ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 lutego 3 (387) / 2020

Magdalena Piotrowska-Grot,

PUNKTY ZWROT-NE (MARCIN JAWORSKI: 'BARBARZYŃCY, KLASYCYŚCI I INNI. SPORY O MŁODĄ POEZJĘ LATACH 90.')

A A A
W szponach historii

Nie będę nawet próbowała zanurzać się w sporach (i próbach ich rozstrzygnięć), dotyczących historiozofii i literatury oraz tak zwanych punktów zwrotnych. Narracyjny i subiektywny w gruncie rzeczy charakter jednej i drugiej oraz potrzeba uporządkowania, skatalogowania pewnych treści, jaką ludzkość uwielbia pielęgnować, skutkuje periodyzacyjnym spadkiem, z którym nie do końca wiadomo, co należy zrobić. Nieco dla okiełznania chaotycznej materii, a może także dla zachowania pozorów kontroli zgadzamy się na pewną skalę umowności owych podziałów. Z zainteresowaniem, ale także lękiem przyglądamy się tym, którzy mają odwagę burzyć i naruszać raz ustalony porządek. Wielu badaczy i czytelników zgodziłoby się zapewne z Teresą Walas, która, unikając słowa kryzys, już w 2010 roku diagnozowała „złą koniunkturę” „historii literatury”, czy raczej jej specyficznej wersji: „Mówiąc »historia literatury«, miewamy na myśli różne rzeczy. Najczęściej – tę dziedzinę wiedzy, której przedmiotem są dzieje literatury (na ogół w jakiś sposób wyodrębnianej: ojczysta, europejska itd.) i która posługuje się zazwyczaj swoistymi kategoriami: ciągłości i zmiany, przyczynowości i relacji, niekiedy – prawidłowości, a w jej polu widzenia znajdują się duże jednostki mające charakter konstruktów – tendencje, prądy, okresy, szkoły, rodzaje i gatunki literackie. Za ich pomocą owe literackie dzieje są porządkowane, uprzejrzystniane i racjonalizowane. Markowym produktem tej wiedzy są, a na pewno bywały, wszelkiego rodzaju ujęcia syntetyczne, zwykle zawierające w tytule słowo »historia« – od wysoko sprofesjonalizowanych po użytkowe, na przykład przeznaczone do edukacji szkolnej. Tak rozumiana historia literatury stanowiła jedną z najlepiej osadzonych w tradycji i najmocniej zinstytucjonalizowanych gałęzi humanistyki, zwłaszcza w warunkach polskich, gdzie, jak wiadomo, ze względu na polityczne okoliczności literatura odgrywała szczególnie ważną rolę jako źródło i fundament tożsamości narodowej”(Walas 2010: 89).

Jako badaczka literatury współczesnej niejednokrotnie sama wpadałam w niemające zakończenia rozważania: „Współczesna – czyli jaka? Kiedy się zaczyna, czy nie skończyła się już dawno i jak nazwać to, z czym mamy do czynienia dziś?”. Oczywiście nie brakuje dookreśleń – najnowsza, potransformacyjna, ponowoczesna. Żadne z nich właściwie niczego nam nie mówi, pochodzą one bowiem z nieco odrębnych porządków, dotyczą inaczej skategoryzowanych, ale tożsamych zjawisk. Potrzeba cezury jest silnie zakorzeniona w naszym kręgu kulturowym, powielana w modelach kształcenia, zwyczajnie wygodna, a niektóre wersje periodyzacyjne są bardziej lub mniej koniunkturalne.

Bez względu jednak na sposób ich wyodrębnienia w narracji o historii, przełomy rodzą zwykle nieporozumienia, towarzyszą im łagodne dyskusje lub agresywne polemiki. Z czasem tracą zwykle swoją afektywną moc i stają się jednym z kolejnych sporów, o które przepytuje się młodych odbiorców. Kiedy nie wywołują już emocji, minimalizuje się nie tylko ich sprawcza, performatywna moc, tracą też semantyczną nośność, następuje więc przesunięcie lub neutralizacja znaczeń, stanowiących jeszcze przed chwilą motor waśni.

W swojej najnowszej książce Marcin Jaworski poddaje pod naszą czytelniczą rozwagę nie tylko zmianę, jaka następuje w roku 1989, ale także sytuację polskiej poezji w wolnej Polsce, wskazując reperkusje, które właściwie i wyraźnie możemy dostrzec dopiero dziś. Wybiera formę dość nieoczywistą (jedni uznać ją mogą za słuszną, inni za zachowawczą), wynikającą z koncepcji całej serii „Polemika Krytycznoliteracka w Polsce”: po krótkim, ale niezwykle nasyconym informacyjnie i interpretacyjnie (w zakresie interpretacji zjawisk, nie zaś konkretnych tekstów) wstępie czytelnik wprowadzony jest w świat sporu pomiędzy klasycystami a barbarzyńcami i czasopiśmiennicze wrzenie lat 90.

Rok 1989

Kiedy autor przygląda się cezurze roku 1989 w polskiej literaturze, wychodzi od tezy, że jest to przełom, którego nie było: „Po 30 latach wiadomo już jednak, że nie oznaczało to wcale – wbrew ówczesnym pozorom oraz wielkim apetytom – radykalnej przemiany etyki i poetyki. Rewolucji nie uległy zbiorowe ideologie wyznawane przez pisarzy ani indywidualna wrażliwość i doświadczenie opisywane w poszczególnych utworach” (s.13).

W owym wstępie(zajmującym dokładnie 43 strony) do antologii tekstów źródłowych, dotyczących ostatniego bodajże (dotychczas) wielkiego i znaczącego literackiego sporu, autor dostrzega oczywiście zmianę społeczną, którą wywołała w Polsce transformacja ustrojowa, odnotowuje także jej bezpośredni wpływ na warunki, w jakich powstaje i jest odbierana literatura lat dziewięćdziesiątych, ale nie uważa, że zmianie ulega sama literacka materia. Oczywiście, tak ważny historycznie, społecznie i politycznie rok jest niejako predestynowany, jako czynnik wielkich zmian w ciemiężonej, ocenzurowanej, a mimo to zaangażowanej dotychczas literaturze. Zapewne ilu badaczy współczesności, tyle odrębnych opinii bylibyśmy w stanie przytoczyć. Jedni wyliczą jednym tchem ciągłość zjawisk literackich i poetyk. Aktywni pisarsko, niezmienni zarówno pod względem etycznym, jak i w warstwie poetyckiego warsztatu pozostają Czesław Miłosz, Zbigniew Herbert, uaktywniają się dotychczas emigracyjne środowiska twórców i krytyków, powracają znane już tendencje. Inni zwrócą uwagę na burzę i nieodwracalne w skutkach zamieszanie wywołane przez poetów „Brulionu”, młodych debiutantów, roczniki siedemdziesiąte, wszystkich tych, którzy jakoś odnaleźć się muszą w tym nowym porządku i zmagać z odzyskaną, ale nierozumianą właściwie wolnością, wciąż egzystując w postpeerelowskim krajobrazie.

Odpowiedź na pytanie o to, co zmienił rok 1989 w kontekście rozwoju literatury, jest, z pozoru, kwestią dość oczywistą. Uwolniono rynek wydawniczy, dynamicznej przemianie ulega niemal cała infrastruktura. Rozwiązana została centrala państwowa, powstaje centrala wolnorynkowa, według Jaworskiego zanika jednak w związku z tym naturalna przestrzeń dla poezji: „Do najczęściej wskazywanych problemów niezależnego obiegu należała polaryzacja ideologiczna, której efektem było docenianie tekstów zaangażowanych ideologicznie po stronie demokratycznej opozycji niezależnie od ich wartości i niedostrzeganie literatury podejmującej inne tematy czy poszukującej nowej estetyki” (s. 21-22). Walka toczy się właściwie dalej, tyle że po roku 1989 polem dla niej stał się dyskurs medialny. Zaś autor „Barbarzyńców, klasycystów i innych”, choć widzimy dokąd zmierza, a właściwie - gdzie mógłby zabrnąć tok jego rozważań, zawiesza swoje rozpoznania w miejscach, w których należałoby rozpocząć diagnozę obecnego stanu, statusu literatury i kultury, polemik, które toczą się na łamach czasopism i w mediach społecznościowych: „Trzymając się tej optymistycznej (na razie bez wskazywania na słabości współczesnego życia literackiego) wersji wydarzeń, rzecz można: poetycka centrala zniknęła i nie wróciła” (s. 17). Jaworski nie brnie w te dyskusje, ale niemal przygotowuje pod nie odpowiedni grunt, zarysowuje tło dzisiejszych zdarzeń. Pisze bowiem, że nie mieliśmy wówczas do czynienia z rewolucją, a z ewolucją, z walką dwóch poetyckich obozów, z których żaden nigdy nie złożył broni i nie uznał przewagi któregokolwiek z przeciwników: „Z dzisiejszej perspektywy można dodać, że spadkobiercami barbarzyńców i »Brulionu« okazało się (…) Biuro Literackie” (s. 55).

Niemal ciśnie się na usta uwaga, że dziś mamy do czynienia z podobnym dualizmem – polityczno-społecznym i w samej literaturze. Dwa przeciwstawne obozy to jednak znów próba prostego uporządkowania i przyporządkowania wszystkiego dominującym tendencjom. Po roku 1989 polska literatura nie dzieliła się jedynie na klasycystów i barbarzyńców, te głosy stały się po prostu najbardziej słyszalne, a spory najbardziej zapalczywe. Podobnie dziś – sytuacja nie jest jednoznaczna, wymyka się ostatecznym definicjom, a decentralizacja (utrzymująca się, nawet jeśli działania poszczególnych instytucji próbują swoistą formę centralizacji, w mniejszym bądź większym stopniu, przywrócić) przynosi wciąż nowe skutki. Środowiska się zmieniły, przemieszały, ewoluowały. Dzieje się coś, co z pewnością należy obserwować, ale nie jest to prosty podział (wystarczy przenalizować zawartość czasopism takich jak „Dwutygodnik”, „Pismo”, „Nowy Napis” i toczącą się wokół nich debatę). Swoista dezintegracja i nieumiejętność nieafektywnej polemiki przynoszą więc dziś nieoczekiwane nieraz efekty – łatwo wskazać podstawowe przyczyny takich podziałów, trudniej je w tej chwili skategoryzować.

Selektywnie

Pozostawmy jednak wciąż żywe i widoczne dziś skutki transformacji i powróćmy do omawianej książki. Jaworski unaocznia przede wszystkim, choć nie czyni tego wprost, a bardziej inspiruje czytelnika do dalszych rozważań, że po odzyskaniu wolności – słowa, publikacji, rynku wydawniczego – nie rozpoczęliśmy właściwie odpowiedniej dyskusji o literaturze, bowiem ówczesne (i obecne) kryteria oceny jakichkolwiek zjawisk stały się afektywne – w efekcie, do dziś, polemiki są krwawe albo nie ma ich wcale.

Napisany przez Jaworskiego wstęp ma jedną zasadniczą wadę – podejmuje temat, który stanowi wystarczający materiał na niewielką może, ale osobną monografię, po czym stara się zreferować go w telegraficznym skrócie i uczynić z niego jedynie grunt dla zamieszczonych w książce tekstów źródłowych. Oczywiście przełamanie klasycznego analitycznego modelu ma swoje plusy i pozostawia czytelnikowi spore pole do uruchomienia własnego warsztatu, ale niestety sprawia, że wstęp jest nieco przeładowany, miejscami chaotyczny, a na przestrzeni dwóch stron przebiegamy przez rozważania Piotra Śliwińskiego, by zaraz jedynie otrzeć się o myśl Pierre’a Bourdieu. Oczywiście rozumiem zasadność przywołania prac zarówno jednego, jak i drugiego badacza, mam jednak ochotę dopytać o bardzo wiele kwestii, należałoby dookreślić kontekst, pogłębić pewne wnioski, a na to wszystko niestety w tej formule, krótkiego wprowadzenia, zabrakło przestrzeni. Wstęp serwuje nam nieco bezlitosną przebieżkę po polskiej polityce współczesnej, krytyce literackiej, najważniejszych czasopismach lat 90. Można nabawić się więc czytelniczej zadyszki, a poukładanie wszystkich elementów w sensowną całość pochłania całkiem sporo czasu i wymaga dopowiedzeń.

Sam dobór i układ tekstów nie budzi moich zastrzeżeń ani wątpliwości. Jak w przypadku każdej selekcji, zapewne można było wybrać inne, inaczej pogrupować źródła. Konstrukcja tej części jest jednak przejrzysta, prowadzi nas przez poszczególne etapy narastającego sporu. Od przygotowania na (zdecydowanie wyczekiwaną) zmianę w postaci tekstów Leszka Szarugi i Tadeusza Komendanta z 1987 roku, poprzez najbardziej znane teksty polemiczne klasycystów (Krzysztofa Koehlera) i barbarzyńców, o’harystów (Marcin Świetlicki); kulminację sporu na łamach „Nowego Nurtu”, aż po wyciszenie, wstępne ewaluacje zjawiska i pierwsze wnioski oraz echa sporów. Jaworski zapoznaje czytelnika z odmiennymi perspektywami, pokazuje także cały proces owej burzliwej dyskusji, z której większość studentów czy nawet badaczy zapoznaje się jedynie z wycinkiem, z głosami najsilniejszymi, ale przecież zupełnie niewyczerpującymi tematu. Tym samym otrzymujemy nie tylko najistotniejsze, najciekawsze stanowiska tej debaty, ale możemy zaobserwować zupełnie naturalny proces kumulacji, rozładowania i w ostateczności spadku ładunku emocjonalnego. Dopiero ten ostatni etap, nawet tym samym autorom, zdaje się pozwalać dostrzec własne stanowiska w szerszej, pełniejszej perspektywie i dokonywać pewnych drobnych rozliczeń.

Kurz bitewny

Zarówno rozważania Jaworskiego, jak i zamieszczone w jego książce polemiki i teksty źródłowe ukazują niezwykle silne zakorzenienie polskiej kultury w przeszłości oraz niesłabnące podzwonne schyłku modernizmu. Sam rok 1989 może nie stanowił przełomu w polskiej literaturze, ale na pewno-nie tylko ze względu na transformację, ale też sposób, w jaki została przeprowadzona (nie oceniam, czy dało się zrobić ją lepiej, czy coś zostało zaniedbane, nie pytam już, czy wyciągnęliśmy z całości tych zdarzeń odpowiednie lekcje) - odcisnął piętno na polskiej kulturze, sztuce, przede wszystkim na kształcie dzisiejszej debaty społecznej. Wiemy jednak, że nie jest to wynik zdarzeń jednego roku, nie jest to tylko wpływ przeszłości, a wypadkowa niezliczonej liczby czynników. Bezpośrednie zaś skutki transformacji ustrojowej w świecie literackim i ukazane przez Jaworskiego polemiki, jedynie przyspieszyły czy wydobyły na powierzchnię wydarzenia roku 1989, ale nie stanowiły ich bezpośredniej przyczyny. Warto przyjrzeć się sytuacji polskiej poezji lat dziewięćdziesiątych, zagłębić w toczącą się wówczas debatę, przede wszystkim po to, żeby dostrzec ciągłość pewnych procesów, uchwycić mechanizm, który ma swoje reperkusje dla aktualnego rynku wydawniczego czy czasopiśmienniczych polemik. Kwestia przełomowości roku 1989 pozostaje jednak otwarta, książka Jaworskiego nie rozstrzyga kwestii dla tego zagadnienia podstawowych.

LITERATURA:

„Inna historia literatury jest możliwa”. Z Teresą Walas rozmawiają Tomasz Mackiewicz i Agnieszka Wnuk. „Tekstualia” 2010, nr 3.
Marcin Jaworski: „Barbarzyńcy, klasycyści i inni. Spory o młodą poezję latach 90.”. Wydawnictwo Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Poznań 2018 [seria: Polemika Krytycznoliteracka w Polsce].