Wydanie bieżące

15 lutego 4 (52) / 2006

Anna Katarzyna Dycha,

PATI YANG

A A A
“Silent Treatment”. EMI Music Poland, 2005.
Kto pamięta Pati Yang? Prawie przed dekadą nagrała „Jaszczurkę” i zniknęła. Gdy kilka miesięcy temu w radiostacjach wałkowano singlowe „All that is Thirst”, chyba nikt nie pomyślał, że to ona. Ot, kolejna wokalistka – zapewne z Wysp – z anielskim głosem. Zaskoczenie było ogromne, gdy poznaliśmy prawdziwego wykonawcę.

Płyta „Silent treatment” – drugie „dziecko” Pati – rzeczywiście brzmi bardzo brytyjsko. Nic dziwnego, wystarczy zajrzeć do wkładki (turpiści byliby z niej zadowoleni – ta blada twarz, te zabandażowane stopy) i przekonać się, kto przyłożył do niej rękę. Nie przeszkadza to jednak Pati twierdzić, że jest to polska płyta, a ona sama jest polską wokalistką. Z tym akurat trudno się zgodzić. Bo gdzie te rodzime akcenty? W bezbłędnym operowaniu angielskim? W klimatach trip hopu, disco, których u nas w muzyce jak na lekarstwo? W obszernych podziękowaniach dla przyjaciół z polskobrzmiącymi imionami i nazwiskami oraz dla rodziny w Polsce? W gitarach świętej pamięci Sadowskiego, które przy tej całej zachodniej aranżacji tak też brzmią? Żeby tego było mało całość zarejestrowano głównie w Londynie i Nowym Jorku. Jedynie niepokojąca piosenka „1986” przypomina tragedię Czarnobyla, która u nas jest wciąż żywa.

Ta muzyka powstała w bólu. Czuje się to w warstwie muzycznej i przede wszystkim w tekstowej. Angielskie, płynne słowa składają się w historie pełne żalu, „płaczu pustymi łzami”, pragnień odwrócenia biegu wydarzeń, uczuć bezradności, rozpaczy, zwątpienia, a nawet histerii. Jednak płyta wcale nie należy do wywrotowych (wiele kawałków sprawia wrażenie, jakbyśmy już gdzieś je słyszeli) ani nazbyt długich (niewiele ponad 45 minut), niemniej te kompozycje – raz oniryczne i łagodne, raz zadziorne – powalają swoją siłą. Tkwi ona przede wszystkim w połączeniu jedwabistego głosu Pati z mocnymi bitami („Pretty fin”), elektroniką i wysmakowanymi samplami (w „Giant Cat Woman” słychać bałałajkę lub mandolinę), zmianą tempa („Switch off the Sun”), orientalnymi chórkami („19:53 Northwest”) czy z rozkołysanymi, hipnotycznie głębokimi dźwiękami („Air Stands Still”). Ale, gdy słucham kolejnego singla Pati – „Reverse the Day” , nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wykonuje go jakaś zagraniczna wokalistka...