ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 marca 5 (389) / 2020

Michał Paweł Urbaniak,

WODA, ZAKAZNA MIŁOŚĆ I POLITYKA (TOMASZ JĘDROWSKI: 'PŁYNĄC W CIEMNOŚCIACH')

A A A
Tomasz Jędrowski zadebiutował z przytupem. Pierwotnie jego powieść „Swimming in the Dark” trafiła do anglojęzycznego czytelnika i z miejsca została porównana do „Tamtych dni, tamtych nocy” André Acimana. Historią Ludwika i Janusza zachwycił się sam Edmund White (amerykańska ikona literatury LGBT). To buduje wielkie oczekiwania. Teraz ten wychwalany debiut trafia także do polskich księgarń.

Narratorem „Płynąc w ciemnościach” jest przebywający w Stanach Zjednoczonych Ludwik Głowacki. Dowiaduje się, że w Polsce został ogłoszony stan wojenny. Zaczyna spisywać opowieść, której adresatem czyni ukochanego Janusza – to w końcu ich historia miłosna rozgrywająca się w cieniu polityki. Ludwik chce opowiedzieć to, co próbował dotąd odrzucić jako zbyt bolesne. Pisze: „Nie wiem, czy chciałbym, abyś to w ogóle czytał, ale wiem, że muszę to napisać. Bo myślę o tobie od dawna. Od tego dnia rok temu, kiedy wsiadłem do samolotu i ruszyłem przez gęste zwały chmur nad oceanem. Rok, odkąd widziałem cię ostatni raz; rok, który był dla mnie jak niebyt – przez cały ten czas wciąż się okłamywałem. Ale teraz, gdy utknąłem tutaj, w tym straszliwym schronisku o nazwie Ameryka, a nasza ojczyzna się rozpada, wreszcie przestałem udawać, że wymazałem cię z pamięci. Nie wszystko daje się wymazać za pomocą milczenia”. Ma świadomość tego, że spotkanie Janusza było ważną cezurą jego życia, a kolejną – ostateczne rozstanie z nim („Niektórzy ludzie i niektóre zdarzenia sprawiają, że tracimy głowę. Są jak gilotyny, przecinają nas na pół – na to, co martwe i żywe, na to, co przedtem i potem”).

Ludwik mieszka we Wrocławiu. Dorasta w niepełnej rodzinie, wychowywany przez mamę i babcię. Właściwie od początku towarzyszy mu poczucie zagubienia, odstawania. Jeszcze w dzieciństwie odkrywa w sobie fascynację szkolnym kolegą, marzy o fizycznej bliskości. Podczas potańcówki na szkolnej wycieczce, korzystając z awarii świateł, Ludwik przytula Beńka i upewnia się tym samym we własnych pragnieniach. Jednak odtąd do jego pożądania zostaje na trwałe przypisany wstyd „żywy i ciężki, złożony z lęków i pragnień. (…) Był jak nowo ukształtowany narząd, potworny i pulsujący życiem, nagła część mnie”. Być może jego historia miałaby szansę potoczyć się inaczej, gdyby Beniek nie musiał wyjechać potajemnie z rodzicami na fali antysemickich prześladowań 1968 roku. Dorastający Ludwik pozostaje osamotniony z poczuciem wstydu, które potęguje pierwsze pełne erotyczne doświadczenie na pikiecie. Wówczas chłopak postanawia, że nie zbliży się więcej do „tej brudnej pokusy”.

Jednak nadchodzi lato 1980 roku, a on, mieszkający już wówczas w Warszawie, tuż po ukończeniu studiów wyjeżdża na wiejską praktykę studencką, obóz letni, tak zwane wykopki. Tam właśnie poznaje Janusza, z pochodzenia górala, również mieszkającego w Warszawie. Ludwik daremnie usiłuje rozładować rodzące się pożądanie ciężką pracą fizyczną. W czasie obozu ugruntowuje własną tożsamość. Dzieje się tak najpierw za sprawą książki „Mój Giovanni” Jamesa Baldwina. W tej historii, w jednej z głównych postaci, Ludwik odkrywa samego siebie, własne lęki, wstyd i pragnienia: „wydawało się, że do moich rąk trafiła powieść napisana właśnie dla mnie, która wciągnęła mnie w swój świat i zjednoczyła z czymś, co było zawsze i czego część zawsze stanowiłem. (…) Im dłużej czytałem, tym większy czułem strach: przede mną ukazał się ogrom prawdy i kłamstw, które sobie wmawiałem przez te wszystkie lata, odzwierciedlony w życiu narratora, jakby ktoś wskazywał mnie palcem, czarno na białym, mój wstyd oświetlony przez zimne czyste światło”. Jeszcze ważniejszym, już nie tylko czytelniczym doświadczeniem, okaże się podglądanie pływającego Janusza. Zafascynowany i przerażony Ludwik pomimo zachęty nie potrafi przekroczyć granicy, zostaje na suchym lądzie.

Dopiero „Mój Giovanni” (którego i Janusz przeczyta) naprawdę łączy obu młodych mężczyzn, otwiera ich na siebie samych i siebie nawzajem. Tuż po obozie wyjeżdżają razem na wakacje nad jeziora. Tam, w istnej arkadii, z dala od cudzych oczu, nawiązują namiętny romans. Warto przypomnieć, że woda to niemal nieodłączny element powieści inicjacyjnych nurtu LGBT. Przez dekady jej obecność urosła do rangi podstawowej kody, poprzez którą można odczytywać homoerotyczne treści w tekście. Wodę jako nośnik homoerotycznych znaczeń znajdziemy na przykład u Iwaszkiewicza („Wzlot”, „Kochankowie z Marony”), u Gore Vidala („Nie oglądaj się w stronę Sodomy”), Michaela Cunninghama („Dom na krańcu świata”), Christophera Isherwooda („Samotny mężczyzna”), Annie E. Proulx („Tajemnica Brokeback Mountain”), Margaret Mazzantini („Blask”) czy we wspomnianej na początku niniejszego szkicu powieści „Tamte dni, tamte noce” André Acimana. Woda pozwala na obnażenie męskiego ciała, symboliczne zrzucenie opresyjnych ograniczeń, uwolnienie się od nich i w rezultacie konfrontację z prawdziwym „ja”. Ludwik, przekraczając granice, których wcześniej bał się naruszyć, stwierdza: „Woda wzięła mnie całego łagodnie w chłodne objęcia. Poczułem się jakby nowy, jakby po długim czasie coś we mnie się ocknęło. Było to doznanie lekkości i mocy, beztroski”. To moment ponownego przyjścia na świat – przy ukochanym mężczyźnie („W pewien sposób odczuwałem to jako pierwsze godziny mojego istnienia, jakbym się urodził nad tą wodą i przy tobie. Jakbym zrzucił skórę, zostawił za sobą dotychczasowe życie”).

Kolejnym powiązanym z wodą ważnym motywem w powieści Jędrowskiego jest wyeksponowana męska nagość, pożądane ciało. Ludwik z fascynacją obserwuje Janusza, opisuje go wielokrotnie: „Po twoim tułowiu spływały strużki. Miałeś mocne, szczupłe ciało, klatka piersiowa i brzuch poznaczone liniami podziału, własnymi zasadami grawitacji”, „Obudziłem się rano i zobaczyłem twoją sylwetkę unoszącą się lekko i opadającą w rytm oddechu. Oświetlały cię smugi słońca (…). Ramię miałeś pokryte piegami, czego nigdy wcześniej nie zauważyłem, pięknymi i rozsianymi po skórze jak gwiazdozbiory”. Niekiedy są to opisy prawie poetyckie: „Znalazłem swoje miejsce na twoim ciele z piaskowca (…). Topografia twojej cielesności stała się nagle tak jasna jak topografia miasta, skóra ogrzana niczym cegły kamienic, kontury twojej postaci jak proste, nieprzerwane linie alej, torów tramwajowych i sztywnych metalowych barierek, rzucających siatkę cieni na ulicę”. Co ciekawe, to samo ciało staje na powrót przymusowo neutralne w obecności innych – na przykład na publicznej pływalni, gdzie po powrocie spędzają czas bohaterowie. Narrator mówi: „Naszą tożsamość zdejmowaliśmy wraz z ubraniem, należeliśmy do świata anonimowych ciał”.

Czas istnej sielanki się kończy, Ludwik i Janusz wracają do Warszawy i muszą ukrywać swój związek. Pierwszy z nich jest wrogi wobec panującego systemu – ma świadomość tego, że żyje się coraz gorzej. Jędrowski dba o odpowiednie przedstawienie realiów. Sugestywnie opisuje takie aspekty rzeczywistości, jak długie kolejki, brak towarów czy podwyżkę cen, a wreszcie narastający bunt (i tylko niekiedy w dialogi wkradnie się wyrażenie, które nie pasuje do epoki: „Wyglądasz trochę… nie teges”, „No to git”). Z kolei Janusz wyznaje zupełnie inne wartości niż jego ukochany – służy temu, czym pogardza Ludwik, choć nie bez świadomości wypaczeń obecnego porządku. Pracuje jako cenzor i robi karierę, ale dzięki temu potrafi również ułatwić życie Ludwikowi (na przykład załatwiając niezbędne leki). Ta postać wydaje się peerelowskim odpowiednikiem Zenona Ziembiewicza z „Granicy” Zofii Nałkowskiej. Jak najlepsze intencje łączą się w jego przypadku z pewną biernością, gotowością zawierania kompromisów. Nawiązuje on korzystną znajomość z córką wpływowego beneficjenta obecnego systemu, a Ludwik wbrew sobie zostaje wplątany w uczuciowy trójkąt. Obaj stają po obu stronach nie tylko politycznej, ale także miłosnej barykady. Ostatecznie Ludwik opuszcza Polskę tak, jak kiedyś Beniek. To „dorosłe” przetworzenie historii z jego dzieciństwa.

Poznali się i pokochali „wstydliwą” miłością, którą trzymali w tajemnicy, aby nie narazić się na przykre konsekwencje. Spędzili piękne lato w bezpiecznym odosobnieniu, a potem musieli zmierzyć się i przegrać z nieprzychylną rzeczywistością, wybrać samotność lub przenieść pożądanie na „społecznie dostępne” obiekty. Pod względem fabularnym, na tle wielu zbudowanych na podobnym schemacie powieści omawianego nurtu, „Płynąc w ciemnościach” nieszczególnie zaskakuje. Jednak właśnie takie ujęcie czyni tę książkę mocno uniwersalną. Tomasz Jędrowski z wielką wiarygodnością oddaje emocje towarzyszące narodzinom pierwszej miłości – tej, której nie da się wypowiedzieć głośno. Wykorzystuje też motywy niejako przynależne literaturze traktującej o mniejszościach seksualnych. Bo przecież to wciąż ta sama smutna historia, zmieniły się tylko okoliczności. Owszem, polityka staje się tu czynnikiem opresji, ale również sami bohaterowie nie mają dość siły na bunt, na walkę o własne „zakazane” szczęście.

„Płynąc w ciemnościach” to tytuł najbardziej adekwatny z możliwych, bo celnie oddaje miłosny dramat Janusza i Ludwika. Pływanie z dala od świata ma wymiar symboliczny, przynosi bezpieczeństwo, daje siłę – wspominając wspólne arkadyjskie lato, Ludwik mówi: „rozbieraliśmy się i wślizgiwaliśmy do wody. Pływaliśmy nieustraszeni, wolni i niewidzialni w olśniewających ciemnościach”. A jednak jest w tytule także ciemność potęgująca wrażenie czynienia czegoś zakazanego, niedostępnego dla cudzych oczu i ludzkiej pogardy. Tu nie ma mowy o szczęśliwym zakończeniu i wiadomo o tym od początku. Osadzenie tej historii w realiach Peerelu pozwala postawić debiut Tomasza Jędrowskiego obok takich pozycji, jak m.in.: „Gorące uczynki” Witolda Jabłońskiego, „Nie znany świat” Antoniego Romanowicza czy „Zatoka ostów” Tadeusza Olszewskiego. Dotychczasowe zachwyty nad „Płynąc w ciemnościach” są uzasadnione i można przypuszczać, że również polska krytyka je podzieli. Oto nowy, dojrzały głos w naszej rodzimej literaturze LGBT – głos bardzo obiecujący.
Tomasz Jędrowski: „Płynąc w ciemnościach”. Przeł. Robert Sudół. Wydawnictwo OsnoVa. Warszawa 2020.