Wydanie bieżące

15 lutego 4 (52) / 2006

Ewa Szkudlarek,

CO ZROBIĆ Z KOTEM W WORKU?

A A A
Jak określić taką godzinę spędzoną w teatrze, która jest czymś pomiędzy wysublimowaną narracją a ekspresyjnym monodramem, czymś w pół drogi między imitacją dialogu a monologiem? A jak nazwać bohatera teatralnego wieczoru, będącego kimś pomiędzy niespokojnym narratorem a depresyjnym monologistą? Istota tkwi właśnie w tym stanie zawieszenia pomiędzy otwartością na sztukę słowa a jawną lub ukrytą autokreacją.

Monodram „Auteczko” w wykonaniu Aleksandra Machalicy w całości jest oparty na zasadzie wyznania składanego przed publicznością zgromadzoną w Teatrze Nowym w Poznaniu. Bohater jawi się odbiorcy jako pisarz i miłośnik kotów, pantoflarz i seryjny morderca bezbronnych istot. A może cała opowieść jest tylko zmyśloną historią, tylko po to, aby mowa solo stała się zaproszeniem do rozmowy? spotkania? z drugim człowiekiem... Bo przecież „Słowo jest żywiołem. Słowo jest materiałem. Słowo jest przedmiotem” – pisze Pierre Garnier.

Monolog zaczyna się przewrotnie, trudno bowiem uwierzyć w sielankowy żywot poczciwego pisarza we wnętrzu opuszczonego, zakurzonego domu, pośród szeregu porzuconych i zniszczonych przedmiotów. Aktor pojawia się przed publicznością z małym kagankiem świecy, zupełnie jakby chciał ukryć w teatralnej ciemności jakąś część prawdy z książki Hrabala, a zarazem przyjrzeć się dokładniej swoim słuchaczom. Półmrok i wyciszenie muzyki skłania do refleksji, buduje atmosferę stosowną do zwierzeń o sprawach tych najtrudniejszych i takich, które zostały głęboko ukryte w zakamarkach artystycznej duszy.

Początkowo monolog sprawia wrażenie lekkiej i swobodnej wypowiedzi. Jednak słowa wypowiadane spokojnie zmierzają krok po kroku ku prawdzie o sobie i otaczającym bohatera świecie. Jeżeli dzielimy się z drugim człowiekiem naszymi myślami – to w końcu taki trud warto podjąć. Nie dla usprawiedliwienia, pochwały czy nagrody, ale właśnie dlatego, by zrobić jeszcze jeden krok ku prawdzie. Zdania wypowiadane precyzyjnie, niekiedy wręcz z przesadną dykcją, pokazują aktorską przemianę od prelegenta, następnie pisarza aż do narratora powieści. Stopniowo monodram jest coraz szybciej wypowiadany. Wzrasta napięcie, głównie za sprawą pytań zadawanych przez Machalicę z coraz to inną intonacją i natężeniem głosu: „Co będziemy robić z tymi kotami?” Te wyryte w pamięci i przypominane seryjnie pytania żony zawierają w sobie ładunek pretensji do małżonka, są znakiem bezradności wobec jego fascynacji kocią familią, wreszcie – przekleństwem, które wiedzie do katastrofy (?).

Monolog nabiera tempa, podlega prawom rozpędu niczym auto wjeżdżające na szerokopasmową i ruchliwą autostradę. Z opowiadanej na scenie historii dowiadujemy się, iż także śliczna, ruda kotka Hrabala o imieniu Auteczko pośpiesznie wbiegła, niemalże jak na jezdnię – do ciemnego worka. Jej czujność została uśpiona i zawiódł ją instynkt samozachowawczy. Zafascynowany szybkością własnego samochodu wraz ze zmianą poszczególnych biegów sam pisarz traci poczucie samokontroli i władzy nad przedmiotem. Auteczko i mruczące od pisku opon auto, zaślepieni własnym biegiem, roztrzaskują się na drodze własnego istnienia. Pisarz i jego kotka za bardzo zaufali: on – sobie, ona –człowiekowi.

Monodram to sztuka, w której najważniejsza jest umiejętność poruszania wyobraźni widza. Machalica inspiruje swą grą do zbudowania wewnętrznej przestrzeni wielu obrazów, w których na pierwszym planie są koty, nie tylko zresztą te z powieści Hrabala. Po scenie krąży z pewnością przebiegły „Kot w butach” i nieporadny Pafnucy, zaplątany w kłębkach wełny, naiwny Filemon i dojrzały Bonifacy, „Chat noir” z plakatu Toulouse-Lautreca, wreszcie „Cats” z musicalu Andrew Lloyda Webbera. Aktor Teatru Nowego w Poznaniu stworzył za Hrabalem opowieść o kotach, ich charakterach, miłości, kaprysach i zdradach, pełnych analogii do świata ludzi.

Tu rządzi kreacyjna moc wypowiadanego słowa, ale jego siła rozdziera obrazy na strzępy, kawałki, fragmenty myśli. Przedstawieniu bowiem od samego początku patronuje wygłoszona na wstępie z offu sekwencja „lubię się bać”... Właśnie doznanie niepokoju jest jednym z najintensywniejszych odczuć. Henryk Elzenberg w książce „Kłopot z istnieniem” pisał „Typową formą siły moralnej jest odwaga; jej typowym przeciwieństwem strachliwość. Istota duchowa w człowieku strachu nie zna; strach jest cechą istoty żyjącej, biologicznej, cechą ‘ciała’ i tego ciała. To, co we mnie się boi, to moje trzewia”. Obraz człowieka zostaje zredukowany to tego, co cielesne.

W przedstawieniu na Trzeciej Scenie można dostrzec zoomorfizację aktora: porusza się zwinnie i eksponuje drapieżność kota. Rozmnażające się w gwałtownym tempie koty w letnim domu Hrabala, pupile krążące dostojnie śród misek z mlekiem zaczynają budzić wstręt. Drażnią nos zapachem, uszy nocnymi harcami, zawłaszczają przestrzeń pisarza i zmuszają go do bezustannych poświęceń. Niemożność zapanowania nad otoczeniem prowadzi do agresji, pisarz nie potrafi egzystować w takim otoczeniu, ostatecznie przyznaje się do brutalnego zabicia kilkunastu kotów. Z monodramu wyłania się niemalże Różewiczowski obraz „worka pełnego gnijącego mięsa”. Ludzki strach jest obecny w ciele zwierząt, a człowiek ujawnia swoją zwierzęcą naturę.

Teatr jednego aktora jest wyrazem szczególnej wrażliwości artysty, podkreśla autentyczność zachowań na scenie i sposób wypowiadania słów w kameralnym spotkaniu z publicznością. Monodram „Auteczko” stał się pretekstem do nawiązania kontaktu z widzem, a zarazem sposobem komunikowania się, mówienia o sobie, i powtarzania trudnego pytania: „co zrobić z... samym sobą?”
Bohumil Hrabal „Auteczko”. Reż.: Aleksander Machalica. Adaptacja i wykonanie: Aleksander Machalica. Scenografia: Marta Roszkopf. Teatr Nowy im. Tadeusza Łomnickiego w Poznaniu, Trzecia Scena. Premiera 20 listopada 2005.