ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 marca 5 (389) / 2020

Agnieszka Lniak,

DYSTYCHY O KULTURZE (DAREK FOKS: 'LUDZIE KULTURY')

A A A
Chcąc dowiedzieć się czegoś o dystychu, w pierwszej kolejności warto wpisać w wyszukiwarce słowo „dystych”. Słownik Języka Polskiego online odpada w pierwszej kolejności, ponieważ ukrywa definicje wykrywszy adblocka (szanujący swój czas czytelnik porzuca takie źródła). Pozostają więc dwa hasła z Wikipedii: dystych oraz dystych elegijny. Niech będzie pierwsze z nich: „dystych (gr. dístichon), także dwuwiersz – strofa dwuwersowa, o rymach parzystych (aa bb). Najmniejsza istniejąca strofa poetycka. Oba wersy dystychu charakteryzują się zazwyczaj znacznym podobieństwem pod względem składni i treści”. W haśle wyróżnione zostają fraszki i epigramaty; wymienieni Mickiewicz i Leśmian. Koniecznie należy wspomnieć, że wybór definicji był słuszny – w artykule o dystychu elegijnym figuruje przydługawy ustęp wyjaśniający, czym są heksametr i pentametr daktyliczny (dla posługujących się językiem polskim jest to wiedza niemalże zbędna). Poza tym genologia „elegijna” odsyła do fragmentów definicji dystychu sauté (pierwotnie element kompozycyjny tekstów elegijnych, występuje także w innych formach).

Jeśli zaś czytelnik definiuje się jako cyber-sceptyk, klasyk, humanistka, może zajrzeć do „Słownika terminów literackich”, o ile akurat ma go na półce (bywają i takie przypadki). Po dystansie narratora i dystrybucji figuruje: „dystych (…) strofa składająca się z dwóch wersów (…). W poezji polskiej strofa dystychiczna pojawiła się w XVI w. i kształtowała się pod wpływem oddziaływania średniowiecznej poezji psalmicznej, antycznej poezji elegijnej (…) oraz poezji ludowej, w której d. jest podstawową formą stroficzną” (Sławiński 2002, s. 106). Ludowość dystychu, połączona z jego elegijnym rodowodem, okaże się ciekawym tropem w lekturze „Ludzi kultury”. Nie stoi za tym wstępem żaden misterny klucz interpretacyjny, raczej banalne spostrzeżenie, dopełniające „duchologiczne” doświadczenia czytelniczki, która – sięgnąwszy po ostatnią książkę poetycką Darka Foksa z pobudek autobiograficznych – może być nieco zaskoczona. „Ludzie kultury” nie pretendują do bycia uniwersalistyczną opowieścią o pisarkach, copywriterach, pracowniku domu kultury i blogerce – optyka tomu skierowana jest przede wszystkim w przeszłość, a jeśli ukazuje teraźniejszość, to obrazuje ją jako przestrzeń monochromatyczną (z wyjątkiem dla sztandarów biało-czerwonych), wymagającą jasnych deklaracji ideowych „zmęczonego” pokolenia, które podmiot reprezentuje.

Tom „Ludzie kultury”, który ukazał się w 2019 roku w Wydawnictwie Warstwy, różni się od poprzedników nie tylko materialnością książki (o tej w następnym akapicie), ale w szczególności samym układem wierszy i ustępstwem od charakterystycznej dla znacznej liczby tomów Darka Foksa (albo ich fragmentów) tendencji, a więc skłonności do cykliczności, seryjności, czy też – sugerując się spostrzeżeniami Anny Kałuży – montażowości, konstruowania wiersza na podobieństwo kolażu (Kałuża 2019). W przeciwieństwie do „Café Spitfire” (2019), zmontowanego – podając za Kałużą – „ze zdań lub fragmentów zdań, wyciętych z opowiadań Tadeusza Borowskiego” (Kałuża 2019), „Wołynia Bourne’a” (2016) czy „Pieśni o wszystkim” (2018), wydanych pod szyldem Raymond Q., montażowość „Ludzi kultury” nie objawia się poprzez cykliczność czy konsekwentność w przetwarzaniu formy. Wiersze ostatniego tomu spaja zasugerowany w tytule temat, temat ludzi kultury: poetów, prozaików i dramaturgów w jednym, noblistów, studentów filozofii, wydawców, ludzi wolnych zawodów, drugich zastępców redaktora naczelnego, których żywoty rozgrywają się „w Polsce, / kraju kościołów i muzeów” („26.”). Jeżeli zaś chodzi o układ, wiersze (bez wyjątku) przyjmują formę dystychów (nierymowanych, naturalnie).

Minimalizm formy, akcydentalność scen i opowieści, odsyła, jeśli silić się na porównanie z wcześniejszą twórczością Foksa, do jeszcze bardziej minimalistycznych „Rozmów z głuchym psem” (2013). Te jednak wieńczy 11-wierszowa, sensacyjna historia o koledze kolegi, swoją rytmicznością odwlekająca ostatecznie pesymizm „Rozmów…” i przedkładająca nad nostalgiczny wyraz poetycką grę. Choć „Ludzie kultury” również opowiadają o kolegach (kolegach różnej rangi, uwikłanych w tzw. życie kulturalne), to zakończenie jest elementem różnicującym te tomy w sposób zasadniczy. Zamiast odwlekającej nostalgię gry z czytelnikiem, „Ludzi kultury” kończy deklaratywna konstatacja: „wy idziecie na prawo, skurwysyny, / bo tutaj nasze drogi się rozchodzą” („39.”). Tę estetyczno-polityczną zmianę w poetyckiej dykcji Foksa trafnie opisuje Jakub Skurtys w podsumowaniu roku (pozwolę sobie przywołać jego dłuższy fragment, ponieważ sama trafniej tej kwestii nie ujmę):

„Z »Ludzi kultury« czuć zmęczenie i frustrację autora, który chyba chwilowo stracił siłę, żeby zaprzęgać rewolucyjny język autora »Społeczeństwa spektaklu« i uprawiać swój literacki debordaż, grę w przechwytywanie, intelektualną i emancypacyjną. Nie, Foks wali prosto z mostu, pisze katastroficznie i wszystko tu upada, tonie (jak środek okrętu, pozostawiając rozdzielone rufę i dziób), ulega kulturowej degrengoladzie, a w tle jest oczywiście problem priorytetów i języka władzy, tej władzy. (...) Ostatni wiersz proponuje dość niepokojące rozwiązanie konfliktu kulturowego, który u Foksa urasta do rangi wojny domowej: »Wy idziecie w prawo, skurwysyny,/ bo tutaj nasze drogi się rozchodzą«. To też jest gest etyczny, ale zarazem gest podziału, taki, który nie widzi już szans na dialog, gest wbrew i w poprzek wszystkiego, co Foks do tej pory robił: ośmieszając, przechwytując, problematyzując i raczej włączając, niż wyłączając. Echo Nowej Fali nawiedza »Ludzi kultury«, i jest to echo raczej Barańczaka, niż Kornhausera” (Skurtys 2019).

Dorzucając do tego rozstrzygnięcia swoje trzy grosze, i zarazem poddając w wątpliwość wyłącznie „deklaratywny” ton „Ludzi kultury”, chciałabym zwrócić uwagę na to, że Foks przełamuje katastroficzny obraz „kulturowej degrengolady” dwiema tonacjami, właściwymi dystychowi: elegijną i „ludową” (choć zasadniej byłoby nazwać ją: przaśną). Tę przaśność i elegijność „Ludzi kultury” objawia w pierwszej kolejności materialność tomu. Okładkę nawiązującą – jak pisze Skurtys – do „Tramu wpopszek ulicy” Jerzego Jankowskiego (Skurtys 2019), charakteryzuje estetyczny nadmiar – złocone liternictwo i czarna, twarda oprawa imponują, a zarazem ocierają się o kicz (komentując rzecz słowami samego Foksa: „te kolory, / ta obfitość”, „29.”). Podobnie poziome liniały – oddzielające pusty nagłówek i stopkę, także strony tytułowej, przywodzą na myśl wizualny zamysł niektórych publikacji prac dyplomowych, stawiających na estetyczną potworkowatość wzorów zaczerpniętych prosto z edytora tekstu. Literacki ekwiwalent „sztuki przepychu”, pachnącej boazerią i kojarzącej się z prowincjonalnym domem kultury, Foks serwuje w otwierającym tom wierszu: „Na zakończenie // wykonam taniec, / odśpiewamy pieśni, // a herbatę i ciasta / podawać nam będą // te oto autentyczne / kurwy z Podlasia” („1.”).

Duchologicznych fragmentów „Ludzi kultury” można znaleźć więcej – potańcówki i lemoniady zatrzymujące rozwój duszy („10.”) przeplatają się z ludomańskimi ustępami o przytulaniu mleczarki przez zastępcę redaktora naczelnego („Opierałem dłonie / na jej nagiej talii, // na smukłym brzuchu. / Staliśmy, zmysłowo // objęci. Ona była / mleczarką, ja byłem // drugim zastępcą / redaktora naczelnego”, „14.”). Taka jest też kultura ludzi z tomu Foksa – raczej materialna i nostalgiczna, nieprzypominająca znanej mi skądinąd cyber-rzeczywistości samozatrudnionych copywriterów-doktorantów, self-publisherów i content creatorów. Poza obrazem poetyckiego pesymizmu i wkurwienia („przez dziewięć lat znosiłem / że byle chuj może mi // nagadać, co zechce”, „13.”) „Ludzie kultury” nabierają momentami elegijnego charakteru: „Własnoręcznie zadana / rana postrzałowa. I jeszcze // jedna własnoręcznie / zadana rana postrzałowa. // Jest i trzecia własnoręcznie / zadana rana postrzałowa. // Tak odchodzi erudyta, / widz i meloman w jednym” („36.”). Elegijność kontrastuje tu z deklaratywnością, choć nie brakuje w niej warstwy ironii – jak w wierszu o harcerzu, który „Wyszedł // na dwór, / znużonym krokiem, // lizać wilgoć liści / jak Stachura” („30.”).

„Ludzie kultury” i ich pseudo-elitarny światek „Piwnicy potępieńców / z dupami na zapleczu” („15.”) stanowią w książce Foksa gatunek na wymarciu. Kolejne wiersze obrazują demontaż tej kultury i jej instytucji („Nasz / dom kultury // odbudujemy w przyszłym roku. // Poświęci go nasz / biskup, który // jest zdecydowanie / na pewno niewinny”, „11.”), ze specjalnym miejscem dla narodowej narracji w ich sukcesywnym podtapianiu („W zeszłym tygodniu poszedłem / do Muzeum Narodowego (…). Usiadłem na krześle // i uciąłem sobie drzemkę. Śniłem / o śródokręciu nabierającym wody.”, „27.”). Pomiędzy nostalgią a wkurwieniem Foks daje jednak ludziom kultury wątłą, nihilistyczną nadzieję: po dyplomie z filozofii możemy wrócić do gotowania, a „Ósmego dnia / ktoś silniejszy delikatnie zepchnie [nas] do rowu” („2.”).

Literatura:

Kałuża A.: Darek Foks: dajcie się przewrócić. „Mały Format” 2019, nr 10–11. Online: malyformat.com/2019/11/darek-foks-dajcie-sie-przewrocic

Skurtys J.: „Bywa rewolucyjna. Podsumowanie roku 2019 w poezji”. „Mały Format” 2019, nr 12. Online: malyformat.com/2020/02/bywa-rewolucyjna-podsumowanie-roku-2019-poezji

Słownik terminów literackich. Red. Janusz Sławiński. Wrocław 2002.

Dystych. W: Wikipedia, wolna encyklopedia. Online: pl.wikipedia.org/wiki/Dystych

Dystych elegijny. W: Wikipedia, wolna encyklopedia. Online: pl.wikipedia.org/wiki/Dystych_elegijny
Darek Foks: „Ludzie kultury”. Wydawnictwo Warstwy. Wrocław 2019.