ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 lipca 13 (397) / 2020

Sara Nowicka,

PATTI SMITH PRZYGLĄDA SIĘ ŚWIATU (PATTI SMITH: 'ROK MAŁPY')

A A A
„Rok małpy” to czwarta prozatorska książka Patti Smith, która ukazała się w Polsce. Wydane u nas w 2012 roku „Poniedziałkowe dzieci” były poświęcone przeszłości – legendarna wokalistka opisała w nich swoje wspomnienia związane z Nowym Yorkiem przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych oraz bliską relację z fotografem Robertem Mapplethorpem. Późniejszy o cztery lata „Pociąg linii M” rozciągał się między przeszłością (przede wszystkim pamięcią o zmarłym mężu) a teraźniejszością dojrzałej obserwatorki, która z rozkoszą oddaje swój czas kryminalnym serialom. „Rok małpy” przynosi nową perspektywę – Smith tworzy osobisty pamiętnik z 2016 roku, według chińskiego kalendarza roku małpy (trwającego od 8 lutego 2016 do 27 stycznia 2017), w którym rozważania o przeszłości i teraźniejszości zaczynają coraz bardziej ustępować miejsca przyszłości – widmie starości i śmierci.

Wspólną cechą książek artystki jest bezpretensjonalność i wyjątkowa, dziecięca wrażliwość, z którą autorka przygląda się światu. Jej proza opiera się na osobistych doświadczeniach, które dalekie są od szaleństwa i blichtru, z jakim kojarzymy życie gwiazd rocka, a bliższe naszej codzienności. Największą różnicą między egzystencją przedstawioną w powieściach Smith a życiem przeciętnego mieszkańca Stanów Zjednoczonych jest stosunek do czasu. Artystka wiedzie życie flâneuse, włóczęgi, która może spędzać długie godziny w kawiarniach, zawierać nowe znajomości, przez wiele godzin rozmyślać o swoich snach i zauważać dziwne przypadki, które jej się przydarzają. W zachodnim społeczeństwie mało kto może pozwolić sobie na taki luksus – żyjemy szybko, skupiając się przede wszystkim na pracy i obowiązkach, przez co rzeczy, o których pisze Smith, mijają nas niezauważone. Być może to jeden z powodów, dla których książki wokalistki często spotykają się z negatywnym odbiorem, nawet jej największych fanów – są zbyt dalekie zarówno od ich stylu życia, jak i od marzeń o egzystencji, którą chcieliby wieść: intensywnej, pełnej ekstremalnych przeżyć, a nie snów, wspomnień, nudy i patrzenia przez okno. Drugim zarzutem często stawianym prozie Smith jest zbytni infantylizm i prostota – pisanie o rzeczach oczywistych językiem pełnym egzaltacji i niemal uczniowskie zapatrzenie w literackich mistrzów. Według mnie wymienione wady są najważniejszymi zaletami powieści autorki – jej proza pozwala na krótki czas lektury powrócić do percepcji dziecka lub bardzo młodej osoby, pierwszy raz doświadczającej różnorodności świata, którą wszystko interesuje i zachwyca. Naturalna ciekawość Smith i szczerość jej refleksji buduje niezwykłą bliskość między nią a czytelnikiem, pozwalającą jeszcze bardziej zaangażować się w lekturę, poczuć podobieństwa w odczuwaniu powszednich zdarzeń – od picia kawy w małej knajpce po wdowieństwo i tęsknotę za ukochanym. Właśnie tak intymnym i ciepłym pamiętnikiem z czasu strat jest „Rok małpy”.

2016 rok był dla Smith szczególnie trudny. Naznaczyły go dwa wydarzenia: pierwsze to pobyt w szpitalu i śmierć muzyka z jej zespołu, Sandy’ego Pearlmana, z którym przyjaźniła się przez cztery dekady. Drugie to choroba równie bliskiego jej Sama Sheparda, aktora i pisarza, z którym krótki związek na początku lat siedemdziesiątych przerodził się w przyjaźń na całe życie. Artystka spędza czas na odwiedzaniu swoich bratnich dusz i pobytach w przydrożnych motelach, wśród których szczególnie ważny jest pierwszy – Dream Inn. Od momentu pobytu w nim Smith nawiedzają dziwne mary, fantazje i zdarzenia, uporczywe i realne do tego stopnia, że sama autorka nie potrafi odróżnić jawy od snu.

„Rok małpy” jest oniryczną opowieścią o oswajaniu się z koniecznością kolejnych pożegnań. Jak czytamy pod koniec książki: „Nie żyje Sam. Nie żyje mój brat. Nie żyje moja matka. Nie żyje mój ojciec. Nie żyje mój mąż. Nie żyje mój kot. Nie żyje nawet mój pies, który nie żył już w 1957 roku. A ja mimo wszystko wciąż myślę, że już niedługo zdarzy się coś wspaniałego. Może jutro. Które nadejdzie po całej serii innych jutr” (s. 143). Rok małpy naznaczają nie tylko cierpienie bliskich Smith, ale też jej siedemdziesiąte urodziny – 30 grudnia 2016 roku. Okrągła rocznica oznacza starość, na którą artystka nie jest gotowa, podobnie jak my, czytelnicy, którzy kojarzymy ją z młodością i świeżym spojrzeniem.

Powieść, choć bardzo introwertyczna, pozwala też spojrzeć na 2016 rok w szerszej skali. Autorka nie traci swojego zaangażowania w sprawy społeczne i polityczne, wskazując w „czymś na kształt epilogu”: „Najpierw zmarł Muhammad Ali, potem Sandy, Castro, księżniczka Leia i jej matka. Zdarzyło się sporo przykrych rzeczy, dając początek rzeczom jeszcze okropniejszym, przyszłość zjawiła się i przeminęła, i oto wciąż oglądamy ten sam film, długi łańcuch ludzkiej nędzy rozwijający się w czasie rzeczywistym na ogromnych, niegasnących ekranach. Niesprawiedliwość, od której serce pęka, stała się nową codziennością. Rok Małpy” (s. 142). Smith pozostaje czujną obserwatorką i nawet kiedy sprawia wrażenie zatopionej we własnych myślach, to potrafi dostrzec, co dzieje się wokół niej. Widzi rasizm i nierówności społeczne oraz ich polityczne przyczyny – 2016 rok to czas kampanii prezydenckiej w USA, w wyniku której 20 stycznia 2017 roku, czyli jeszcze w roku małpy, stanowisko głowy państwa obejmuje Donald Trump, otwarcie krytykowany przez wokalistkę.

Melancholijny nastrój równoważą spotkania z młodymi ludźmi – szczególnie ważne jest poznanie Ernesta, fana Roberta Bolaña i powieści „2666”, oraz jego znajomych – a także rozmyślania na temat literatury, sztuki i natury. Bardzo często powraca marzenie o zobaczeniu Ayers Rock, który zrobił ogromne wrażenie na Shepardzie. Wydaje się, że skała pojawia się w „Roku Małpy” nie tylko przez wzgląd na przyjaciela artystki – dla aborygenów było to święte miejsce, łączące świat snów z jawą, które symbolicznie łączy się z oniryczną konstrukcją powieści.

„Rok małpy” wieńczy podsumowanie roku z perspektywy upływu kilku miesięcy – gorzkie, ale też pełne nadziei. Publikacja jest nie tylko zbiorem urywków spisanych na gorąco, ale też próbą całościowego spojrzenia na ten okres, wpisania go zarówno w życiorys autorki, jak i w historię świata. Dodatkowym walorem wydania są zdjęcia zrobione przez artystkę – czarnobiałe, bardzo klimatyczne, przywodzące na myśl filmy Wima Wendersa i Jima Jarmuscha z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, w których obaj reżyserzy dekonstruowali cukierkowy i pełen sztuczności obraz Stanów Zjednoczonych. Podobnego zabiegu dokonuje Smith – jej pisarstwo jest zaprzeczeniem konsumpcjonizmu oraz obowiązujących trendów i spojrzeniem wstecz, w dzieło bitników i francuskich flaneurów, duchowych patronów jej twórczości. Zamiast cynizmu i nienawiści do społeczeństwa, nierzadko obecnego w literaturze wspomnianych pisarzy, autorka proponuje świadomą niedojrzałość i otwartość na innych, co czyni jej powieści (i nią samą) zupełnie niepowtarzalną.
Patti Smith: „Rok małpy”. Przeł. Krzysztof Majer. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2020 [Seria Amerykańska].