Wydanie bieżące

1 września 17 (377) / 2019

Karolina Starnawska,

NIZIURSKOLOGIA (KRZYSZTOF VARGA: 'KSIĘGA DLA STARYCH URWISÓW')

A A A
Na minimalistycznej okładce „Księgi dla starych urwisów” Krzysztofa Vargi pod pociągniętym grubą kreską portretem widnieje podtytuł: „Wszystko, czego jeszcze nie wiecie o Edmundzie Niziurskim”. Jako osoba, która o autorze „Sposobu na Alcybiadesa” nie wiedziała w zasadzie nic, spodziewałam się po książce Vargi pełnej sensacyjnych zwrotów akcji biografii Niziurskiego. Jeśli i wy tego się spodziewacie, porzućcie prawie całą nadzieję. Sensacji nie będzie.


Dlaczego? Jak we wstępie pisze Varga: „Trudno napisać intrygującą biografię Niziurskiego, bo jego życie było pisaniem, a pisanie dla młodzieży było życiem. Nie zdarzały się w tym długim życiu niezwykłe wydarzenia, skandale, sensacje, polityczne zwroty i mocne zaangażowania w bieżące sprawy narodu” (s. 13-14). Autor „Księgi urwisów” wspominany jest za to jako człowiek uczynny, sympatyczny, dobrze wychowany. Z nielicznych dziwactw pisarza w pamięć zapadły mi jedynie jego zamiłowanie a nawet przywiązanie do twórczego nieporządku w pracowni, enigmatyczne notatki oraz zabawne roztargnienie, objawiające się na przykład włożeniem tylko jednej skarpetki czy nierozpoznaniem własnego syna na ulicy. 


Czy to znaczy, że odradzam lekturę „Księgi dla starych urwisów”? Skądże! Jednak sięgając po nią, miejcie świadomość, że przeczytacie raczej opowieść o książkach i ich pisarzu. To taki sposób na Niziurskiego (sponn?) wymyślony przez Vargę i sprzedany czytelnikom. Tutaj można postawić kolejne pytanie – kto jest modelowym odbiorcą tej powieści? Pozwolę sobie na pewną śmiałość i ujmę to tak: Varga napisał tę książkę dla siebie i sobie podobnych starych urwisów. Jest ona osobliwą podróżą do kraju lat dziecinnych, w którym powieści młodzieżowe Niziurskiego stanowią centrum świata nie tylko przyszłego autora „Tequili”, ale także takich pisarzy jak Jerzy Pilch, Grzegorz Kasdepke czy Zygmunt Miłoszewski, których wypowiedzi znajdziemy w tej nienaukowej książce o twórczości Niziurskiego


*


Varga snuje opowieść o fabułach, bohaterach i miejscach akcji powieści Niziurskiego. Poddaje je analizie i interpretacji, nie odwołując się przy tym w przypisach do żadnych autorytetów literaturoznawstwa, socjologii, historii czy innych dziedzin nauki. Na końcu „Księgi dla starych urwisów” nie znajdziemy też bibliografii podmiotowej i przedmiotowej. Gdyby uzupełnić książkę Vargi o tę obudowę naukową, można by ją postawić na bibliotecznej półce w dziale „Wiedza o literaturze”. Przyznam, że – jako pracownik naukowy, literaturoznawczyni – trochę pozazdrościłam Vardze tej interpretacyjnej swobody. Nie tylko braku robienia tzw. stanu badań i konieczności powoływania się na autorytety, ale także osobistej, miejscami nawet bardzo osobistej perspektywy. A także śmiałych sądów, jak ten o palimpsestowości powieści Nziurskiego, z czym się akurat nie zgadzam, bo dwuadresowość książek dla młodzieży to nie palimpsest. 


W tę „literaturoznawczą” opowieść Vargi wplecione zostały wypowiedzi rodziny Edmunda Niziurskiego, które dają czytelnikowi wgląd w prywatne życie pisarza. Tutaj faktycznie żadnych sensacji nie ma – raczej ciekawostki, rzucające nieco światła na charakter i usposobienie pisarza oraz sposób organizacji pracy. 


O wiele ważniejsze od dykteryjek w rodzaju tej o braku skarpetki są inne wypowiedzi – wspomnianych wyżej pisarzy, których Varga zaprosił do swojej osobistej opowieści o Niziurskim. I tak, dowiaduje się czytelnik, że Grzegorza Kasdepke ukształtowały jako młodego mężczyznę „Osobliwe przypadki Cymeona Maksymalnego”. To z niej dowiedział się, „że nie trzeba być samcem alfa, że można być tym drugim, trzecim w stadzie – tym, który idzie własną drogą” (s. 197). Jerzemu Pilchowi w serce i pamięć zapadły wersy poematu Wątłusza ze „Sposobu na Alcybiadesa”, zaś Zygmunt Miłoszewski z lektury powieści Niziurskiego wyniósł jako pisarz naukę, iż „nie powinno się pisać zbyt poważnie, bo ironia zawsze się przydaje” (s. 133) oraz że można wymagać od swojego czytelnika minimalnego kodu kulturowego. 


Szkoda, że tych świadectw współczesnych pisarzy nie znalazło się w książce Vargi więcej, bo one najbardziej odróżniają „Księgę dla starych urwisów” od publikacji naukowej. Fragmenty poświęcone prywatnym historiom czytania Niziurskiego są tymi najciekawszymi, tłumaczącymi na konkretnych przykładach fenomen twórczości autora „Klubu włóczykijów”. Varga pisze o nim nie tylko jako o pisarzu, ale także nauczycielu i wychowawcy, który „przygotował nas do życia jak nikt inny” (s. 273). Niestety, nie rezygnuje przy tym z zapędów monograficznych, które sprawiają, że ostatnie rozdziały „Księgi…” pozbawione lekkości, wyglądają na napisane z czystego kronikarskiego obowiązku. Im bliżej do końca książki, tym jest – nie bójmy się tego słowa – nudniej. Schyłkowe powieści Niziurskiego, zdaniem Vargi, nie należały ani do ciekawych, ani do dobrych, ja zaś, jako czytelniczka, zastanawiałam się – to po co się o nich tak rozpisywać? W zupełności wystarczyłoby mi to zdanie: „»Osobliwe przypadki…«, »Awantury kosmiczne« oraz »Adelo, zrozum mnie!« to szczyt możliwości Niziurskiego, wszystko, co później napisał, było już tylko coraz słabszymi wersjami tych genialnych książek, aż po ostateczną klęskę trylogii o Bąblu i Syfonie” (s. 170).


*


Książka Vargi przypomina album w stylu scrapbook. Interpretacje powieści napisane w naukowym stylu przetykane są wspomnieniami rodzinnymi, wypowiedziami pisarzy, zdjęciami z archiwum prywatnego Niziurskich, wybranymi cytatami zajmującymi całe stronice, grafikami. Są nawet egzaminy z niziurskologii (odpowiedzi na pytania znajdziemy na końcu książki) oraz… charakterystyki rabusiów, nauczycieli, głównych bohaterów, gangów uczniowskich itd. Te galerie postaci polecam tylko zagorzałym fanom prozy Niziurskiego, którzy z – jak zakładam – łezką w oku przypomną sobie, w której powieści występował Bogumił Kadryll, czego uczył Oberon i z kim rywalizowali Blokerzy. 


Lekturę tego albumu polecam każdemu miłośnikowi prozy Edmunda Niziurskiego, fanom literatury o literaturze oraz prozy biograficznej, nauczycielom, omawiającym ze swoimi uczniami „Sposób na Alcybiadesa” lub „Niewiarygodne przygody Marka Piegusa” oraz wiernym czytelnikom Krzysztofa Vargi. To także książka o nim, jego przeżyciach czytelniczych i poszukiwaniu po latach młodzieńczych wzruszeń. O powrocie do szkolnej ławy i kolegów z podwórka, którym lektura dodawała pewności siebie: „[Niziurski] sięgnął po nasze życie, zwykłych uczniów zmagających się ze wszystkimi szkolnymi udrękami. Ubarwił je, nadał temu życiu nimb niezwykłości pokazał, że może być życiem pełnym niesamowitych przygód, nawet jeśli rozgrywają się w zapyziałym polskim mieście” (s. 12).


Co ciekawe, kończąc wypowiedź o najlepszych powieściach Niziurskiego, Varga pisze, że w momencie ich tworzenia „zbliżał się Niziurski do symbolicznej granicy pięćdziesięciu lat, momentu w życiu mężczyzny, gdy ostatecznie zdaje sobie sprawę z tego, że nigdy już nie pobije żadnych życiowych rekordów” (s. 170). „Księga dla starych urwisów” wychodzi w roku, w którym Varga kończy 51 lat. Czyżby powrót do twórczości Niziurskiego i decyzja napisania jego biografii były także konfrontacją z samym sobą, ale już nie dorastającym, a – dojrzałym? 


Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale ciekawa jestem, jaka będzie kolejna książka Krzysztofa Vargi. 

Krzysztof Varga: „Księga dla starych urwisów. Wszystko, czego jeszcze nie wiecie o Edmundzie Niziurskim”. Czerwone i Czarne. Warszawa 2019.