ISSN 2658-1086

15 marca 6 (390) / 2020

Kamila Czaja,

NIE BĄDŹMY MELEPETAMI! (MAFALDA. WSZYSTKIE KOMIKSY. TOM 1)

A A A
Zdecydowanie za mało mówiło się dotąd w Polsce o Mafaldzie. Wprawdzie stworzone przez Quino (Joaquína Salvadora Lavado) komiksowe paski o dojrzałej ponad wiek małej dziewczynce z Buenos Aires doczekały się niewielkiego wyboru wydanego przez „Literaturę na Świecie” w 1985 roku, żyją własnym życiem na Facebooku (niepublikowane drukiem przekłady na profilu „Mafalda po polsku”), ale jak zauważa Filip Łobodziński, tłumacz tegorocznego oficjalnego wydania: „Pierwszy raz jednak otrzymujemy do rąk wszystkie paski ze świata Mafaldy, jakie Quino (…) wymyślił, napisał, narysował i opublikował w latach 1964-1973” („Nota od tłumacza”, s. 7). A raczej wszystkie otrzymamy – na razie w Naszej Księgarni ukazał się pierwszy z dwóch tomów. Mafaldę cenili Umberto Eco, Gabriel García Márquez i Julio Cortázar. Ten ostatni powiedział nawet: „Nieważne, co ja myślę o Mafaldzie. Ważne, co Mafalda myśli o mnie” (Pindel 2020). I coś w tym jest – a już na pewno można stwierdzić, że komiksy Quino dają sobie radę same, bez wsparcia sławnych pisarzy.

Pięknie się różnić

Cudowne są historie o rodzinie i przyjaciołach Mafaldy. Pewnie każdy ma swoje ulubione wątki. Ja najbardziej lubię te, w których ojciec próbuje sprostać wyzwaniom, jakie stawia przed nim zadająca trudne pytania córka, natomiast w kwestiach dziecięcej paczki według mnie sceny, czy raczej paski, kradnie Susanita. Ta przyjaciółka Mafaldy, jasno komunikująca swoje ambicje (zamożny mąż, dzieci i… to właściwie na tyle) w swoich wypowiedziach cudownie obnaża pewne ludzkie cechy. W jednym z moich ulubionych pasków zarzut, że nie powinna wygłaszać pewnych twierdzeń, nie mając danych, kwituje trzeźwo: „Nie chodzi o twierdzenie, tylko o zachowanie własnej wizji świata!” (s. 68). W innym miejscu martwi się: „Do licha! A tak mi dobrze szło z hipokryzją!” (s. 80). I to ona reprezentuje część społeczeństwa, która pomysły Mafaldy, żeby ubogim „zapewnić dach nad głową, pracę, warunki do życia!”, postrzega jako zbędną fanaberię: „Po co aż tyle? Wystarczy ich ukryć” (s. 152).

Ale oczywiście wszyscy bohaterowie są niezbędni: idealistyczny, ale niezdecydowany Filipe, pragmatyczny Manolito i naiwny jeszcze Miguelito (w pierwszym tomie postać Swobody pojawia się w niewielkim stopniu, a brat Mafaldy, Guilé, jest jeszcze za mały, żeby odgrywać istotną rolę). Magia komiksów Quino w dużej mierze polega na zderzaniu punktów widzenia, na efekcie, który tworzy się między kilkoma podejściami do tej samej sprawy. Ważne są również odcinki, w których postacie wychodzą ze swoich utartych ról, zaskakują. Jak w mocnym, dającym nadzieję momencie tomu – gdy Manolito, stawiający zawsze na pierwszym miejscu rodzinny sklep, oprze się chęci wykiwania przyjaciół i stwierdzi: „Biznes jest biznes, ale przyjaciele to przyjaciele” (s. 314).

Globalne zamyślenie

Ważnym dla Mafaldy przedmiotem, w jakimś sensie kolejnym „kimś” bliskim, którym trzeba się opiekować, okazuje się… globus. Bohaterka komiksu przejmuje się głęboko losem świata i pilnie śledzi wszelkie doniesienia o międzynarodowej sytuacji, wygłaszając celne tezy o obu stronach różnych konfliktów. Walczy o sprawiedliwość, przynajmniej celnym słowem, dopóki jeszcze nie może zrobić więcej (to znaczy zanim zostanie kiedyś, zgodnie z przywoływanym kilkukrotnie życiowym planem, tłumaczką w ONZ-ecie). Stwierdza na przykład: „To nieprawda, że w przeszłości było lepiej. Po prostu w przeszłości ci, którym było gorzej, nie mieli o tym pojęcia” (s. 115). A równocześnie przy całej dorosłej otoczce postacie pasków Quino martwią się pracami domowymi, szukają nowych sposobów wesołego spędzania razem czasu, kochają Beatlesów (niecierpianych tylko przez Manolita, Mafalda nie znosi natomiast Jamesa Bonda). Trochę bardziej skomplikowana jest sytuacja ze znienawidzoną przez główną bohaterkę zupą; podobno to „(…) symbol opresji, bycia zmuszaną do czegoś, na co wcale nie ma się ochoty. Sam Quino mówił, że była alegorią reżimów wojskowych, które akurat wtedy zaczynały zyskiwać coraz większą »popularność« w Ameryce Łacińskiej” (Lipczak 2014).

Mimo możliwości interpretacji zakorzenionych w historycznym konkrecie „Mafalda” właściwie się nie zestarzała. Może odrobinę rzuca się w oczy dość lekki stosunek do bicia dzieci przez rodziców (sytuacja Manolita), a określenia „kolorowy trębacz” raczej by dziś na szczęście nie użyto. Ale Quino pół wieku temu stworzył komiks zadziwiająco nowoczesny, wyrastający z postępowych idei, a przy tym z uniwersalnych wartości. Wynika to między innymi z filozoficznego, ponadczasowego przekazu o ludzkiej naturze. Tomasz Pindel twierdzi, że „Mafalda wyraża ogólną troskę o świat i ludzkość, przyjmując sceptyczno-filozoficzną postawę w duchu Woltera i Swifta” (Pindel 2020), ale dostrzec można też choćby konteksty związane z egzystencjalizmem. Nie tylko wtedy, gdy Mafalda cytuje: „Piekło to inni” (s. 257), ale i w wymowie wielu pasków. Choćby tego, gdy na uwagę: „Nie do wiary, że może być życie na innych planetach…”, pada riposta: „Nie do wiary, że jest życie na tej planecie!” (s. 41).

Śmiechu nam trzeba

Ponadczasowość wynika też ze stosowanego przez Quino humoru: od elementów slapsticku przez czarne diagnozy o świecie i ludziach, podobne do powyższych (dodać można na przykład reakcję Mafaldy na stwierdzenie mamy o pięknych jeziorach stworzonych przez Boga – dziewczynka patrzy przez okno na miasto i stwierdza: „Szkoda, że tu przetarg wygrał ktoś inny” [s. 231]), po abstrakcyjny dowcip, w którym na przykład sumienie coś dyktuje – dosłownie (zob. s. 127). A dodać trzeba jeszcze humor językowy, kiedy Łobodziński wykazuje się kunsztem, na przykład jako przekleństwo, które mogłaby charakteryzować fraza „niezbędna szczypta folkloru”, proponując: „Wciórności!” (s. 262) albo przekładając gwarę kosmitów (zob. s. 267). Docenić trzeba też zabawy formą – udosłownienie wizji świata „do góry nogami”, gry czcionkami, pokazywanie czegoś z perspektywy pierwszoosobowej. Kreska jest prosta, ale nie należy dać się temu zwieść – warto dostrzec choćby pomysłowy sposób ilustrowania ciemności czy mgły. Paski muszą być z założenia krótkie, ale często Quino ciągnie jakiś koncept przez kilka odcinków, bawiąc wtedy i w poszczególnych pointach, i w finale całej opowieści.

Najdłużej obok błyskotliwych tekstów i dobrego dowcipu zostają z czytelnikiem wspomniane już cudowne zderzenia poglądów oraz trafność pozornie naiwnych pytań. Autor „Mafaldy” uderza w komunizm, ale i w kapitalizm, pokazując, że jedynie humanizm i humanitaryzm należy propagować bezwzględnie. Inne światopoglądy są już dyskusyjne i trzeba pamiętać też o ich brakach. Od tego przypominania jest Mafalda, która w pewnym momencie „boi się, że się nabawiła wyparzonego języka” (s. 64), ale obawy okazują się na szczęście bezpodstawne. Już czekam z utęsknieniem na tom drugi, licząc na kolejną dawkę dobrej zabawy i potrzebnych przywołań do porządku. W komiksie pada słowo „melepeta” i można przywołać je i tu, jako przestrogę: czytajmy „Mafaldę”, by uniknąć „melepectwa”. Gdy ojciec głównej bohaterki snuje refleksję: „Mafaldzie przydałyby się koleżanki”, by na widok awantury dodać: „No tak… Pytanie, czy koleżankom przydałaby się Mafalda!” (s. 25), aż chciałoby się wykrzyknąć, że nam na pewno tak.

LITERATURA:

Lipczak A: „50 lat Mafaldy – latynoska filozofka z komiksu nadal śmieszy”. https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,16845047,50_lat_Mafaldy___latynoska_filozofka_z_komiksu_nadal.html.

Pindel T.: „Mafalda kontra świat. Jak z reklamy sprzętów AGD narodził się komiks wszech czasów”. https://wyborcza.pl/ksiazki/7,154165,25667001,mafalda-kontra-swiat.html.
Quino: „Mafalda. Wszystkie komiksy. Tom 1” („Mafalda. Todas las tiras”). Tłumaczenie: Filip Łobodziński. Nasza Księgarnia. Warszawa 2020.