1 listopada 21 (381) / 2019

Michał Paweł Urbaniak,

HISTORIA PRZEMOCY - POPRZEDNI ROZDZIAŁ (EDOUARD LOUIS: 'KONIEC Z EDDYM')

A A A
Drugą z autobiograficznych książek Ēdouarda Louisa – wstrząsającą „Historię przemocy” – mogliśmy poznać w zeszłym roku. Obecnie Wydawnictwo Pauza opublikowało jego debiut – „Koniec z Eddym”. Powieść zyskała wielkie uznanie we Francji, była także nominowana do prestiżowej Nagrody Goncourtów. Można uznać, że obie książki stanowią odsłonę tej samej historii – jednak o ile druga powieść Louisa miała bardziej kameralny charakter, w tej debiutanckiej zwraca uwagę mocno zarysowane tło, na którym rozgrywa się dramat głównego bohatera.

W małym francuskim miasteczku codzienność wyznaczają twarde reguły. Mężczyźni są ojcami rodzin, zazwyczaj pracownikami lokalnej fabryki odlewów mosiężnych. Również kobiety mają ograniczone ścieżki rozwoju – przeważnie pozostają matkami (bo dopiero macierzyństwo czyni je „prawdziwymi kobietami” – odsuwa oskarżenia o homoseksualizm czy oziębłość). W takim świecie „męskie wartości zostały wyniesione do najwyższej rangi”. Dlatego tu rządzą mężczyźni: brutalni wobec siebie nawzajem, swoich żon, a nierzadko i dzieci, bo sami zostali nauczeni brutalności; dla nich „przemoc była czymś oczywistym, naturalnym”. Tworzą oni swoisty „świat dla twardzieli” (cokolwiek to pojęcie znaczy), dorastają wedle określonych zasad i w takim duchu mają „obowiązek” wychować również swoich synów – zresztą dla ich specyficznie rozumianego dobra. Nie znaczy to, że – mężczyźni, czy kobiety – rozumieją te społeczne dyktaty, ale je powielają.

W takiej rzeczywistości dorasta Eddy Bellegueule. Towarzyszy temu dojmująca bieda, a także poczucie niedopasowania. Rodzice nie są w stanie zapewnić Eddy’emu i jego rodzeństwu odpowiednich warunków do rozwoju. Szczerze kochają swoje dzieci, ale mentalnie pozostają dość ograniczeni. Nie rozumieją Eddy’ego, który zmierza w stronę zupełnie obcych im wartości, odległego stylu życia.

Eddy odstaje od swoich rówieśników, ale nie z własnej winy. Od początku ma problemy z tożsamością, nie potrafi przypasować się do otaczających go wzorców. Duża wrażliwość, skłonność do płaczu, wysoki tembr głosu, przesadna gestykulacja, kołysanie biodrami przy chodzeniu – to skazuje go na funkcjonowanie w roli miejscowego dziwoląga. Ma świadomość, że rozczarował rodziców. Gdy słyszy od zrozpaczonego ojca, że nie jest prawdziwym chłopakiem, obsesyjnie myśli: „Dlaczego wciąż płaczę? Dlaczego boję się ciemności? Dlaczego, skoro jestem małym chłopcem, tak naprawdę nim nie jestem? A przede wszystkim: dlaczego tak się zachowuję? Skąd u mnie ta przesadna gestykulacja, to wymachiwanie rękami (…), ta dziewczyńska intonacja, ten piskliwy głos? Nie wiedziałem, skąd bierze się moja inność i uwierała mnie ta niewiedza”.

Problem rozwinie się na gruncie szkolnym: wówczas Eddy z lokalnego dziwadła przeistoczy się w konkretne zagrożenie w oczach szkolnych kolegów (za tym eufemizmem kryją się oprawcy). Jak zauważy: „Moja odmienność, dziewczyński sposób mówienia, sposób poruszania się, moje zachowanie podważały wszystkie wartości, które ich, twardzieli, kształtowały”. Tego typu „zagrożenie” wymaga unieszkodliwienia – stąd Eddy jest regularnie bity i poniżany przez dwóch uczniów (i doznaje ostracyzmu ze strony większości pozostałych). Wyzywają go od pedałów: „Mówiąc to, naznaczyli mnie już na zawsze piętnem, takim samym piętnem, jakie Grecy wypalali rozpalonym żelazem lub nożem na ciałach osobników odbiegających od normy, a przez to niebezpiecznych dla społeczeństwa” – komentuje. Przerażające, że on sam regularnie godzi się uczestniczy w tym spektaklu przemocy rozgrywającym się w nieuczęszczanym szkolnym korytarzu – kierowany po części wstydem, a po części poczuciem winy. Tym można tłumaczyć też jego milczenie („Wyzwiska przeplatały się z ciosami, a ja ciągle milczałem. Ciota, fafciu, gejzer, fag, cwel, lewy, cieplak, pedał, pedzio, fagola, hokeista, przegięty, homoniewiadomo… albo homoseksualista, gej”). W takiej uległości tkwi także podświadome pragnienie autodestrukcji – do czego zresztą nawiązuje poniekąd również tytuł powieści Louisa.

Równie przerażająco została tu ukazana homofobia „wewnętrzna”. Eddy, zdając sobie sprawę z własnego homoseksualizmu, demonstruje nienawiść do „pedałów”, twierdzi, że homoseksualizm może doprowadzić do „zguby, do piekła, albo do choroby” (chce w ten sposób ochronić nie tylko siebie, ale własnego brata, który, jak podejrzewa, dźwiga to samo brzemię). Nie jest to skuteczny pancerz. Louis świetnie przedstawia wewnętrzną walkę, rozgrywającą się, gdy homoseksualne pragnienia mogą doczekać się spełnienia. Eddy długo odpowiada homofobicznymi wyzwiskami na zachęty do chłopięcych zabaw o charakterze erotycznym, choć przecież chciałby wziąć w nich udział. Jego koledzy nie mają problemu z rozbieraniem się, z rozmaitymi eksperymentami seksualnymi („Udawanie homoseksualistów było dla nich sposobem pokazania, że nimi nie są. Trzeba nie być pedałem, żeby móc dla zabawy, na czas jednego wieczoru, takiego udawać, bez obawy, że się zarobi wyzwisko”). Eddy nienawidzi ich nagich ciał i zarazem ich pożąda.

Najważniejszym elementem w tej powieści pozostaje właśnie męskie ciało. Stanowi nośnik siły, jak również pożądania. Obnażone, ugruntowuje tożsamość, jest też symbolem władzy kojarzonej z dominacją – to dlatego koledzy bohatera, jego ojciec czy inni mężczyźni w miasteczku tak chętnie się rozbierają. Tylko dla Eddy’ego jego ciało staje się przekleństwem, więzieniem – nie umie zapanować nad gestykulacją, chodem czy głosem. To także ciało stawia opór przed nieuzasadnioną zmianą, skazując chłopca na dalsze poniżenie („Miałem nadzieję się zmienić. Ale ciało odmawiało mi posłuszeństwa i znów powracały wyzwiska”). Z kolei dla innych mężczyzn ciało tytułowego bohatera stanowi zagrożenie. To nie przypadek, że powieść otwiera scena znęcania się nad Eddym, a właściwie jego ciałem – i utraty kontroli nad nim. Oprawcy biorą cudze ciało w posiadanie, „unieszkodliwiając” je (bity Eddy powie: „ciało zdawało się już do mnie nie należeć, nie reagowało już na moją wolę”). W rezultacie dla bohatera nawet satysfakcjonujący seks wiąże się z przemocą - w chwili, gdy musi się „wykazać” jako rzekomy heteroseksualista, wyobraża sobie gwałt, atletycznych mężczyzn, którzy go unieruchamiają, uciszają, a jego ciało „przeszywają, rozrywają (…) jak cienką kartkę papieru”.

„Koniec z Eddym” jest przerażającą, brutalnie szczerą powieścią inicjacyjną o niemożności wyrwania się z kręgu przemocy, gdy funkcjonuje się w kategorii Innego. Przedłużeniem tej opowieści zdaje się późniejsza, bodaj jeszcze bardziej wstrząsająca, „Historia przemocy”, gdzie dorosły już Ēdouard w jedną noc pada ofiarą tych samych mechanizmów, od jakich uciekał Eddy. Jego ciało (a także pożądanie) znów stało się jego przekleństwem. Słowa wzięte z debiutu Ēdouarda Louisa jawią się jako swoiste credo patronujące całej jego dotychczasowej twórczości: „cierpienie jest ustrojem totalitarnym – wymazuje wszystko, co się w nim nie pomieści”. Na tym wszechogarniającym cierpieniu się koncentruje. Czyta się jego książki z bólem - tak wiele w nich prawdy o zagubieniu jednostki wchodzącej w rolę Innego w dzisiejszym świecie. To bardzo ważna i bardzo aktualna literatura.
Ēdouard Louis: „Koniec z Eddym”. Przeł. Joanna Polachowska. Wydawnictwo Pauza. Warszawa 2019.