ISSN 2658-1086

15 listopada 22 (406) / 2020

Michał Misztal,

COŚ SIĘ KOŃCZY, COŚ SIĘ ZACZYNA (DESCENDER. TOM 5: POWSTANIE ROBOTÓW / TOM 6: WOJNA MASZYN)

A A A
„Descender” to jedna z ciekawszych serii, z jakimi miałem do czynienia ostatnio, rzecz jasna jeśli mówimy o tytułach z kategorii sympatycznych czytadeł, nie zaś o wiekopomnych dziełach mających zmienić to medium. W końcu nic w tym złego, że dany komiks jest „tylko” tym pierwszym. I choć tom otwierający cykl Jeffa Lemire’a (scenariusz) i Dustina Nguyena (ilustracje) wcale tego nie zapowiadał, już od tomu drugiego było zdecydowanie lepiej – tak dobrze, że za każdym razem nie mogłem doczekać się dalszego ciągu. Dzięki wydaniom zbiorczym „Powstanie robotów” i „Wojna maszyn” dotarliśmy do finału – pytanie, czy to dobrze i w jakim stylu.

Skończył się już czas epizodów poświęconych głównie retrospekcjom: w „Powstaniu robotów” ewidentnie widać, że koniec jest bliski – nie tylko koniec samej serii, ale być może również koniec znanego do tej pory wszechświata. Ludzie i roboty znajdują się o krok od wojny, a na dodatek ponowne przybycie tajemniczych Żniwiarzy wygląda na nieuniknione. Lemire umiejętnie przerzuca czytelnika od jednego wątku do drugiego, przez cały czas zachowując płynność opowieści oraz podtrzymując zainteresowanie odbiorcy. Na tym etapie możemy jeszcze się zastanawiać, kiedy wreszcie otrzymamy odpowiedzi na wszystkie pytania, zaś tajemnice przestaną być tajemnicami oraz czy „Descender” wciąż będzie tak dobrą serią jak do tej pory.

Dość zaskakujący początek „Wojny maszyn” zupełnie zmienia czas i miejsce akcji, dzięki czemu dowiadujemy się, skąd pochodzą Żniwiarze oraz dlaczego kilka lat wcześniej przeprowadzili swój wyniszczający atak. Później wracamy do znanych nam dobrze postaci oraz do punktu kulminacyjnego całej historii: Lemire zbiera grupy zainteresowanych Timem-21 w jednym miejscu, dorzuca do tego wciąż niemal pewną wojnę, a także wielką niewiadomą związaną z zachowaniem Żniwiarzy i… pokazuje, że owszem, warto było czekać na zakończenie „Descendera”. Chociaż jednocześnie szkoda, że to już koniec.



W tego rodzaju opowieściach, zawsze najbardziej boję się następującej sytuacji: mamy interesujących bohaterów, ale też zagadkę, która w ogromnym stopniu zachęca do przeczytania całości od początku do końca. I bywa tak, że kiedy dowiadujemy się, o co tak naprawdę chodziło, rozwiązanie okazuje się zwyczajnie nudne i nieciekawe. Magnes, który przyciągał nas do serii, obiecując coś niesamowitego, nagle przestaje działań. W „Descenderze” na szczęście tak nie jest: to niezwykle udana opowieść obrazkowa od początku (choć musiała się trochę rozkręcić, co nastąpiło w drugim tomie) aż do końca. Jestem zadowolony, polecam, zostawiam na półce i nie mam zamiaru sprzedawać. I oczywiście dobrze wygląda. Przy lekturze „Blaszanych gwiazd” jeszcze narzekałem, ale potem podchodziłem do ilustracji Nguyena na zasadzie „im dalej, tym lepiej”. Czasami potrzeba czasu, żeby przyzwyczaić się do nietypowej kreski (miałem dokładnie tak samo w przypadku „Bękartów z Południa”, choć tam zacząłem zachwycać się dużo szybciej) – swoje marudzenie „odszczekałem” już dawno, teraz potwierdzam po raz kolejny, że „Descendera” warto nie tylko czytać, ale również jest tu co pooglądać.

To co, chyba pora na „Ascendera”?
Jeff Lemire, Dustin Nguyen: „Descender. Tom 5: Powstanie robotów / Tom 6: Bunt maszyn” („Descender. Rise of the Robots / The Machine War”) Tłumaczenie: Jacek Drewnowski. Mucha Comics. Warszawa 2020.