Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (375-376) / 2019

Konrad Zielonka,

PODRÓŻ W NIEZNANE (MARCIN PODLEWSKI: 'KSIĘGA ZEPSUCIA')

A A A
Motyw bohatera przenoszonego ze znanego nam świata realnego do świata magicznego obecny jest w literaturze (zwłaszcza fantastycznej) od dawna, sięgając swymi korzeniami początków gatunku. Za sprawą tornada Dorotka wraz z Toto wędruje z Kansas do Krainy Oz, Alicja wpada do króliczej nory, a rodzeństwo Pevensie przez szafę wędruje do Narnii. Jack Sawyer (Stephen King, Peter Straub: „Talizman”, „Czarny Dom”) wędruje do Terytoriów, by ocalić matkę i jej Dwójniczkę, Tristian Thorn (Neil Gaiman: „Gwiezdny pył”) poprzez mur przechodzi do krainy Faerie, natomiast Bastian (Michael Ende: „Niekończąca się historia”) trafia do Fantasii. Przykłady, w których główny bohater wędruje między światami, by dokonać epickich czynów, można mnożyć, a motyw ten nadal jest wykorzystywany. W literaturze nowszej w interesujący sposób zaadaptowany został chociażby przez Jarosława Grzędowicza na potrzeby tetralogii „Pan Lodowego Ogrodu” (ksenocywilizacja w odległym kosmosie, w której świat i jego realia wrzucony zostaje ziemianin Vuko Drakkainen). Marcin Podlewski, znany czytelnikom ze space operowego cyklu „Głębia”, tworząc „Księgę zepsucia”, sięga do klasyki gatunku. Jego bohater wyrwany zostaje ze świata empirycznego, by odnaleźć się w świecie magicznym. Wszystko to po to, by dokonać rzeczy wielkich.

Podlewski już od pierwszych stron prezentuje czytelnikom mroczny, dystopijny świat bliżej nieokreślonej przyszłości. System demokratyczny zostaje całkowicie wyparty, przez co Ziemia staje się dominium jednego, wspólnego imperium podzielonego na dystrykty. Prawo tam panujące jest bezwzględne. Autor roztacza przed oczami czytelnika obraz niesprawiedliwości, której doświadcza główny bohater. Za zabicie morderców żony i obronę córki Malkolm Rudecki zostaje skazany i osadzony w jednym z odosobnionych, imperialnych więzień, gdzie oczekuje na przyjęcie apelacji. Ta jednak nie następuje, a jeden z najważniejszych polityków, zdających się dzierżyć władzę niemal absolutną, wykorzystuje prawo do wyrównania własnych z nim porachunków.

Kara śmierci w bezimiennym imperium jest nie tylko dozwolona, ale także popularna. O losie skazanych decydują natomiast nie sami sędziowie, lecz także użytkownicy sieci będącej następczynią Internetu. W specjalnych ankietach każdy, anonimowo, zadecydować może nie tylko o losie, ale i o życiu obcego człowieka. Rankingowy system punktowy, podzielony na przejrzyste kategorie, nie pozostawia miejsca na sentymenty. To, co w założeniu miało stać się uniwersalnym systemem sprawiedliwości, z powodzeniem można wykorzystać przeciw niej dzięki prostym zabiegom, marketingowym sugestiom i wpływom na decyzję tłumu.

Przy kreacji dystopijnej, imperialnej rzeczywistości Podlewski z powodzeniem wykorzystuje motyw, który pojawiał się także w innych utworach. Można w tym wypadku przypomnieć o „Uciekinierze” Stephena Kinga aka Richarda Bachmana (prowadzony na żywo teleturniej, w którym główny bohater, wbrew prawdzie, przedstawiany zostaje jako pozbawiony skrupułów bandyta, co decyduje o stosunku widzów do jego osoby), „Igrzyskach śmierci” Susan Collins (widzowie, którzy mogą zostać sponsorami zawodników, a ich prezenty ułatwić zwycięstwo) czy filmowej adaptacji „451° Fahrenheita” z 2018 roku (prowadzona na żywo transmisja – stream z palenia książek, gdzie widzowie mogli na bieżąco komentować i oceniać poczynania oddziałów strażaków).

W więzieniu objawia się także kolejna prawda o imperium – specjalnie wyizolowaną grupę skazanych stanowią więźniowie polityczni, a do ich grupy z niepokojącą łatwością można zakwalifikować każdego. Jest to o tyle istotne, że jako wrogowie publiczni są oni pozbawieni praw przysługujących pozostałym skazańcom, a czekającym ich wyrokiem w większości przypadków jest kara śmierci. Właśnie kimś takim staje się Malcolm Rudnicki.

Autor, stworzywszy podwaliny interesującego, mrocznego świata, postanawia go porzucić. Jego bohater zostaje przeniesiony do rzeczywistości stricte fantastycznej, z czego początkowo nie zdaje sobie sprawy. Thea, na którą przeniesiony zostaje Malcom, nosi znamiona świata postapokaliptycznego. Jest to wypaczona kraina, w której przed wiekami zatryumfowały siły zła, a ostatni żywi kryją się przed nadciągającym pomrokiem w nielicznych osadach. Kamienne miasta zostały zrujnowane i pogrążone przez ziemię, a ruiny dawnych nekropolii są ostatnim przebłyskiem chwały dawnych mieszkańców. Pradawna wojna totalna (archetypowe starcie dobra ze złem, symbolizowanych przez światłość i ciemność) na stałe zmieniła zarówno obraz Thei, jak i mentalność jej mieszkańców. Podlewski starał się stworzyć świat na opak, w którym wszystkie wartości zostają przeinaczone. Nie ma miejsca na współczucie czy słabość, a jedynym, o co warto walczyć, jest wyłącznie własna korzyść. Panuje tutaj swoisty kult siły, a ludzi łączy jedynie zbieżność interesów. Bardzo ciekawy jest właśnie motyw niejednoznacznej moralności, której problem porusza w swej powieści Podlewski. Czy w świecie zdominowanym przez zło można komuś zaufać? Autor nie odpowiada na to pytanie, a niepewność z niego wynikająca widoczna jest w relacjach następującymi pomiędzy bohaterami.

Już od pierwszych chwil pobytu na Thei Malcom kwestionuje swoją obecność na tejże. Przeżywa szok kulturowy, konfrontując swój światopogląd z obyczajami napotykanych istot i przez większą część powieści próbuje dowiedzieć się o tym świecie jak najwięcej. Niestety, na próbach się kończy. Czytelnik, zgłębiając historię wykreowanego świata, może odczuwać poznawczy dyskomfort. Podlewski tworzy nowe nazwy, zjawiska i prawidła, bez objaśnienia ich znaczenia oraz pełnionej roli. Nieliczne strzępki informacji oraz stylizowane na kronikę wpisy rozpoczynające kolejne rozdziały, odwołując się do nieznanych czytelnikowi wydarzeń i postaci, zamiast eksplikować, jedynie zaznaczają obecność kolejnych miejsc wymagających choć krótkiego wprowadzenia, którego brak. Również dialogi głównego bohatera z rodowitymi mieszkańcami Thei nie przynoszą wyczekiwanego wyjaśnienia. Ci w większości przypadków albo nie chcą, albo nie potrafią odpowiedzieć na pytania stawiane przez Malcolma. Rozmowy przerywane są pojawieniem niebezpieczeństwa i zmuszają bohaterów do jej dokończenia w innym miejscu i czasie, co też nie zawsze się odbywa. Brak dostatecznej wiedzy o – bogatym przecież – świecie, w pewnym stopniu ogranicza radość z jego poznawania.

Fabuła „Księgi zepsucia” potrafi zaciekawić. Historia jest spójna i logiczna. Główny bohater przemierza obcy świat, szukając możliwości powrotu na Ziemię. Autorowi nie można odmówić talentu do tworzenia opisów batalistycznych – walki są częste, a ich opisy dynamiczne. Do ich prowadzenia Malcolmowi, ziemianinowi nieobeznanemu ze sztuką władania mieczem, przydają się zarówno nabyte podczas przeprawy zdolności , jak i napotykani po drodze towarzysze.

Podlewski w „Księdze zepsucia” sięga także po kolejny motyw charakterystyczny dla fantastyki lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, a swymi korzeniami sięgający dzieł Tolkiena. Dążąc do swojego celu, bohater napotyka na swej drodze kolejne postaci, które postanawiają się do niego przyłączyć, tworząc wraz z nim drużynę. Na uwagę zasługuje kreacja postaci drugoplanowych. Tajemnicza Marla, która kosztem krwi Malcolma stara mu się objawić prawdy o świecie, władający morgenszternem karzeł Grotz, nieśmiertelny, wykreowany na elfią modłę Suhael oraz nadpobudliwa wróżka (?) Pixie. Każde z nich posiada własną osobowość i motywację, którą się kieruje. Konfrontując Theańskich bohaterów z Malcolmem – ziemianinem, Podlewski w interesujący, czasami ironiczny sposób przedstawia zjawisko zderzenia dwóch całkowicie odmiennych kultur. Ich przedstawiciele powoli uczą się od siebie, jednak czy odnajdą wspólny język? Odpowiedź na to, jak i inne pytania przyniosą ze sobą kolejne tomy. Niemniej autorowi, (który zjawisko zderzenia obcych cywilizacji w intrygujący sposób przedstawiał także w czterotomowej, space-operowej serii „Głębia”) w tym względzie można zaufać.

„Księga zepsucia” jest pozycją godną polecenia. Należy pamiętać, że jest tomem dopiero rozpoczynającym cały cykl, a kolejne pozycje zapewne przyniosą odpowiedzi i wyjaśnienia, których zabrakło w części pierwszej. Na uwagę zasługuje także oprawa graficzna książki wydanej przez wydawnictwo Fabryka Słów. Jej jasna kolorystyka przykuwa uwagę i wpasowuje się zarówno w treść powieści, jak i klimat świata przedstawionego.
Marcin Podlewski: „Księga zepsucia”. Fabryka Słów. Lublin 2019.