ISSN 2658-1086

1 sierpnia 15-16 (399-400) / 2020

Kamila Czaja,

DETEKTYWI NIEKANAPOWI (KLUB DETEKTYWÓW)

A A A
„Klub Detektywów” francuskiego scenarzysty i rysownika Jeana Harambata przypomina o pierwszych latach istnienia tytułowego stowarzyszenia, przy czym osadzona w latach 30. komiksowa opowieść w pomysłowy sposób miesza prawdę i fikcję. Sięgając do rzeczywistych biografii i dzieł najbardziej znanych członków grupy jak G.K. Chesterton czy Agatha Christie oraz autorów nieco mniej dziś popularnych (John Dickinson Carr, Dorothy L. Sayers, A.E.W. Mason, Emma Orczy, Ronald Knox), Harambat funduje bohaterom wymyśloną przygodę – szansę rozwiązania kryminalnej zagadki w praktyce.

Roderick Ghyll, ekscentryczny bogacz, zaprasza pisarzy na wyspę, a twórca komiksu od początku gra z czytelnikiem, choćby prezentując „dekalog Knoxa”, zbiór zasad, których powinni przestrzegać autorzy kryminałów – a potem zasady te z premedytacją łamiąc. Jeśli odbiorca jest gotowy na taką zabawę, między innymi na fakt, że w sprawie istotną rolę odgrywa robot, a Harambat chętnie ukrywa fakty, uniemożliwiając nadążanie za „detektywami”, to lektura naprawdę bawi. Warto podjąć rękawicę, chociaż chwilami trzeba wybaczyć scenarzyście niefrasobliwe podejście do dat: drugi ślub Christie następuje tu po wydaniu wspólnej książki członków klubu, „The Floating Admiral”, i po przystąpieniu Carra do stowarzyszenia, tymczasem ślub to 1930, premiera powieści – 1931, przyjęcie amerykańskiego autora do grupy – podobno 1936; zresztą sam autor komiksu sytuuje akcję po wydaniu kryminału Carra „Trzy trumny” (taki tytuł w USA, wersja brytyjska: „The Hollow Man”), co miało miejsce w roku 1935.

Tego rodzaju detale to jednak drobiazg, podobnie jak sama kryminalna intryga, stanowiąca raczej pretekst do zabawy konwencją. Wyjaśnianie tajemnicy odbywa się, przy całym łamaniu zasad, momentami klasycznie i można się w to wciągnąć, ale tak naprawdę o uroku „Klubu Detektywów” decyduje styl, w jakim Harambat prowadzi swój koncept – od wstawek po angielsku przez zabawę stereotypami narodowościowymi po brytyjski humor objawiający się w ciętych dialogach oraz fenomenalnie flegmatycznym podejściu bohaterów do wydarzeń mrożących krew w żyłach. Do tego działa cała warstwa „meta-”, czyli odwołania do treści dzieł bohaterów i wywody tajemniczego narratora. Ten, długo ukryty przed czytelnikami, narrator potrafi rozbawić podejściem do niesnasek między członkami klubu, na przykład komentując bójkę: „Knox i Mason z rękoma na ramionach tańczyli zorbę, przeskakując z jednej nogi na drugą i wyśpiewując nazwy ptaków” (s. 94), ale i charakteryzując wrażliwe pisarskie ego: „Dorothy Sayers czyściła broń (rozmyślając o kilku krytykach literackich” (s. 75).

Zabawa zabawą (choć jej tu najwięcej), ale Harambat potrafi też iść w bardziej filozoficzne tony, gdy każe bohaterom rozmyślać nad nadmiernym ingerowaniem w naturę, granicami mechanizacji, przemijającym pięknem, specyfiką pisarskiej profesji. W kolejnych częściach podsuwa motta z Sofoklesa, Demokryta, Valéry’ego, zamykając tom pięknym fragmentem wiersza „Sherlock Holmes” Borgesa. To oczywiście też gra formą, ale ten zabieg pozwala równocześnie nieco pogłębić z pozoru całkiem rozrywkowy komiks.

Docenić należy też piękne wydanie „Klubu Detektywów”, w tym wnętrze okładki i skrzydełek. Graficznie Harambat prezentuje styl nieco satyryczny, trochę kojarzący się z komiksami z „New Yorkera”, ale i lekko karykaturalną, klasyczną francuską kreską. Potrafi jednak rysować także inaczej, na przykład plansze otwierając poszczególne części to ilustracje pięknej i tajemniczej scenerii. Warto też zwrócić uwagę na zabawy perspektywą, dzięki którym nawet prowadzone przy stole rozmowy nabierają dynamiki. Poza tym autor bawi się łączeniem warstwy prezentującej wydarzenia z odmiennymi graficznie wstawkami, zawierającymi na przykład biogramy bohaterów. Na to wszystko kolorysta Jean-Jacques Rouger nałożył ujmujące, długo pozostające w pamięci barwy, jakimś cudem równocześnie pastelowe i niewiarygodnie intensywne.

Jedyne ostrzeżenie, jakie można skierować do potencjalnych czytelników „Klubu Detektywów”, dotyczyłoby tego, że lepiej przed lekturą znać najważniejsze pozycje z kryminalnego kanonu – miejscami Harambat zdradza ich zakończenia. Zresztą komiks pomyślany został chyba z góry tak, że dla niezainteresowanych kryminałami czytelników stanowić może zaledwie ładną ciekawostkę, a zdecydowanie więcej przyjemności sprawi fanom pisarskich dokonań bohaterów „Klubu Detektywów”. Za to wtedy będzie to przyjemność warta zbrodni.
Jean Harambat, Jean-Jacques Rouger: „Klub Detektywów” („Le Detection Club”). Tłumaczenie: Paweł Łapiński. Marginesy. Warszawa 2020.