ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 kwietnia 8 (392) / 2020

Kamila Czaja,

BARDZO PORZĄDNY KRYMINAŁ (KATARZYNA TUBYLEWICZ: 'BARDZO ZIMNA WIOSNA')

A A A
Katarzyna Tubylewicz jest w dobrej sytuacji, żeby pisać kryminały skandynawsko-polskie. Mieszka w Szwecji, pisała o niej reportaże i przewodnik, zredagowała, z Agatą Diduszko-Zyglewską, porównawcze opracowanie dotyczące czytelnictwa („Szwecja czyta. Polska czyta” [2015]). Poza tym ma warsztat wyćwiczony przez lata w niekryminalnej formie powieściowej oraz w tłumaczeniach, choćby fenomenalnej prozy Majgull Axelsson. „Bardzo zimna wiosna”, napisany przez Polkę kryminał o Szwecji, wydaje się świetną okazją do połączenia zaplecza merytorycznego, zmysłu obserwacyjnego i umiejętności tworzenia wciągającej fikcji literackiej.

Struktura książki jest taka, do jakiej kryminały, zwłaszcza te nieco ambitniejsze, już nas przyzwyczaiły – współczesne wątki z odwołaniami do przeszłości; tu najpierw w powojennej Bawarii, niedługo później już w Szwecji, do której wyemigrowała jedna z bohaterek, Greta. Po kilkudziesięciu latach to ona zapewni komuś azyl, zatrudniając u siebie Ewę, Polkę, która uciekła od znęcającego się nad nią męża, wysoko postawionego polityka. Dla obu kobiet Szwecja stanowi szansę ucieczki, ale nie znaczy to, że na obrazie państwa opiekuńczego, tolerancyjnego, nowoczesnego nie pojawiają się rysy. Brutalna zbrodnia, którą rozwikłać spróbują śledczy, Jens i Björn, zmusi sporo osób do zmierzenia się z mało przyjemną prawdą. Sami stróże prawa są tu zresztą, zgodnie z prawidłami gatunku, życiowo pokiereszowani i porządnie wypaleni, a poradzenie sobie ze sprawą morderstwa okaże się tym trudniejsze, że nie chodzi „tylko” o egzystencjalne problemy, ale też o prozę życia, nieudany pomysł zreformowania policji, szerszy kryzys instytucji, przerost idealnego wizerunku nad realnym wsparciem, jakie kraj oferuje.

Pozorny spokój i elegancja szwedzkiej rodziny, do której trafia Ewa (nie licząc trzymającej wszystkich w szachu Grety, która mówi, co myśli), zostają w powieści Tubylewicz krok po kroku zdemaskowane – jak we fragmencie dotyczącym Rebeki, córki Grety: „Zachciało jej się wrzasnąć, kopnąć krzesło i uciec” (s. 60). Tłumiona agresja i wyparte uprzedzenia zawsze jakoś się ujawnią. Przez większość czasu sporo tu też hipokryzji – i umiejętnie nie wprost zestawia autorka hipokryzję polskiej prawicy i szwedzkiej socjaldemokracji (chociaż niektóre wtręty dotyczące bardzo konkretnych rodzimych partii można sobie było darować; nie, żebym się nie zgadzała co do meritum, ale wypadają nieco zbyt łopatologicznie). Wielowymiarowo rozpisuje Tubylewicz kwestię stosunku do uchodźców, pokazując różne punkty widzenia, w tym zdroworozsądkową i popartą doświadczeniem perspektywę Grety: „Kiedy wyciągasz do kogoś rękę, nie musisz go od razu klepać po głowie” (s. 123).

Najlepszy okazuje się w „Bardzo zimniej wiośnie” właśnie aspekt społeczny, niedający się sprowadzić do prostych diagnoz. Dobrym pomysłem jest prezentowanie pewnych obserwacji za pośrednictwem Ewy, która inaczej zapamiętała Szwedów sprzed lat. Równocześnie warto docenić, że – podobnie przecież jak autorzy kryminałów „czysto” skandynawskich – świadomość tego, że w pozornym raju dzieje się wiele złego, ma też miejscowy, Jens: „Według Jensa patrzenie z wściekłością w jedną stronę przytępiało spostrzegawczość i zmniejszało czujność na pojawienie się zła w zupełnie innych, mniej oczekiwanych miejscach” (s. 182). Równocześnie, chociaż Tubylewicz pokazuje pogarszającą się sytuację, to w tym kryminale przeszłość nie jest wcale idyllą: kryje wiele tajemnic, dotyczących zarówno Szwedów, jak i innych sił, które przyjęliśmy uważać ze stojące po stronie dobra. Takim wątkiem okazują się gwałty amerykańskich żołnierzy na Niemkach po II wojnie światowej. Greta zauważy: „Niewielu o tym wie i niewielu chce to wiedzieć. To burzy jasny obraz tego, kto był zły, a kto dobry” (s. 182).

Interesujące psychologiczne, socjologiczne i historyczne dominujące nad wątkami śledztwa sprawiają, że nie jest „Bardzo zimna wiosna” książką dla fanów szybkiej akcji czy „krwawych” łamigłówek. Można kryminał przed snem odłożyć i wrócić do niego następnego dnia, bez zarywania nocy. Fani Jo Nesbo czy Stiega Larssona mogą narzekać, że wszystko tu dość statyczne, ale wielbiciele Henninga Mankella powinni być zadowoleni. Wyraźniejszą wadą wydaje się chęć autorki, bo opowiedzieć o Szwecji wręcz za dużo, przez co kilkukrotnie dygresje przeradzają się w długie wykłady o realiach. Niezależnie od Wojciecha Szota zwróciłam zresztą uwagę na ten sam, najbardziej nienaturalny fragment relacjonowania przez policjantów pewnej głośnej sprawy. Szot, też przecież dobrze nastawiony do całej książki Tubylewicz, streszcza „zgrzyt” bardzo celnie: „– A pamiętasz sprawę X? – No jasne! – TO OPOWIEM CI JĄ RAZ JESZCZE ZE SZCZEGÓŁAMI” (zdaniemszota.pl).

Trochę bardziej umiejętne budowanie napięcia i ostrzejsza selekcja faktów z życia Szwecji, a byłby świetny kryminał. Ale i tak jest bardzo dobrze. To nie kolejny taśmowy wytwór w ramach modnego gatunku, tylko przemyślana historia dotycząca wielu, nieźle się w „Bardzo zimnej wiośnie” splatających, problemów. Obiecujący początek serii, której lekturę chętnie będę kontynuować.

LITERATURA:

Szot W: „[RECENZJA] Katarzyna Tubylewicz, »Bardzo zimna wiosna«”, https://zdaniemszota.pl/2997-katarzyna-tubylewicz-bardzo-zimna-wiosna.
Katarzyna Tubylewicz: „Bardzo zimna wiosna”. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2020.