ISSN 2658-1086

15 października 20 (404) / 2020

Ewa Szkudlarek,

MATERMISJA ('BABA-DZIWO', REŻ. MARIA KWIECIEŃ)

A A A
Dramat „Baba-dziwo” Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej dotyczy wielu problemów politycznych i społecznych. W satyrycznym ujęciu przedstawia system władzy totalitarnej, rolę kobiety w tworzeniu rodziny oraz jej miejsce w życiu społecznym, zawodowym i politycznym. W dobie dwudziestolecia międzywojennego można obserwować różne wizerunki kobiet: tradycjonalistki (przykładne panie domu u boku swych mężów, zapracowane matki wychowujące dzieci), aktywistki (nowoczesne kobiety walczące o prawa społeczne i ubiegające się o stanowiska pracy), gwiazdy (eleganckie damy stylizowane na modłę filmowych trendów). Te złożone portrety kobiet starała się przedstawić, często w krzywym zwierciadle, Pawlikowska–Jasnorzewska. Szczególnie jednak w „Babie-dziwie” odkrywa mechanizmy dyktatorskiej władzy sprawowanej nad kobiecym ciałem, które zostaje sprowadzone do funkcji reprodukcyjnej. I jak wspomina siostra Jasnorzewskiej, Magdalena Samozwaniec, sam pomysł na wątek o rodzeniu nieślubnych dzieci dla dobra państwa wiązał się z interesującą lekturą: „Przeczytałyśmy obie pasjonującą książkę pewnego niemieckiego autora pod tytułem Der Zirkusmensch, gdzie w jakimś fikcyjnym państwie totalitarnym zarządzono utworzenie specjalnych domów, zwanych »Mutterhaus«, w których młode dziewczęta odprawiałyby tego rodzaju służbę dla narodu, aby podnieść spadający przyrost naturalny. Do tego celu przeznaczeni byli młodzi mężczyźni (»Muttermann«), którzy spełniali swoją funkcję zapładniania. Określenie „Muttermann” radowało nas ogromnie i gdy w towarzystwie poznałyśmy tępego, a wspaniałego samca, Lilka szeptała w moją stronę: »Muttermann«” (Samozwaniec 2012: 329).

Sztuka „Baba-dziwo” była wielokrotnie prezentowana na wielu scenach teatralnych i w różnych dekadach. Po raz pierwszy została wystawiona w 1938 roku w Teatrze Miejskim im. J. Słowackiego w Krakowie. Z pewnością do sukcesu tego przedstawienia przyczyniła się już sama tematyka: szereg aluzji dotyczących polityki III Rzeszy, świadomość niebezpieczeństwa wynikająca z wychowania w duchu ideologii faszystowskiej czy też intensywny rozwój przemysłu zbrojeniowego. Ze względu na wiele podejmowanych przez autorkę wątków dotyczących przemian politycznych czy ludzkich zachowań, sztuka nadal skłania do dysput o mitach społecznych, absurdalnych rozporządzeniach władzy, a także sprzyja refleksji na temat kobiecego ciała.

Spektakl „Baba-dziwo” w Teatrze Nowym w Poznaniu w reżyserii Marii Kwiecień stawia pytania o granice wolności jednostki, o możliwość dokonywania wyboru w systemie państwa, które wypracowało strategię „nadzoru i kary”. Państwo jest zawsze aparatem ucisku, a postawa buntowników jest silnie tłumiona za pomocą rozmaitych metod. Przetrwać mogą nie jednostki najsilniejsze, lecz te, które są najmniej oporne i najbardziej uległe wobec władzy.

Akcja sztuki toczy się w prywatnym atelier Petroniki (zbuntowana i broniąca swych poglądów Gabriela Frycz) i Normana (zarozumiały i pewny siebie Janusz Andrzejewski) Gondorów, na jednym z pięter kamienicy. Dzięki zastosowanej konwencji „teatru w teatrze” także widzowie zostają zaproszeni na wernisaż i mogą zobaczyć: abstrakcyjne obrazy w jaskrawych kolorach wiszące na ścianach, palące się kadzidła, a w tle swastykę, gwiazdę Dawida i wyrazisty napis „wagina wielka”. Trójka artystów – Petronika, Norman i Kołopuk –toczy dysputę na temat sztuki oraz poszukuje drogi do samorealizacji. Ich sztuczne pozy i wyraźne niezadowolenie na twarzach świadczą o desperackim poszukiwaniu drogi twórczej, wyjałowieniu duchowym czy też stanie skrajnej apatii. Kołopuk Genor (filozofujący i chwilami drwiący z siebie i świata Ildefons Stachowiak) prezentuje swoją najnowszą, awangardową pracę. W skórzanym płaszczu i ciężkich butach przemierza scenę, by zwracać uwagę nie tyle na swoje dzieło, co na siebie samego. Pragnie błyszczeć i zbierać laury za samo bycie artystą (nawet z niewielkim dorobkiem).

Aktor stopniowo buduje napięcie i kieruje uwagę widzów w stronę zdumiewającego artefaktu. W szklanej gablocie przypominającej klatkę została uwięziona młoda kobieta. Halima, wedle spisu osób dramatu, jest znajomą Gondorów i kochanką Genora. W poznańskiej inscenizacji występuje jako kobiecy eksponat, w koronkowym kostiumie ciasno opinającym całą sylwetkę aktorki. Właściwie podczas całego spektaklu można podziwiać jak Halima (zwinna i małomówna Oliwia Nazimek) zręcznie zmienia pozy, wije się, dokleja do szyb i wykonuje akrobatyczne ruchy, pełne erotycznej ekspresji. Kobieta zatem zostaje uwięziona we własnym ciele, niczym w pułapce bez wyjścia. Jej ciało może być nie tylko przedmiotem pożądania, ale i odwiecznych medyczno-artystycznych eksperymentów. Zdeformowana twarz aktorki i jej język doklejony do szyby przypomina o wyuzdanych pozach ulicznych kobiet zachęcających przechodniów do miłosnych igraszek. Rozmaite pozycje nóg świadczą o prowadzonych badaniach, ryzykowanych zabiegach przerywania ciąży i brutalnych eksperymentach na ciałach kobiet w obozach koncentracyjnych. Nie należy zapominać, iż szklana klatka może stanowić symbol bio-artu i skłania do pytań o granice artystycznych eksperymentów wykorzystujących żywe organizmy.

A jednak w Prawii wiele kobiet jest czczonych i traktowanych z największym uznaniem. Wielodzietne rodziny mogą liczyć na przywileje mieszkaniowe, finansowe a nawet listy gratulacyjne za aktywny udział w realizacji „przyrostu naturalnego”. Kobieta zmienia się w grubą i zrzędliwą babę zawłaszczającą całą przestrzeń dla swojego potomstwa, a paradny kostium Agatiki Kormor (Agnieszka Różańska) podkreśla nie tylko deformację kobiecego ciała, ale zniewolenie rolą matki-Polki. Agatika jest wzorową obywatelką, bez reszty oddana służbie rozrodczej i donosicielskiej. Jej postać wyzwala lęk u młodych kobiet. Młodziutka Ninka Selen (Karolina Gołąb) szuka schronienia, płacze i drży, ucieka przed „rozpłodowym poborem”. Dziewczyna brutalnie zabrana ze szkoły baletowej wpada w rozpacz i pokazuje swoją emocjonalną niedojrzałość do roli bycia matką. Marzy tylko by tańczyć na scenie, a nie spełniać rozporządzenia dyktatorskiej władzy.

Władza należy do matki-dyktatorki Validy Vrany, tytułowanej jako „Jej Macierzyńska Wysokość”. Przywódczyni państwa totalitarnego nawet macierzyństwo poddaje totalnej kontroli, musi wiedzieć dokładnie ile dzieci mają poszczególne rodziny i czeka na donosy o bezdzietnych parach lub małżeństwach. Oczywiście obejmuje swą „matczyną troską” każdą rodzinę, by nadzorować nawet sferę intymności. W roli Validy Vrany wystąpiło wiele znanych aktorek: Stanisława Wysocka (1938), Krystyna Feldman (1980), Nina Andrycz (1986), Stanisława Celińska (1994) i starały się prezentować nad-kobietę odważną, silną, brutalną i dominującą, budzącą strach w kraju Prawii. W poznańskiej inscenizacji w roli Validy wystąpił Mariusz Puchalski. W granatowym mundurku, plisowanej spódnicy i męskich półbutach równym i miarowym krokiem wkracza na scenę jako Valida Vrana. Towarzyszy jej wierna od lat lizuska - adiutantka Lelika Skwaczek (Dorota Abbe). Jest na każde skinienie i zawołanie, donosi, przytakuje, pomaga podjąć decyzje, subtelnie trzyma ster władczyni. A jednak jeden gest, mały podarek odsłania kulisy władzy. Rezolutna Petronika ofiarowała w prezencie bukiet kwiatów z tajemnicza substancją. Pod wpływem narkotycznego odurzenia Valida wymiotuje do wielkiej muszli klozetowej, wije się z bólu na scenie, rozpacza i załamuje ręce. Monolog Mariusza Puchalskiego odsłania wszelkie słabości nie tylko kobiety jak świadomość bycia brzydką, starą, niezdolną do erotycznych uniesień, ale i mężczyzny, zatem bycie słabym, chwilami niezaradnym, niezdolnym do podejmowania decyzji. Monolog Validy uświadamia, że totalitarna władza podobnie jak maska aktora skrywa wszelkie traumatyczne przeżycia i kompleksy z dzieciństwa.

Valida Wielka w męskim wykonaniu uruchamia skojarzenia z historią przywódcy kobiet zawartą w komedii „Seksmisja” w reżyserii Juliusza Machulskiego. W roli Jej Ekscelencji wystąpił Wiesław Michnikowski. Na czele rządzącej Ligii Kobiet stał mężczyzna, tyle, że w kobiecym przebraniu. Wszelkie przebieranki i zamiany ról kobiet i mężczyzn uświadamiają, że siła człowieka nie zależy od płci, ale wynika z jego władzy kierowania myślą i umiejętności panowania nad sobą i otaczającym światem.

„Baba-dziwo” to utwór, który nabiera kolejnych, aktualnych znaczeń chociażby w kontekście wypowiedzi jednego z ministrów, który zdecydowanie twierdzi, iż „kobieta ma rodzić dzieci, bo do tego ją stworzył Bóg”. Ale skąd ma taką pewność co do planu Pana Boga?

Seksmisja? Matermisja?

Literatura:

Samozwaniec M.: „Zalotnica niebieska”. Warszawa 2012.
Teatr Nowy im. Tadeusza Łomnickiego w Poznaniu: „Baba-dziwo” Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Adaptacja i reżyseria: Maria Kwiecień. Scenografia, światła, wideo: Mirek Kaczmarek. Muzyka: Michał Siwak. Ruch sceniczny: Gryf. Obsada: Dorota Abbe, Gabriela Frycz, Karolina Głąb, Oliwia Nazimek, Agnieszka Różańska, Janusz Andrzejewski, Mariusz Puchalski, Łukasz Schmidt, Ildefons Stachowiak. Premiera 25.05.2018.