ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (375-376) / 2019

Przemysław Pieniążek,

SZPITAL NA PERYFERIACH GROZY (GARTH MARENGHI'S DARKPLACE)

A A A
Charyzmatyczny lekarz oraz ordynator medycznej placówki dzielnie stający zarówno w obliczu wyzwań codzienności, jak i manifestacji piekielnych sił. Autor bestsellerowych horrorów oraz jego wydawca wspominający kulisy powstawania serialu (gdzie zagrali główne role), którego „wywrotowy” charakter skazał produkcję na los „zaginionego klasyka”. Dwóch Brytyjczyków, którzy stworzyli niesamowity program telewizyjny, ze swadą piętrzący poziomy narracji. Oto przed Państwem „Garth Marenghi’s Darkplace”!

Medyczny przedsionek piekła

Na miejscu potencjalnego pacjenta uciekałbym stamtąd, gdzie pieprz rośnie. W porównaniu z położonym w Romford (hrabstwo Essex) złowieszczym szpitalem o niepozornej nazwie Darkplace osławione Królestwo Larsa von Triera wydaje się domem spokojnej starości. Piekło odcisnęło na tym miejscu swoje piętno – dlatego stosunkowo łatwo zrozumieć mnogość przerażających wypadków oraz paranormalnych aktywności manifestujących się na (szeroko pojętym) terenie medycznej placówki. Ale na szczęście nad wszystkim czuwa doktor Rick Dagless (lekarz medycyny) – sardoniczny okularnik o chmurnym spojrzeniu oraz imponującej plerezie, renomowany neurolog-internista, weteran Wietnamu i wojen na Falklandach, szybkostrzelny ex-czarnoksiężnik (pod kitlem ukrywa rewolwer 44 Magnum) oraz ojciec niemogący pogodzić się ze śmiercią ukochanego syna (pół człowieka, pół konika polnego).

Zwierzchnikiem „Daga” jest wąsaty ordynator Thornton Reed: typ „gościa z jajami” (właściwie to z jednym – drugie stracił podczas wojny koreańskiej), który stara się zaprowadzić porządek w szpitalu (niejednokrotnie używając do tego shotguna), podlegając jednak jurysdykcji enigmatycznego szefa wszystkich szefów, Won Tona. Bliski kompan Ricka to doktor Lucien Sanchez: przemawiający zaskakująco niskim głosem przystojniak, który służył wraz z głównym bohaterem w Wietnamie. Ów chirurg-amant jest ponadto niezłym strzelcem oraz mistrzem sztuk walki. Do barwnej załogi należy także doktor Liz Asher; blondwłose medium, które w stanie skrajnego podenerwowania daje upust telekinetycznym zdolnościom.

Fantastyczna czwórka dzielnie staje w obliczu wydarzeń, od których włos jeży się na głowie, a śmietanka ścina w kawie. Samoistnie eksplodujący przyjaciel Daglessa będący bramą do piekieł; gigantyczna gałka oczna gwałcąca mężczyznę, który chwilę później wydaje na świat uroczego okogłowa; deewolucja personelu spowodowana podejrzanie zieloną cieczą, pojawiającą się w dystrybutorach wody pitnej; mściwe duchy szkockich wojowników przybywające w asyście duszącej mgły czy wkradający się na teren szpitala kosmiczny opar wywołujący przemianę ponętnej pacjentki w humanoidalny brokuł – to codzienność Darkplace.

Wyznania „tytana horroru”

Tak pokrótce można scharakteryzować fabularną esencję serialu telewizyjnego, stworzonego w latach osiemdziesiątych przez Gartha Marenghiego – kultowego pisarza bestsellerowych powieści, opowiadań oraz poematów grozy, wizjonera, szamana, „sennego fantasty” oraz „duchowego przewoźnika”, intelektualnego guru i aktora, grającego w przywoływanym programie rolę Ricka Daglessa. Ten urodzony w Leytonstone człowiek renesansu wychowywał się w Romford, gdzie podjął także pierwszą pracę (w branży reklamowej). Po godzinach jednak zajmował się pisaniem.

Niestety, świat nie był jeszcze przygotowany na szokującą powieść pod tytułem „Slicer” (owocującą powstaniem w przyszłości trzech błyskotliwych kontynuacji znanych jako „Slasher”, „R.I.P.P.E.R.” oraz „Slicer IV: The Blade is Back”). Dopiero komercyjny sukces (bo w przypadku Marenghiego artystyczny splendor jest sprawą oczywistą) książki „Black Fang” – śmiałej wizji Wielkiej Brytanii zdominowanej przez szalenie inteligentne, zdolne do prowadzenia pojazdów szczury urodzone przez pracownice pewnej fabryki – zapewnił autorowi zawodową stabilizację i finansową niezależność, pozwalającą mu skoncentrować się wyłącznie na tworzeniu.

Wśród wiekopomnych dzieł prozatorskich Gartha znajdziemy takie kanoniczne utwory jak „The Ooze” (udowadniające, że woda może umrzeć); „Tom Boy” (wstrząsającą historię głuchoniemego młodziana przetrzymywanego w piwnicy przez akuszerkę, która „zaopiekowała” się bohaterem po śmierci jego matki zabitej na zlecenie arabskiego odpowiednika MI5); napisane w dwa dni „Crab!” (zuchwałą polemikę z klasyczną powieścią Mary Shelley); pamiętne „Juggers” (programista gier Atari zostaje porwany przez kosmitów i przekształcony w biomechaniczne monstrum zasiadające za kierownicą ciężarówki, za pomocą której poluje na grupkę prostytutek jadących „za chlebem” do Manchesteru) czy osadzone w futurystycznej scenerii „Afterbirth” (historia zmodyfikowanego genetycznie łożyska o wybitnej inteligencji i apetycie na destrukcję, wpadającego w morderczy szał).

Dziś Marenghi – niesłusznie nazywany przez zazdrośników skończonym bucem, mizoginem i megalomanem – wiedzie spokojny żywot w Barnes u boku żony Pam i czwórki ich córek (Meredith, Jocasty, Katriny oraz jednej wciąż nieposiadającej imienia). Głównym wydawcą powieści Gartha (który pisuje także erotyki i westerny) jest oficyna Beelzebooks kierowana przez Deana Learnera: agenta literackiego, menadżera, playboya, właściciela ekskluzywnego klubu nocnego oraz koszmarnego aktora (to on wcielał się w serialowego Thorntona Reeda) w jednej osobie.

Swoją przygodę z branżą filmową Dean zaczynał w wysokiej klasy produkcjach dla dorosłych, aczkolwiek miłość do horroru sprawiła, że wąsaty artysta nieoczekiwanie stał się prekursorem nowej odmiany kina porno (kto widział „Bitches in Blood” czy „Spider Pussy”, ten wie o czym mowa). Learner nigdy się nie ożenił, choć w stan narzeczeństwa wstępował dwadzieścia dziewięć razy. Jak mało kto zna literacki dorobek swojego podopiecznego. Zgodnie z wydawniczą legendą pierwszy kontrakt z Marenghim został podpisany… na obnażonym torsie Deana, który po pewnym czasie doszedł do wniosku, że bardziej stosowny będzie jednak papierowy dokument.

W sporadycznie udzielanych wywiadach Learner podkreślał, że gustujący w czarnych przyodziewkach literat nigdy nie miał w życiu większych ambicji – po prostu zawsze chciał pisać świetne książki. Garth sam dla siebie jest największą inspiracją, dlatego też z reguły nie czyta ani nie ogląda nic, czego sam nie stworzył. Pomysły na kolejne dzieła czerpie ze swoich snów lub z dorobku zmarłych pisarzy, których utwory nie są już objęte prawami autorskimi. Marenghi przyznaje jednak, że lubi Terry’ego Pratchetta. Na pytanie, czy Stephen King jest jego przyjacielem czy wrogiem, odpowiada, że dobrym kumplem, przy okazji dodając, że nikt nie zasługuje na to, aby potrąciła go ciężarówka…

Dean i Garth uwielbiają anegdotę dotyczącą wizji doświadczonej przez pewne medium przewidujące, iż to nie Brytyjczyk (uznawany przez Learnera za początek i koniec gatunku literackiej grozy) jest autorem swoich dzieł, lecz przemawiająca przez niego bestia z innego wymiaru. Oczywiście wrodzony sceptycyzm autora (choć to „wątpliwość” przez małe „w”) nie pozwala mu wierzyć w podobne nonsensy. Faktem jest natomiast, że „tytan horroru” zawsze od razu pisze na czysto i w dodatku robi to perfekcyjnie, ku wielkiej uldze redaktorów, korektorów oraz zaprzyjaźnionego wydawcy.

To właśnie z Deanem Garth stworzył ów przełomowy w historii telewizji niskobudżetowy serial (Marenghi był także scenarzystą i reżyserem programu, który sfinansował Learner), w założeniach mający najpełniej odzwierciedlać głębię wyobraźni autora, a przy okazji (za pomocą półgodzinnych odcinków) zmienić kierunek ewolucji ludzkości. „Król grozy” sam napisał teleplaye do sześćdziesięciu trzech epizodów, z których zrealizował pięćdziesiąt. Niestety, stacja Channel 4 skasowała projekt, zanim „Garth Marenghi’s Darkplace” ujrzało światło dzienne. Przyczynę takiego obrotu spraw pisarz upatrywał w „radykalności” swojego serialu; w tym, że był „zbyt wywrotowy, zbyt niebezpieczny, zbyt cholernie straszny” (https://web.archive.org). Inny możliwy powód wynikałby z działań podjętych przez MI8 (rządową agencję z góry patrzącą na poczynania poczciwego MI6), które zabroniło emisji programu, ponieważ – podobnie jak brytyjski literat – „znało prawdę”.

Fiasko programu przyczyniło się do rozluźnienia więzi między Garthem a Deanem. Należy jednak wspomnieć, że kilka odcinków serialu zostało wyemitowanych w Peru, przynosząc twórcom kilka nagród (ściślej: dwie). Wielce prawdopodobna wydaje się sugestia „Orsona Wellesa horroru”, iż pechowa produkcja mogła dotrzeć do większego kręgu odbiorców za sprawą Internetu – którego powstanie Marenghi przewidział w datowanym na lata 70. opowiadaniu „Mindgrid”. Jednak w 2004 roku, z powodu „największej artystycznej suszy w historii stacji”, Channel 4 zdecydowała się wyemitować wybrane epizody przeklętego serialu (ponoć na planie zmarło sześć osób, trzy przeszły załamanie nerwowe), starannie zremasterowanego przez samego reżysera.

Co więcej, Marenghiemu przypadła w udziale rola „mistrza ceremonii”, snującego natchnioną pogadankę przed emisją każdego z wybranych odcinków „zaginionego klasyka”. Seans urozmaicają także (be)zmyślnie wmontowane przez pisarza fragmenty współczesnych wywiadów (przede wszystkim z nim samym, ale także z Deanem Learnerem oraz Toddem Riversem – odtwórcą roli kipiącego testosteronem doktora Sancheza) rzucające nieco więcej światła na okoliczności powstawania programu. Przypomnijmy, że długowłosy Rivers to gwiazdor (mający w dorobku ponad sześćdziesiąt ról w horrorach klasy B) oraz zadeklarowany utracjusz (świetnie zapowiadającą się karierę przekreśliły alkohol i nadmierna słabość do dziewczyn), ale także rockowy śpiewak, którego przebój „One Track Lover” można usłyszeć w ostatnim odcinku serialu. Wielką nieobecną pozostaje natomiast Madeleine Wool, czyli ekranowa doktor Liz Asher, która zniknęła w do dziś niewyjaśnionych okolicznościach, a jej losy wciąż stanowią przedmiot spekulacji (aczkolwiek koledzy aktorki przyjmują wersję, że raczej nie żyje).

Spóźniony debiut „Garth Marenghi’s Darkplace” na małym ekranie wzbudził falę niewybrednych komentarzy oraz lawinę pytań poddających w wątpliwość, w jaki sposób serial o tak koszmarnym poziomie realizacji – fatalnym montażu, topornych efektach specjalnych (firmy Deanamatronix), kuriozalnych postsynchronach, niepojętych dziurach fabularnych, idiotycznych dialogach oraz drewnianym lub przeszarżowanym aktorstwie – mógł w ogóle zostać uznany za „klasyka”? Ale któż przejmowałby się zawistnymi malkontentami? Na pewno nie legendarny autor, który w 2006 roku był pierwszym gościem szalenie nowatorskiego talk-show o enigmatycznej nazwie „Man to Man with Dean Learner”.

Kim, u licha, jest Garth Marenghi?

Parodystyczna „opowieść wewnątrz opowieści wewnątrz opowieści” łącząca elementy medycznej opery mydlanej, sitcomu, sensacji (strzelanin, bijatyk i pościgów na rowerach nie brakuje), fantastyki i horroru – tym w istocie jest nakręcony w 2004 roku (na potrzeby, a jakże, stacji Channel 4) sześcioodcinkowy serial, będący nieodrodnym dzieckiem dwóch angielskich kawalarzy: aktora komediowego Matthew Holnessa oraz reżysera Richarda Ayoade (wcielających się kolejno w role Gartha i Deana).

Program – którego genezą były nominowane do Nagrody Perrier (obecnie funkcjonującej pod nazwą Edinburgh Comedy Award) sceniczne show „Garth Marenghi’s Fright Knight” oraz „Garth Marenghi’s Netherhead” (ten drugi tytuł wywalczył nawet ową prestiżową statuetkę) – pod płaszczykiem intertekstualnej zgrywy ukrywa dziarskiego ducha minionej epoki. Charakterystyczna, „wybuchowa” czołówka serialu; obciachowe fryzury, specyficzna moda, ogólny poziom realizacji „dzieła” okraszonego tandetną muzyką Stiga Saavika (pseudonim brytyjskiego kompozytora Andrew Hewitta, który za pastiszowy soundtrack do „GMD” otrzymał w pełni zasłużoną nominację do nagrody BAFTA) oraz wiarygodnie brzmiące „wywiady z twórcami” sprawiły, że niektórzy widzowie (przynajmniej na początku emisji serialu) byli przekonani, iż mają do czynienia z prawdziwym „zagubionym klasykiem” brytyjskiej telewizji.

Błędne przekonanie w narodzie podtrzymywali także Holness i Ayoade, przedstawiający swoje fikcyjne biografie na łamach oficjalnej strony internetowej rzeczonego programu. Mało tego: w dzienniku „The Telegraph” pojawił się nawet obszerny artykuł o kulturowym fenomenie tego zagadkowego przeboju. Nie muszę dodawać, że autorem tekstu był… Garth Marenghi. Na ironię zakrawa jednak fakt, że rewelacyjny skądinąd serial Brytyjczyków podzielił los dzieła stworzonego przez ich telewizyjnych awatarów. Channel 4, niezadowolona z powodu niskich wyników oglądalności, skasowała bowiem serial już po pierwszym sezonie.

Jednak, ku zaskoczeniu medialnych decydentów, „Garth Marenghi’s Darkplace” wkroczył w nowy wymiar egzystencji (głównie za sprawą internetu), generując wokół siebie aurę kultowości. W tej sytuacji podjęto decyzję o powtórnej emisji programu, który w finale trafił do szerszej dystrybucji na nośniku DVD. Sześcioodcinkowiec całkiem nieźle poradził sobie także w Stanach Zjednoczonych, gdzie na krótko trafił do ramówki Sy-Fy Channel oraz Adult Swim. A wierni fani co jakiś czas przygotowują kolejne petycje w sprawie powstania drugiego sezonu tej wyjątkowej serii. Niezależnie od finału tych starań, jedno jest pewne – Garth Marenghi pęka z dumy.

LITERATURA:

https://web.archive.org/web/20081222164645/http://www.garthmarenghi.com/things.htm.
„Garth Marenghi’s Darkplace”. Reżyseria: Richard Ayoade. Scenariusz: Richard Ayoade, Matthew Holness. Występują: Matthew Holness, Richard Ayoade, Alice Lowe, Matt Berry i inni. Zdjęcia: Martin Hawkins. Muzyka: Andrew Hewitt. Wielka Brytania 2004, 6 odc. po 30 min.