ISSN 2658-1086

15 września 18 (402) / 2020

Sara Nowicka,

SIŁA TRADYCJI (SARAH MOSS: 'MUR DUCHÓW')

A A A
„Mur duchów” Sary Moss opowiada o nastoletniej Sylvie, której ojciec pasjonuje się brytyjską historią. Z jego inicjatywy wybierają się na obóz antropologiczny, podczas którego odtwarzają styl życia z epoki żelaza. W przedsięwzięciu, poza dziewczyną i jej rodzicami, bierze udział profesor z grupą studentów. Od razu widać, że stosunek do zasad funkcjonowania grupy rodziny Sylvie i pozostałych uczestników jest diametralnie różny. Kiedy młodzi uczniowie wybierają się na spontaniczne zakupy do pobliskiego sklepu czy beztrosko traktują kwestie zbieractwa, bohaterka i jej matka całkowicie podporządkowują się woli ojca, poważnie podchodząc do swoich obowiązków.

Pozornie prosta historia jest opowiedziana oszczędnym, czasem nawet surowym stylem, na niewielkiej liczbie stron. Jednak równie szybko, jak przestajemy wierzyć w wyobrażenie o idyllicznym powrocie do przeszłości, tak prędko pozbywamy się złudzeń na temat jednowymiarowości powieści angielskiej pisarki. W najnowszej powieści Moss odkrywa przed czytelnikami mechanizmy sterujące relacją kata i ofiary, a także wskazuje, jak głęboko patriarchalne wzorce są zakorzenione w naszej kulturze.

W twórczości autorki często powraca temat rodzicielstwa. W „Między falami” Moss opowiadała o ojcu, który staje twarzą w twarz z lękiem o życie jednej z córek. W „Nocnym czuwaniu” na pierwszym planie jest macierzyństwo i problem połączenia pracy intelektualnej z wychowaniem dzieci. Co ciekawe, we wszystkich powieściach pisarki główni bohaterowie interesują się historią. Adam w „Między falami” pracuje nad opracowaniem historii katedry w Coventry, Anna w „Nocnym czuwaniu” jest historyczką, która pisze nową książkę. W poprzednich powieściach Moss tworzyła portrety bohaterów, którzy starali się sprostać niełatwym wymogom rodzicielstwa. Ojciec Sylvie, również pasjonat historii, jest inny od wymienionych wcześniej rodziców. Jego językiem komunikacji z córką i żoną jest przemoc, a utylitarny stosunek do własnego dziecka doprowadza do tragedii. Matka Sylvie, która sama jest ofiarą męża, nie potrafi obronić przed nim dziewczyny, ani okazać jej potrzebnego wsparcia i poczucia własnej wartości.

„Mur duchów” to książka bardzo głęboko osadzona w dyskursie gender. Autorka pokazuje, jak wielkie znaczenie ma płeć w naszej kulturze, jak wpływa na codzienność, wzajemne relacje, rzeczy błahe i ostateczne. Moss kontrastuje podporządkowaną ojcu, zlęknioną bohaterkę z kilka lat starszą Molly – pewną siebie, wyzwoloną studentką. Dziewczyna śmiało wyraża swoje zdanie, nie krępuje się swojego ciała i nie słucha rozkazów, czym onieśmiela Sylvie. Postać zdaje się głosem współczesnych kobiet, który na tle potulnych, wiernych patriarchalnej tradycji matki i córki, jest wyrazisty i słyszalny. Kiedy Molly porusza na przykład temat sikania i tego, że mężczyźni boją się kobiecych ciał i zachowują się „jakby wagina miała wyskoczyć i was pożreć, jeśli nie będzie miała kagańca” (s. 59), nie robi wrażenia na swoich kolegach, tylko na Sylvie. Dziewczynie imponuje, że starsza koleżanka nie boi się jej ojca, że potrafi postąpić wbrew jego woli. Jednocześnie nastolatka cały czas stoi po stronie swojego oprawcy. Kiedy Molly zauważa blizny na jej ciele, dochodzi między nimi do wymiany zdań, podczas której Sylvie mówi: „Może jesteś zazdrosna, bo twój tata cię zostawił, bo cię nie kocha, bo nie dba o ciebie na tyle, by dać ci nauczkę. Nie słuchałaś. Jak ktoś się kimś przejmuje na tyle, żeby go skrzywdzić, to znaczy, że go kocha. Że się poświęca” (s. 132). Moss w bardzo ciekawy sposób konstruuje główną bohaterkę. Z jednej strony dziewczyna widzi toksyczne zachowanie swojego ojca, wie, co jest dobre, a co złe, a z drugiej cierpi na syndrom sztokholmski, przez który nieustannie usprawiedliwia swojego kata i posłusznie spełnia jego wolę, nawet jeśli wymaga to od niej największego poświęcenia.

Sytuację opisaną w „Murze duchów” można przenieść w szerszy kontekst – mechanizmów działania władzy, kulis życia społecznego oraz poszukiwania przyczyn tego, że wiele osób, szczególnie kobiet i dzieci, tak łatwo wchodzi w rolę ofiary. Moss w bardzo ciekawy sposób wiąże cielesność bohaterki z jej psychiką, wskazując, jak droga do rządzenia czyjąś duszą wiedzie przez nieustanne poniżanie jego ciała. „Dzieci nie były właścicielami swoich ciał, byliśmy przyzwyczajeni do wujków, którzy lubili sobie pomacać, kiedy tylko trafia im się okazja, i do mam, dla których klapsy były sposobem okazywania miłości” (s. 131-132) – mówi Sylvie o sobie i pokoleniach osób, które w swoich rodzinach były traktowane jak własności, od których wymaga się całkowitej subordynacji. Pisarka wychodzi od opisu okrutnego, dawnego rytuału, by pokazać, że sytuacja, w której ojciec całkowicie decydował o życiu i śmierci swojej córki, nie jest reliktem przeszłości, a czymś, co zdarza się nadal i w odpowiednich warunkach może przyjąć dokładnie taki sam wygląd.

Siła rażenia „Muru duchów” nie byłaby tak mocna, gdyby Moss nie opanowała do perfekcji opisów przeżyć bohaterki. Historia poniżenia jest przedstawiona dwutorowo: psychicznie i fizycznie. Pisarka sugestywnie charakteryzuje to, jak zachowuje się ciało Sylvie i jej matki w obliczu strachu, wywołanego gniewem ojca. „Mama wyprostowała się, jakby była marionetką, a lalkarz pociągnął nagle za sznurki, i wstała z trudem” (s. 141) – w krótkim zdaniu autorce udaje się nie tylko streścić relacje małżeństwa, ale także oddać sposób, w jaki zachowywało się sparaliżowane lękiem ciało bohaterki. Moss wielokrotnie opisuje doznania Sylvii – fale gorąca rozlewające się po twarzy, odczucia, które drążą jej brzuch, gardło czy klatkę piersiową. Z drugiej strony pisarka nie chce zszokować czytelnika, nie mnoży okrucieństw, nie stosuje rozwlekłych, pełnych dosadnych określeń opisów. Siłą „Muru duchów” jest precyzja w dobieraniu słów – oszczędne zdania bardzo silnie działają na emocje odbiorcy. Odczucia pojawiające się podczas lektury, szczególnie przed napęczniałym od emocji zakończeniem, można porównać do tych, doznawanych podczas czytania „Zielonego sari” Anandy Devi. Obie książki kontestują figurę ojca, a historia agresywnych i pogardliwych patriarchów służy za punkt wyjścia do opowiedzenia o kulturze, która przyzwala na wartościowanie ludzi ze względu na płeć i od stuleci deprecjonuje kobiety. Powieści obu autorek czyta się z narastającą gulą w gardle i świadomością, że choć koncepcja i fabuła książki jest fikcyjna, to jej problematyka jest zanurzona głęboko w naszej rzeczywistości.

Moss nie jest pornograficzna w opisywaniu przemocy ani ostentacyjna w tworzeniu sądów i narzucaniu własnej opinii. Pisarce zależy na wiarygodności i stawianiu pytań. „Mur duchów” to powieść dająca duże pole do socjologicznych i psychologicznych rozważań. Obserwacje codzienności zostają ubrane w szaty z epoki żelaza, a ogołocenie rzeczywistości z elementów charakterystycznych dla naszej cywilizacji i sprowadzenie życia do organicznej prostoty, pozwala w wyraźnym świetle zobaczyć, jak działa nasza kultura i w jaki sposób budujemy relacje i hierarchie. To powieść, która pomaga lepiej zrozumieć nasz świat, napisana z ogromną wrażliwością. Empatia Moss przelewa się nie tylko na bohaterów, ale też na czytelnika. Współczująca autorka nie zostawia odbiorcy z poczuciem przygnębienia, złości czy rozczarowania. W powieść wplotła promień nadziei, który pozwala uwierzyć w zmianę dotychczasowego porządku i w sens walki o sprzeciwienie się dyskryminującej ponad połowę ludzkości tradycji.
Sarah Moss: „Mur duchów”. Przeł. Paulina Surniak. Wydawnictwo Poznańskie. Poznań 2020.