ISSN 2658-1086

1 grudnia 23 (383) / 2019

Julian Strzałkowski,

HISTORIA SAMOURZECZYWISTNIAJĄCEJ SIĘ NIEŚWIADOMOŚCI (CARL GUSTAV JUNG: 'WSPOMNIENIA, SNY, MYŚLI')

A A A
Nie jest tajemnicą, że szwajcarski XX-wieczny psychiatra Carl Gustav Jung współcześnie cieszy się dużym zainteresowaniem. Świadczy o tym między innymi popularność w wyszukiwaniu jego nazwiska w Google, gdzie zajmuje trzecie miejsce w zestawieniu z takimi nazwiskami jak Sigmund Freud, Jean Piaget, Jacques Lacan, Erik Erikson, Alfred Adler, Irvin Yalom, Robert Cialdini, Burrhus Skinner, Melanie Klein, Otto Kernberg, Carl Rogers, Karen Horney czy Iwan Pawłow (zob. Pankalla, Czapkowski 2017: 241). Dziwił zatem dotychczas fakt, że od roku 1999 nikt nie podjął się ponownego wydania autobiografii tego badacza. Taki stan rzeczy spowodował, że na rynku antykwarycznym „Wspomnienia, sny, myśli” kosztowały od stu pięćdziesięciu do nawet czterystu złotych (z tym że najtańsze egzemplarze wiązały się raczej z złym stanem książki). Dla porównania, przez ten czas publikację „Moje życie i psychoanaliza” Freud można było zakupić za rozsądną cenę w księgarni. Na szczęście po dwudziestu latach czytelnicy mogą już spokojnie nabywać autobiografię Junga, a to dzięki nowo powstałemu wydawnictwu Jungpress, które zapoczątkowało swoją działalność wydaniem tej książki.

O autorze (autorach?) słów kilka…

Jung to założyciel „psychologii analitycznej”, która powstała na podstawie szeroko zakrojonych badań psychologicznych, łączących w sobie metodologie nauk przyrodniczych (empiryzm oparty na doświadczeniu klinicznym, obserwacjach oraz eksperymentach) oraz humanistycznych (historyczne, filologiczne i filozoficzne badanie aktywności ludzkiej psychiki – głównie marzeń sennych) (zob. Pajor 2004: 15-17). Do psychologii wprowadził on miedzy innymi takie pojęcia jak introwertyzm, ekstrawertyzm, kompleks czy archetyp, który ma związek z tzw. nieświadomością zbiorową. Jego koncepcje do dzisiaj wzbudzają wiele kontrowersji w środowisku akademickim, co ciekawe, powoli jednak znajdują uzasadnienie w obrębie współczesnej nauki (zob. Nosal 2017: 257-272; Czech 2006: 97-103). Jak pisze Jerzy Prokopiuk: „Dorobek naukowy Junga na przestrzeni przeszło sześćdziesięciu lat jego pracy wyraża się liczbą ponad dwustu książek i artykułów” (Prokopiuk 2008: 9).

Aniela Jaffé była analityczką jungowską oraz „autorką wielu publikacji z zakresu psychologii analitycznej, wydała trzy tomy listów Junga. Od 1948 do 1955 roku pracowała jako sekretarz Instytutu Junga, a od 1955 do 1961 jako sekretarz C.G. Junga” (s. 499). W pierwszym wydaniu „Wspomnień…” to ona była autorką, a nazwisko psychologa pojawiało się w podtytule: „przy współpracy C.G. Junga” (zob. Zasuń 2013: 30). Jak informuje Jaffé we wstępie, praca nad książką polegała w głównej mierze na rozmowach z Jungiem, zapisywaniu jego słów, uzupełnianiu ich w oparciu o różne materiały i dokumenty, redagowaniu, przekazywaniu mu do przejrzenia oraz wprowadzenia ewentualnych uwag i poprawek. Wyjątkiem były trzy pierwsze rozdziały dotyczące dzieciństwa, lat szkolnych i czasu studiów, opowieść o jego podróży do Kenii, Ugandy i Ameryki oraz przedostatni rozdział, zatytułowany „Późne myśli” – te części napisał sam psycholog. Warto jednak zaznaczyć, że Jung nie uznawał „Wspomnień…” „za rzecz napisaną własną ręką – mówił i pisał o niej raczej jako o »przedsięwzięciu Anieli Jaffé«, do którego sam dostarczył kilku przyczynków” (s. 9). Dziwi zatem fakt, że w obecnych wydaniach (nie tylko polskich) tendencja co do autorstwa została odwrócona i to nazwisko Jaffé przeniesiono do podtytułu („Spisane i podane do druku przez Anielę Jaffé”). Osobiście uważam, że sprawiedliwiej byłoby uznać współautorstwo tej publikacji. Prawdopodobnymi przyczynami są w tym kontekście pierwszoosobowa narracja książkowego Junga, a także rozpoznawalność nazwiska, co widać też w zbiorze „Człowiek i jego symbole” (Kraków 2018), który, mimo iż pisany przez wielu autorów, sygnowany jest jedynie nazwiskiem Junga.

„Historia samourzeczywistniającej się nieświadomości” – o treści autobiografii

Jak możemy przeczytać we wstępie do książki, Jung długo nie był przekonany do napisania swojej autobiografii, ponieważ nie chciał doświadczyć rozczarowania, które spotkało go po niezrozumieniu i krytyce jego publikacji „Odpowiedź Hiobowi”. Kiedy jednak w końcu poczuł gotowość i zgodził się na to przedsięwzięcie, zastrzegł, że chciałby, aby wydanie tej publikacji miało miejsce już po jego śmierci. „Wspomnienia…” to specyficzna autobiografia, właściwie można by powiedzieć, że to raczej relacja introwertyka z tułaczki po wewnętrznym świecie. Jung rozpoczyna książkę słowami „Moje życia jest historią samourzeczywistniającej się nieświadomości. Wszystko, co spoczywa w nieświadomości, chce stać się zdarzeniem, a i osobowość pragnie rozwinąć się ze swych nieświadomych uwarunkowań i przeżyć siebie jako całość. Aby przedstawić ten proces rozwoju u mnie, nie mogę sięgnąć do zasobów języka naukowego, ponieważ nie umiem doświadczać siebie jako zagadnienia naukowego” (s. 15). Autor wybiera zatem inny sposób przedstawiania swojego życia, a jest nim opisanie go jako mitu lub baśni, co Jung kwituje słowami: „Tak więc dzisiaj, w osiemdziesiątym trzecim roku mego życia, podjąłem się opowiedzieć jego mit. Mogę jednak czynić tylko niebezpośrednie wzmianki »opowiadać historyjki«. Kwestia, czy są one prawdziwe, nie gra tu żadnej roli. Pytanie tylko, czy jest to moja baśń, moja prawda?” (s. 15). Dalej stwierdza, że w książce tej interesowało go głównie jego wnętrze i te wydarzenia, które miały na nie wpływ, stąd też psycholog mówi: „Jeśli więc także ludzie należą do wspomnień, których nie utraciłem, to tylko za sprawą tego, że ich imiona od wiek wieków zapisane był w księdze mego przeznaczenia, poznanie ich miało w sobie jednocześnie coś z przypomnienia” (s. 17). Ta skrajna subiektywność jest związana również z dużą świadomością Junga w kwestii psychologicznych uwarunkowań pisania autobiografii, co widać w słowach: „Ani nie mam ochoty, ani nie posiadam umiejętności, by tak daleko wyjść poza siebie, żeby móc naprawdę obiektywnie spojrzeć na własny los. Popadłbym w znany błąd autobiografów, który polega na tym, że albo snują iluzje, jak to być powinno, albo kreślą apologia pro vista sun. A przecież człowiek jest zdarzeniem, nie może ocenić samego siebie, lecz – for better or worse – podlega osądowi innych” (s. 139).

W zakresie opisu zdarzeń poruszanych w książce materiał został ułożony w miarę chronologicznie. Zaczyna się więc od najmłodszych doświadczeń z dzieciństwa, lat szkolnych i studiów pełnych opisu marzeń sennych, fantazji, wizji oraz rozważań i lektur filozoficznych, które miały ogromny wpływ na pozostałą część życia Junga. Potem następuje opis pracy klinicznej w szpitalu psychiatrycznym, a następnie zapoznajemy się ze znajomością autora z Freudem, by przejść do rozstania tych dwóch myślicieli (1906-1913). Kolejną częścią historii jest opis „Konfrontacji z nieświadomości” (1913-1917), czyli najbardziej mrocznego, ale i owocnego okresu życia Junga, który wpłynął na rozwój osobisty psychologa oraz dostarczył dużo materiału, na którego kanwie powstawała koncepcja nieświadomości zbiorowej. Ten fragment może zmienić pogląd ludzi uważających, że Jung przeżył wtedy chorobę psychiczną. Jego podejście opisane w książce świadczy jednak o czymś innym. Nigdy bowiem nie uważał, że treści fantazji, wizji i marzeń sennych z tamtego okresu były tak samo rzeczywiste jak świat zewnętrzny – gdyby było inaczej, wtedy można byłoby mówić o psychozie. Warto zaznaczyć, że „Konfrontacja z nieświadomością” to właściwie wybór kilku istotnych doświadczeń zapisanych, namalowanych i zebranych w tak zwanej „Czerwonej Księdze” (wydanej po polsku 15 listopada 2019 bez ilustracji). Podczas tego okresu powstał też słynny gnostycki utwór Junga „Siedem kazań do zmarłych”.

W następnej części książki („O powstawaniu dzieła”) zostaje przedstawiony zarys pracy naukowej, która jest traktowana przez autora jako dzieło stricte połączonego z jego życiem. Pojawia się tam między innymi wytłumaczenie powodów studiowania przez Junga alchemii (znalazł w niej średniowieczny odpowiednik psychologii nieświadomości), pokazanie doniosłości pierwszego eksperymentalnego wykazania istnienia nieświadomości przy użyciu Testu Skojarzeń Słownych oraz krótki opis powstawania ważniejszych publikacji naukowych w latach 1912-1956. Kolejny rozdział dotyczy budowania samotni (Wieży w Bollingen), gdzie Jung spędzał kilka miesięcy w roku, oddając się kontemplacjom i refleksjom. Powstawanie tego budynku zostaje pokazane jako czynność psychologiczna – każda jego część była związana z kolejnymi postępami rozwoju wewnętrznego Junga. Następnie zaś psycholog zabiera czytelnika do egzotycznych zakątków świata, które miał okazje zwiedzić osobiście lub też organizując ekspedycje naukowe (1920-1926). Można tu zaobserwować ciekawe opisy psychologii ludów pierwotnych Afryki i Ameryki czy też interesujące analizy psychologiczne duchowości ludzi Wschodu. Jung dzięki tym podróżom jest w stanie nabrać pewnego dystansu i spojrzeć krytycznie na zubożałą duchowo kulturę Zachodu, a także utwierdzić się jeszcze bardziej w przekonaniu o istnieniu wspólnej wszystkim ludziom nieświadomości zbiorowej. W rozdziale pod tytułem „Wizje” jesteśmy natomiast zapoznawani z obrazowymi wglądami Junga, których zaczął doświadczać podczas pobytu w szpitali po zawale serca. W trakcie tych doświadczeń autor poczuł, czym jest Całkowitość rozumiana jako cel indywiduacji (Jaźń). Dwa przedostatnie rozdziały („O życiu po śmierci” i „Późne myśli”) mają charakter filozoficzno-refleksyjny. Psycholog pisze w nich o rzeczach, o których wcześniej nie mógł nic powiedzieć publicznie, bowiem zostałoby to źle odebrane w środowisku naukowym. Mamy więc prezentacje dojrzałych myśli dotyczących śmierci, Boga oraz tajemnicy, jaką wciąż pozostaje dla człowieka świat. W zakończeniu głównego tekstu „Wspomnień…” („Rzut oka wstecz”) Szwajcar daje wyraz swojej życiowej samotności. Była ona dla niego nie tylko źródłem wielu cierpień i rozczarowań, lecz również dawała mu możliwość doświadczania życia w pełniejszy sposób oraz sposobność podążania za jego przeznaczeniem.

Do głównej treści publikacji został dołączony zawierający sto stron „Apendyks”, w którym znajdują się fragmenty znaczących listów Junga, opis sylwetek ważnych dla Junga osób (Theodora Flournoy’a, Richara Wilhelma i Henricha Zimmera), suplement do „Czerwonej księgi”, ilustracje, tekst „Siedmiu kazań do zmarłych” (w tłumaczenie Wacława Sobaszka), drzewo genealogiczne psychologa oraz informacje o jego rodzinie, a także spis wszystkich dzieł. Co bardzo ważne, dołączono również sporządzony przez Jaffé „Słowniczek”, który zwiera najważniejsze pojęcia z zakresu psychologii analitycznej – jest on niezbędną pomocą dla ludzi zaczynających swoją przygodą z tym nurem psychologii głębi.

Sposób obrazowania treści – kwestia języka „Wspomnień…”

W kontekście „Wspomnień…” trudno nie wspomnieć o języku. Książka jest bowiem napisana w piękny, literacki sposób, co stanowi zasługę zarówno oryginalnego tekstu, jak i dwóch tłumaczy – Leszka Kolankiewicza i Roberta Reszkego. Na tle całej publikacji szczególnie błyszczą te fragmenty, które były pióra samego Junga. Przywołam dwa akapity. Pierwszy opisuje moment, w którym młody Jung jechał lokomotywą na szczyt Rigi w Alpach Zachodnich: „Z potężnym sapnięciem, potwornie trzeszcząc, cudowna lokomotywa uniosła mnie na zawrotne wysokości, gdzie coraz to nowe głębie i dale wynurzały się przed moimi oczyma, aż w końcu stanąłem na szczycie, w świeżym, nie znanym, rozrzedzonym powietrzu, w przestrzeni niewyobrażalnie rozległej: Tak – myślałem – to jest właśnie to, ten świat, mój świat, właściwy świat – tajemnica, gdzie nie ma nauczycieli, szkoły, pytań bez odpowiedzi, gdzie nie pytają już o nic. Uważnie trzymałem się ścieżki, z każdej strony czyhały bowiem niesamowite przepaści. Było odświętnie, trzeba było zachowywać uprzejmość i ciszę, gdyż gościło się w Bożym świecie, który właśnie tutaj był pełen życia. Oto dar – najcenniejszy i najlepszy, jaki kiedykolwiek dostałem od ojca” (s. 96-97). Drugi fragment pochodzi z części dotyczącej podróży dorosłego już Junga do Kenii i Ugandy. Przypomina on nieco „Jądro ciemności” Josepha Conrada, z tym wyjątkiem, że pozbawiony jest naleciałości kolonizatorskich i rasistowskich: „Jadąc pasem nadbrzeżnym mijaliśmy liczne wioski murzyńskie, w których ludzie, zasiadłszy wokół ognisk, toczyli wieczorne pogwarki. Wkrótce jednak droga zaczęła się piąć w górę. Już nie było widać osad, zresztą niczego nie było widać – nic, tylko głęboka, ciemna, choć oko wykol noc. Z wolna zaczęło się robić zimno. Zasnąłem. Obudziłem się z pierwszym promieniem słońca obwieszczającym początek nowego dnia. Pociąg, skryty w chmurze czerwonego pyłu, owijał się właśnie wokół stromego zbocza z czerwonych skał. Na górze na skalnej perci zastygła w bezruchu brązowoczarna, smukła postać wsparta na długiej włóczni, spoglądając na sunący dołem pociąg. Tuż obok strzelał w niebo kaktus kandelbarowy. Widok ten niemal mnie zauroczył. Było to coś obcego, coś, czego nigdy przedtem nie widziałem, co jednak budziło intensywny sentiment du déjá vu – uczucie, które podpowiadało mi, że gdzieś już to kiedyś przeżyłem, że od zawsze znałem ten świat, oddalony ode mnie tylko morzem czasu. Było to tak, jakby powrócił do krainy mojej młodości, jak gdybym znał tego ciemnoskórego człowieka, który czekał na mnie przez pięć tysięcy lat” (s. 289).

W kwestii języka „Wspomnień…” jeszcze warto wspomnieć, że jest to dla nieprofesjonalnego czytelnika jedna z najbardziej zrozumiale napisanych książek Junga. Stąd też nie dziwi fakt, że Akademia Jungowska, która popularyzuje myśl Szwajcara, proponuje tę publikację jako jedną z sześciu niezbędnych do dobrego wprowadzenia się w psychologię analityczną i jej źródła (zob. http://akademiajungowska.pl/czytelnia/polecana-literatura/).

Niekompletność „Wspomnień…”

Na stronie internetowej Philemon Fundation (zob. https://philemonfoundation.org/current-projects/the-original-protocols-for-memories-dreams-reflections/) opublikowano artykuł o tym, że obecna wersja „Wspomnień…” z pewnością nie jest kompletna. Materiały zebrane przez Jaffé pokazują zdecydowanie więcej intrygujących i ciekawych spraw, które przedstawiają Junga i jego koncepcje z szerszej perspektywy. W związku z tym fundacja we współpracy z Robertem Hindshawem (kustoszem literackim Jaffé) i Fundacją Dzieł C.G. Junga zgodziła się na publikację protokołów z rozmów pomiędzy autorami recenzowanej książki.

Warto dodać, iż badacze uważają, że w autobiografii ocenzurowano opis relacji założyciela psychologii analitycznej z Sabiną Spielrein i Toni Wolff – w literaturze pisze się o intymnym charakterze tych zażyłości oraz ich ogromnym wpływie na dzieło Szwajcara (zob. Zasuń 2013: 23; Prus 2013: 173-173). Czy znajdzie się o tym informacja w publikowanym materiale? Nie ma o tym dokładnej informacji, więc czytelnicy będą musieli poczekać do premiery protokołów.

Co nowego w nowym wydaniu?

Nowe wydanie „Wspomnień…” zawiera właściwie dwie zmiany w stosunku do starszej wersji, w tym jedną dość istotną. Jest nią okładka zaprojektowana przez Cezarego Twardowskiego. Znajduje się na niej postać, która wygląda poza granice znanego ludziom materialnego świata i patrzy na ukrytą rzeczywistość. Obraz ten to właściwie pokolorowany drzeworyt nieznanego artysty opublikowany po raz pierwszy w 1888 roku w książce Camille Flammarion „L’atmosphère : météorologie populaire” jako zobrazowanie duchowych oraz naukowych poszukiwań wiedzy na temat świata (zob. Flammarion 1888: 163). Ta ilustracja współgra z treścią recenzowanej publikacji, co najlepiej oddają słowa Junga z ostatniego rozdziału: „Różnica między większością ludzi a mną polega na tym, że u mnie »przegrody« są przezroczyste. Taka to już moja natura. U innych »przegrody« są najczęściej tak grube, że nie można za nimi niczego dojrzeć, ludzie sądzą więc, że tam nic nie ma. Ja natomiast do pewnego stopnia dostrzegam procesy, które przebiegają w tle, toteż mam poczucie wewnętrznej pewności. Kto nic nie widzi, ten nie ma pewności i nie jest w stanie wysnuć żadnych wniosków – a jeśli nawet do jakiś wniosków dochodzi, to im nie dowierza. Nie wiem, co mi dało tę umiejętność postrzegania strumienia życia. Zapewne była to sama nieświadomość, a może były to moje wczesne sny. Sny od początku mnie jakoś ukierunkowały” (s. 403). Postać z obrazu zatem można uznać za założyciela psychologii analitycznej, który poprzez swoje badania i refleksje stara się dostrzec zasady rządzące życiem. Stąd też projekt Twardowskiego wydaje się lepiej oddawać treść „Wspomnień…” niż grafiki jego poprzedników – w 1993 roku okładka przedstawiała parę zdjęć autora, które nabierały sensu dopiero po lekturze całości, natomiast te z 1997 i 1999 nawiązywały szatą graficzną do „Dzieł zebranych” wydanych przez wydawnictwo WROTA, co sugeruje po pobieżnym oglądzie przynależność do tej serii. Generuje to zatem błąd, a jak wiadomo ze wstępu z każdego wydania, Jung nie chciał, aby autobiografia była częścią tej serii, ponieważ „[n]ie uważał tej księgi za dzieło naukowe” (s. 9).

Drugą, nieco mniej ważną kwestią, są ilustracje i zdjęcia, które w poprzednim wydaniu mieściły się we wkładce między 175 i 176 stroną – na styku dwóch rozdziałów. Było ich sześćdziesiąt i zajmowały łącznie 32 strony, co mogło przeszkadzać w lekturze. Jeśli jednak ktoś bardzo chciał przed dalszą lekturą je przejrzeć, to również mógł poczuć się rozczarowany, ponieważ pod każdym z nich widniał cytat z różnych części „Wspomnień” bez podanej strony. Tak więc na przykład można było obejrzeć zdjęcia słynnej Wieży w Bollingen, o której było napisane dopiero na 229 stronie, lub zobaczyć ilustracje obrazujące wizje Junga z następnego rozdziału. Idealnie dla czytelnika byłoby, aby tego typu dodatki znalazły się w dotyczących je rozdziałach. Nowy wydawca nie oferuje jednak takiego rozwiązania, jednak decyduje się na inny, z pewnością lepszy zabieg. Otóż udostępnia zdjęcia na końcu książki – niestety zostają one uszczuplone do ilości trzynastu. Po kontakcie z Jungpress dowiedziałem się jednak, że mimo ich częstego występowania na stronach internetowych trudno było dotrzeć do właścicieli praw autorskich niezamieszczonych fotografii.

***

Nowe wydanie „Wspomnień…”, choć nie wnosi wiele do treści książki, jest niewątpliwie bardzo dobrą inicjatywą. Dano bowiem czytelnikom możliwość większego dostępu do publikacji obrazującej psychiczną specyfikę wybitnego XX-wiecznego myśliciela i psychologa, jakim był Carl Gutav Jung. Czytanie tej książki to możliwość intelektualnego i emocjonalnego obcowania z genialnym umysłem, a do tego sposobność smakowania pięknego, literackiego języka.

LITERATURA:

Czech K.: „Neurobiologia a analiza marzeń sennych. Spotkanie nauk przyrodniczych i humanistycznych”. W: „Inspiracje jungowskie. Metafory, sny, archetypy”. Red. M. Adamiec, F. Białecki, K. Czech. Warszawa 2006.

Flammarion Camille „L’atmosphère : météorologie populaire”. Paris 1888 [dostęp: https://gallica.bnf.fr/ark:/12148/bpt6k408619m/f4.item.zoom].

Nosal C.S.: „Czy koncepcje Junga można uznać za naukowe?”. W: „Przewodnik po myśli Carla Gustava Junga”. Red. H. Machoń. Warszawa 2017.

Pajor K.: „Psychologia archetypów Junga”. Warszawa 2004.

Pankalla A., Czapkowski K.: „Archetypowa perspektywa (realnej) psychologii kulturowej naszych czasów”. W: „Przewodnik po myśli Carla Gustava Junga”. Red. H. Machoń. Warszawa 2017.

„Polecana literatura – Akademia Jungowska”. .

Prokopiuk J.: „Mój Jung”. Katowice 2008.

Prus P: „Wspomnienia, sny, myśli. (Nie)świadoma biografia C. G. Junga”. „Studia z historii sztuki” 2013, nr 3. [dostęp: https://apcz.umk.pl/czasopisma/index.php/szhf/article/viewFile/2020/1997].

„The Original Protocols for Memories, Dreams, Reflections”. https://philemonfoundation.org/current-projects/the-original-protocols-for-memories-dreams-reflections/

Zasuń A.: „Mit Junga”. Red. A. Gorchowska-Piróg. Kraków 2013.
Carl Gustav Jung: „Wspomnienia, sny, myśli. Spisane i podane do druku przez Anielę Jaffé”. Przeł. Robert Reszke i Leszek Kolankiewicz. Wydawnictwo Jungpress. 2019.