sierpień 15-16 (375-376) / 2019

Anna Dwojnych,

WIERSZE

A A A
Monolog dygresyjny

ten maj nam nie wychodzi, rozkleja się w palcach

jak stary portfel albo kiepski but, tak zwana

chińszczyzna. czy to jest obraźliwe – używać

nazw dalekich kultur, narodowości, obcych

państw i ras, tylko po to, żeby ponarzekać?

bronić się, że środek stylistyczny ma swoje

prawa, to za mało. zawsze można znaleźć mniej

narażony na krytykę. podobno każda

zmiana zaczyna się od języka (naprawa

świata lub stosunków małżeńskich). niebezpieczny

temat, czyli grząski grunt. jak ziemia na wiosnę.



Niebieska Edwarda Krasińskiego

dokąd biegniesz, niebieska? punkty przywołane

do porządku w linii prostej mogą prowadzić

do pęknięć, złamań lub ogólnego rozbicia.

chore, somatyczne metafory prujące

neoawangardę. może lepiej powiedzieć

o przekreślonym dyktandzie słabego ucznia,

dyscyplinie czule owijającej bryłę?

wiemy, że pasek to przypadek, a jednak brak

wyjaśnień, czemu niebieski pasuje lepiej

do nieskończoności, rur kanalizacyjnych,

małych dziewczynek i drzew. scotch blue bierze

zakładników, realnych aż do obrzydzenia.

niby im nie zaszkodzi, ale może zmienić

proporcje, kompozycje, sens. odciąć początki,

końce sprowadzić do absurdu, liznąć przestrzeń.

taśma z taśmą się nie zejdą, i słusznie. po co

spotkać się, skoro trzeba będzie się pożegnać?



Lektura

lubię z tobą i tym podobne, takie wersy

nie wiszą przecież nad miastem jak cienki księżyc,

którego nie można schwytać ani polizać,

który zwraca uwagę, ale jest niczyj

a tym samym każdego, nieuchwytny easy

rider, pozbawiony związków i przywłaszczeń.

dziecku mówią o rogaliku (co za kłamstwo

z tym ciastkiem, którego nikt nigdy nie zje,

iluzja własności, poczucia bezpieczeństwa);

więc kiedy czytam twoje nowe wiersze

czuję się tak samo nabita w bletkę, frazy

rozpościerają mi się za plecami, jak

parujące na suszarce pranie, spódnica,

którą rozpinałeś i ściągałeś w noce, kiedy

punkty tkwiły poza swym odcinkiem.



Katalog

świat wstrzymuje oddech. od nowego konfliktu

dzielą nas godziny? myślę o nowych ustach

które głoszą prawdę, prawda? czasu, ekranu,

ludzi i zwierząt. dziś uratowano kota

kupuję to, jak najnowszy podkład. on to dziś

przykryje wszystko – syrię, strajki, samobójców.

gdzieś na sklepowej półce, wśród promocji blasku

pełnia, wyrazistość. obietnica zbawienia.



Ostatni dzień lata

odciskamy dłonie w piasku, to chwilowe

złudzenie, że trzymam przyszłość na sznurku

jak dziewczynka z obrazów mało znanej

artystki. bawi mnie ta lekkość, mimochodem

poranki schwytane w pełnych zdaniach.

słowa rozsupłują się na wietrze zastygają

w muszle. pokruszą się albo ktoś je zabierze.

to nieuchronne jak fala, która zliże

nasze ślady. bieg dzieci, ujadanie psów.