ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 września 18 (402) / 2020

Zuzanna Sokołowska,

W BLASKU LIŚCI (BWA W KATOWICACH: 'KOMOREBI - EKOPROJEKT [NIE TYLKO] DLA DZIECI')

A A A
Najnowsza wystawa w katowickim BWA, która powoli już dobiega końca, to kuratorski projekt Anety Zasuchy, mający rozwijać świadomość ekologiczną przede wszystkim u dzieci. Tytuł ekspozycji „Komorebi” to japońskie słowo oznaczające promienie słońca przesączające się przez liście drzew. W dobie zmian klimatycznych i środowiskowych, gdzie mamy do czynienia między innymi z wymieraniem gatunków czy bardzo niebezpiecznym zjawiskiem, jak zakwaszanie mórz, dużo zaczyna mówić się o terapeutycznym działaniu natury na człowieka. Wystarczy w tym miejscu przypomnieć kolejne japońskie pojęcie, jak shinrin-yoku, oznaczające kąpiele leśne, które są od wielu wieków kultywowane w celach leczniczych i uspokajających. Można zauważyć, że portale społecznościowe zaczęły od pewnego czasu dosłownie pękać w szwach od zdjęć zapierających dech w piersiach krajobrazów, a świadomość ludzi związana z ochroną natury zaczyna coraz bardziej wzrastać. Można tylko żałować, że tak późno, kiedy zmiany, jakie wywołał człowiek, zaczęły nieodwracalnie zmieniać kondycję środowiska naturalnego. Odnoszę wrażenie, że powinno powstać jakieś nowe pojęcie, określające kontemplację natury w obliczu zbliżającej się katastrofy, bo paradoksalnie właśnie z takim zjawiskiem mamy dziś do czynienia. Jest to niestety bardzo przygnębiająca perspektywa.

Kiedy dotarłam na wystawę do katowickiego BWA, byłam świeżo po lekturze znakomitej książki Andri Snær Magnasona „O czasie i wodzie”. Autor porusza w niej newralgiczne problemy natury, jak topnienie lodowców czy zmiany temperatury, stara się przewartościować współczesną relację człowieka z naturą, która opiera się przede wszystkim na braku rozsądku, egocentryzmie, konsumpcjonizmie i wygodnictwie. Jednym z najbardziej zapadających w pamięć fragmentów tej książki jest ten, który dotyczy zapełniania pustki. Nawiązuje on do „Księgi drogi” Lao Tsy, który zwrócił uwagę na pojęcie pożyteczności. „Mimo, że trzydzieści szprych tworzy koło, to jednak pustka między nimi sprawia, że koło jest użyteczne. To nie glina czyni dzban użytecznym, lecz przestrzeń w obrębie kształtu, który nazywamy dzbanem (…). Istnienie przedmiotów ułatwia korzystne przystosowanie się do warunków panujących w świecie. Jednakże to rzeczy, które nie istnieją, przynoszą nam największy pożytek” (Magnason 2020: 141) – pisał Lao Tsy.

Jak ów nieistnienie przenieść na środowisko naturalne? Magnason zauważył tutaj pewną analogię pomiędzy działaniem człowieka a naturą. „Przez cały XX wiek wymagaliśmy, aby ziemia dawała nam jakiś pożytek i rodziła więcej owoców, coraz bardziej wypełnialiśmy pustkę. Nazywaliśmy to rozsądkiem. Jaki sens mają bagna? Po co nam te wszystkie muchy? Czy nie da się pozbyć konkurencji lisów i krokodyli? Jeśli obszar jest chroniony, to winien spełniać funkcję parku narodowego albo atrakcji turystycznej, a cel musi być wymierny, najlepiej jeśli park narodowy przynosi bezpośrednie korzyści, daje pracę, zwiększa sprzedaż towarów i usług w okolicy” (Magnason 2020: 141) – pisze Magnason, trafnie zauważając, że współczesny człowiek nie pozwala na zachowanie pustki, nieistnienia. Wszystko powinno przynosić pożytek, a natury nie powinno pozostawiać się samej sobie. Bezmyślna ekspansja człowieka po prosu musi trwać. Dlatego niszczy się lasy albo łąki, bo przecież stoją niewykorzystane i zawsze można ją sprzedać na budowę kolejnych domów. Takie przykłady można oczywiście mnożyć. I właśnie to usilne zapełnianie pustki przyczyniło się do upadku środowiska naturalnego. Bez wątpienia te fragmenty książki Magnasona wymagają gruntownego przemyślenia.

Powróćmy jednak do samej ekspozycji, która wprawdzie przeznaczona jest dla dzieci, ale także i dorosły widz doświadczy podczas jej oglądania wiele przyjemności. Jak zaznacza Aneta Zasucha, jej autorski projekt „Komorebi” powstał z miłości do natury, bo kiedy odpoczywa w lesie albo górach, czuje, że niemal natychmiast „wraca do siebie”. Zasucha zaprosiła do swojego projektu artystów, którzy razem z nią snują przepiękne opowieści o roślinach, zwierzętach, owadach czy nawet zapachach. Trzeba przyznać, że wystawa angażuje niemal wszystkie zmysły, oprócz jednego, czyli smaku, ale nie wpływa to oczywiście na odbiór samej ekspozycji, która jest niezwykle haptyczna. Zachęca do bezpardonowego dotykania, malowania, słuchania i wąchania. Kuratorka zapewniła swojej młodszej, jak i starszej publiczności przestrzeń, w której wszyscy mogą się poczuć bardzo swobodnie, znosząc tym samym dystans pomiędzy dziełem sztuki a widzem. Bez wątpienia najbardziej interesującymi realizacjami są te, którą dotyczą przestrzeni węchowej. Na łonie natury człowiek doświadcza wręcz eksplozji różnych zapachów: kwitnących kwiatów, wilgotnej ziemi, powietrza zaraz przed burzą czy sosnowych drzew. Michalina Bigaj, która od urodzenia cierpi na anosomię (niezdolność do odczuwania zapachu) opowiada, że wącha świat oczami, słuchem i dotykiem i jej to w zupełności wystarcza, ponieważ nie zna innej perspektywy, w której obecny jest właśnie aromat. Przygotowała dla swoich widzów olfaktoryczną pracę, w której dominują zapachy istotne dla zwierząt, pytając przy okazji widzów, jakie aromaty czują i czy potrafią je opisać? W podobnym tonie utrzymana jest inna zapachowa realizacja, tym razem autorstwa Anny Królikiewicz, która użyła w swojej pracy dwóch woni: gałęzi z mchem na korze i zgniecionych liści pomidora. Królikiewicz zdaje się na wyobraźnię widza, bo to od niego zależy, z jakimi obrazami z przeszłości czy nawet teraźniejszości, będzie w stanie owe aromaty utożsamić.

Krzysztof Maniak tymczasem przygotował dla dzieci plac zabaw, w którym można budować karmniki i domki dla ptaków oraz owadów, a także niezwykłą piaskownicę, obrazującą nieodwracalne zmiany następujące w środowisku. Na początku trwania ekspozycji, piasek był biały i czarny, w trakcie zabaw dzieci wymieszał się, tworząc zupełnie inną, szarą barwę. Maniak w ten sposób zaznacza, że pewnych procesów w otaczającej rzeczywistości nie da się odwrócić, prowokując przy okazji widzów do zastanowienia się, jakie zmiany dokonywane przez człowieka najbardziej wpłynęły na dewastację środowiska. Szary piasek w piaskownicy aż kusi, aby go dotknąć. Pamiętacie scenę z filmu „Amelia” (2001) Jeana-Pierra Jeuneta, w którym główna bohaterka, poszukując drobnych przyjemności, z nieukrywanym zadowoleniem zanurzała dłoń w worku z ziarnem? Jej skóra odczuwała jednocześnie delikatne muskanie, jak i chłód. Te same wrażenie wywołuje zabawa z piaskiem Maniaka, kiedy ukradkowo umieszczamy rękę w piaskownicy, poznając haptycznie fakturę jej zawartości. Trzeba przyznać, że to niezwykle przyjemne doświadczenie.

Na wystawie można także obejrzeć prace Michała Smandka, który przygotował ogromne akwarium z tykwami, na których można układać figury geometryczne z patyków, filmy poświęcone roślinom Urszuli Zajączkowskiej, zachęcające publiczność do wysyłania listów do artystki na temat botaniki, a także niezwykłą pracę Joanny Bronisławskiej „Komcora”. Dzięki niej można wsłuchiwać się w dźwięk bicia własnego serca albo kogoś nam bliskiego. Paweł Szeibel za to angażuje widzów w obserwowanie ruchu roślin, Natalia Bażowska zachęca do wejścia do gniazda, a Diana Rönnberg do malowania obrazów. Równie interesująco prezentują się prace Magdaleny Kreis i Natalii Romaszkan „Typo-patyki”, z których można układać różnorodne napisy oraz instalacja dźwiękowa Diany Lelonek „Endling”. Artystka zebrała dźwięki wymarłych gatunków ptaków, a także tych, których populacja systematycznie maleje. Nagrali je naukowcy, którzy zapisują w ten sposób ślady ich istnienia. Nostalgiczny wydźwięk ma również praca Kornela Janczego, który przygotował zieloną planszę do gry, a zakończenie zabawy nie jest w żaden sposób przewidziane. Elementy można składać w dowolny sposób, budując je albo przekształcając. Na uwagę także zasługuje specjalnie przygotowany przez kuratorkę wystawy „Teatr cieni”. Instalacja ta przygotowana została specjalnie z myślą o dzieciach, które uczestniczą w warsztatach organizowanych przez katowicką galerię. Dzieciaki uwielbiają zabawy z kształtami i cieniami, a sama realizacja zachęca do kreatywności i wymyślania swoich własnych figur, nawet z własnoręcznie budowanych kukiełek.

Trzeba przyznać, że różnorodność prac oglądanych na ekspozycji sprzyja wielotorowemu spojrzeniu na otaczający nas, zielony świat, a także dostrzegania szczegółów i doświadczania zachwytów w skali makro i mikro. Na takie właśnie intrygujące elementy kieruje uwagę widza Matylda Sałajewska i jej intrygująca roślinna instalacja, którą można oglądać na fasadzie galerii. Sałajewska obserwuje małe rośliny wyrastające w szczelinach budynków czy pomiędzy płytami chodnikowymi. Artystka podkreśla bardzo istotną rzecz – pod betonem tętni życie, które człowiek usilnie starał się zakryć. „Jak jakieś miejsce się wyludnia to natura zaczyna je zagarniać, odbiera je z powrotem. To piękny proces” – opowiada Sałajewska. Jej praca to właśnie zbieranie roślinnych śladów, odtwarzanie świata, który kryje się pod chodnikiem czy asfaltem. Pamiętam na moim osiedlu zagajnik, pełen drzew, różnorodnych roślin i wysokich traw. Swoje legowiska miały tam jeże, a gniazda sowy. Nikt nie zajmował się tym obszarem – nie było rytualnego koszenia, czy rewitalizacji, tożsamej często z wszechobecną betonozą i wycinką drzew. Jednak w pewnym momencie wyjechały tam koparki, które zrównały teren z ziemią. Drzewa zostały wycięte, gniazda zniszczone, a ciała jeży i rozbitych sowich jaj jeszcze długo wywoływały w mieszkańcach smutek i przygnębienie. Po tym zdarzeniu, teren ponownie został bezpański i dziki. Z czasem zaczęła odrastać bujnie roślinność, w wysokich trawach ponownie buszują jeże, a krzewy powoli zamieniają się w drzewa. Ten odżywający pięknie teren pokazuje, że natura dysponuje ogromnym potencjałem regeneracji. Jednak procesy te zostają coraz bardziej zaburzone, o czym nieustannie, zwłaszcza dziś, należy pamiętać.

Wystawa „Komorebi” w katowickim BWA to ekspozycja, która uczula widzów na nieodłączny związek człowieka z naturą, mająca przede wszystkim wymiar edukacyjny dla młodszego widza. Bo „Komorebi” to nie tylko wystawa, ale także i szereg warsztatów oraz akcji artystycznych, na które warto się wybrać. Ekspozycja, która nie dość, że sprawia dzieciakom, jak i dorosłym wiele frajdy, to wyzwala także ogromne pokłady empatii i uważności na otaczający nas, czujący świat. Czasem o tym zapominamy, uważając, że przyroda to przestrzeń dana raz nam na zawsze. Dziś już wiemy, że tak nie jest, choć świadomość tego nie wystarczy. Wystarczy zmienić swój sposób myślenia, uwrażliwić się na dobro zwierząt, roślin, jak i owadów, nauczyć się żyć z nimi w zgodzie i harmonii. Wydaje się, że są to oczywiste truizmy, ale nadal uważa się, że to natura ma się dopasować do człowieka, a nie na odwrót. Magnason w ostatnich słowach swojej książki „O czasie i wodzie” napisał: „Z przeszłości można wyciągnąć naukę i odnaleźć punkt krytyczny, w którym szczęście zajęło miejsce niedostatku, zanim panował rozpasany konsumpcjonizm (Magnason 2020: 316-317)”. Pytanie tylko, ilu ludziom będzie na tym zależało. Oby było ich jak najwięcej.

Literatura:

Snær Magnason A,: „O czasie i wodzie”. Wydawnictwo Karakter. Kraków 2020.
Komorebi”, folder towarzyszący wystawie, Galeria Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach, 2020.
Komorebi — ekoprojekt (nie tylko) dla dzieci”. Kuratorka: Aneta Zasucha. Galeria Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach, 11.07.20.09.2020.
Artystki i artyści: Natalia Bażowska, Michalina Bigaj, Joanna Bronisławska / Asi Mina, Kornel Janczy, Anna Królikiewicz, Diana Lelonek, Krzysztof Maniak, Diana Rönnberg, Matylda Sałajewska, Michał Smandek, Paweł Szeibel, Magdalena Kreis i Natalia Romaszkan / do dizajnu, Urszula Zajączkowska.

Wystawa objęta patronatem "artPapieru".