ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 lutego 4 (52) / 2006

Tomasz Kaliściak,

ELEGIA O UWODZENIU

A A A
Książka Jeana Baudrillarda „O uwodzeniu” nie jest w żadnym wypadku traktatem, ani nawet podręcznikiem o tym, jak uwodzić, choć autor genialnie uwodzi czytelnika oryginalnością stylu i retoryką. Nie należy jej także traktować jako wstępu do historii uwodzenia. W moim głębokim przekonaniu jest to raczej elegia o uwodzeniu, o jego zmierzchu w XX wieku. Jest to także książka o braku uwodzenia, o niemożliwości tegoż. Dzisiaj – pisze Baudrillard – „uwodzenie pozostaje w cieniu – dokąd wycofało się chyba na dobre” (s. 5), a zatem: „Koniec uwodzenia” (s. 6). Ale o jakie uwodzenie chodzi Baudrillardowi?

Autor nie daje jednoznacznej odpowiedzi, co więcej – nie definiuje w ścisły sposób zjawiska, o którym pisze. „O uwodzeniu” jest zbiorem esejów publikowanych w latach siedemdziesiątych, zebranych w całość i wydrukowanych w 1979 roku przez paryskie wydawnictwo Galilée. Nie jest to zatem klasyczna rozprawa naukowa, Baudrillard świadomie pomija odniesienia do tekstów, do których się odwołuje. W rozmyślaniu nad istotą uwodzenia sięga po różne teorie i dyskursy naukowe: feminizm, freudowską i lacanowską psychoanalizę, teorię władzy Foucault – swobodnie zresztą i na własny użytek je interpretując. Usprawiedliwia go rzecz jasna forma eseju.

Bez wątpienia książka ta jest uzupełnieniem tez zaproponowanych w nieco późniejszej pracy „Symulakry i symulacja” (1981), w której Baudrillard dowodził, iż świat, w którym żyjemy, nie jest rzeczywistością, lecz jedynie symulakrum, przestrzenią symulacji, ułudy i pozoru, która zaciera nasze tzw. poczucie rzeczywistości. W tym znaczeniu rzeczywistość nie istnieje. Podobnie jak nie istnieje uwodzenie, które wypełniało życie począwszy od czasów mitycznych aż po kulturę osiemnastowiecznego libertynizmu. Baudrillardowska refleksja nad przeznaczeniem uwodzenia wiąże się z krytyką takich pojęć jak kobiecość, seksualność, cielesność, pornografia, produkcja, władza, wyzwanie czy gra.

Uwodzenie – zdaniem autora – opiera się na „kobiecości” jako cesze nie mającej jednak wiele wspólnego z płcią biologiczną. W tym sensie: „kobieta jest tylko pozorem” [s. 14]. Krytyka feminizmu (tego z lat 70. – rzecz jasna, wiązanego z esencjalizmem), której podejmuje się Baudrillard, osłabia pojęcie płci. Odrywając kobiecość od płci, uznakowiając ją, staje się bliższy rozumieniu płci jako roli (gender lub nawet transgender), będącej zainteresowaniem znacznie późniejszej teorii queer. Kobiecość to przede wszystkim: „nierozróżnialność tego, co autentyczne, i tego, co sztuczne” (s. 14), gra pozorów, z której rodzi się uwodzenie, a więc niemożność rozróżnienia znaków płci na męskie i żeńskie. W tym sensie uwodzenie całkowicie udaremnia referencyjność płci. Znakomitym przykładem tego jest analiza transwestytyzmu i zabawy w płeć, jaką jest drag queen show. Nierozróżnialność, rozchwianie, niepewność znaków to swoisty fenomen uwodzenia. Mężczyźni przebrani za kobiety, kobiety przebrane za mężczyzn: „wszystko u nich jest makijażem, teatrem, uwodzeniem” (s.15). Skąd taka kariera kobiecości i taki status uwodzenia? Ruch feministyczny przyniósł zrównanie partnerów w grze, jaką stało się uwodzenie. Dawniej uwodził silniejszy, a więc mężczyzna, który miał dostęp do władzy i jako jedyny posiadał świadomość reguł gry. Kobieta, wykluczona poza obręb świadomości i języka, nie była równą partnerką gry uwodziciela. Zrównanie szans w grze oznacza jednak koniec uwodzenia. Współcześnie żyjemy raczej w kulturze podrywania, aniżeli uwodzenia, gdzie już obydwie strony mają świadomość gry, w jakiej są uwikłane. Odkąd kobieta uzyskała podmiotowość i tożsamość, straciła jednocześnie tajemniczość, upatrywaną wcześniej w milczeniu bądź histerii. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że uwodzi nas właśnie tajemnica. Dlatego ucieczka od esencjalistycznej tożsamości kobiecej ku nierozstrzygalności płci jest szansą dla uwodzenia. A więc raczej pokazowy trik niż tajemnica.

Jeżeli za uwodzeniem skrywała się tajemnica, to pornografia jest odarciem seksu z tajemnicy. Jak pisze Baudrillard: „w porno nie ma uwodzenia” (s. 31). Przekreśla go nadmiar rzeczywistości, hiperrealność rzeczy jako rezultat powiększenia anatomicznego szczegółu. Jako przykład podaje autor japońską kwadrofonię i waginoramę. Konkluzje Baudrillarda są dosyć pesymistyczne: żyjemy w kulturze desublimacji wyglądu, gdzie liczy się produkcja seksu, w kulturze porno, trawionej fantazmatami realności, która chce być realniejsza niż jest. I która, pozbawiając nas tajemnicy, udaremnia uwodzenie. „Uwodzenie – séduction – zawsze i wszędzie występuje jako przeciwieństwo produkcji – production” (s. 37). Seksualne wyzwolenie podważyło porządek uwodzenia. Tymczasem uwodzenie obecne jest jedynie w grze zasłon, a nie w hiperrealnej obsceniczności. Jeden z najpiękniejszych fragmentów książki, dotyczący twarzy: „całkowity triumf w pornografii ciała obscenicznego, aż do zatarcia twarzy: modele erotyczne czy aktorzy porno są pozbawieni twarzy, nie mogą być piękni, brzydcy czy ekspresyjni – jednego z drugim nie sposób połączyć – funkcjonalna nagość zaciera wszystko w ‘widowiskowości’ seksu” (s. 36). W pornografii twarz jest jedyną częścią ciała, która już nie jest naga, jak zazwyczaj. Staje się znakiem, pozorem wymazującym znaczenie. Ale takie pojęcia jak obsceniczność, seks, rozkosz mają dla Baudrillarda zasadniczą wartość: są subwersywne. Mimo iż uśmiercają uwodzenie, same uwodzą: „nawet najbardziej antyuwodzicielskie figury mogą stać się figurami uwodzenia” (s. 47).

Uwiedzeniu bowiem zawsze towarzyszy magiczne oczarowanie pustką znaku. Znakomitym przykładem tego jest przytoczona przez Baudrillarda opowieść: chłopiec, któremu wróżka zabroniła myśleć o czerwieni lisiego ogona, nieustannie o niej rozmyśla. Jest uwiedziony i oczarowany pustką znaku. Można powiedzieć, że uwodzenie rodzi się zatem z opróżniania znaków z sensu. To przecież jedna z przyczyn, dla której dał uwieść się cały poststrukturalizm! „Uwodzenie odbiera dyskursowi sens i odwodzi go od jego prawdy” (s. 55) – pisze Baudrillard.

Kolejna sprawa dotycząca uwodzenia wiąże się z lustrzanym odbiciem. Uwodzenie jest w pełni narcystyczne i w efekcie przeradza się w samouwiedzenie. Jako takie zawsze prowadzi do uśmiercenia realności, znaku, siebie lub innego. Przekonuje nas o tym interpretacja „Dziennika uwodziciela” Sørena Kierkegaarda, której podejmuje się Baudrillard, pokazując, że „uwodzenie jest procesem ofiarniczym” (s. 97), w którym uwodziciel Johannes musi zniszczyć uwodzicielską moc Kordelli, a tym samym doprowadzić dyskurs uwodzenia do wyczerpania, zgładzić rzeczywistość poprzez uśmiercenie znaków. „Gra, której reguł sobie [Kordelia] nie uświadamiała, nie tyle ją zwiodła, czy właśnie wyzuła z pożądania, ile duchowo sprzeniewierzyła [...] w istocie została okradziona z własnej uwodzicielskiej siły, którą obrócono przeciwko niej” (s. 115). Baudrillard nie mówi o tym wprost, ale w trakcie analizy postępowań Johannesa można odnieść wrażenie podskórnej mizoginii, która napędza cykliczność uwodzenia.

Można zaryzykować stwierdzenie, że „Dziennik uwodziciela” jest ostatnią Wielką Narracją o uwodzeniu, które zdaniem Baudrillarda przeszło dwie fazy: rytualną i estetyczną (tutaj Kierkegaard), i wkroczyło obecnie w trzecią fazę: polityczną, która jest zdegradowaną formą poprzednich. Dziś mamy raczej do czynienia z techniką odwodzenia, a nie uwodzenia, głównie ze względu na ekspansję cyfrowych mediów, gdzie „każdy jest sobie terminalem” (s. 162). W tej fazie uwodzenia „całkowicie zanika jego oryginalność, rytualność i estetyzm, ustępując miejsca wszechstronnemu przewietrzaniu, w którym uwodzenie staje się nieformalną formą polityki” (s. 176). Można już chyba mówić o globalizacji uwodzenia jak o strategii uwodzenia i manipulowania masami, „uwodzenie staje się już tylko wartością wymienną, napędza obieg wymian i ułatwia stosunki społeczne” (s. 173). Uwodzenie oznacza w końcu władzę nad porządkiem symbolicznym. Pozostało uwodzenie łagodne, rozproszone, osłabione i zimne. Symulacja i symulakrum uwodzenia.

Albo inaczej – nie dajmy się uwieść: nie ma uwodzenia.
Jean Baudrillard: „O uwodzeniu”. Przeł. J. Margański. Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2005.