Wydanie bieżące

1 października 19 (379) / 2019

Gaweł Janik,

WIDOK(ÓWKA) (Z) ZAGŁADY (JACEK MAŁCZYŃSKI: 'KRAJOBRAZY ZAGŁADY')

A A A
W refleksji naukowej na gruncie holocaust studies jeszcze do niedawna nieobecny był środowiskowy aspekt Zagłady. Jacek Małczyński w swojej książce „Krajobrazy Zagłady. Perspektywa historii środowiskowej” „postuluje otwarcie się studiów nad Zagładą na historię środowiskową” (s. 7), bowiem, jak twierdzi autor, żyjemy w erze antropocenu, którego Holokaust staje się „jednym z symptomów” (s. 8). W związku z tym „badacze Zagłady powinni (…) zacząć dostrzegać nie tylko jej społeczne i kulturowe aspekty, lecz również długotrwałe zmiany w środowisku, jakie mogła spowodować” (s. 8).

We wstępie do „Krajobrazów Zagłady” możemy przeczytać, że: „Historia środowiskowa Zagłady bada relacje zachodzące w środowisku między czynnikami ludzkimi a nie-ludzkimi (np. roślinami, zwierzętami, klimatem, pogodą, ukształtowaniem terenu, zarazkami, itd.). (…) zajmuje się ona wpływem środowiska na przebieg Zagłady (…), bada wpływ Zagłady na środowisko (….), interesuje się rozmaitymi wyobrażeniami, znaczeniami i wartościami związanymi z przyrodą w kontekście Zagłady (…). W ten sposób splata ze sobą wątki z zakresu geologii, archeologii, geografii, biologii, ekologii, historii, socjologii, literaturoznawstwa, kulturoznawstwa i innych dziedzin wiedzy” (s. 9).

Jako początek zainteresowania historią środowiskową w kontekście badania Zagłady Małczyński wskazuje rok 2002, a więc moment, kiedy ukazał się artykuł Andrew Charleswortha i Michaela Addida „Memorialization and the ecological landscapes od Holocaust sites: the case of Plaszow and Auschwitz-Birkenau”. Na pierwsze duże opracowania na ten temat czekać trzeba było jednak jeszcze dekadę. Na gruncie polskich badań wymienić należy tematyczne numery „Tekstów Drugich” (2017, nr 2 –„ Środowiskowa historia Zagłady”) oraz „Narracji o Zagładzie” (2017 – „Zwierzęta/Zagłada”), a także opracowania autorstwa Ewy Domańskiej, Agnieszki Kłos, Piotra Krupińskiego, Romy Sendyki, Mikołaja Smykowskiego, Marty Tomczok i Aleksandry Ubertowskiej oraz niedawną monografię zbiorową „Poetyki ekocydu” (2019).

„Krajobrazy Zagłady” składają się z trzech zasadniczych rozdziałów, w których Małczyński badać będzie kolejno niemieckie kartki pocztowe z Auschwitz, przestrzeń miejsc pamięci Holokaustu oraz współczesne projekty artystyczne, które „przedstawiają i przekształcają krajobrazy Zagłady” (s. 33). Analizowany materiał źródłowy ma przede wszystkim charakter wizualny i, co warto podkreślić, w dużej mierze nie doczekał się dotychczas omówienia na gruncie holocaust studies. We wstępie do książki autor pisze: „W centrum mojego zainteresowania stawiam zawsze konkretny obiekt: kartkę pocztową, obraz, fotografię lub pracę artystyczną” (s. 16), dodając: „Interpretację staram się prowadzić na warunkach dyktowanych przez sam przedmiot, tak, by to on miał ostatnie słowo” (s. 17).

Tytułowa kategoria krajobrazu, ze względu na swoją wieloznaczność, wymagała doprecyzowania i uściślenia. Badacz rekonstruuje więc ewolucję w rozumieniu tego „wędrującego pojęcia” (s. 18), przywołuje różne koncepcje oraz sposoby jego definiowania, które okażą się pomocne przy okazji późniejszych interpretacji badacza.

W pierwszym z rozdziałów Małczyński podejmuje się analizy wydawanego przez Niemców podczas II wojny światowej cyklu kilkunastu pocztówek, na których oglądać można Oświęcim oraz jego okolice. Choć przedstawiony na widokówkach obraz Auschwitz ma charakter arkadyjski, to, jak podkreśla autor, „śmierć stanowi warunek »sine qua non« zaistnienia Arkadii” (s. 87). Zdaniem Małczyńskiego: „Mimo, że wykorzystane na nich fotografie powstały, zanim Zagłada rozpoczęła się na dobre, stanowią one (…) jej »preposteryjne« przedstawienie i zakłócają przyczynowo-skutkową logikę. Chociaż pokazują stan rzeczy »tuż przed« Zagładą, paradoksalnie widzimy na nich stan rzeczy »post factum«. Tak miało wyglądać Auschwitz, gdyby naziści zwyciężyli. Aby idylla stała się rzeczywistością, tysiące ludzi musiały ponieść śmierć” (s. 87).

Autor przywołuje koncepcję Auschwitz jako miasta-ogrodu, a także nawiązuje do prowadzonej przez Niemców kolonizacji Afryki – w idyllicznych obrazach Auschwitz z omawianych pocztówek Małczyński widzi realizację niemieckiego wyobrażenia Wschodu jako miejsca idealnego do zamieszkania, a więc nowej kolonii niemieckiej. Badacz zwraca ponadto uwagę na fakt, iż pojęcie krajobrazu było wykorzystywane przez nazistów w sposób ideologiczny oraz wskazuje na „silne związki między imperialną polityką Trzeciej Rzeszy a ideą krajobrazu” (s. 81). Nieprzypadkowo to właśnie w przedwojennych Niemczech rozwija się „socjologia roślin”. W „Krajobrazach Zagłady” Małczyński próbuje „odpowiedzieć na relacje między sztuką ogrodową a zadawaniem przemocy” (s. 85).

W rozdziale drugim badacz skupia się na dwóch muzeach-miejscach pamięci Zagłady – Auschwitz-Birkenau oraz Bełżcu. Jak tłumaczy autor, „ich wybór nie jest przypadkowy: pierwsze stało się miejscem paradygmatycznym, metonimią Zagłady, miejscem wokół którego ogniskuje się pamięć zbiorowa o tym wydarzeniu. (…) W Bełżcu, w przeciwieństwie do Auschwitz, nie pozostały żadne ślady po Zagładzie. (…) Baraki i komora gazowa zostały rozebrane, na całym terenie dla niepoznaki posadzono las, a miejsce to po wojnie popadło w zapomnienie” (s. 96). Krajobraz miejsc, w których znajdowały się obozy zagłady, nie stanowi jedynie „biernego tła”, ma bowiem wpływ na kształt pamięci o Zagładzie. Małczyński skupia się w swoich analizach na aspekcie materialnym miejsc pamięci. Jak podkreśla badacz: „Bardziej niż »martwe pozostałości« interesują mnie »żywe przekształcenia«” (s. 97).

Zarówno w przypadku części poświęconej Auschwitz-Birkenau, jak i obozowi w Bełżcu, Małczyński rekonstruuje historie powstawania muzeów-miejsc pamięci Zagłady. Zwraca uwagę na to, w jaki sposób podchodzono do kwestii krajobrazu. Autor przygląda się temu, w jaki sposób wyznaczone zostały granice muzeum Auschwitz-Birkenau, jakie czynniki miały wpływ na stworzenie „strefy ochronnej” wokół niego, a także jak zagospodarowane przestrzennie zostały tereny wokół byłego obozu. Wskazuje ponadto na znaczenie czynników środowiskowych – podmokłego terenu w przypadku Auschwitz-Birkenau oraz zalesionego wzgórza Kozielsk zakończonego skarpą w przypadku Bełżca.

Szczególnie interesujące wydają się poczynione przez badacza uwagi na temat prowadzonej przez muzea „polityki natury”, która w obydwu przypadkach „zasadza się na podziale świata przyrody na organizmy »wyższe« (drzewa), które otaczane są troską ze względu na ich wartość historyczną, oraz »niższe«, uznawane za chwasty, postrzegane jako intruzi i tępione z powodu ich destrukcyjnego wpływu na tkankę obozową” (s. 139). Autor zwraca uwagę na dylematy związane z krajobrazem/roślinnością, przed którymi stają zarządzający muzeami-miejscami pamięci Zagłady, i wskazuje, że obecnie mamy do czynienia z daleko idącym procesem muzealizacji, który dąży do możliwie wiernego zachowania/odtworzenia krajobrazu obozowego. W odpowiedzi na prowadzoną przez muzea „politykę natury” Małczyński stwierdza: „Jeśli weźmie się pod uwag fakt, że zarówno w Bełżcu, jak i w Birkenau drzewa rosną w miejscach, w których znajdowały się masowe groby, gdzie ziemia wciąż kryje ludzkie szczątki i popioły, okaże się, że to, czy dane drzewo wyrosło przed, w trakcie czy po Zagładzie, przestaje mieć znaczenie. Drzewa te – na zasadzie styczności – świadczą o przeszłości, są jej »Żywymi pomnikami«” (s. 137).

Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, iż do odchwaszczania, zarówno w Auschwitz-Birkenau, jak i Bełżcu, używany jest środek „Roundup” (ang. „łapanka”), w przypadku którego nie tylko nazwa odsyła do niechlubnych wydarzeń z przeszłości. Produkująca go firma Monsato produkowała bowiem w latach sześćdziesiątych środek Agent Oragne, który stosowany był przez Amerykanów podczas wojny w Wietnamie do niszczenia tamtejszych lasów, w których ukrywali się wrogowie (tamtejsze wydarzenia nazwane zostały mianem ekobójstwa). Niestety, choć Małczyński, dostrzega potencjał interpretacyjny „dla śledzenia relacji między przypadkami ludobójstwa i ekobójstwa” (s. 142), to nie kontynuuje tego wątku. Także refleksja nad koncepcją drzewa jako niemego świadka Zagłady oraz kwestią „winy krajobrazu” nie zostaje przez badacza należycie rozwinięta.

W ostatnim rozdziale Małczyński przygląda się kilku projektom artystycznym, które, wykorzystując rożne rodzaje mediów (m.in. film, fotografię, nagrania audio), stanowią współczesne reprezentacje Zagłady i jej krajobrazów. Opisane przez badacza projekty wchodzą w swoistą grę z (nie)pamięcią o traumatycznych wydarzeniach z przeszłości, zaświadczają o nich, jednocześnie dekonstruując klisze kształtujące holokaustowe imaginarium pamięci zbiorowej.

Składający się z trzech krótkich wideo projekt „Winterreise” Mirosława Bałki Małczyński porównuje z filmem „Shoah” Claude’a Lanzmanna, wskazując zarówno na podobieństwa, jak i różnice pomiędzy dwoma obrazami. Badacz zwraca uwagę, że choć praca Bałki „dotyczy Zagłady, to nie samo wydarzenie, lecz pamięć o nim stanowi w tej realizacji punkt odniesienia” (s. 151). Twórczość artysty, w której wielokrotnie powracać będzie temat Holokaustu, badacz interpretuje, wykorzystując Hirschowską kategorię „postpamięci”. Podrozdział poświęcony projektowi „Winterreise” w nieoczywisty sposób łączy się także z pierwszą częścią „Krajobrazów Zagłady”, w której autor analizuje wojenne kartki pocztowe z Auschwitz, bowiem początkowo praca Bałki miała nosić tytuł „Pocztówka”. W tym ujęciu „Wibterreise” budzi w Małczyńskim „wątpliwości natury formalnej” (s. 159), ponieważ wykorzystaną przez artystę poetykę łączyć można z niemiecką romantyczną tradycją malarstwa pejzażowego, która inspirowała między innymi nazistów. Niezwykle ciekawy, choć niestety nierozwinięty przez badacza wątek stanowi poczynione przez Bałka nawiązanie do wydanego w 1942 roku filmu Walta Disneya „Bambi”.

W dalszej części rozdziału Małczyński podejmuje refleksję nad niezrealizowanym nigdy projektem „Pomnik-Droga” stworzonym przez zespół kierowany przez Oskara Hansena na potrzeby ogłoszonego w 1957 roku Międzynarodowego Konkursu na Pomnik Ofiar Oświęcimia. Projekt, choć doceniony przez konkursowe jury, nie spodobał się jednak byłym więźniom obozu, w związku z czym ostatecznie postanowiono z niego zrezygnować. Przypomniany w „Krajobrazach Zagłady” projekt Hensena uwzględniał kwestie środowiskowe, zakładając harmonijne współistnienie pomnika i otaczającej go przyrody. Małczyński zwraca uwagę na fakt, iż „współtwórca »Pomnika-Drogi« postulował, by zamiast przekształcać przyrodę, podporządkować się jej prawom” (s. 167). W przeciwieństwie do projektu „Winterreise” Mirosława Bałki, w którym Małczyński dostrzega wymiar melancholijny, „Projekt-Droga” miał posiadać potencjał umożliwiający przepracowanie traumy na drodze odbytej żałoby.

Badacz pochyla się także nad dwoma projektami Elżbiety Janickiej – „Miejscem nieparzystym” oraz „Zielnikiem”. Pierwszy z nich – cykl sześciu czarno-białych analogowych fotografii, przedstawia powietrze nad byłymi obozami Zagłady. Te z pozoru nic nieprzedstawiające zdjęcia ukazujące pustkę, stanowią, zdaniem Małczyńskiego, ważny głos w dyskusji na temat (nie)wyrażalności Holokaustu. Jak pisze autor, „Janicka (…) podejmuje (…) próbę »odwrócenia« krajobrazu. Stara się pokazać to, czego na pierwszy rzut oka nie widać, a co kryje się »pod« malowniczymi pejzażami. (…) wystawia na próbę możliwość reprezentacji Zagłady. »Miejsce nieparzyste« sytuuje się na granicy między pragnieniem a odmową przedstawienia” (s. 175, 178). Niezwykle istotnym aspektem, na który zwraca uwagę Małczyński, jest fakt, że fotografie wchodzące w skład cyklu wykonane zostały na kliszach AGFY, które używane były przez nazistów przy produkcji materiałów propagandowych. Badacz zauważa, że „wykorzystując klisze tej marki, Janicka wskazuje zatem, że nawet z pozoru niewinne przedmioty mogą mieć związek z Zagładą” (s. 173).

W skład „Zielnika”, drugiego opisywanego przez Małczyńskiego projektu Janickiej, wchodzą zdjęcia roślin, które rosną dzisiaj na terenie byłego obozu zagłady w Treblince. Odwołując się do ustaleń poczynionych w rozdziale drugim, autor zwraca uwagę, że o ile prowadzona przez muzea-miejsca pamięci Zagłady „polityka natury uprzywilejowuje drzewa, to »Zielnik« kieruje uwagę ku roślinom niższego rzędu, które – prawdopodobnie – w Auschwitz-Birkenau czy Bełżcu nie mają szansy na przeżycie ze względu na stosowanie w tych miejscach chwastobójczych środków chemicznych” (s. 187).

Ostatnią analizowaną przez Małczyńskiego pracą jest budzący kontrowersje bioartowy projekt „Belin-Birkenau” Łukasza Surowca, który polegał na przesadzeniu do Berlina ponad 300 brzóz z okolic dawnego obozu Birkenau. Kontynuację projektu stanowiła zorganizowana w Berlinie „wystawa” dwóch tysięcy sadzonek, które wyrosły z nasion brzóz zebranych na terenie byłego obozu Birkenau. Odwiedzający „naturalne archiwum” (s. 197) goście mogli zabrać sadzonkę ze sobą i zasadzić ją we własnym ogrodzie. Badacz z jednej strony interpretuje projekt „jako przykład »kontrpomnika«” (s. 201), którego zadaniem jest pielęgnowanie pamięci o Zagładzie wśród kolejnych pokoleń, z drugiej zaś dostrzega w nim niebezpieczny aspekt ideologiczny, a także „rodzaj przemoczy wizualnej” (s. 201). Wątpliwości budzi już przekonanie artysty, iż przesadzając brzozy rosnące w Birkenau do Berlinia, „zwraca się Niemcom ich »dziedzictwo narodowe«” (s. 201). Nie bez znaczenia są także zadawane przez Małczyńskiego pytania o aspekt środowiskowy projektu: „Co o tym »myślą« drzewa (lub: jak drzewa pamiętają)? Czy zmiana środowiska, w jakim żyły, leży w ich interesie? W jaki sposób las, w którym żyły, zareagował na tę zmianę?” (s. 204–205). Uzupełnienie „Berlin-Birkenau” stanowi praca „Sterben und Sterben” prezentująca uschniętą brzozę, która nie przetrwała transportu do Berlina. W przeciwieństwie do „Zielnika” Janickiej, która „fotografując rośliny, posługuje się medium »nieinwazyjnym«” (s. 189) i nie tworzy „martwego ogrodu” z wyrwanych roślin, w kontekście działać Surowca zasadne wydają się pytania o przemocowy aspekt projektu (przemoc człowieka wobec przyrody) oraz skojarzenia z przymusowymi wózkami podczas II wojny światowej, które w kontekście projektu dotykającego tematyki Zagłady mogą budzić poważne wątpliwości.

„Krajobrazy Zagłady” to pierwsza polska autorska monografia naukowa z zakresu historii środowiskowej Zagłady. Jacek Małczyński znajduje się więc w gronie prekursorów zajmujących się tą tematyką. Książce z całą pewnością nie można odmówić wewnętrznego uporządkowania i przejrzystości opisu. Pod względem strukturalnym jest ona bardzo dobrze przemyślana i oparta na solidnym zapleczu metodologicznym. Autor prowadzi swój wywód w sposób klarowny i zrozumiały. Wydaje się jednak, że ze względu na interdyscyplinarny charakter prowadzonych przez Małczyńskiego badań, nie wszystkie kwestie doczekały się należytego rozwinięcia. Czytając „Krajobrazy Zagłady”, można odnieść wrażenie, że niektóre z tematów, którym autor nie poświęca zbyt dużo uwagi, mogłyby stanowić punkt wyjścia dla odrębnych, obszernych analiz. Zdarza się, że badacz nie wykorzystuje potencjału drzemiącego w stawianych przez siebie tezach oraz czynionych porównaniach, a niektóre ciekawe propozycje interpretacyjne są ledwie zarysowane i domagają się dopowiedzenia. Tym samym, nie wszystkie stawiane przez Małczyńskiego pytania, skądinąd niezwykle trafne i pobudzające czytelnika do refleksji, doczekały się na kartach monografii satysfakcjonujących i wyczerpujących odpowiedzi. Mimo to nie mam najmniejszych wątpliwości, że „Krajobrazy Zagłady” stanowią pozycję ważną nie tylko dla rodzących się dopiero badań nad środowiskową historią Zagłady, ale dla całego obszaru holocaust studies, a perspektywa, jaką zarysował w swojej książce Małczyński, otwiera pole do dalszych badań nad Zagładą i jej następstwami.
Jacek Małczyński: „Krajobrazy Zagłady. Perspektywa historii środowiskowej”. Instytut Badań Literackich PAN. Warszawa 2018 [seria: Nowa Humanistyka].