Wydanie bieżące

1 października 19 (379) / 2019

Monika Ładoń,

W KRAINIE AFAZJI (KLAUDIA MUCA: 'POIESIS DOŚWIADCZENIA, POIESIS TOŻSAMOŚCI. NARRACJE O AFAZJI')

A A A
„Kiedy 16 września 2005 roku rozpadł mi się słownik, siedziałem na ławce w parku naprzeciw pomnika Powstańców Śląskich i bezskutecznie starałem się wypowiedzieć tę nazwę. Co spróbowałem, to wychodziło coś innego, jakbym sięgał po znaną sobie książkę leżącą na półce, a w tym miejscu była inna. Miejsce było mi znane i ja sam byłem sobie znany, ale ilekroć próbowałem to wypowiedzieć, tworzyłem bezsensowne konstrukcje przypadkowych wyrazów, a po kilkunastu minutach nerwowych starań nawet wyrazy miały bełkotliwy kształt. Próba napisania SMS-a skończyła się podobnie. Ustąpiło po trzech dniach, po tygodniu wyszedłem ze szpitala bez jasnej diagnozy. W tym samym roku Mrożek kończył trzyletnie wydobywanie się z poudarowej afazji” (Koziołek 2016: 149). Tym wspomnieniem krótkotrwałej utraty języka Ryszard Koziołek rozpoczyna swój szkic dotyczący pisarstwa Sławomira Mrożka, widząc w afazji doświadczenie wspólnotowe, ufundowane na podobnym strachu przed potrójnym wykluczeniem: z możliwości komunikacji, posługiwania się pamięcią i poczucia własnej tożsamości. Przypomniałam sobie o tym autobiograficznym umocowaniu lektury Mrożka podczas czytania książki Klaudii Mucy poświęconej trzem narracjom o afazji. Poruszające były dla mnie właściwie oba teksty: pierwszy, Koziołka – głównie za sprawą przywołanego otwarcia – dowodzący, jak często w autoterapeutycznych projektach pisarskich przeglądamy się jako czytelnicy, gdy słabości, rany i deficyty twórców są udziałem nas samych lub naszych bliskich. Wspólnota z Mrożkiem-afatykiem, do której przyznał się Koziołek, jest szczególna z dodatkowego powodu – otóż odbudowującemu swą tożsamość pisarzowi przyglądał się ktoś, dla kogo czytanie i pisanie jest zawodową powinnością, właściwie w jakimś aspekcie na pewno sensem życia. Stąd bierze się wielostronne umocowanie lektury, konfrontującej i z dramatem egzystencji, i z dramatem pisma. Relacja z obu tych uwikłań może stać się dla czytelnika tyleż doświadczeniem dojmującym, co przynoszącym nadzieję na możliwość odzyskania siebie.

Wydana właśnie książka Mucy kazała mi ponownie zastanowić się nad siłą „Baltazara” Sławomira Mrożka i innych narracji o afazji. Co bowiem sprawia, że właśnie one, „jeden z najmniejszych obszarów współczesnego piśmiennictwa” (s. 5), jak pisze w słowie wstępnym Muca, urastają do rangi pewnego fenomenu chorobowego? Gdyby szukać odpowiedzi u Koziołka, można by zacytować następujący fragment brutalnie diagnozujący w postaci Mrożka kres człowieka piszącego: „Pozostało »coś« bez pamięci i mowy, owładnięte strachem przed rzeczywistością niepojmowalną nawet tam, gdzie jesteśmy najbliżej siebie – we własnym ciele. Jeśli miał się stać na powrót ludzką istotą, musiał odzyskać nie tyle pamięć, ile samą zdolność zrozumiałego nadawania światu imion. Dzięki jego doświadczeniu wydobywania się z – dosłownie – bezsensu lepiej rozumiemy, że dopiero umiejętność nazywania i opowiadania oraz rozumienia nazw i opowiadań czyni nas ludźmi” (Koziołek 2016: 150). Ostatnie zdanie dotyka osobliwości afazji, która – jak mało który deficyt czy schorzenie – dociera głęboko do wnętrza naszej tożsamości. Muca napisze wyraźnie, że trzy wybrane przez nią opisy uszkodzenia mózgu (obok autobiografii „Baltazar” Mrożka są to: „Wołgą przez Afazję” Karoliny Wiktor oraz „My Stroke of Insight: A Brain Scientist’s Personal Journey” Jill Bolte Taylor) zostają potraktowane jako „uniwersalna narracja o konstruowaniu tożsamości” (s. 5). Muca dotyka tym samym po pierwsze potrzeby przyjrzenia się opisom uszkodzenia mózgu, jednak wychodząc od konkretnych case studies, znajduje coś więcej niż jednostkowe opisy czy naukowe typologie.

Wydaje mi się to dużym atutem książki Mucy – utrzymuje ona świetny balans między empatycznym i etycznym czytaniem wymienionych wyżej tekstów pisanych a naukową prezentacją efektów swej praktyki badawczej, która – nie rezygnując z wielu klasycznych i nowoczesnych podszeptów metodologicznych – nie zamienia się w nużącą i oszczędną rozprawę naukową. Przeciwnie, jeśli doświadczenie afazji wydaje nam się niepokojące – a przyznam, że jest to moje odczucie – to Muca potrafiła opowiedzieć je tak, by uczynić je możliwie pojmowalnym, ale by jednocześnie nie straciło swego cienia. Skąd ów cień? Sądzę, że z uznania afazji za „pewną potencjalność, która może się stać elementem tożsamości wielu z nas” (s. 6). Brzmi jak truizm? Tylko pozornie, nie chodzi bowiem o proste przekonanie, że w każdym z nas tkwi chory, raczej o dopuszczenie możliwości takiej metamorfozy siebie, po której tracimy swą podmiotowość, ale i stajemy się kimś innym. Czy przywiązani do własnej tożsamości jesteśmy w stanie zgodzić się na „bycie innym wobec samego siebie” (Malabou 2017: 24), jak pisała Catherine Malabou? Francuska filozofka, autorka wydanych niedawno w Polsce książek „Ontologia przypadłości” oraz „Plastyczność u zmierzchu pisma”, towarzyszy Mucy głównie w rozważaniach w rozdziale czwartym, gdzie bada przypadek Jill Bolte Taylor. Kluczowe pojęcie plastyczności mózgu jest wszakże naukowym faktem: „Mózg nieustannie pracuje, zmienia się i adaptuje do nowych warunków życia organizmu lub do sytuacji, które wynikają z różnego rodzaju uszkodzeń organicznych” (s. 135) – referuje Muca badania neurologów prowadzone już od przełomu XIX i XX wieku. Niemniej głos Malabou wnosi też element siejący wspomniany niepokój, element zwany „plastycznością destrukcyjną”: „W następstwie ciężkich, traumatycznych przeżyć, czasem z byle przyczyny, tor się rozwidla i nowa osobowość, bez precedensu, współzamieszkuje z dotychczasową, zajmując w końcu całą przestrzeń dla siebie. Jest to osobowość nie do poznania, której teraźniejszość nie wypływa z żadnej przeszłości i której przyszłość pozbawiona jest jutra; absolutna improwizacja egzystencjalna. Forma z wypadku zrodzona, przez przypadek powstała; rodzaj – przypadłości” (Malabou 2017: 8).

Gwoli ścisłości dodać muszę, że trzy narracje o afazji badane w książce Mucy nie docierają do bieguna tej „absolutnej improwizacji egzystencjalnej”, w żadnej z nich bowiem nie dochodzi do kategorycznego i nieodwracalnego zerwania związku „ja” sprzed „wybuchu mózg” i „ja” wyłonionym po nim. Przeciwnie, autorzy wszystkich teksty próbują zaradzić „tożsamościowemu resetowi”, badaczka zatem może to, co mnie niepokoi, odsunąć poza nawias swych rozważań, choć musi dopuścić teoretycznie i taką możliwość: „Analiza kształtowania się podmiotu od punktu zero tożsamości jest wprawdzie możliwa do pomyślenia, ale może stać się przedmiotem jedynie teoretycznego namysłu” (s. 137). Czynnikiem udaremniającym ukształtowanie się zupełnie nowego podmiotu jest pamięć. O jej sile i związku z afazją i autobiografią Muca pisze w rozdziale trzecim, poświęconym Sławomirowi Mrożkowi. Na jego przykładzie Muca sugestywnie ukazuje proces budowania nowej tożsamości, niedający się jednakże sprowadzić do jej prostego odzyskania. Nowa tożsamość powstaje na zgliszczach poudarowych, staje się połączeniem „ja” afatycznego i „ja” rekonstruowanego z odprysków pamięci, zdjęć, wreszcie własnych tekstów pisanych w formie ćwiczeń terapeutycznych.

Opowieść o Mrożku silnie akcentuje rodzaj podwojenia osobowości. Powraca tu echem głos Malabou mówiącej o rozwidlonym torze: jest zatem Baltazar, nowe „ja”, afatyk, pozbawiony wspomnień i wiedzy pisarza, ale przecież goszczący się w jego (czy też swoim?) ciele; jest i coraz wyraźniejszy – wraz z postępującym procesem terapii – Mrożek, odzyskujący pamięć, jeszcze nieukładającą się co prawda w całość i pozbawioną chronologii, ale pełniącą funkcję scalenia osobowości. Muca doskonale wyzyskuje owo rozdwojenie: „Baltazar jednocześnie był i nie był Sławomirem Mrożkiem (…). Baltazar w pewnym sensie był sobowtórem lub cieniem autora »Emigrantów«, figurą tożsamościowej metonimii, która ma zostać wypełniona wiedzą i faktami; zastępował Mrożka, ale nie był od niego niezależny – był strażnikiem biografii pisarza, postacią-archiwum, tworzącą materialną bazę pamięci, czyli tekst” (s. 79–80). Ta gra wcieleń prowadzi badaczkę do zrekonstruowania drogi „poiesis siebie”, która u Mrożka wiedzie właśnie poprzez pisanie tekstu autobiograficznego. Autorka z wnikliwością przygląda się nie tylko „Baltazarowi”, ale i fragmentom „Dzienników” pisarza, by zobaczyć w nich „teksty opiekuńcze” (s. 96), spełniające funkcje autoterapeutyczne. Autoterapia i autobiografia wiążą zarazem podmiot – na powrót – w całość: jest postać pisząca, aktualna, autobiograficzny podmiot, czyli Baltazar, ale i postać opisywana, wydobywana z mgły niepamięci, przedmiot opisu, Sławomir Mrożek sprzed udaru. Klaudia Muca, rozpisując drobiazgowo powyższe kwestie i interpretując nienagannie przywoływane teksty, przeprowadza czytelników od pisania przedsiębranego jako terapia ręki, przez funkcję odzyskiwania pamięci, po możliwość poiesis doświadczenia afazji i w konsekwencji tego wszystkiego – zaopiekowania się sobą jako podmiotem szukającym utraconego poczucia tożsamości.

Inną perspektywę wyzyskuje badaczka w rozdziale o „tekście doświadczenia” Karoliny Wiktor, której przypadek pozwala dotknąć elementarnego poziomu pisma, zobaczyć „pracę na literze”. Tutaj na szczególną uwagę zasługuje „Alfabet brakującej czcionki”, autorski model czcionki Wiktor (wykorzystany również na okładce książki Mucy), który pozostawia litery niedomknięte, jakby niedorysowane. Alfabet – mimo że kompletny pod względem liczby – stwarza wrażenie uszkodzonego, niepełnego, dotkniętego deficytem, odbijając pustkę i braki podmiotu dotkniętego afazją. „Alfabet brakującej czcionki” oraz poemat wizualny „Wołgą przez Afazję” pozwalają zajrzeć za zasłonę żmudnego procesu tworzenia, poczuć „pracę u podstaw” litery, ale i dostrzec rangę artystycznego projektu, który wyłania się z doświadczeń chorobowych Wiktor. Muca zauważa: „Wiktor przykłada wagę nie tylko do treści tekstu doświadczenia, lecz także do jego formy oraz środków umożliwiających wytworzenie tego tekstu. Korzysta z bardzo różnych modeli przekazu, na przykład wpisu blogowego, poezji wizualnej, wywiadu wizualnego, fotografii czy wykładu, co pozwala wykorzystać potencjał zmiany medium (remediacji) do stworzenia narracji o »doświadczeniu duchowego przełomu«” (s. 39). Ten ostatni cytat z Wiktor kieruje uwagę badaczki na kolejny ważny aspekt obecny w narracjach o afazji – peryfrazy doświadczenia. Rodzą się one niejako w kontrze do bezosobowego i bezdusznego dyskursu medycznego, oznaczają rezygnację z formuł przyjętych jak kalectwo czy syndrom. Wiktor stawia wyraźnie na inwencyjność języka: wykorzystana przeze mnie w tytule kraina Afazji pochodzi właśnie z jej tekstu, podobnie zamieszkujący ją Afazjanin (nie afatyk); więcej nawet – język u Wiktor poddawany jest krytyce, w starciu z nieracjonalną afazją bowiem nie spełniają swej dotychczasowej funkcji ani normy gramatyczne, ani schematy myślowe.

To tylko wybrane wątki z bogatej i bardzo dobrze napisanej książki Klaudii Mucy. Badaczka dotyka kwestii niezwykle trudnych i delikatnych, zdając sobie sprawę, na jaki teren wchodzi. Wymaga on i subtelności w podejściu, i interdyscyplinarności. Oba te atuty Muca ma: nieobcy jest jej horyzont etyczny badań, czyta wnikliwie, dociekliwie, ale z empatią, a jednocześnie świetnie orientuje się zarówno w klasycznych nurtach badań (Henri Bergson, Roman Jakobson), jak i najnowszych podszeptach metodologicznych (przywoływana już Catherine Malabou, George Steiner, nurt disability studies). W efekcie praktyka czytania zaproponowana przez autorkę, tzw. bliskie czytanie, pozwala w pracy literaturoznawcy ująć tekst i możliwie szerokie konteksty („osobowość i sytuację poznawczą autora danego tekstu” [s. 11]), by wykroczyć poza tekst ku temu, co najbardziej interesujące – doświadczeniu. Muca przy tym nie uzurpuje sobie prawa do ostatniego słowa, do narzucenia interpretacji czy choćby ostatecznego zrozumienia „wybuchu mózgu”. Uważnie przeprowadza nas jednak przez proces stwarzania świata i tożsamości na nowo, uwrażliwiając przy tym, że trzy pojedyncze przypadki układają się w spójną opowieść o granicach naszej ludzkiej tożsamości, o sytuacjach krytycznych, po których możemy stać się kimś innym, ale jednak – co budujące – możemy na powrót kimś się stać. I wreszcie – jak fundamentalną rolę odgrywa w tym procesie język, gwarant naszego bycia w świecie i w sobie.

LITERATURA:

Koziołek R.: „Dobrze się myśli literaturą”. Wołowiec 2016.

Malabou C.: „Ontologia przypadłości. Esej o plastyczności destrukcyjnej”. Przeł. P. Skalski. Warszawa 2017.
Klaudia Muca: „Poiesis doświadczenia, poiesis tożsamości. Narracje o afazji”. Fundacja Terytoria Książki. Gdańsk 2019 [seria: Media].