sierpień 15-16 (375-376) / 2019

Grzegorz Mucha,

SYMULACJA KICZU (MUSE: 'SIMULATION THEORY')

A A A
Pisałem o tej grupie na łamach „artPapieru" nie raz. Lubiłem ich, ceniłem, kochałem może. Ale stało się nieuniknione. Obecnie grupa ta mnie przede wszystkim irytuje. O jaki zespół chodzi? O Muse.

Dlatego krótko się tylko wytłumaczę. Zatem nie będzie to typowa recenzja. W najważniejszym aspekcie Muse pozostaje sobą. Kompozycje Bellamy’ego pozostają takie same. Sprawne, dynamiczne, pełne specyficznej energii. Tu nic się nie zmieniło. Ale brzmienie grupy ewoluuje w coraz gorszą stronę. Od pierwszych nagrań starali się za wszelką cenę zawładnąć słuchaczem; oszołomić go wręcz. Tak jest nadal. W tym celu wykorzystują technologię. Brzmienie grupy pęcznieje. Jest coraz bardziej masywne. Rozumiem, że zespół tworzy trzech wciąż szczupłych i wciąż młodych chłopaków, ale to nie oznacza, że muszą grzmieć jak orkiestra na sterydach. Jedenaście nowych utworków z albumu „Simulation Theory” nie nuży, bo wspomnianej wyżej energii w tych czterdziestu dwu minutach aż nadto. A jednak ja za każdym razem czuję wyczerpanie. Nie zmienia tego nawet piosenka „Pressure”, która pewnie miała być żartem albo nawet oddechem. O ile pierwsze sześć numerów można „przełknąć”, to kawałek „Thought Contagion” odrzuca swoją stadionową atmosferą. Wiem, że zespół koncertuje w coraz większych salach i rzecz jasna na stadionach. Ale czy to zobowiązuje do pisania takich koszmarków? Poza tym „stadionowe numery” im nie przystoją, bo to robią wszyscy dookoła nich, od Robbiego Williamsa do Coldplay włącznie. Cóż… Może nadeszły stadionowe czasy.

Dalej mamy też hybrydę, czyli utwór „Get Up And Fight”. Zaczyna się trochę dyskotekowo, trochę tajemniczo i trochę upiornie (też żeński /?/ wokal), po czym następuje bombardowanie kolejnym stadionowym refrenem, którego brzmienie stara się rozsadzić każdy muzyczny sprzęt. Tak. To świetny numer do testowania wytrzymałości kolumn i… uszu.

Podsumowując. Szkoda, że tak się dzieje. Muse startował jako kolejna udana angielska grupa nowofalowa, z nielicznymi sympatycznymi wtrętami a’la Queen. Niebawem, kiedy ich kariera nabierała rozpędu, zeszli na tory zarezerwowane dla pociągów przewożących neoprogresywny czarny węgiel. Teraz pędzą w nieznaną dal w poszukiwaniu największego stadionu świata.
Muse: Simulation theory” [Warner Music 2018].