Wydanie bieżące

15 września 18 (378) / 2019

Krzysztof Grudnik,

DEADLINE I MISJA (TRANSMETROPOLITAN. TOM 3-5)

A A A
W 2004 roku Dan Gillmor opublikował książkę zatytułowaną „We the Media”, w której przyglądał się medialnej rewolucji, jaką zapowiadało upowszechnienie się nowych sposobów wyrażania i przekazywania wiadomości (uwagę poświęcił głównie blogosferze). Gillmor przewidział wiele elementów, które rzeczywiście pojawiły się za sprawą internetu, a także reakcji ze strony władz, którym w ten sposób media wymykały się z rąk. Był co prawda dość optymistyczny w swoich założeniach i nie przewidział tak dużego udziału fake newsów ani farm trolli zatrudnianych do politycznej agendy (choć o samych trollach i problemie anonimowości ściągającej odpowiedzialność – pisał), niemniej jego książka okazała się trafna i znacząca. Warren Ellis postawił podobne diagnozy. Przynajmniej 4 lata wcześniej.

Trzeci, czwarty i piąty tom „Transmetropolitan” obejmują łącznie zeszyty od 25 do 60, stanowią więc w całości materiał, który jeszcze nie był publikowany na polskim rynku, ponieważ wcześniejsze wydanie Mandragory (2002-2007) zakończyło się na zeszycie 18. Trzeci tom rozpoczyna się po wyborczym zwycięstwie Uśmiechniętego nad Bestią, czyli zmiany na stanowisku prezydenta. Zmiany niekorzystnej dla głównego bohatera, Pająka Jeruzalema, ponieważ starsza władza była głupia i skorumpowana, nowa natomiast jest po prostu zła. „Zła” nie w znaczeniu braku kompetencji lub o poglądach prowadzących Miasto ku załamaniu gospodarczym, ekologicznym itd. „Zła” w znaczeniu czerpiąca satysfakcję z nadużyć, z wywoływanego cierpienia, szalona. I mocno zawzięta na punkcie Pająka, uwielbianego w Mieście dziennikarza.



Popularność Pająka jest oczywiście wbrew jemu samemu. Skomercjalizowany Jeruzalem w wersji mangowej, porno czy filmu akcji to dochodowy materiał, z którego pierwowzór nie jest zadowolony. Prawdziwy problem pojawia się jednak dopiero wtedy, kiedy nowa władza próbuje specjalnym dekretem zamknąć mu usta. Według nowo uchwalonego prawa cenzura może blokować teksty, których treść narusza dobry wizerunek władzy. Cykl Pająka „Nienawidzę tego Miasta” zostaje z miejsca ściągnięty, a nasz bohater schodzi do podziemia, czyli, jak wskazałem na wstępie, do internetu. Dla nas dziś wydaje się to rozwiązaniem logicznym, ale pamiętajmy, że oryginalne zeszyty z tego tomu wychodziły około roku 2000, kiedy z siecią łączyło się przez modem wykręcający specjalny „numer do internetu”, a każdy 3-minutowy impuls kosztował w Polsce równowartość 1/3 bochenka chleba. Ellis prognozuje więc potencjał internetu jako medium na wskroś demokratycznego. Pobrzmiewają w tym echa optymistycznego nastawienia końca XX wieku, choć w przypadku „Transmetropolitan” są one kontrastowane odpowiednią dawką cynizmu.

Podobnie jak w poprzednich tomach dziennikarskie zaangażowanie Pająka nie tylko ujawnia przed czytelnikiem odjechane futurystyczne pomysły Ellisa, które zaskakująco często są aktualnymi ideami, ale przede wszystkim wnosi pewną różnicę w życie Miasta. Jeruzalem ujawnia między innymi wspomniane nadużycia siły ze strony służb państwowych czy afery pedofilskie z udziałem przedstawicieli wysokich szczebli władzy. Więc choć ciągle jest śmiesznie, robi się też bardzo poważnie. Zwłaszcza kiedy scenarzysta konfrontuje nas z jeszcze jedną niewygodną prawdą o Pająku, tą mianowicie, że jest on, jak każdy z nas, śmiertelny. I choć przez wiele stron wydawało nam się, że nic i nikt nie może go powstrzymać, nagle widzimy, że to nie tak. Że Jeruzalem też może zachorować, i to poważnie. Bo każdy z nas ma swój deadline. Świetnie rozrysowany zeszyt zatytułowany „To, co wiem” (z tomu 4) wprowadza niezwykle dramatyczną narrację, której echa wybrzmiewać będą do końca serii. A finał godny będzie całego komiksu.



Zresztą przy okazji choroby, która inwokuje topikę przemijalności, Ellis wprowadza jakby równolegle topos ciągłej aktualizacji, w tym przypadku pod postacią uroczych asystentek Pająka, którym późniejsze tomy poświęcają więcej miejsca. Yelena i Channon dojrzewają, stają się silniejsze, bardziej cyniczne, ale też bardziej wrażliwe na kwestie społeczne. Innymi słowy: powoli upodabniają się do swojego pracodawcy. I kiedy jego los jest niepewny, gotowe są przejąć po nim schedę.

Wydaje mi się, że w tych tomach silniej jeszcze niż w początkowych wybrzmiewa moralna wartość komiksu. Pająk wprost mówi, że jego działanie nie jest już zawodem, a misją. Misją o tyle trudniejszą, że jego konflikt z prezydentem przekracza granice polityczno-prawnych podchodów i Pająk staje na celowniku – dosłownie. Jego popularność jako ikony popkultury, która tak go denerwuje, stanowi łatwą drogę do wycofania się z niebezpiecznej działalności, lecz Jeruzalem dokonuje moralnego wyboru działania w obliczu niesprawiedliwości i szaleństwa. Ten fakt sprawia, że „Transmetropolitan” warto czytać i warto do niego wracać, bez względu na to, czy napisano go i wydano 5, 10 czy 20 lat wcześniej. Z futuryzmem tak jest, że niektóre idee się dezaktualizują, a inne zaskakująco sprawdzają (i całkiem interesująco się to weryfikuje), lecz w tym przypadku etyczny wymiar komiksu pozostaje uniwersalny.
Warren Ellis, Darick Robertson: „Transmetropolitan. Tom 3-5”. Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2018-2019.