1 listopada 21 (381) / 2019

Magdalena Kempna-Pieniążek,

NIEDOLE NIEDOSZŁEGO OJCOSTWA (SKAZANIEC 666. JÓZEF MOGIŁA ZA KRATKAMI)

A A A
Józef Mogiła – (czarny) bohater brazylijskiej popkultury – zdecydowanie zasługuje na miejsce w panteonie najbardziej charyzmatycznych zbrodniarzy ostatniego tysiąclecia. W rankingu najgorszych filmowo-komiksowych zwyrodnialców nie uplasowałby się może w pierwszej dziesiątce, bez kompleksów mógłby jednak zasiąść gdzieś pomiędzy doktorem Mabuse z filmów Fritza Langa a Fantomasem Louisa Feuillade’a. Komiks Adriany Brunstein i Samuela Casala  jedynie utwierdza mnie w tym przekonaniu, jego estetyka nieprzypadkowo bowiem zdaje się nawiązywać do prac niemieckich filmowych ekspresjonistów, podczas gdy fabularna konstrukcja opiera się na charakterystycznej dla francuskiej serii idei prezentowania kolejnych epizodów ze zbrodniczej kariery protagonisty.

Seria epizodów, jakie otrzymujemy w „Skazańcu 666”, jest o tyle szczególna, że spaja ją przestrzeń: więzienie, w którym Mogiła odbywa swój kilkusetletni wyrok i gdzie, przemykając ciemnymi korytarzami w nieodłączonym płaszczu i cylindrze, przeprowadza swoje tak zwane eksperymenty. Cytując innego popkulturowego klasyka, bohater mógłby z przekonaniem obwieścić swoim współwięźniom: „To nie ja jestem tu zamknięty z wami; to wy jesteście tu zamknięci ze mną”, gdyby nie to, że poetyka tzw. one-linerów jest mu obca. Mogiła preferuje bowiem długie monologi o poetycko-filozoficznym zacięciu, w końcu jest zbrodniarzem-idealistą, myślicielem opętanym pragnieniem nieśmiertelności („wiecznej krwi”), którą zamierza osiągnąć poprzez spłodzenie z doskonałą kobietą idealnego syna.

Dokonany przez autorów wybór miejsca akcji po trosze rozgrzesza nas z sadystycznej przyjemności płynącej ze śledzenia losów protagonisty, w końcu ofiary jego „eksperymentów” budzą odrazę jeszcze większą niż on sam. Opowieść snuta przez twórców komiksu daje nawet pewien asumpt do sympatyzowania z bohaterem tego wzorcowego (jakże uroczy to termin gatunkowy) „barbarzyńskiego horroru brazylijskiego”. Pewną dozą współczucia można go obdarzyć w scenie, w której znajduje w swojej celi swych zamordowanych „przyjaciół” – więzienne szczury; z kolei doświadczane przez niego w izolatce halucynacje pozwalają dostrzec w nim nieszczęsnego niewolnika własnych koncepcji.

Komiks, który zawiera całe spektrum wątków rodem z zapisków szalonego psychiatry, niekoniecznie nadaje się do interpretacji czerpiącej z dorobku psychoanalizy. Mimo to sądzę, że warto zastanowić się nad tym, co kryje się w eksploatowanym przez autorów motywie dziecięcym. Pierwszym zbrodniarzem, jakiego Mogiła poddaje swoim eksperymentom, jest seryjny morderca dzieci, tatuujący podobizny swoich ofiar na własnym ciele. Mocne otwarcie tomu znajduje kontrapunkt w kulminacyjnej sekwencji, kiedy to protagonista doznaje okrutnych wizji, w których wydaje na świat swojego długo oczekiwanego doskonałego potomka i zaraz potem zostaje przez niego zamordowany (notabene: jest to jeden z tych fragmentów, w trakcie lektury których można odczuć ulgę, że – zamiast koloru – Casal zastosował elegancką czerń i biel). W finale wreszcie pojawia się biblijny cytat: „Ojcze, wybacz im, bo nie wiedzą, co czynią…”, w znaczący sposób przekształcony przez Mogiłę.

Trzy wizje dziecka: ojcobójcy, ofiary bezwolnej i wreszcie ofiary dobrowolnej tworzą w „Skazańcu 666” dość szczególną mapę odniesień. Dziecko to tutaj zarówno potomek doskonały, jak i potwór, gwarancja nieśmiertelności i zarazem pasożyt-morderca, Bóg i diabeł. Równocześnie każdy z tych trzech motywów stanowi świadectwo porażki Mogiły jako niedoszłego ojca: w pierwszym przypadku bohater zabija ojca fałszywego (mordercę dzieci), stając się mimowolnym mścicielem jego ofiar; w drugim przyjmuje na siebie biologiczną rolę kobiety (demoniczne dziecko doskonałe wyłania się z jego wnętrza), stając się matką-ofiarą; w trzecim wreszcie – za sprawą wypowiedzianej przez siebie biblijnej frazy – utożsamia się nie z Bogiem-Ojcem, lecz z Synem. Barbarzyński brazylijski horror „Skazaniec 666” jest więc przede wszystkim horrorem niespełnionego, niemożliwego ojcostwa – niemożliwego, ponieważ Mogiła (podświadomie?) przyjmuje w nim pozycję nie rodzica, ale dziecka, utożsamiając się z tym, co niemęskie. Diaboliczny, mefistofeliczny wygląd maskuje tu jedynie prawdziwe oblicze nękającego protagonistę kryzysu.

A skoro już o piekielnych wątkach mowa, to warto zwrócić uwagę na grę uprawianą przez Casala z biblijną symboliką. Nieprzypadkowy numer nadany Mogile w więzieniu – 666, liczba Bestii – a także trawestacje biblijnych cytatów i motywów, na czele z symbolem gołębicy, zdają się akcentować piekielną proweniencję protagonisty i jego idei. W gruncie rzeczy jednak Mogiła jest tak samo niespełnionym Antychrystem, jak i ojcem, nie potrafi bowiem zapanować nad otaczającym go ludzkim robactwem ani tym bardziej w pełni wykorzystać jego zbrodniczego potencjału. Opętany myślą o swoich eksperymentach i „wiecznej krwi”, pozostaje jedynie zmorą trapiącą współwięźniów.

„Skazaniec 666” wymyka się zatem oczywistym klasyfikacjom. Chyba zresztą taka idea przyświecała twórcom. W końcu, jak w słowie wstępnym pisze Paulo Sacramento, Józef Mogiła to ktoś/coś więcej niż „złowrogie monstrum, które wielu utożsamiało ze sferą nadprzyrodzoną”. To prawdziwa ikona popkultury
Adriana Brunstein, Samuel Casal,: „Skazaniec 666. Józef Mogiła za kratkami” („Prontuario 666”). Tłumaczenie: Jakub Jankowski. Wydawnictwo Mandioca. Warszawa 2019.