ISSN 2658-1086

15 marca 6 (390) / 2020

Zuzanna Sokołowska,

WSPÓLNE OBSZARY (BWA KATOWICE: 'PROSTE GESTY')

A A A
Wystawa „Proste gesty” w katowickim BWA, której kuratorką jest Marta Lisok, została zbudowana wokół pytania, które dość często pojawia się w kontekście sztuki współczesnej – jak postawy artystów wpływają na budowanie dobra wspólnego? Aby móc w jakikolwiek sposób udzielić odpowiedzi na tak postawione zagadnienie, należałoby się zastanowić, czym dziś tak naprawdę to wspólne dobro jest.

Bonum commune, dbanie o interes ogółu, w swojej definicji zakłada osiągniecie dobrostanu przez wszystkich, a nie przez pojedyncze jednostki. W dobie kapitalizmu, w którym zaczęły dominować postawy nastawione na „self”, czy na jednostkowym rozwoju, można odnieść wrażenie, że to, co może w jakiś sposób ludzi integrować, a tym samym wpływać na kształtowanie wspólnego dobra, zeszło na dalszy plan. Hiperindywidualizm stał się tendencją dominującą we współczesnej kulturze. Jednak i w tak skrajnie zindywidualizowanym podejściu, pojawiają się pewne problemy. Christopher Lash w swojej książce „The Minimal Self” pisał, że „warunki codziennego współżycia w społeczeństwach opartych na masowej produkcji i masowej konsumpcji wzmagają w bezprecedensowym stopniu uwagę kierowaną na powierzchowne wrażenia i wizerunki” (s. 41). Badacz zwraca uwagę na jeszcze inną, istotną kwestię. „Bycie sobą i osobowa tożsamość w tego rodzaju społeczeństwach, stają się problematyczne. (…) Gdy ludzie narzekają na poczucie nieautentyczności lub buntują się przeciwko odgrywaniu ról, zaświadczają o istnieniu dominującej presji, by postrzegać siebie oczyma obcych i kształtować self jako kolejny towar oferowany do konsumpcji na masowym rynku” – podkreśla (s. 41). Nie sposób się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Jeżeli pojawiają się problemy w definiowaniu samego siebie, to jak można wpływać na budowanie tego, co wspólne w momencie, kiedy nastąpił kryzys tożsamości, przede wszystkim w wymiarze jednostkowym, osobistym?



fot. Barbara Kubska

Artyści poprzez swoje działania, które oprócz tego, że mają wzbudzać w publiczności pogłębioną refleksję na temat rzeczywistości, starają się ją także scalać w najróżniejszy sposób – albo poprzez działania performatywne, albo warsztatowe. Zaspokajają tym samym palącą potrzebę integracji, zachęcając do oderwania się choć na chwilę od swojego, prywatnego świata. Tych strategii jest oczywiście znacznie więcej, ale warto czasem zacząć od prostych gestów, tak jak to zrobili artyści w trakcie wystawy w katowickim BWA, skróconej niestety dla widzów przez sytuację epidemiczną w naszym kraju.

Każdy uczestnik tego projektu, zapraszał do współpracy jedną lub więcej osób, co miało sprzyjać wymianie pomysłów i nawiązywaniu nowych relacji. Jak zauważa w swoim kuratorskim tekście Marta Lisok, dzieła sztuki pokazywane na wystawie, stanowią „moment pośredni procesu komunikacyjnego, są zachętą do wspólnego działania, przekazywaną przez artystów ideą skondensowaną w postaci obrazu, obiektu, dźwięku czy tytułowego gestu. Sama idea autorstwa również ulega rozmyciu”. Prezentowane na wystawie prace w różny sposób analizowały pojęcie dobra wspólnego. Z jednej strony widzowie mieli do czynienia z oddechowymi ćwiczeniami lub medytacją, z drugiej, pojawiła się także tematyka związana z przeszczepami organów czy warsztatami, w których udział wzięli pacjenci ze Szpitala Psychiatrycznego w Rybniku. Ta różnorodność jest bez wątpienia największym atutem wystawy, co sprawiło, że uniknięto powielania klisz i pewnych uproszczeń, kładąc przede wszystkim nacisk na wizualne definiowanie integralnego dobra wspólnego, która w ujęciu Arystotelesa oznacza wartość bycia we wspólnocie, w społeczności.



fot. Barbara Kubska

Jedną z prac, która niemal natychmiast przykuwa wzrok widza po przekroczeniu progu galerii jest instalacja „Second hand love” Karoliny Konopki. Realizacja ta składa się z 32 koszulek, 7 poduszek, 2 kubków i dywanika. Wszystkie te obiekty powstały na specjalne okazje i zdobią je autentyczne zdjęcia osób. Kiedyś z dumą noszone koszulki, na których figurują fotografie ulubionych osób czy członków rodziny, trafiły do second handu. Porzucone, niechciane, powoli niszczejące, mają swoją historię i swój własny, indywidualny zapach. Może ich porzucenie miało związek z tym, że miłość do ukochanej osoby się skończyła albo po prostu podyktowane to było prostym faktem – koszulka w wyniku prania nie prezentowała się już najlepiej i zastąpiono ją nową, świeższą, być może już bez zdjęcia, aby nie przywoływać niechcianych wspomnień. Do każdych z tych obiektów można tworzyć swój własny scenariusz, jakąś intymną opowieść o miłości i przyjaźni, nienawiści i niechęci. Konopka zbierając koszulki, nie zdecydowała się ich wyprać – noszą na sobie zapach poprzedniego właściciela, który zmiksowany jest jednocześnie z aromatem szmateksu, dotyku obcych rąk i dusznego powietrza. Aromat ten jest lekko stęchły, przygaszony, z którego ulatuje powoli olfaktoryczny ślad pierwotnego właściciela w postaci używanej przez niego wody kolońskiej lub perfum. Jednak zbliżając nos coraz bliżej, można jednoznacznie zidentyfikować ten aromat, określając go jako zapach ludzkiej skóry.

Konopka realizując swoją instalację, chciała przeprowadzić także happening, który niestety nie dobędzie się z powodu pandemii. „Karmienie wzajemne”, bo taki jest tytuł tego działania, miał polegać właśnie na karmieniu siebie nawzajem. Potrawy przygotowane w duchu zero waste nie miały służyć zaspokojeniu własnego głodu, tylko całej publiczności, która decydowałaby o tym, czego można spróbować, a czego nie. Happening ten miał skracać dystans, budować zaufanie i zbliżać do siebie. Gdyby się odbył, idealnie wpisywałby się w obecną sytuację związaną z koronawirusem, gdzie ludzie stają się coraz bardziej odseparowani od siebie, gdzie każde chrząknięcie czy ukradkowe pociąganie nosem jest piętnowane spojrzeniem pełnym przerażenia. Wydarzenie Konopki budzi także pytania o to, jak będą wyglądać relacje międzyludzkie po przejściu epidemii. Czy dystans pomiędzy ludźmi, i tak duży przed wybuchem choroby, będzie się zwiększał czy wręcz przeciwnie? Czy nie stoimy przypadkiem na skraju rewolucji, który zmieni porządek społeczny? Czy nadal nasze spojrzenie będzie się kierować na smarftona, a nie na drugiego człowieka? Odpowiedzi na te pytania należy spodziewać się wkrótce. Zwłaszcza, że po zakończeniu społecznej kwarantanny, happening artystki ma się ostatecznie odbyć.



fot. Barbara Kubska

Artyście, któremu udało się jeszcze zrealizować wydarzenie towarzyszące „Prostym gestom” jest Michał Smandek. „Być drugiemu” polegało na zbliżaniu się do siebie w dość niecodzienny sposób – poprzez zgięte kolana, które służą za oparcie własne i osób obok. Poznanie siebie nie odbywa się za pomocy rąk czy spojrzenia, tylko poprzez kolana i plecy. Spleceni ze sobą w mocnym uścisku uczestnicy, skazani byli na umiejętności zachowania równowagi osób, z którymi weszli w bliski kontakt. Publiczność z wielkim zaangażowaniem uczestniczyła w tych niecodziennych działaniach kolektywnych, przy okazji świetnie się przy tym bawiąc.

Tymczasem Dominika Kowynia i Zlata Lebedz pokazują realizacje, które poruszają się w obszarze feminizmu. Artystki skupiły się przede wszystkim na cielesności. Kowynia przygotowała cykl obrazów. Jeden z nich, zatytułowany „Czwarta fala”, prezentuje kobiecą postać eksponującą śmiało trzecią pierś. Tymczasem Zlata Lebedz w swoim przejmującym video pokazuje siebie samą, wiążącą grubym bandażem biust. Ta wizualna antynomia stawia pytania o definiowanie własnej płci. Z jednej strony Kowynia ekstatycznie afirmuje własną kobiecość, z drugiej Lebedz stara się ją ukryć, wyjść poza wszelkie ramy płciowości, a tym samym ról, co śmiało można nazwać agenderyzmem (genderless). Lebedz stara się tym samym uciec od społecznych konstrukcji i konwencji, pozbawiając siebie jakichkolwiek właściwości. Artystka dokonuje przed lustrem przysłowiowego resetu, od nowa starając się zbudować siebie, szacując przy okazji relacje z własnym otoczeniem.

Wystawa „Proste gesty” w pełen czułości i delikatności sposób, opowiada o dobru wspólnym, jakim jest integracja, działanie, zaangażowanie. Na podstawie różnych strategii i prac, artyści skierowali uwagę widzów na dzielenie się czy pomaganie, stawiając jednocześnie widzom pytanie, jakie jest ich miejsce w świecie? Czy chcemy ponosić odpowiedzialność za innych ludzi, nie tylko za siebie? Rebecca Solnit w swojej książce „Nadzieja w mroku” pisała: „Społeczeństwo można porównać do pogrążonego we śnie olbrzyma; gdy się budzi, gdy my się budzimy, nie jesteśmy już tylko publicznością: stajemy się społeczeństwem obywatelskim o nadludzkiej sile, którego pokojowe metody niekiedy, przez krótką, acz pełną blasku chwilę, okazują się o wiele potężniejsze aniżeli przemoc, potężniejsze od reżimów i armii” (Kraków 2019). Ekspozycja w katowickim BWA nie opowiada wprawdzie o walce z tyranią i dyktaturą, ale pokazuje, jak można działać lokalnie, jednostkowo albo zbiorowo, robiąc użytek z prostego gestu, jakim jest po prostu zaangażowanie. Projekt ten będzie miał swoje podsumowanie w specjalnie wydanej przez BWA książce. Ekspozycja „Proste gesty” to nie tylko czasowa wystawa, ale także i pewnego rodzaju etap pośredni, który zainicjował wspólne działania artystów. Ich efekty, miejmy nadzieję, będzie można zaobserwować w niedalekiej przyszłości.

Literatura:

Lash Ch.: „The Minimal Self” cyt. za: R. Sendyka: „Od kultury JA do kultury SIEBIE. O zwrotnych formach w projektach tożsamości”. Kraków 2015.

Solnit R.: „Nadzieja w mroku”. Kraków 2019.
Proste gesty”. Kuratorka: Marta Lisok. Galeria Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach
21.02–20.03.2020. Artyści i artystki: Bogna Bartkowiak, Karolina Breguła i mieszkańcy ulic Reja, Sienkiewicza i Górnickiego na Ołbinie we Wrocławiu, Monika Drożyńska i Tymon Słapak, Magdalena Franczak, Grzegorz Hańderek, Grzegorz Ćwierkiewicz OP, Bartłomiej Sumara OP, Paweł Lasek OP, Przemysław Ciesielski OP, Tomasz Golonka OP, Jolanta Jastrząb, Barbara Wójcik, Iwona Szuster oraz uczestnicy warsztatów w Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Rybniku, Karolina Konopka, Dominika Kowynia i Zlata Lebedz, Barbara Kubska i Aleksandra Rajnisz-Podlaska, Małgorzata Markiewicz, Diana Lelonek, Mateusz Szczypiński, Katarzyna Garapich i Dominika Bogdan, Dominika Malec, Joanna Plis, Dorota Trysła, Dominik Róg, Mateusz Matysek, Valdimir Dubiniewicz, Olga Pałka-Ślaska i Małgorzata Gwiazdonik-Müller, Tomáš Rafa i mieszkańcy osiedli romskich Angi mlyn w Michałowcach, Ostrowanach i Veľká Ida, Małgorzata Rozenau, Michał Smandek, Paweł i Jerzy Szeibel, Lesław Tetla, Joanna Zdzienicka, Gabriela Palicka, Mateusz Kokot, Mikołaj Szpaczyński, Pracownia Filmu Społecznego, Pracownia Sezonowa.