1 listopada 21 (381) / 2019

Marta Bieganowska-Molendowska,

DRESZCZOWIEC Z FOTOGRAFIĄ W TLE (JĘDRZEJ PASIERSKI: 'W IMIĘ NATURY')

A A A
Autor udanej serii o perypetiach rzutkiej podkomisarz Niny Warwiłow wraca z nową publikacją, tym razem spoza cyklu. Ze stołecznej Pragi przenosi czytelnika do podwarszawskiego Izabelina, oś fabuły osnuwając wokół niezwykłych wydarzeń z życia prawnika warszawskiej fundacji zajmującej się ochroną środowiska, historię zaś utrzymuje w konwencji powieści sensacyjnej, thrillera, nie jak dotąd – kryminału.

Mateusz Chabrowski, nowy bohater Pasierskiego, to były prawnik korporacyjny w typie Grishamowskim – pracujący w „firmie” kilkanaście godzin na dobę i obsługujący najbardziej prestiżowych klientów – który po poważnym załamaniu zdrowotnym postanawia porzucić dotychczasowy styl życia i zakłada „W imię natury”, organizację non-profit zajmującą się prawną ochroną środowiska. Jest przed czterdziestką, ma „dobrą i wrażliwą” żonę-artystkę, dwoje dzieci: kilkuletniego Stasia, rozkosznego cherubinka oraz rozkapryszoną nastolatkę Igę, uzależnioną od mediów społecznościowych. Wraz ze swoim (a jakże!) labradorem mieszkają w kupionym na kredyt domu w Izabelinie, na granicy Puszczy Kampinoskiej. Chabrowski po porzuceniu korporacji wiedzie iście podmiejski tryb życia. W krótkich godzinach pracy zajmuje się walką o czyste powietrze, co daje mu spełnienie moralne, po pracy przywozi dzieci ze szkół, gotuje im zdrowy a zarazem niebanalny obiad, po czym zabiera psa na wieczorną przebieżkę. Oczywiście, w życiu rodziny nie brakuje też problemów: a to cena franka wzrasta, to znów dwunastolatka buntuje się przeciwko bratu, a fundacja nie potrafi pozyskać sponsorów.

Cały ten, w gruncie rzeczy sielankowy, obraz życia rodziny z przedmieścia lega w gruzach, kiedy na adres fundacji Chabrowskiego przychodzi tajemnicze zdjęcie przedstawiające – prawdopodobnie – martwego mężczyznę. Od tego momentu akcja rozwija się błyskawicznie. Tej samej nocy, gdy Mateusz pokazuje swojej żonie fotografię, ta znika, a on sam zostaje wciągnięty w szalony wir wydarzeń. Próby odnalezienia Mai zaprowadzą go w mroczne i dziwaczne miejsca, odkryje, że jego dotychczasowe życie zbudowane było na misternej sieci kłamstw, a wachlarz przeciwników, z jakimi przyjdzie mu się zmierzyć, okaże się nad wyraz szeroki – od niezbyt lotnych policjantów, poprzez zwyrodniałego płatnego zabójcę aż do głównego czarnego charakteru, którego tożsamość ujawniona w finale powieści jest niemałym zaskoczeniem.

Od pierwszych kart „W imię natury” wyczuwalna jest zmiana konwencji przyjętej przez Pasierskiego. Nowa propozycja w niczym nie przypomina roztropnie i raczej powolnie budowanych fabuł z szerokim tłem znanych z „Domu bez klamek” czy „Roztopów”. Tutaj, po ledwie kilkustronicowym wprowadzeniu, następuje dramatyczne zawiązanie akcji, która od tego momentu mknie do przodu z prędkością błyskawicy. Pęcznieje także ilość wątków, które desperacko usiłuje połączyć Chabrowski, by rozwikłać zagadkę zaginięcia żony i uratować rodzinę. Mnogość wydarzeń i niesamowite tempo akcji z jednej strony stanowią o atrakcyjności tej lektury, pochłania się ją bowiem jednym tchem, a z drugiej przywodzą na myśl dokonania klasyka gatunku thrillera – Harlana Cobena, co w tym przypadku nie jest komplementem. Momentami można odnieść wrażenie, jakby autor na siłę chciał wtłoczyć wszystkie swoje sensacyjne pomysły na karty jednej powieści. O ile z początku tak szaleńcze tempo może ekscytować, to już w drugiej połowie książki zaczyna być męczące, by pod koniec sprawić, że czytelnik zaczyna liczyć strony dzielące go od rozwiązania zagadki, modląc się w duchu, by nie przyniosły kilkunastu kolejnych, coraz to bardziej absurdalnych, zwrotów akcji. Przez sympatię do autora wynikającą z całkiem niezłego cyklu kryminalnego, pominę milczeniem absolutnie kuriozalny finał osobistego śledztwa Mateusza i zakończenie opowieści o Chabrowskich.

Nie tylko w kontekście podjętych wątków Pasierski w „W imię natury” operuje nadmiarem. Również jeśli chodzi o ilość wprowadzonych postaci pierwszo-, drugo- i trzecioplanowych, czytelnikowi nie oszczędza się wrażeń. Niestety, i tu strategia mnożenia bytów nie do końca się sprawdza. Jednowymiarowa konstrukcja postaci i przewidywalność ich zachowań jest w lekturze drażniąca; na kartach powieści napotkać można więc – poza wymienionymi już członkami rodziny Chabrowskich: antykorporacyjnego prawnika, piękną artystkę z tajemnicą, uroczego przedszkolaka, irytującą nastolatkę i wesołego pieska – ukraińskiego zabijakę z ponurą przeszłością, opiekuńczą matkę czworga dzieci, nieuprzejmych policjantów, zapijaczone rodzeństwo z mazurskiej wsi, martwego potentata przemysłowego i jego zachłannego spadkobiercę. Każdy kolejny bohater okazuje się bardziej sztampowy od poprzedniego.

Kulminację wszystkich słabych stron powieści stanowi postać głównego bohatera, który w ciągu jednej nocy z typowego przedstawiciela niższej klasy średniej (wraz ze wszystkimi stereotypowymi dla niego zaletami i przywarami) zamienia się w człowieka o sprawności komandosa Legii Cudzoziemskiej, sprycie i przebiegłości tajnego agenta i przenikliwości wytrawnego śledczego. Nad tym niezwykle sprzyjającym zestawem cech czuwa dodatkowo nad wyraz łaskawy los, który zsyła Chabrowskiemu szczęśliwe zbiegi okoliczności pozwalające mu pokonać nawet najbardziej wytrawnych przeciwników.

W nowej propozycji Pasierskiego wszystko, co zdawało się być obliczone na zaletę fabuły, okazuje się paradoksalnie być jej słabością. Wartkość akcji nie pozwala na opowiedzenie żadnej ciekawej, głębszej historii poza ciągiem niestworzonych wypadków, a konstrukcja postaci jest raczej nietrafiona – albo nuży swoją szablonowością charakterystyczną dla gatunku albo jest pozbawiona jakichkolwiek cech prawdopodobieństwa, co potęguje wrażenie absurdu graniczącego z komizmem. Ciężko zarekomendować tę pozycję jedynie ze względu na jej walor „nieodkładalności”, ponieważ podobnie emocjonujących książek o jednak wyższej wartości literackiej jest na rynku mnóstwo; uznaję zatem „W imię natury” za nieszczególnie udany romans Pasierskiego z powieścią sensacyjną i z niecierpliwością czekam na dalsze przygody błyskotliwej Niny Warwiłow.
Jędrzej Pasierski: „W imię natury”. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2019.