ISSN 2658-1086

15 października 20 (404) / 2020

Gaweł Janik,

JĘZYK WYCHODZI Z SZAFY (TOMASZ ŁUKASZ NOWAK: 'JĘZYK UKRYCIA. ZAPISANY SOCJOLEKT GEJÓW')

A A A
Na gruncie polskiej lingwistyki nie powstało jak do tej pory wiele prac dotyczących socjolektów społeczności LGBTQ+. Brakuje opracowań, które omawiałyby językowy obraz świata zapisany w języku polskich gejów z drugiej połowy XX wieku. Próbą zapełnienia tej luki jest wydana nakładem Universitasu monografia „Język ukrycia. Zapisany socjolekt gejów” autorstwa związanego z Uniwersytetem Wrocławskim Tomasza Łukasza Nowaka – badacza należącego do grona osób zajmujących się lawendową lingwistyką. Jak podkreśla autor, spojrzenie na społeczność gejowską z perspektywy socjolingwistycznej jest istotne, bowiem „współczesne pojmowanie homoseksualności ma swój początek między innymi w języku” (s. 61). Dla prowadzonych przez Nowaka badań szczególnie ważne okazują się relacje języka i kultury, a także „uchwycenie zapisanego w (…) socjolekcie obrazu przemilczanej w publicznym dyskursie rzeczywistości” (s. 45). Autora interesują „ujawniające się w języku wartości i poglądy, estetyka (w tym przypadku »kamp«), jak również sposób i możliwości funkcjonowania alternatywnej rzeczywistości gejów, »ciot« i »pedałów« w równoległej rzeczywistości »per se«” (s. 45). Materiał badawczy, na którym pracował Nowak, to wydawana w lata 1985–2000 prasa skierowana do homoseksualnych mężczyzn. Autor przeanalizował 15 różnych zinów i czasopism branżowych, na podstawie których stworzył swoisty „leksykon języka ukrycia” zawierający 357 jednostek socjolektalnych, które następnie poddał wnikliwej analizie leksykalno-semantycznej.

Monografia podzielona została na dwie części. Pierwsza z nich stanowi wprowadzenie teoretyczno-metodologiczne. Nowak prezentuje dotychczasowy stan badań na temat polszczyzny i seksualności oraz socjolektów mniejszości seksualnych zarówno w Polsce, jak i za granicą; zapoznaje z terminologią, sposobem definiowania oraz kryteriami klasyfikacji. Autor pokrótce rekonstruuje także historie kształtowania się wspólnoty komunikacyjnej, która doprowadziła do wytworzenia się tytułowego języka ukrycia, a więc socjolektu gejów, „ciot” i „pedałów”.

Druga, materiałowa część książki to analiza jednostek socjolektalnych składających się na tytułowy język ukrycia, którym posługiwali się polscy geje pod koniec XX wieku. W rozdziale pierwszym badacz przygląda się nazwom ludzi – członków społeczności gejów, „ciot” i „pedałów”. Nowak wyodrębnia kilkanaście określeń, które, jak zauważa, zazwyczaj „nie mają wyraźnie jednorodnego odbioru emocjonalnego, oscylując w socjolekcie między wyrażeniem naturalnym i pospolitym a pejoratywnym” (s. 142). Jest tak w przypadku wyrazów „ciota” i „pedał”, których, „zanim nastąpiła tzw. faza właściwa emancypacji gejów i lesbijek, przypadająca dopiero na lata 90. XX wieku, (…) używało się w tychże społecznościach jako samookreślenia – bynajmniej nie nacechowanego wulgarnie” (s. 84). Pierwszy z nich wiąże się współcześnie z określeniami takimi jak „zmanierowany”, „przegięty”, „kampowy”. Nowak wymienia szereg „podgatunków” ciot, prezentuje ich rozbudowaną klasyfikację. Wskazuje między innymi „pikieciary”, „pisuaresy”, „pudernice”, „cichodajki”, „ciotki cnotliwe”, „krypto-ciotki” czy „ciotki-fundatorki” oraz „ciotki-żebraczki”. Wszystkie te określenia cechuje swoista nieostrość znaczeniowa, a sposób ich wartościowania wynika zawsze z kontekstu. Autor bada także relacje między polską „ciotą” a odpowiadającymi jej nazwami w innych językach indoeuropejskich. Przeprowadzane przez Nowaka analizy „potwierdzają pewien stopień językowej unifikacji społeczności »ciot«, gejów i »pedałów« niezależnie od narodowości, w efekcie zarysowując mapę kulturowo-lingwistycznych powiązań” (s. 102). Badacz zauważa ponadto, że w „Słowniku polskich przekleństw i wulgaryzmów” nie pojawia się leksem „pedał”, choć bez wątpienia jest to współcześnie jedna z częstszych obelg. Autor podkreśla, że, podobnie jak określenia „ciota”, również słowo „pedał” może nie być uznawane za obraźliwe, lecz tylko w socjolekcie gejów, a więc gdy używane jest przez nich samych w celu samookreślenia.

Wyraz „gej”, którego źródeł szukać można już w XIII i XIV wieku, jako neutralne określenie homoseksualnego mężczyzny do języka potocznego weszło dopiero w latach 70. XX wieku, zaś do Polski dotarło 10 lat później. Termin ten stać ma w opozycji do „cioty” i „pedała” – gej ma być poprawny politycznie, neutralny, znormalizowany, daleki od „kampowego przegięcia” branży, środowiska czy orkiestry, jak określa się społeczność homoseksualnych mężczyzn. Nowak przytacza również określenia takie jak „siostra”, „koleżanka” oraz „przyjaciółka” (stanowiące rodzaj stylizacji i „kampowej” gry z własną tożsamością), a także zapomniany dziś leksem „lala”, który jako określenie mężczyzny homoseksualnego funkcjonował jeszcze do połowy XX wieku; przywołuje popularne na początku lat 90. eufemizujące określenie „kochający inaczej”, które współcześnie często oceniane jest jako rodzaj stygmatyzacji oraz „5–1” – termin, który swoje źródła miał w reportażu „Rozgrzeszenie” autorstwa Mariusza Szczygła (tekst ukazał się bowiem w numerze 51 czasopisma „Na przełaj”).

Wiele analizowanych przez Nowaka określeń stanowiło rodzaj szyfru oraz miało za zadanie budowanie wspólnoty. Autor przygląda się nazwom autostereotypów i cech osób ze społeczności, w szczególności zaś wywodzącemu się z „kampu” „przeginaniu się”/byciu „przeciętym”, a więc „przyjmowaniu zachowania, wyglądu i stylu wypowiedzi kulturowo uznanych za kobiece” (s. 144), podkreślając jednocześnie, że „istotnym elementem przegięcia jest jego widoczność” (s. 145). W swoich rozważaniach przywołuje również elementy, które składają się na fantazmat męskiego kochanka. Jak się okazuje, powinien być on męski, dyskretny, wysportowany, przystojny oraz „spoza środowiska”, a więc stać w opozycji do „przegiętych ciot z branży”.

Ważne wydają się także nazwy ludzi spoza społeczności gejów, „ciot” i „pedałów”, bowiem to właśnie „dychotomia »swój/obcy« utrwala subkulturową wspólnotę” (s. 164). Nowak wskazuje na terminy takie jak „normals” czy heteryk, ale także nazwy określające heteroseksualnych mężczyzn przekraczających granice społeczności, wśród których warto odnotować leksemy „luj”, „żul”, „byczek”, „niedźwiadek”, „bojek”, „żonkoś” oraz „call-boy”/”chłopiec-numerowiec”. Wrocławski badacz dokonuje ważnego rozpoznania, iż „z perspektywy ogółu to homoseksualiści stanowią tzw. margines normatywnego społeczeństwa. Z kolei na skraju (…) społeczności gejów, »ciot« i »pedałów« funkcjonuje świat – za językiem ukrycia – »heteryków i normalnych«. Światy te fizycznie się przenikają (…), mentalnie zaś stoją do siebie w opozycji, po dwóch stronach barykady zbudowanej z odmiennych wartości, barykady postawionej na fundamencie różnych seksualności” (s. 164).

W kolejnym z rozdziałów autor skupia się na nazwach przestrzeni i czasu. Nowak pisze przede wszystkim o pikietach (a więc miejscach spotkań nienormatywnych seksualnie mężczyzn), uznając je za przestrzenie ukrycia, miejsca wielowymiarowe, które „łączą w sobie to, co świadome i ukryte, heteroseksualne i seksualnie normatywne, a w końcu rzeczywiste i fantazmatyczne” (s. 180). Badacz wskazuje, że są one „»heterotopiami«, tj. nakładającymi się na siebie światami, przy tym ten »inny« jest dla »obcego« niezrozumiały, a przez to niewidoczny, ponieważ nie występuje w ogólnospołecznej świadomości. Oznacza to, że do odnalezienie »pikiety« – miejsca spotkań nienormatywnych seksualnie mężczyzn – trzeba mieć klucz, znać kod, język ukrycia, zrozumieć rytuały. Deprecjonowani społecznie geje, »cioty« i »pedały« stworzyli bowiem kontrmiejsca, swój alternatywny świat, zwany w socjolekcie m.in. »gejowską sceną«” (s. 180).

Autor zauważa, że miejsca „subwertowane przez społeczność nienormatywnych seksualnie mężczyzn, implikowały swoisty teatr, czyli podręcznikowy przykład »heterotopii«. Różnica polegała jednak na tym, że w teatrze aktor zakłada maskę, natomiast na tzw. »gejowskiej scenie« maskę tę można było w końcu bezpiecznie zdjąć. Finalnie więc »heterotopiczne pikiety« zastawiały w jednym realnym miejscu kilka niekompatybilnych ze sobą przestrzeni, funkcjonowały w systemie otwarcia i zamknięcia, dzięki któremu tylko pozornie zdawały się dostępne niczym przestrzeń publiczna (…), w efekcie powodowały też to, że osoby w nich przebywające mogły funkcjonować poza swoim tradycyjnym czasem” (s. 181). Nowak zwraca uwagę na to, że pikiety funkcjonowały poza tradycyjnym czasem – „życie zaczynało się najczęściej dopiero po zmroku, a »kwadrans gejowski« trwał nawet 90 minut. (…) Inną jednostką czasu były »gejogodziny«, czyli umowny okres, kiedy w danym miejscu przebywali głównie nienormatywni seksualnie mężczyźni” (s. 181). Autor wskazuje również na swoisty paradoks – pomimo tego, że „pikieta” jest jednym z najpopularniejszych pod względem frekwencji leksemów badanego socjolektu, to właściwie w ogóle nie jest notowana w słownikach języka polskiego. Częstotliwość użycia w języku ukrycia w żaden sposób nie przekłada się więc na język ogólny. Nowak przygląda się także rozmaitym kodom i rytuałom pozajęzykowym. Kolorowe chusteczki w tylnej kieszeni spodni, pierścionek na małym palcu lewej ręki, kolczyk w prawym uchu, trzymana pod pachą gazeta – wszystko to było ważnym elementem społeczności gejów i miało pomagać w rozpoznawaniu jej członków.

Co ciekawe, w analizowanych przez autora zinach nie pojawia się używana współcześnie metafora wyjścia z szafy jako określenie „coming outu”. Pojawiają się za to określenia takie jak wyjście z ukrycia, podziemia lub getta. Nowak zauważa, że, „»szafa« konotuje ukrywanie czegoś wstydliwego, a to z kolei przekłada się na pewnego rodzaju wartościowanie seksualności – na tę lepsza lub gorszą, właściwą lub nie” (s. 199). Interesujące są także rozpoznania badacza dotyczące publicznego ujawnia czyjejś homoseksualnej orientacji przez inną osobę. Jak pisze Nowak, „obecnie w społecznościach LGBTQ+ »outing« uważany jest za działanie nieetyczne, ponieważ występuje wbrew woli osoby, której ten komunikat bezpośrednio dotyczy” (s. 206). Wydaje się, że dzisiaj trudno byłoby się już zgodzić z tak jednoznacznym stwierdzeniem, a opinia na temat „outingu” uległa w ciągu kilku ostatnich miesięcy znaczącej zmianie. Wpływ na to miały z całą pewnością artykuł „Gazety Wyborczej” dotyczący pełniącego obowiązki prezesa Sądu Najwyższego Kamila Zaradkiewicza, w którym pojawiła się informacja o partnerze mężczyzny, a także szeroko komentowany tweet Michała Kowalówki, który napisał, że znany ze swoich homofobicznych wypowiedzi poseł Solidarnej Polski Jan Kanthak miał mu kilka lat temu proponować seks oralny w jednym z krakowskich klubów LGBTQ+. Głos w sprawie zabrał między innymi pisarz Jacek Dehnel, który stwierdził, że trzeba „outować” homofobów, bowiem opinia publiczna powinna wiedzieć, iż nie są oni wierni głoszonym przez siebie zasadom.

Ostatni rozdział w części materiałowej poświęcony został nazwom związanym z życiem seksualnym. Autor klasyfikuje i opisuje nie tylko terminologię dotyczącą stosunków seksualnych, onanizowania się i męskich genitaliów ale także tę związaną z HIV/AIDS oraz chorobami wenerycznymi. Badacz podkreśla, że wydawane w latach 80. i 90. XX wieku „branżowe” czasopisma „odegrały znaczącą rolę w edukowaniu społeczności gejów, »ciot« i »pedałów«. Mam na myśli głównie kwestie tożsamościowe (…) oraz te dotyczące bezpiecznego seksu, szczególnie w kontekście epidemii HIV/AIDS” (s. 207).

Nowak, choć zdaje sobie sprawę z ryzyka związanego z próbą językowej normalizacji „elementów (…) rzeczywistości nienormatywnych seksualnie społeczności” (s. 29), to w swojej monografii z dużym powodzeniem „wpisuje odmianę socjalną języka społeczności spoza normy społecznej w swoistą skądinąd normę (…) badania socjolektu” (s. 243). Pomimo tego, że opisywana przez autora społeczność nie jest jednorodna, a wręcz przeciwnie, cechuje ją zróżnicowanie i złożoność, badacz, jak się wydaje słusznie, przyjął, „że członkowie opisywanej wspólnoty komunikacyjnej (…) wyróżniają się na tle ogólnej stratyfikacji społeczeństwa odpowiednimi więzami wewnętrznymi, towarzyskimi i subkulturowymi oraz wspólnymi celami; mają silne poczucie odróżniania się od innych grup, stąd widoczna w socjolekcie dychotomia »my – oni«, »homoseksualni – heteronormatywni« itd.; w końcu łączy ich też wspólna historia i (…) estetyka (»kamp«), mająca swoje odbicie w języku ukrycia” (s. 243).

Nowakowi udało się coś jeszcze – jego monografia wyszła poza akademickie mury i przebiła się do szerszej świadomości, o czym świadczy nie tylko konieczność jej dodruku już po kilku dniach od premiery, ale także jej liczne omówienia w mediach, które na co dzień nie zajmują się publikacjami naukowymi. Praca wrocławskiego badacza to głos ważny i niesłychanie potrzebny, szczególnie dzisiaj, gdy tematy związane ze społecznością LGBTQ+ wykorzystywane są w Polsce do walki politycznej, a w debacie publicznej na próżno szukać rzetelnych wypowiedzi eksperckich.
Tomasz Łukasz Nowak: „Język ukrycia. Zapisany socjolekt gejów”. Wydawnictwo Universitas. Kraków 2020.