka i – widząc tytułowe zwierzę – myśli o zniszczonych wiosną jaskółczych gniazdach.

Na koniec wróćmy do ramy narracyjnej. Półwysep Jukatan, gdzie Fernandes i Gomes „odnajdują” swoje historie, to szczególna przestrzeń. Terytorium, na którym rozwijała się cywilizacja Majów, w XVI wieku było świadkiem hiszpańskiej konkwisty, de facto zaś ludobójstwa na niespotykaną skalę. W pewien sposób jego historia koresponduje z apokaliptycznym nastrojem „Morza Aralskiego”, złożonego z opowieści outsiderów i o outsiderach, tych, którzy jak(o) ryby głosu nie mają, i tych, którym ten głos odebrano. W komiksie Fernandesa i Gomesa karą za zniszczenie jaskółczych gniazd jest uporczywa obecność byka na dachu domu winowajcy, a zemstą za powierzchowność pogrzebowych rytuałów – „zawieszenie śmierci” przez nieboszczyków. W tytułowej opowieści cierpią wszyscy: i rybacy, którym coraz trudniej dotrzeć do kurczącego się morza, i dwunożne ryby próbujące upodobnić się do ludzi. Mechanizm okrutnej mimikry – ryby zabijają ludzi, by przyjąć ich wygląd i upodabniając się do nich, uniknąć dalszego zabijania, które jednak następuje, bo ludzie mszczą się za dokonane w obronie rybiego gatunku morderstwa – można odczytywać jako metaforę kolonializmu. Ostatecznie oficjalna narracja o konkwiście też jest na swój sposób zmyśloną historią, pod którą wciąż kryją się pokłady opowieści nigdy niewypowiedzianych, podobnie jak Marilia od lat czekających na zaproszenie. A uporczywie powracający w komiksie wątek przeszłości, która długim cieniem kładzie się na teraźniejszości, skłania do zadawania pytań o to, co naprawdę kryje się za groźbą: „Kiedy będziesz wyjmować sukienkę z szafy i poczujesz zimną dłoń, będziesz wiedzieć, o co chodzi” (s. 49).
José Carlos Fernandes, Roberto Gomes: „Morze Aralskie” („O Mar de Aral”). Tłumaczenie: Jakub Jankowski. Wydawnictwo timof comics. Warszawa 2019.