ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (408) / 2020

Emilia Adamus,

WIDZ JAKO REŻYSER WIDOWNI

A A A
Realność spotkania aktorów, ich postaci i widzów, jest niezwykłą cechą teatru jako medium. Nasza codzienność opiera się często na kontakcie za pośrednictwem „czegoś”. Żyjemy w czasach, w których kontakt twarzą w twarz jest pewną odświętnością – teraz (z oczywistych względów) jeszcze bardziej odczuwaną. Ponowne zamknięcie instytucji kulturalnych sprawiło, że teatr po raz kolejny musiał przenieść się do Internetu. Funkcjonujący dziś model „teatru izolacji” nie pozwala jednak zapomnieć o fundamencie sztuki widowiskowej – spotkaniu aktorów i widzów, a w szczególności o wymianie energii, która zachodzi między nimi. Ten najgłębszy rodzaj wymiany Erika Fischer-Lichte łączy z radykalną koncepcją obecności. Jest ona czymś wyjątkowym i trudnym do osiągnięcia nawet w „normalnych”, niewirtualnych warunkach. Czy jest zatem możliwe, aby doświadczyć jej w przestrzeni wirtualnej? Aby odpowiedzieć na to pytanie postawiłam siebie w roli królika doświadczalnego.

Radykalna koncepcja obecności aktora wiąże się ze szczególnym sposobem oddziaływania na widza. Po raz pierwszy doświadczyłam jej podczas spontanicznego oglądania spektaklu Agaty Dudy-Gracz „Kumernis, czyli o tym, jak Świętej Panience broda wyrosła” w ramach katowickiego festiwalu „Interpretacje” w 2016 roku. Naturalnie, na tak głęboki rodzaj połączenia ze sceną trzeba sobie dać wewnętrzne przyzwolenie. Każdy bardzo indywidualnie może to odczuwać – na pewno jest to doświadczenie uzależnione od preferencji widza, jego stanu, a także tematu poruszanego w spektaklu oraz sposobu jego realizacji. Energii, z jaką spektakle Agaty Dudy-Gracz oddziałują na mnie w tradycyjnych warunkach odbiorczych, postanowiłam poszukać w Internecie. Zanim jednak zacznę opisywać moje doświadczenia i wnioski, pragnę zaznaczyć, że z oczywistych względów są one subiektywne i wybiórcze. Należy traktować je jako efekt obserwacji uczestniczącej.

W ostatnim czasie moją uwagę przykuły dwa wyczekiwane wydarzenia: wspomniany wcześniej Festiwal Sztuki Reżyserskiej „Interpretacje” oraz Festiwal Szkół Teatralnych. Oba festiwale silnie opierają się na idei spotkania i dialogu. Pierwszy z nich kładzie nacisk na sztukę reżyserską i prezentuje wybrane spektakle z całej Polski. Drugi natomiast w centrum stawia absolwentów państwowych szkół teatralnych, którzy podczas festiwalu mają możliwość zaprezentowania swoich spektakli dyplomowych. W tym roku wydarzenia nie mogły odbyć się w udziałem realnej publiczności, co w określony sposób wpłynęło na ich formę.

Niestety już podczas pierwszego spektaklu konkursowego tegorocznych „Interpretacji” pojawiły się problemy techniczne. Doskwierał także brak jakiejkolwiek możliwości interakcji twórców z publicznością. Idea teatru jako miejsca spotkania i dyskusji została zachwiana – szczególnie odczuwalne było to podczas rozmów z reżyserami, które zostały nagrane wcześniej. W tym wypadku nie było mowy o żadnej wymianie energii. Wspólnym doświadczeniem było jedynie poczucie rozczarowania i zawodu, gdy transmisja stawała się barierą komunikacyjną między aktorami a widzami.

Drugi z festiwali w swoich komunikatach był w mojej opinii bardziej klarowny i przejrzysty. W obu przypadkach silnie odczuwalna była ulotność teatru, chwilowa aktywność linku, dzięki któremu można obejrzeć spektakl. Przeniesienie teatru do sieci sprawiło, że stał się on tłem dla naszej codzienności. Wprowadzamy go do nowej scenografii, zupełnie innej przestrzeni: kuchni, biura, jadalni, a może nawet łazienki. Oglądając spektakl wykonujemy często także inne obowiązki. To widz decyduje o tym, gdzie i w jakich warunkach, obejrzy przedstawienie. Zyskuje dzięki temu nową rolę. Taki rodzaj uczestnictwa w spektaklu teatralnym prowokuje zupełnie inny typ odbioru, umieszcza przedstawienie w nowych kontekstach. Aktorzy mogą jedynie domyślać się, jakie reakcje wywołuje ich gra, widzowie z kolei nie dzielą swoich reakcji ze sobą.

Różnego rodzaju aktywności, które towarzyszą nam podczas oglądania spektaklu, rzadko prowadzą do pełnego odczuwania teatru, do współobecności, która w tym przypadku musi pozostać w sferze imaginacji. Nie możemy zapomnieć również o aspekcie technicznym, który stał się jednym z podstawowych kryteriów oceniania i doświadczania teatru. Jeżeli transmisja zostaje zakłócona, w określony sposób wpływa to na widza. Jego stan skupienia jest zagrożony bardziej niż kiedykolwiek. Wydawałoby się, że sztuka to coś „nad”, że jej istotą jest przekraczanie pewnych granic, jednak zjawisko „teatru w sieci” uzależnia ją przede wszystkim od pewnych warunków technicznych, które muszą być spełnione, aby w ogóle miała szansę przedostać się do widza. Wszystkie te elementy wpływają na teatralną wymianę energii – wymianę domniemaną, asynchroniczną – jednakże wciąż możliwą.

Dzięki sprzyjającym warunkom, pod osłoną nocy, udało mi się obejrzeć dyplom absolwentów Warszawskiej Akademii Teatralnej, przygotowany pod kierunkiem Agaty Dudy-Gracz – spektakl „Ustawienia ze świętymi, czyli rozmowy obrazów”. Podczas tego przedstawienia doznałam czegoś niezwykłego – nie nazwałabym tego radykalnym wcieleniem, ale poruszeniem. Przy dziesiątkach spektakli obejrzanych przeze mnie za pośrednictwem Internetu, zdarzyło się to w takim stopniu po raz pierwszy. Nie zapominam o sprzyjających warunkach, które również po raz pierwszy towarzyszyły mi w trakcie internetowej transmisji: ciemny pokój, cisza, pełna prędkość transferu danych, ceniona przeze mnie reżyserka, odpowiadająca mi estetyka oraz dostosowanie realizacji do wymogów rejestracyjnych. Ostatni z czynników jest niezwykle istotny. Nagrania przedstawień, które teatry udostępniają widzom w sieci, mają często status dokumentów technicznych, rejestrowanych tylko w celach archiwizacyjnych. Czasem są to również telewizyjne wersje dawnych spektakli.

Agata Duda-Gracz wykorzystała formę pośrednią, tworząc inscenizację pod „oko kamery”. Dynamiczne kadry w scenach, w których aktorzy współdzielą przestrzeń sceniczną z publicznością, sprawiały, że jako widz czułam się aktywna. Aktorzy nie ignorowali obecności kamery, grali tak, jakby była ich partnerem. Duda-Gracz po raz kolejny dowiodła swojej konsekwentności. Finałem tego zdarzenia było moje głębokie wzruszenie. Nie potrafię jednak stwierdzić, że był to najlepszy spektakl festiwalu. Dlaczego? Ponieważ teatr nigdy dotąd nie był tak subiektywny. Owa subiektywność nie wynika tu tylko z przeżyć i przemyśleń wewnętrznych, ale przede wszystkim ma związek z przestrzenią odbioru, którą projektujemy samodzielnie, w domowym zaciszu. W tym właśnie aspekcie dostrzegam niezwykle mocną pozycję widza. Z racji odmiennej sytuacji odbiorczej awansował on do nowej roli – stał się reżyserem widowni, na której sam zasiada.