ISSN 2658-1086

15 października 20 (404) / 2020

Sara Nowicka,

OFIARY JIMA JONESA (JEFF GUINN: 'CO SIĘ STAŁO W JONESTOWN?')

A A A
W nocy z 18 na 19 listopada 1978 roku ponad dziewięciuset członków Świątyni Ludu popełniło samobójstwo w zbudowanej przez siebie wiosce Jonestown, mieszczącej się pośrodku gujańskiej dżungli. Od ponad czterdziestu lat sprawa największego zbiorowego samobójstwa i biografia lidera wspólnoty, Jima Jonesa, stanowi zagadkę i temat kolejnych dziennikarskich dociekań. W „Co się stało w Jonestown? Sekta Jima Jonesa i największe zbiorowe samobójstwo” Jeff Guinn, nagradzany dziennikarz śledczy, podchodzi najbliżej fenomenu kaznodziei i jego wiernych. Reportaż we wnikliwy i szczegółowy sposób pokazuje historię i kontekst społeczny działań Świątyni Ludu.

Guinn zaczyna od opisu odkrycia setek zwłok przez żołnierzy Sił Obrony Gujany. Autor buduje wstęp w oryginalny sposób: wśród strzępków informacji, histerycznych reakcji, niewyjaśnionego napięcia i niepokoju, prowadzących do mrożącego krew w żyłach finału, pojawiają się pierwsze rzetelne informacje na temat Gujany, Jonesa, Świątyni Ludu i amerykańskich polityków zaangażowanych w sprawę. Każdy element układanki jest pokazany z kilku stron – tę zasadę dziennikarz będzie kontynuował w dalszej części reportażu, dzięki czemu uda mu się zachować, trudny przy tak emocjonującej sprawie, obiektywizm.

W 1956 roku Jones założył w Indianapolis Świątynię Ludu, kościół, któremu bliżej było do socjalistycznej wspólnoty niż kultu religijnego. Mimo ateistycznych przekonań mężczyzna od dzieciństwa chciał być księdzem. Jego zainteresowanie pozycją duchowego lidera wychodziło nie z potrzeby wiary, ale socjalizmu. Chorą ambicję, pozwalającą mu osiągnąć cel, przekazała mu niespełniona matka, która od razu zobaczyła w swoim synu osobę stworzoną do wielkich czynów. Zapatrzonemu w Hitlera chłopcu przyświecała wielka idea – dążył do wyeliminowania różnic klasowych i rasowych w amerykańskim społeczeństwie. Tym właśnie Jones różnił się od innych zbrodniczych przywódców XX wieku, takich jak Adolf Hitler czy Charles Manson (o którym Guinn napisał reportaż „Manson. Ku zbrodni”, Wydawnictwo Agora, 2015) – celem jego działalności była realna pomoc dyskryminowanym. Jak pisze Guinn: „Było coś jeszcze, czynnik kompletnie niezrozumiany przez tych, którzy uważali, że Jones dąży wyłącznie do zdobycia i utrzymania władzy. Już w dzieciństwie Jonesa szczerze poruszało ubóstwo i cierpienie wywołane rasizmem. Na każdym etapie istnienia programy pomocy Świątyni Ludu naprawdę realizowały cele wyznaczane przez Jonesa. Ludzie w potrzebie dostawali wsparcie. Wyrzutków społeczeństwa zawsze czekało miłe powitanie. Jednak bez względu na to, ilu ludzi zostało nakarmionych, ubranych, ilu uzyskało pomoc w znalezieniu pracy czy wyjściu z narkomanii, Jim Jones wciąż ubolewał nad losem wszystkich, do których nie dotarł” (s. 320).

Działalność Jonesa spotkała się z dużym podziwem takich aktywistów jak Jane Fonda czy Harvey Milk. Dzięki przynależności do kościoła wierni mogli realizować swoją potrzebę pomocy i żyć w prawdziwie zjednoczonej wspólnocie. Jones często dawał przykład własnym życiem: adoptując dzieci różnych ras, pracując ponad siły czy nosząc jedną parę butów i stare ubranie. Guinn pokazuje też drugą stronę jego osobowości. Już w dzieciństwie Jones zauważył, jak łatwo przychodzi mu manipulowanie ludźmi. Wrodzona charyzma połączona z obsesyjną wiarą we własną nieprzeciętność i fascynacją Hitlerem, którego ojciec Świątyni Ludu cenił ze względu na akt samobójstwa, rozumianego przez niego jako ostateczne zwycięstwo nad wrogami, mogły zwiastować przyszłe nieszczęście. Z biegiem lat pracujący ponad siły lider, obdarzony niezachwianym zaufaniem członków wspólnoty, uznających go za nieomylnego, zaczął pogrążać się w narkotykach, romansach i przekraczaniu granic. Mimo tego, że Jones głosił podziw dla czarnoskórych, a nawet przyznawał, że bycie czarnym jest lepsze niż bycie białym, w jego kościele niewielu czarnoskórych sprawowało władzę. Podobna niekonsekwencja tyczyła się sfery seksualnej – nawołujący do wstrzemięźliwości kaznodzieja miał liczne romanse z kobietami i mężczyznami, niejednokrotnie dopuścił się przestępstw, takich jak wymuszanie współżycia czy stosunek z czternastolatką. W artykułach prasowych na temat Świątyni Ludu często można przeczytać, że to charyzma Jonesa popchnęła jego wyznawców do zbiorowego samobójstwa. „Co się stało w Jonestown?” pokazuje nieco mniej oczywisty obraz tych wydarzeń. Czytamy o przykładach kwestionowania autorytetu Ojca. Z biegiem lat, gdy przywódca coraz bardziej pogrążał się w szaleństwie, a jego grzechy stały się jawne, wiele osób zaczęło opuszczać Świątynię Ludu, co zwiastowało rychły koniec idyllicznej wizji samozwańczego proroka.

Guinn nie boi się powtórzeń, rozwlekłych dygresji ani bardzo długich opisów. Choć „Co się stało w Jonestown?” liczy niemal siedemset stron, a wiele wątków często powraca w nowych kontekstach, to odbiorca nie nudzi się ani przez chwilę. Dziennikarz zdaje sobie sprawę, że przy tak skomplikowanej sprawie musi przekazać wiele informacji, pokazanych z możliwie jak największej liczby punktów widzenia. Przy lekturze artykułów czy biogramów Jonesa, umieszczonych na popularnych portalach, uderza nagromadzenie nieścisłości, uproszczeń, dających wrażenie przekłamania. Dlatego dziennikarz pokazuje konteksty każdej sytuacji, odnosi się do wywiadów z różnymi osobami oraz do innych prac, poświęconych pokrewnym tematom, by zbudować możliwie najpełniejszy obraz sytuacji. Guinn podaje konkretne źródła swojej wiedzy i wskazuje, gdzie można szukać dalszych informacji dotyczących kontekstu społecznego, politycznego czy życia postaci odgrywających w tych wydarzeniach mniejszą rolę. Dzięki temu w reportażu poświęconym tak wielowymiarowej historii niewiele jest luk i niedopowiedzeń. Śledztwo pozwala dojrzeć przyczyny i skutki każdego zdarzenia i zobaczyć w pełnym świetle mechanizmy, które wdrażane już od początków Świątyni Ludu, ostatecznie doprowadziły do zbiorowego samobójstwa.

„Co się stało w Jonestown?” to książka o ideologii, która wprowadzona w życie jest przyczyną zbrodni. Publikację należy rozpatrywać jednak poza polityką – to nie krytyka socjalizmu, ale wiary w nieomylność jednostki, której nikt nie potrafi się przeciwstawić. Guinn pokazuje, że winę za tę zbrodnię ponosi również rząd i społeczeństwo, którzy w działalności Jonesa nie dopatrzyli się wystarczających nieprawidłowości.

Reportaż łączy w sobie sensacyjny nerw i historyczną rzetelność, a przezroczysty język nie odciąga uwagi od wstrząsającej treści. Autor trzyma czytelnika w ciągłym napięciu i choć pozwala sobie na wprowadzenie własnych wniosków i opinii, pozostaje prawie niewidoczny, dzięki czemu odbiorca może pozwolić sobie na własne interpretacje i przemyślenia. Warto podkreślić, że „Co się stało w Jonestown?” nie jest tanią sensacją, żerującą na tragedii tysięcy ludzi, rodzin i krewnych ofiar. Zamiast chłodnego śledztwa Guinn proponuje próbę zrozumienia każdego z przedstawionych bohaterów, w tym samego Jonesa, nazywanego przez niego „ofiarą” listopadowej nocy. W istocie, lektura tego nieprzeciętnego reportażu pozwala dostrzec, że tak właśnie było – masakra w Jonestown nie miała jednego winnego, a kaznodzieja był taką samą ofiarą swojej zbrodniczej wizji jak inni członkowie kościoła.
Jeff Guinn: „Co się stało w Jonestown? Sekta Jima Jonesa i największe zbiorowe samobójstwo”. Przeł. Katarzyna Bażyńska-Chojnacka. Wydawnictwo Poznańskie. Poznań 2020.