ISSN 2658-1086

15 października 20 (404) / 2020

Kamila Czaja,

TO ODWIECZNE 'LACIEGO?' (MAFALDA. WSZYSTKIE KOMIKSY. TOM 2)

A A A
In memoriam

To powinna być czysto radosna recenzja, skoro dostaliśmy do ręki upragnioną kontynuację pasków z Mafaldą. Wprawdzie drugą część zbiorczej edycji Nasza Księgarnia wydała dość szybko po pierwszej, ale i tak miesiące czekania zdawały się wiecznością. Omówienie tej pozycji musiało się jednak stać słodko-gorzkie. W dniu polskiej premiery książki dopełniającej cudowny dwutomowy komplet zmarł Quino, twórca Mafaldy. Jesienna lektura tych pasków – zawsze poprawiających humor mimo ponurych diagnoz – będzie więc podszyta smutkiem. Zostaną jednak po Joaquínie Salvadorze Lavado jego ponadczasowe komiksy, których popularność w Polsce naprawdę powinna być większa.

Drugi tom to pod wieloma względami, siłą rzeczy, więcej tych samych wspaniałości, o których pisałam przy okazji premiery tomu pierwszego. Nie ma się jednak w żadnym razie poczucia monotonii, bo powracające tematy opracowuje Quino z zaskakującymi pointami, a jego postacie nie przestają urzekać mimo swoich wad – a może wręcz dzięki nim.

Komiksowa biblia naiwnych

Dużo tu spraw Argentyny przełomu lat 60. i 70. XX wieku: polityki, problemów ekonomicznych, oporu wobec systemu. ONZ nic nie może, filmy podlegają cenzurze, a telewizja serwuje społeczeństwu papkę. To świat, w którym dziecko już podejrzewa, że w przyszłości może uczestniczyć w studenckich zamieszkach, jest świadkiem zmagań rodziców ze spłatą kredytu, płacze na myśl o konstytucji… Brzmi znajomo? Aż dziw, jak nawet te nawiązujące do ówczesnych realiów czasowych i geograficznych paski wydają się aktualne. Z poczucia obcowania z czymś współczesnym z rzadka tylko wytrąci czytelnika a to żart na dzisiejsze standardy mało smaczny (szkoła jak obóz koncentracyjny [zob. s. 141]), a to przypomnienie, że komiksy powstawały, kiedy człowiek lądował na Księżycu. Humanitarny postęp, o który walczy Mafalda, najwyraźniej się nie dokonał, skoro przez większość czasu czyta się te komiksy, jakby stworzono je dziś. Tym bardziej jednak potrzebujemy bijącego z nich optymizmu i humoru.

Humoru nieraz czarnego. Nie da się przygotować psychicznie na pointy odcinków z Manuelitem odmawiającym na przykład używania zabawek, które uczą zabijania, bo… woli „być samoukiem” (s. 34). Trudno też nie zgodzić się z Felipem, gdy relacjonuje film o facecie walczącym w „ostatniej wojnie”, a Mafalda oświeca kolegę, że to wcale nie była ostatnia wojna. Chłopiec z celną rezygnacją pyta: „To po co ten facet walczył?” (s. 48). Ze sceptyczną Mafaldą nielekko mają też nauczyciele – wprawdzie umiejętnie odmienia ona „ufać” przez osoby, ale tylko po to, by skwitować: „Banda naiwniaków, co?” (s. 25). Najtrudniejsze wyzwanie stoi przed rodzicami Mafaldy, próbującymi jakoś objaśnić jej świat, a czasem słyszącymi „urocze” pytania w rodzaju: „Mamo, kim byś chciała być, gdybyś żyła?” (s. 37). Sporo jest w drugim tomie „Mafaldy” pokoleniowych sporów, ale nawet tutaj główną bohaterkę stać na empatię, jakkolwiek dla dorosłych trudną do przełknięcia: „A może jesteście duzi, bo nie macie wyjścia? Oj, chyba dlatego… Przepraszam, bidulki!” (s. 206).

Najmłodszy z młodszych

Oczywiście nie byłoby „Mafaldy” bez Mafaldy, ale nigdy dość podkreślania znaczenia bohaterów drugoplanowych – zarówno wspomnianych rodziców, jak i całej paczki przyjaciół, w której każdy okazuje się niezbędny. Przy czym ja nadal z przygód „starej” gwardii uwielbiam paski z Susanitą i jej kontrastujące z zaangażowaniem Mafaldy nastawienie. Nastawienie, które po lekturze gazety pozwala jej westchnąć z ulgą: „Eeech… Na szczęście świat jest tak daleko!” (s. 60), a relacje międzyludzkie podsumować: „Tak, wiem… Wiem, że moje prawa kończą się tam, gdzie zaczynają się prawa innych. Ale… czy to moja wina, że prawa innych sięgają aż tak daleko?” (s. 85). W przypadku zarówno tej postaci, jak i pozostałych bohaterów procentuje zresztą czytanie wydania zbiorczego, od deski do deski, pewne żarty bardziej bawią bowiem w kumulacji. Na przykład narastające plotkarstwo Susanity, znajdujące szczytowy punkt w obgadywaniu rodziny miejscowych… kotów (zob. s. 68).

Mimo że tom zawiera dalsze przygody znanych bohaterów i kontynuację stałych wątków, zapewnia też – poza podkreślanymi już ciągle zaskakującymi pointami – powiew świeżości w składzie dziecięcej ekipy. Dołącza Swoboda, niewielka wzrostem, ale wielka duchem zwolenniczka prostych rozwiązań („Dla jasności: jestem rzeczowa, nie bezczelna” [s. 121]), a z kołyskowego wieku wyrasta braciszek Mafaldy, Guillé. On właśnie jest dla mnie MVP drugiego tomu (chociaż, pomalutku, depcze mu po piętach inny dodatek do składu: żółw o wdzięcznym imieniu Biurokracja). Swoją dziecięcą wymową, brawurowo oddaną przez tłumacza, Filipa Łobodzińskiego, z wiecznym „laciego?” na ustach Guillé obnaża absurdy rzeczywistości, którą dopiero zaczyna poznawać. Nie potrafi jeszcze zrozumieć działania pór roku, nie zorientował się, że wiosna sobie poszła: „Myślałem, zie ziośtała, tylko jej nie wychodzi” (s. 219). Ale już rozważa, czy kiedyś rozwiedzie się żoną ze względu na kołnierzyk przetarty z tyłu czy ze względu na kołnierzyk przetarty z przodu (jeden z najwspanialszych pasków – s. 261).

Przylepić na duszę

Język, specyficzny dla każdej postaci, to ogromna siła „Mafaldy” – czy to w skrajnych przykładach, gdy materialistyczne przekonania Manolita znajdują wyraz w ripoście: „Czeki twoich kpin nie mają pokrycia w banku mojej duszy!” (s. 10), czy w detalach, które mogą wejść do języka codziennego: jak fraza z opowieści Mafaldy o nauczycielce, nad którą trzeba się użalać, kiedy „robi minę z budżetówki” (s. 110). A często kondensacja języka w komiksach Quino idzie aż w stronę aforystyczną. Czy gdy na widok tabliczki „Nie deptać trawnika” Mafalda pyta: „A co z godnością?” (s. 78), nie nasuwa się od razu myśl, że to czysty Lec? Oprócz językowych smaczków są tu też zabawy formalne na poziomie obrazów. Warto przywołać choćby przedstawioną w ramach jednej długiej ramki próbę podejścia Felipego do pięknej dziewczyny (zob. s. 227) czy fantastycznie wpisaną w jeden dymek opowieść o tym, dlaczego rodzina Mafaldy nie wymieni samochodu (zob. s. 323).

Wirtuozeria językowa i formalna, świetne pomysły na tematy komiksowych historyjek, trafne diagnozy oraz plejada niepowtarzalnych postaci sprawiają, że „Mafalda” – oba tomy! – to świetna zabawa zachęcająca do częstych powrotów. A wśród tej zabawy można sobie nieraz zadać mniej wesołe pytania, za Felipem wzdychając: „Czemu to właśnie ja jestem mną?” (s. 155) lub za Mafaldą na widok ludzkich nieszczęść dopytując z plastrem w ręku: „Jak to się przylepia na duszę?” (s. 20). Równocześnie jednak pod wpływem lektury i nieposkromionej głównej bohaterki można wykrzesać z siebie motywację do działania. Wszak: „Musimy się pośpieszyć! Jak my teraz nie zmienimy świata, to świat zmieni nas!” (s. 302).
Quino: „Mafalda. Wszystkie komiksy. Tom 2” („Mafalda. Todas las tiras”). Tłumaczenie: Filip Łobodziński. Nasza Księgarnia. Warszawa 2020.