ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 listopada 22 (406) / 2020

Kamila Czaja,

DROGA KRZYŻOWA PISARZA (TRASA PROMOCYJNA)

A A A
Pierwszy przetłumaczony na język polski autorski album Andiego Watsona może nieco oszołomić już w okładkowych charakterystykach. Wynikałoby z nich, że mamy do czynienia z czarną komedią nasyconą elementami surrealizmu i uzupełnioną wątkiem kryminalnym, a wszystko to w kafkowskim duchu. W dużej mierze „Trasa promocyjna” tak szeroko zakrojone obietnice spełnia, chociaż nie wszystkie warstwy tej brytyjskiej powieści graficznej wypadają równie dobrze. Różne wątki zachodzą na siebie, czasem z korzyścią dla całości, czasem niekoniecznie, ale dałoby się w historii G.H. Fretwella, pisarza ruszającego po wydaniu nowej książki w tytułową trasę, zarysować trzy kluczowe tematy.

Pierwszy, chyba najbardziej udany, to perypetie bohatera dotyczące jego pisarskich ambicji, brutalnie zderzonych z realiami wydawniczego rynku i jego promocyjnego aspektu. Cała trasa to pasmo rozczarowań. Kradzież walizki zaraz na początku „przygody” i reakcja policji na zgłoszenie utraconej zawartości: „Książki? Nic wartościowego?” (s. 21). Seria, delikatnie mówiąc, nieoszałamiających frekwencją spotkań w księgarniach. Żenujące próby zainteresowania swoją twórczością osób totalnie niezainteresowanych. Tęskne wypatrywanie spodziewanej recenzji dawnego znajomego (wbrew temu, że „Kat pisze tylko jedną pozytywną recenzję na rok” [s. 91]). Coraz gorsze hotele. Przegrywana na każdym kroku rywalizacja z popularnym autorem. Coraz dobitniej widoczny brak zainteresowania organizującego trasę wydawcy… Ten ponury wątek broni się sam w sobie, zwłaszcza że Watson potrafi rysować wypełnione książkami wnętrza jako coś osaczającego zamiast – co wszak byłoby oczywiste! – kuszącego.

O ile „nerwice ludzi pióra” (s. 234) dla czytelników zainteresowanych tematem okażą się wystarczającym powodem do lektury, o tyle ledwie zarysowany wątek kryminalny nie ma szczególnej siły rażenia. Fretwell zostaje coraz mocniej wciągnięty w sprawę, jednak jej przebieg i rozstrzygnięcie nieszczególnie przekonują. Lepiej broni się, umownie wyróżniony przeze mnie jako trzeci istotny punkt i wykraczający poza sprawę „mordercy z walizką”, motyw osaczenia. To efekt zarówno poczucia porażki w ramach pisarskiej promocji, jak i zacieśniającego się kręgu podejrzeń o popełnienie zbrodni, ale udaje się Watsonowi poszerzyć narastające w „Trasie…” poczucie zagrożenia o elementy egzystencjalne i totalitarne (tu np. palenie książek jako droga do moralnej odnowy).

Fretwell, w sumie raczej poczciwy, starający się nie sprawiać kłopotów, zagubiony nie tylko mentalnie, ale i przestrzennie – „Ze byt dużą łatwością się gubię” (s. 32) – pogrąża się w coraz większej niepewności, prześladowany przez pecha, nieuznawany przez czytelników, podejrzewany przez policję. Wszyscy zdają się wiedzieć o czymś, o czym on nie wie. Żona nie chce mu pozwolić na telefoniczną rozmowę z synem. Hotele nie mają obiecanej przez wydawnictwo rezerwacji (powracające w mniej oczywistych kontekstach, niemal filozoficzne, pytanie o rezerwację jest tu zresztą frapujące). Gazeta pewnego dnia nie zawiera stron z recenzjami, I nawet napotkany na korytarzu pies zdaje się być przeciwko bohaterowi. Pisarz spotyka coraz dziwniejszych ludzi, a splot okoliczności sprawia, że czytelnik „Trasy promocyjnej” też może zacząć szukać w tym wszystkim drugiego dna i ulec atmosferze podejrzliwości. Chociaż w tytule książki Fretwella, „Bez K”, nie o Józefa z „Procesu” chodzi, budowanie spirali absurdu jest pod wieloma względami kafkowskie.

Takie porównania trzeba jednak uzupełnić zastrzeżeniem, że podobieństwa są dość powierzchowne i że pamiętać należy o zachowaniu proporcji, bo Kafką Watson nie jest. Moje zastrzeżenie wobec recenzowanego albumu budzi to, że chociaż wiele elementów może zainteresować lub nawet zaimponować, to niekoniecznie składają się na bezbłędną całość. Poza pretekstowym raczej wątkiem kryminalnym nieco rozczarowuje to, że bardzo umiejętnie podsycane napięcie rozładowane zostaje trochę mimochodem, jakby zabrakło pomysłu na to, co zrobić z tak skumulowanym potencjałem. W efekcie sama droga okazuje się zdecydowanie ciekawsza niż jej finał.

Równocześnie jednak „Trasa promocyjna” ma wystarczająco wiele zalet, żeby można było wysoko ocenić tę pozycję. Nawet jeśli ktoś nie zagustuje w czarnym humorze w wątkach pisarskich, to może przekonać go świetna kreska Watsona w czarno-białym, ale niemonotonnym albumie. Autor nie potrzebuje wielu słów, by przekazać wiele treści. nie szkoda mu też czasu na powolne rozwijanie scen ze zmianą zaledwie szczegółu na kolejnych obrazkach. Już prolog uwodzi nieśpieszną prezentacją ulic i budynków, wśród których pojawia się tajemnicza ludzka sylwetka. Wnętrza kolejnych hotelowych pokoi, panoramy odwiedzanych miast – momentami można zapomnieć o fabule, podziwiając takie plansze. Polecam więc „Trasę promocyjną” – nie tylko gotowym na mroczne branżowe diagnozy pisarzom i czytelnikom.
Andi Watson: „Trasa promocyjna” („The Book Tour”). Tłumaczenie. Jacek Żuławnik. Marginesy. Warszawa 2020.