ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 maja 9 (393) / 2020

Magdalena Piotrowska-Grot,

W OPARACH PROROCTWA ('ŻAGARY. ANTOLOGIA POEZJI', WSTĘP: TADEUSZ BUJNICKI, OPRACOWANIE: JAROSŁAW FAZAN, KRZYSZTOF ZAJAS)

A A A
Zna je każdy student polonistyki, zależnie od etapu edukacji i nastroju – kochane lub znienawidzone, tomy Biblioteki Narodowej, publikowane przez Zakład Narodowy im. Ossolińskich. Większość czasu lekturowego każdej z książek pochłaniał wstęp i niekończące się przypisy (niektórzy na lekturze wstępu poprzestawali, niektórzy czytali go na końcu). Dopiero mając je w rękach, porównując z jakimkolwiek innym wydaniem danego dzieła, można zrozumieć definicję opracowania krytycznego i istotę klasycznej filologii. Sposób ich komponowania, prymarna dla nich metoda prezentacji wiedzy historycznoliterackiej stanowi punkt wyjścia dla badaczy i krytyków literatury.

Czym stają się dla ich czytelników po odebraniu dyplomu ukończenia uczelni wyższej? Dla jednych sentymentalnym wspomnieniem nieprzespanych nocy (niech świadczy o tym choćby ilość osób obserwujących facebookowy profil „Wstępy z BN-ek”), dla innych zbiorem reliktów przeszłości, reprezentacjami modelu, od którego literaturoznawstwo zdążyło już dawno odejść. Jednak, paradoksalnie, ci, którzy chcą je spalić, zdążyli je dobrze poznać i jeżeli odrzucają ten model, robią to na podstawie wiedzy, w której zdobyciu pomogły im właśnie BN-ki. Bez względu na to, czy mamy do nich stosunek afirmatywny, czy wręcz przeciwnie, całkowicie je zdyskredytujemy – te książki, a właściwie nurt literaturoznawstwa, którego stanowią wynik, publikacyjną reprezentację, ukształtowały w Polsce współczesny namysł nad literaturą.

Choć niezaprzeczalnie zostały przez nas nieco odłożone do lamusa, co jakiś czas pojawia się nowy tom i mam wrażenie, że badacze i czytelnicy dzielą się na tych, którzy od razu zamawiają egzemplarz, oraz na tych, którzy się do tego nie przyznają; a o ich niesłabnącej popularności – czy bardziej utylitarności – świadczy najlepiej obciążenie serwerów Biblioteki Narodowej, spowodowane przez akcję promocyjną, w czasie której można było pobrać wybrane darmowe e-booki – między innymi „Lalkę” Bolesława Prusa, opowiadania Brunona Schulza, dramaty Witkacego.

W serii BN miejsce zarezerwowane jest dla klasyków, pisarzy, którzy znaleźli się w kanonie. Kiedy patrzę jednak na okładkę z nazwiskiem Tadeusza Peipera, myślę, że gdyby awangardowy twórca miał wybór, byłby pierwszym oponentem tej publikacji, jest ona bowiem ostatecznym dowodem uklasycznienia, a tym samym swoistej archaiczności, utraty rewolucyjnego pierwiastka.

Wileńska różnorodność

Swojego miejsca w tym zacnym szeregu doczekali się w końcu Żagaryści – Biblioteka Narodowa opublikowała antologię ich poezji, opracowaną przez Jarosława Fazana i Krzysztofa Zajasa, opatrzoną wstępem Tadeusza Bujnickiego. A skoro wiadomym jest, iż najważniejszy może okazać się dla czytelników wstęp, przyjrzyjmy się mu nieco dokładniej.

Po Bujnickim, który jest synem jednego z przedstawicieli omawianej formacji poetyckiej (do rozważań o klasyfikacji tej grupy przejdę nieco później), spodziewalibyśmy się emocjonalnego stosunku, anegdotycznego tonu, elementów rodzinnej sagi. Wstęp nie zawiera jednak takich elementów, a na pewno nie są one wyrażone wprost. Oczywiście nie zabraknie w antologii wielu znaków specyficznej perspektywy oglądu dorobku całego pokolenia, w krótkim biogramie Jerzego Zagórskiego pojawia się na przykład wzmianka, że był czołowym – obok Teodora Bujnickiego i Czesława Miłosza – poetą Żagarów. Bujnicki niewątpliwie był twórcą ważnym, założycielem pisma, ale czy dziś powiemy, ze jest czołowym poetą tej grupy – obawiam się, że niestety, nawet w czasie szczegółowej odpowiedzi egzaminacyjnej, raczej pojawią się tam Miłosz i Rymkiewicz, może Putrament. Dodam też, że wybór wierszy rozpoczyna się od wybranych utworów Teodora Bujnickiego – oczywiście widzę klucz chronologiczny, ale nie wiem, czy poezja dostosowana była do tego nadrzędnego klucza, czy klucz do poezji. To drobnostki, które może nazbyt uwyraźniam w omówieniu, rozumiejąc dbałość o pamięć i tekstowe dziedzictwo. W samym wstępie dominuje przywiązanie do faktografii i chronologii zdarzeń. Bujnicki odtwarza w nim znany mi z czasów studenckich schemat narracji historycznoliterackiej. Rozpoczyna od ustaleń podstawowych sposobów definiowania określonych zjawisk. Żagarystów określa mianem pokolenia literackiego, dostarczając czytelnikowi argumentów zgodnych z definicją słownikową Kazimierza Wyki („Słownik literatury polskiej XX wieku”: 1992). Oczywiście moglibyśmy się zastanawiać, czy nie przeformułować nieco tego zaszeregowania, bo sporo jest wyznaczników odbiegających od klasycznej definicji pokolenia literackiego, ale to jednak niuanse, które nie powinny nam przesłaniać całości kulturowo-literackiej zagadnienia. W każdym razie, autor wstępu nie wychodzi z BN-kowego kostiumu i nie zbacza w stronę prywatnych opowieści, anegdot – czego może zabraknąć komuś, kto zapoznał się już z historią i twórczością grupy i na przykład może porównać to opracowane z inną książką, zbiorem szkiców „Idące Wilno. Szkice o Żagarach” Andrzeja Zieniewicza. Tam obok faktów i analiz znaleźć można spory ładunek czytelniczych emocji, które, choć nie stanowią literalnie wartości dydaktycznej, to ożywiają opowieść, unaoczniając pracę poezji.

Wracając jednak do omawianego Wstępu – wyczerpująco przedstawione zostało tło zdarzeń i debiutów przedstawicieli grupy, uwzględniające przede wszystkim kulturowe uwarunkowania wileńskie. Prezentowana twórczość poetycka wyrasta bowiem na styku kultur, tarć politycznych, w bardzo zróżnicowanym poglądowo środowisku, w cieniu wojen i nieodwracalnych zmian. Debiuty Żagarystów powstają we wrzeniu, które słowo tygiel oddaje chyba najbardziej obrazowo.

Zdecydowanie ciekawsza, opowiadana nawet w sposób bardziej dynamiczny, jest druga połowa wstępu, a właściwie jego czwarty rozdział poświęcony programowi poetyckiemu Żagarystów. Bujnicki prezentuje nie tylko założenia i najważniejsze głosy przedstawicieli pokolenia, ale także kryjącą się pod spodem ideologię, młodzieńcze fascynacje polityczne i lekturowe, nadzieje i lęki. Otrzymujemy zarys polemicznych dysput, którymi żyło literackie środowisko, podszyte prawdziwymi ludzkimi doświadczeniami, otrzymujemy żywy i interesujący obraz ewoluującego intensywnie światopoglądu młodych pisarzy i działaczy, którzy za chwilę zderzą się z prawdziwymi konsekwencjami wielu zdarzeń, na które nie mogli mieć wpływu. Jednak nic w tej książce nie oddaje owych nastrojów, przeczuć, planów lepiej, niż materiał poetycki.

Słowa żyją powoli”

Zebranie w tej antologii wierszy poetów niezwykle odmiennych, pomimo oczywistych punktów wspólnych, wywiera na czytelniku niemałe wrażenie. Ważnym elementem tego zestawienia jest możliwość porównania, choćby odniesień do Romantyzmu (zrozumiałych, kiedy weźmiemy pod uwagę zbieżności polityczno-społeczne pomiędzy drugą połową XIX wieku a początkami XX, to przecież właściwie kolejny rozdział tej samej historii), które pojawiają się u każdego z przedstawionych w książce poetów, ale zupełnie inaczej rozkładają się akcenty owych dialogów z tradycją – inaczej czyta Mickiewicza Miłosz, inaczej Bujnicki.

Stworzona przez redaktorów wyboru przestrzeń porównania tak wielu różnych głosów daje nam możliwość lektury nielinearnej, oddaje szerszy obraz pokolenia, niż którekolwiek z wcześniejszych opracowań. Kiedy czyta się na przykład tylko kilka pierwszych tekstów każdego z poetów (w układzie Teodor Bujnicki, Jerzy Zagórski, Czesław Miłosz, Aleksander Rymkiewicz, Jan Huszcza, Mieczysław Kotlicki) można odnieść wrażenie, że to nie Miłosz, wbrew dalszemu rozwojowi wypadków, zapowiadał się wśród debiutujących Żagarystów najlepiej. Unaoczniony jest też rozwój każdego z poetów, ponieważ wiersze zamieszczone w antologii prezentują nam kolejne poetyckie sylwetki przekrojowo, tak by czytelnik miał wgląd w poszczególne etapy rozwoju twórczości każdego z pisarzy.

Lektura tych tekstów, bardzo już klasycznych, nierzadko przebrzmiałych, tętniących dawnym światem, czasami trącących niemożliwą dziś do przyjęcia i zaakceptowania wizją człowieka, zdominowana przez język obstający usilnie przy wymuszonej estetycznie ramie, może wydawać się zbędna. Zapewne dla wielu taka będzie i kolejna książka z serii Biblioteki Narodowej wpadnie do niszy polonistycznych bibliotek. Pod pewnymi względami wszyscy zgodzimy się, że tam jest ich miejsce, a ich cel wydawniczy pozostaje w ramach domknięcia projektów badawczych, ewentualnie w wąskich, dydaktycznych użyciach. A może właśnie jest tak, jak głoszą historycy literatury, że do bezpiecznej, zdystansowanej i mądrej lektury poezji potrzebny jest czas, może jest właśnie tak, jak pisał Jerzy Putrament, że słowa żyją powoli, a może właśnie żyją tak szybko, że aktualizują się, przeżywając kolejne wcielenia, bardzo szybko i niespodziewanie.

Niezapowiedziana aktualizacja

Kiedy jeszcze jako studentka czytałam wiersze Żagarystów, czy w ogóle wiersze przedwojenne, zastanawiałam się, ile było faktycznej wiedzy i przeczucia w ich proroczym aspekcie, w przewidywaniach wojennych zdarzeń, a ile nieświadomej reakcji na ogólne społeczne nastroje, które wszyscy, zwłaszcza młodzi ludzie, chłoną bez względu na stan swojej faktycznej wiedzy o ich podłożu. Poezja, choć zwykle hermetyczna, pozostająca w cieniu, elitarna i elitaryzowana, paradoksalnie jest i była przecież tak blisko tkanki życia.

Choć absolutnie nie zamierzam porównywać obecnej sytuacji do tej, która wpłynęła na młodych Żagarystów, to inaczej czytam te apokaliptyczne i przepełnione mrocznym lękiem proroctwa w obliczu obecnej sytuacji. Lęk, płomienie trawiące dawny porządek i pytania o przyszłość, to rzeczy teraz współczesnemu czytelnikowi zdecydowanie bliższe, niż jeszcze kilka miesięcy temu.

Trudno teraz przeczytać te wiersze bez emocjonalnej przesłony. Niektóre przemówią do nas wyraziściej, jak wybrane wiersze Bujnickiego czy Rymkiewicza. Inne, także inne utwory tych samych poetów, którzy jeszcze przed chwilą nas zachwycili, odrzucimy jako przebrane w nienaturalny, zniekształcony kostium niezwykle wyszukanej frazy, za którą nie stoi żaden żywy obraz, a nie broni się ona także oryginalnością poetyckiego zabiegu.

Wiersze Żagarystów, wyraźnie pisane pod wpływem emocji, na początku dyktowane mieszaniną talentu i młodzieńczego pośpiechu, są nierówne. Nie zmienia to faktu, że „zawdzięczamy” (choć nie zawsze będzie to coś, za co faktycznie będziemy wdzięczni) im pewien rys, który do dziś widzimy we współczesnej polskiej poezji – połączenie elementów imaginatywnych (czasami wręcz ocierających się o surrealizm) z twardym oglądem zastanej, zmieniającej się niezwykle żywiołów rzeczywistości, obrazy silnej, nieprzejednanej przyrody Przede wszystkim jednak (dla jednych będzie to zjawiskiem negatywnym, dla innych wręcz przeciwnie) Żagaryści pozostawili po sobie pewien, odziedziczony przez polską kulturę jeszcze od romantyków, a przez poezję dwudziestowieczną jedynie przetworzony, permanentny, raz uśpiony, innym razem rozbudzony, lęk. Ma on oczywiście swoje zgubne konsekwencje, które przeanalizować należałoby w osobnym szkicu, zapewne obszernym. To jednak, co nie zawsze potrafimy z tych wierszy wyczytać, a co tak wyraźnie w utworze „Miasto” z 1940 roku pokazuje czytelnikom Czesław Miłosz, to umiejętność żywienia nadziei, nie pustej, pojawiającej się jedynie we frazesach, tylko twórczej i ożywczej, nadziei, którzy pobudza do działania. Jeżeli jeszcze czegokolwiek mogą nas dziś nauczyć Żagaryści, może kryć się właśnie w tym, wcale nie najważniejszym, aspekcie ich twórczości.

Literatura:

„Słownik literatury polskiej XX wieku”. M. Puchalska, M. Semczuk, A. Brodzka, E. Szary-Matywiecka, A. Sobolewska. Wrocław 1992.

Zieniewicz A.: „Idące Wilno. Szkice o Żagarach”. Warszawa 1987.
Żagary. Antologia wierszy”. Wstęp Tadeusz Bujnicki, wybór i opracowanie Jarosław Fazan, Krzysztof Zajas. Seria Biblioteka Narodowa. Wydawnictwo Ossolineum. Wrocław 2020.