1 listopada 21 (381) / 2019

Łukasz Kiełpiński,

BUNT, HORROR, OJCOWIZNA (MOWA PTAKÓW)

A A A
Tegoroczny konkurs główny na festiwalu w Gdyni zdominowała tematyka traumy (zarówno tej narodowej, jak i osobistej) oraz idąca za nią emocjonalna sztywność i przytłaczająca gęstość przeżywanej rzeczywistości. Ciężką dramaturgicznie narrację przełamywała natomiast schizofreniczna, dwubiegunowa i ponad wszystko afektywna „Mowa ptaków” Xawerego Żuławskiego. Proponowane doświadczanie późnej polskości – i ponowczesności w ogóle – nieuchronnie kojarzyło się z nihilistyczno-eskapistyczną atmosferą, która niedawno wybrzmiała w polskim teatrze przy okazji spektaklu „Wyjeżdżamy” Krzysztofa Warlikowskiego. Zarówno w filmie o świergotliwym tytule, jak i w spektaklu spod strzech Nowego Teatru transy i tripy mieszają się z bezradnością oraz wściekłością wobec aktualnej sytuacji polityczno-społecznej, a euforyczna mania przeplata się z gorzkim rozczarowaniem. Chce się uciekać i nawet mniej więcej wiadomo od czego, ale nie wie się za bardzo dokąd. W końcu „cały świat to jedna wielka Polska”, jak słyszeliśmy w innych – tych już stricte depresyjnych – rejonach gdyńskiego konkursu głównego, a mianowicie w „Interiorze” Marka Lechkiego.

Niemiecki krytyk poczynań awangardy francuskiej i niemieckiej, Siegfried Kracauer, pisał: „W filmach awangardowych strumień rytmów (…) wciąż rozrywa strumień życia i dlatego zjawiska – należące do tego strumienia – tracą wymowę” (Kracauer 2008: 117). Poszarpana oraz skacząca do gardła rytmika „Mowy ptaków” rzeczywiście rozrywa strumień przedstawianego życia. I chwała jej za to, bo dzięki temu staje się bardzo efektywnym środkiem wyrazu, które wymowy jednak nie gubi, lecz ją podbija. Scenariusz zmarłego ojca, przefiltrowany przez perspektywę reżyserską syna, diagnozuje bowiem rzeczywistość jako złożoną z przeciwieństw i chaotyczną, a opowiadając o niej poprzez bełkot, kicz oraz nonsens, wzorcowo trzyma się decorum. Ojcowska żuławszczyzna w dziele reżysera juniora wciąż ma się dobrze i okazuje się świetnie dobranym narzędziem do opowiadania o współczesnym doświadczaniu polskości targanej sprzecznościami. Sam główny bohater (Sebastian Fabijański) – bezrobotny nauczyciel literatury polskiej – raz jawi się jako Xawery, a raz jako Andrzej Żuławski, ale najczęściej jest po prostu zaangażowanym anarchistą, aktywnym nihilistą i wolnym duchem, którego to wszystko gdzieś jednak obchodzi.

„Mowa ptaków”, ponad 80 lat od powstania „Przygód człowieka poczciwego”, stara się przypominać, że nie będzie dziury w niebie, jeśli pójdziesz tyłem. Film Żuławskiego z awangardowym dziełem Themersonów łączy zresztą więcej. Oba zawierają sceny, w których demonstracyjnie maszeruje się z tabliczkami: „precz z chodzeniem tyłem” i „my wszyscy chodzimy przodem” – z tym że u Żuławskiego napisy te przyjmują już formy konkretnych, faszystowskich haseł, przewijających się przez transparenty narodowców. I nie trzeba wcale znać się na przenośni, bo nagrania kipiącego nienawiścią tłumu to po prostu found footage z Marszu Niepodległości – mniej udramatyzowany niż w „Pewnego razu w listopadzie” Andrzeja Jakimowskiego, ale będący mocnym kontrapunktem surowej dosłowności wobec łapiącej zadyszkę, psychotycznej naracji.

Kompulsywna potrzeba odrzucenia zniewalających form i utartych schematów w imię osobistej wolności stawia „Mowę ptaków” w kontrze do „Kosmosu” Andrzeja Żuławskiego, w którym potrzeba porządkowania sensów bez reszty pochłaniała oraz przytłaczała. Tym razem anarchistyczny zryw pozwala odciąć się zarówno od znaczenia wróbla powieszonego na sznurku, jak i od presji kontynuowania filmowej myśli ojca, a także od płaskich myśli-gotowców wciskanych do gardła przez wielkie, polityczne narracje. Jednak pozorne wyzwolenie od schematów prowadzi niekiedy jedynie do ich odwrócenia i wpadnięcia w pułapkę kolejnej, gombrowiczowskiej gęby. Trudno o wolność, kiedy za rogiem czai się już nowy społeczny habitus, gotowy złapać w kolejną pułapkę wyrysowanych od linijki możliwości i wymierzonych co do centymetra aspiracji.

Dialogi, niekiedy pozbawione sensu i będące na usługach transowych rytmów, przypominają tytułowy świergot mowy ptaków. Język bywa bowiem często nonsensowny, ale raczej nie bezsensowny. Wybrzmiewa w nim rytmiczne „bembergowanie bembergiem w berg” – nadwyrężanie formy w odpowiedzi na niemożność wyrażenia pewnych treści. Tym samym mimochodem przywołuje się gombrowiczowskiego ducha, z którego wyrasta rytmiczny chaos w dialogach oraz koncentracja na tym, co wykluczone i mające osobną pozycję (jak Andrzej Żuławski czy Witold Gombrowicz w kanonie). To dlatego Warszawa oglądana jest nie tyle z okien Pałacu Kultury, co ze stołecznego backstage’u, bo z perspektywy eklektycznego mikokosmosu Ronda Wiatraczna. Grochów nie zostaje tu jednak podniesiony do kwadratu jak w „Innych ludziach” Masłowskiej, lecz pozwala mu się mówić za siebie i być samym przez się – do tego stopnia, że w filmie cameo zalicza prawdziwa, grochowska amatorka tanich trunków. Warszawa jawi się jako polsko-polski tygiel kulturowy, będący próbką pogubionej, nadwiślańskiej ponowoczesności, którą daje się wiernie przedstawiać tylko poza zwyczajowym dyskursem – poprzez transy, tiki, nonsensy oraz wyimki z „Pana Taduesza” wypowiadane w trakcie quasi-narkotycznych tripów.

Wchodzenie w relację ze światem na poziomie sensów przestaje być możliwe, kiedy pomniejsze prawdy – jednostkowe i pozbawione pretensji – ostatecznie rozbijają się o hegemoniczną nadprawdziwość – polityczną i odgórną. „Byle tanio, byle głośno, byle głupio”. W konsekwencji pozostaje jedynie ucieczka w to, co pozornie nonsensowne, ale własne. Na wpół psychotyczne transy – wymykające się porządkom i sztywno odlanym formom – stają się ostatnią ostoją twórczej wolności. Także sam film jako całość to przede wszystkim dynamiczny kolaż oraz anarchistyczny manifest, który jednak nie prowadzi ludu na barykady, lecz raczej zaprasza do ekstatycznego eskapizmu. Dlatego „Mowa ptaków”, mimo krytycznego zacięcia, nie jest wcale tak polityczna, jak się o niej mówi. Dużo tu przestrzeni na tworzenie własnych, spontanicznych interpretacji zradzających się na gruncie filmowego rytmu. Bardziej niż do palenia jakichkolwiek narracji zachęca się do tworzenia własnych.

LITERATURA:

Kracauer S.: „Teoria filmu: wyzwolenie materialnej rzeczywistości”. Przeł. W. Wertenstein. Gdańsk 2008.
„Mowa ptaków”. Reżyseria: Xawery Żuławski. Scenariusz: Andrzej Żuławski, Obsada: Sebastian Fabijański, Eryk Kulm, Jaśmina Polak, Andrzej Chyra, Marta Żmuda-Trzebiatowska. Gatunek: dramat. Produkcja: Polska 2019, 138 min.