ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 lutego 4 (412) / 2021

Andrzej Juchniewicz,

Z SAGĄ JEJ DO TWARZY (JOANNA BATOR: 'GORZKO, GORZKO')

A A A
Najnowsza powieść Joanny Bator „Gorzko, gorzko” doczekała się już kilku entuzjastycznych recenzji (m. in. autorstwa Justyny Sobolewskiej i Wojciecha Szota), jednak największym krytycznym zaskoczeniem jest tekst Kingi Dunin, przygotowany dla „Krytyki Politycznej”, w którym poprzestaje ona na streszczeniu powieści i zestawieniu jej z „Pod słońcem” Julii Fiedorczuk. Jedna uwaga wydaje się trafna: słodkie zakończenie nie licuje z tym, co dzieje się w pierwszych partiach powieści. To być może rodzaj rekompensaty za nadmiar krzywd, które musiały znosić kolejne generacje kobiet. By jednak zrównoważyć uwagę Dunin, wystarczy napisać, że w „Gorzko, gorzko” Bator powraca do pomysłów i rozwiązań formalnych znanych z „Piaskowej Góry” i „Chmurdalii”. Jeśli więc czytelnicy pragną poznać historię makabrycznego morderstwa, które kładzie się cieniem na losach wszystkich kobiet, a do tego opowiedzianego z rozmachem podobnym do „Piaskowej Góry”, to „Gorzko, gorzko” – kolejna książka Bator o utracie – spełni ich oczekiwania zarówno względem zwrotów akcji, jak i świetnie rozpisanych pojedynczych scen. Gorycz rozstań, utrat i straconych szans równoważą jednak gesty bezgranicznego przywiązania i oddania (przypadek Barbary względem wnuczki), a także próby zrekompensowania cudzych krzywd.

Istotnym novum jest podzielenie powieści na autonomiczne partie, w których czytelnik poznaje losy czterech bohaterek: Berty, Barbary, Violetty i Kaliny. Ich los determinują przeżycia poprzednich pokoleń kobiet, dlatego spiętrzenie nieporozumień, cierpień i poczucia winy można by uznać za nieprawdopodobną kumulację, gdyby nie zamysł Bator, który objawił się już w „Piaskowej Górze”. Polega on na dowartościowaniu herstorii i konstruowaniu fabuł, w których główną rolę odgrywają kobiety. To ich los interesuje ją najbardziej. Feministyczny rys „Gorzko, gorzko” nie podważa jednak intencji autorki do nakreślenia panoramicznego obrazu mikrospołeczności na przestrzeni kilku dekad, uwzględniającego również poczynania mężczyzn. Jednak są oni pozbawieni sprawczości, towarzyszą kobietom, lecz częściej umierają, wegetują lub postanawiają popełnić samobójstwo. To oczywiście nie tylko kwestia fatalizmu losu, lecz strategia pisarska, która zapewnia kobietom możliwość wykazania się w chwilach kryzysu i życiowej zapaści. Być może admiratorzy talentu Bator poczują niedosyt; pisarka wraca do dobrze znanych strategii fabularnych (w „Piaskowej Górze” podpatrywała życie kilku rodzin w bloku na tytułowym osiedlu, natomiast w „Gorzko, gorzko” śledzi losy mieszkańców jednej kamienicy; zarówno w powieści z 2009 roku, jak i najnowszej nie brakuje sąsiedzkich antagonizmów i waśni), jednak nie można odmówić jej pisarskiej formy! To jak dotąd jej najlepsza powieść, łącząca magię i atmosferę grozy z rozczulającą dobrocią względem wszystkiego, co nikłe lub nie mające szans na obronę.

Każde zdanie w „Gorzko, gorzko” ma swój zapach, kolor, głębię. Sensualizm tej powieści przejawia się nie tylko w opisach przygotowywanych przez Bertę podrobów, lecz również w śmiałych scenach erotycznych, w których Bator udało się uniknąć wulgarności. Mięsność to słowo klucz powieści. Nie tylko dlatego, że Berta wraz z ojcem trudni się przygotowywaniem znakomitych wyrobów z mięsa, lecz również dlatego, że mięsność konotuje to, co nietrwałe, kruche, choć niepozbawione powabu (jak ciało Berty smakowane przez Młodego). Bohaterami „Gorzko, gorzko” rządzą namiętności, które doprowadzają do destabilizacji sytuacji rodzinnej, a nawet zabójstwa. To stały rys powieści Bator. Zresztą śledząc uważnie tekst najnowszej powieści, można zauważyć, że opisuje ona niektórych bohaterów w sposób zbliżony do dobrze znanego z „Piaskowej Góry”. To nie kwestia języka, który jest znakiem rozpoznawczym Bator, lecz konkretnych wyrażeń, fraz znanych z poprzednich powieści. Postać korpulentnej Barbary można uznać za kolejne wcielenie Jadzi Chmury z „Piaskowej Góry”. Obie mają w sobie nieodparty urok, obie wiele przeszły, by móc się w pełni wyemancypować i odnaleźć szczęście (nawet jeśli brzmi to górnolotnie, powieści Bator zazwyczaj posiadają pierwiastek konsolacyjny, pozwalający wierzyć w ukryty porządek egzystencji, która ma swoje blaski i cienie).

Wydarzeniem, które zainspirowało Bator do napisania „Gorzko, gorzko”, było doniesienie prasowe o zbrodni Anny Jungnitsch z Langwaltersdorfu. Miała ona zamordować ojca, a z jego ciała przyrządzić smakowite kiełbasy, które sama zjadała. Prawdopodobną przyczyną zbrodni była chęć odwetu za zniszczenie ogrodu Anny. Być może jednak, jak przypuszczają niektórzy, informacja o kanibalistycznym przestępstwie jest kaczką dziennikarską, która miała zelektryzować społeczeństwo amerykańskie w 1895 roku. Bator, czyniąc z niej fundament opowieści, potrafi docenić krwawe szczegóły domniemanej zbrodni, które nie najlepiej świadczą o ludzkiej naturze. Pociągający wydaje się fakt, że zabójstwa w „Gorzko, gorzko” dokonała piękna dziewczyna, a jej ofiara przewyższała ją nie tylko krzepą i siłą, lecz również uosabiała prawo, porządek, a także ojcowską troskę. Ten rys patologicznej troski o los córki unaocznia uporczywie powtarzana przez Hansa Kocha uwaga o konieczności „pilnowania dupy”. Im częściej zdawał sobie sprawę z faktu, że jego córka dojrzewa i staje się obiektem westchnień lokalnych wielbicieli, tym częściej zdarzało mu się napominać córkę. „Zimny chów”, z którym musiała pogodzić się Berta, wiązał się także z chęcią wyszkolenia córki na świetnego fachowca masarskiego i podporządkowaną kobietę. Mania czystości (jej zwolenniczką jest również Jadzia z „Piaskowej Góry”), jaką pielęgnuje Hans w swoim domu, ma świadczyć o jego prestiżu i solidności miejsca słynącego z wyśmienitych wyrobów masarskich. Surowość Hansa względem córki, a także jego szorstkość nie są jedynymi rysami na jego charakterze. Ojciec praktykuje dość perwersyjny rytuał mający na celu sprawdzenie wiedzy córki z zakresu świńskiej anatomii: „Kiedy przyszła pora na rozbieranie świni, niezależnie od tego, czy Berta czymś konkretnym zawiniła, czy nie, ojciec wołał ją do stodoły i kazał wchodzić na stare chwiejne krzesło, trzeszczące pod jej ciężarem. Nie mówił nic oprócz nazw, a każdej towarzyszyły jego palce, badające ciało córki, i z wyjątkiem ogona, którego Berta nie posiadała, a który u świni można było użyć na zupę, wszystko się zgadzało. „(…) Ojciec macał i mówił, Nóżki?, a córka recytowała przeznaczenie tychże (...)” (s. 37). Po zabójstwie Hansa Berta ostatecznie sprawdziła swoją wiedzę, określając kolejne części ciała ojca odpowiednimi nazwami tuszy wieprzowej. To nie jedyny przypadek, gdy Bator skrupulatnie dba o nawroty kluczowych fraz i koncept oparty na powtórzeniu (m.in. sekwencji obrazów). Przemoc jest więc immanentnie wpisana w świat powieści, a zadać ją może nie tylko kobieta, która odrzuca propozycję ożenku z obcym mężczyzną z woli ojca, lecz również matka na skutek traumatycznych przeżyć: „Miłość nie przyszła jednak, gdy Barbara urodziła swoje jedyne dziecko, bo nie było tym, które straciła i które już zaczęła kochać. Skoro to, co kochane, nieuchronnie odbierał jej los, brak uczucia stał się jedynym darem, jaki miała dla córki i gwarancją, że dziecku uda się przetrwać. Do wzajemnego niekochania się przyzwyczaiła się tak, jak do innych niedogodności swojego życia” (s. 405).

Trauma bycia niechcianym dzieckiem prześladuje szczególnie Barbarę i Violettę, natomiast Kalina – najmłodsza bohaterka i zarazem narratorka „Gorzko, gorzko” – mimo że jej los wydaje się przesądzony ze względu na hulaszczy i nieodpowiedzialny tryb życia matki – uniknie jej skutków dzięki trosce babci Barbary. Figura odpowiedzialnej i kochającej wnuczkę ponad życie babci pojawiła się już w „Piaskowej Górze” – Barbarę można traktować więc jako reminiscencję Haliny. Jej życie obfituje w nieszczęścia, które rekompensuje wnuczka. To dla niej gotowa jest na największe poświęcenia. Mimo że relacje rodzinne ulegają wielokrotnemu zerwaniu, Barbara trwa przy wnuczce do końca. To oczywiście wątek równoważący wszechobecne w powieści zło. Kilka doświadczeń pełni w życiu Barbary rolę inicjacyjną (wojna, śmierć przybranej matki – Marii Serce, samobójstwo ojczyma – Jakuba), jednak nie niweczy nadziei na zaznanie szczęścia i znalezienie miłości. Co prawda, miłość pojawi się, jednak radość z niej nie potrwa długo. Takich zwrotów akcji jest w „Gorzko, gorzko” znacznie więcej. Myli się jednak ten, kto uważa, że to czytadło dla kobiet. Przede wszystkim Bator mierzy się z problemami kobiet z generacji swojej matki. Oswajanie nowego miasta, poszukiwanie pracy, pierwsze próby emancypacji i w końcu smak miłości – to tylko niektóre z nich.

Niewątpliwym atutem „Gorzko, gorzko” jest możliwość obserwowania interakcji wielu rodzin w przełomowych momentach historycznych. Podobnie jak w „Piaskowej Górze” animozje krzyżują się z głębokimi uczuciami, a marzenia i pragnienia nie dorównują rzeczywistości. Świat wydaje się z góry zaprogramowany: mężczyźni spełniają się na różnych polach albo są oprawcami kobiet, natomiast kobiety cierpią na wiele sposobów, jednak potrafią zdobyć się się na gesty destabilizujące patriarchalny porządek. Mają swoje cele, do których konsekwentnie dążą (szczególnie Violetta – najbarwniejsza postać „Gorzko, gorzko”), mimo że nie deklarowały żadnych strategicznych zmian; chcą być szczęśliwe, a w tym postanowieniu utwierdzają je kobiety pozbawione szansy na zaznanie radości. Kobiecość w „Gorzko, gorzko” mieni się wieloma odcieniami, każda z bohaterek podąża własną ścieżką, nie wszystkim uda się zbudować jakiekolwiek relacje z mężczyznami, jednak kobieca solidarność dominuje w mikrospołeczności kamienicy na placu Górnika. Jest odtrutką na problemy i zagrożenia, jakie czyhają na kobiety (co nie znaczy, że i one nie zadają bólu, podporządkowują sobie innych, dążą do dominacji). Trudno oprzeć się wrażeniu, że w społeczności, która zna wszystkie swoje sekrety i towarzyszy sobie wzajemnie w radościach i troskach, lepszy wróg znany i obłaskawiony niż ten czyhający u bram.

Tytuł tej recenzji pewnie niejedną czytelniczkę skonsternuje (choć znajdą się i czytelnicy, których zdziwi jego na pozór szowinistyczny wydźwięk), ponieważ sugeruje, że saga jako gatunek literacki interesuje tylko czytelniczki i pisarki, których popularność gwarantuje uroda. Biorąc pod uwagę wzrost popularności sagi w ostatniej dekadzie (wystarczy przypomnieć świetną powieść Anny Dziewit-Meller „Od jednego Lucypera”, „Stulecie winnych” oraz „Matki i córki” Ałbeny Grabowskiej), a także problemy, jakie podejmują autorki, trudno zlekceważyć jej potencjał. Po lekturze książki Joanny Bator „Gorzko, gorzko”, można śmiało uznać autorkę za jedno z najważniejszych nazwisk na mapie polskiej prozy ze względu na próbę odkrycia przez nią tej strony kobiecości, która nie zawsze z aprobatą zostałaby umieszczona na bilbordzie reklamowym. Kobiety w jej sadze równie często walczą, jak i obrywają (często w sposób brutalny i wywołujący w czytelniku gniew i niezgodę na zastane status quo), co powoduje, że ich rola nie ogranicza się do wyglądania, lecz reprezentowania kobiecej wspólnoty. To właśnie ze względu na znaczący gest, jakim było powierzenie historii czterech kobiet (Berty Koch, Barbary, Violetty i Kaliny Serce) narratorce będącej jednocześnie bohaterką relacjonowanej opowieści, warto dostrzec w tytule recenzji wypełnienie zobowiązania, któremu Bator pozostaje bliska od momentu opublikowania „Piaskowej Góry”. Jej głos i widzialność (choćby w mediach społecznościowych) mają niebagatelne znaczenie, ponieważ są w stanie zmienić sposób postrzegania dotychczasowych porządków, mobilizując czytelniczą podejrzliwość względem absztyfikantów pokroju Barnaby Bidy. Można by zacytować wypowiedź Bator po otrzymaniu Nike za „Ciemno, prawie noc”: „czytajcie książki, przekonacie się dzięki temu, że tak jak jest być nie musi...”, w której działanie (znamionujące transformację) poprzedza lektura niełatwej i często niepoddanej ideologicznej obróbce literatury.

Wątek przemocy można uznać za jeden z najważniejszych w „Gorzko, gorzko”, a sceny fizycznego i psychicznego torturowania Barbary Serce zestawić z fragmentami „Gniewu” Zygmunta Miłoszewskiego. Dość wspomnieć, że wywołanie u czytelnika negatywnych emocji, które nie są związane z jakością opisu przemocy, lecz jego sugestywnością, okazuje się trudne (szarżując, można przedobrzyć) i często balansuje na granicy stosowności, jednak sam efekt wytrącenia czytelnika z równowagi i wrażenie pokątnego podglądania aktów przemocy rozwiewają wątpliwości natury etycznej (w opisie przemocy można się rozsmakować i uznać go za pociągający).

Bator ujmuje się za słabymi, poszkodowanymi i pokrzywdzonymi, jednak nie ma jednej, niezawodnej recepty na wyrwanie się z matni, a znalezienie przez Barbarę Serce szczęśliwego losu należy uznać za niewinny żart fabularny, który spłatała pisarka lubującej się w podróżach śmietnikowych babce Kaliny. Także historia o zawekowaniu ciała skłonnego do przemocy Barnaby przez jego długoletnią ofiarę jest tylko wariacją na temat niepomiernie rozrośniętego zmysłu oszczędności i przedsiębiorczości Barbary. Czytając „Gorzko, gorzko”, ma się wrażenie, że pisarka nie raz i nie dwa puszcza do czytelnika oko, użyczając najmłodszej bohaterce własnej biografii (adopcja psa, wybór kierunku studiów).

„Gorzko, gorzko” to powieść, której objętość gwarantuje czytelniczą przyjemność, jednak sekret sukcesu każdej powieści tkwi nie tyle w snuciu zbyt długich opowieści niepoddanych redaktorskiej korekcie, lecz w konstrukcyjnych szczegółach i niemal muzycznych powtórzeniach niektórych fraz. Tę sztukę opanowała Bator do perfekcji w „Chmurdalii”. Pisanie to przede wszystkim rzemieślniczy trud i w przypadku „Gorzko, gorzko” godziny spędzone nad maszynopisem i konsultacje redaktorskie pozwoliły na wyeliminowanie wszystkich błędów (w powieści nie ma bodaj ani jednej literówki co świadczy o tytanicznej pracy zespołu wydawnictwa).

Nie można zarzucić Bator uprawiania literackiej publicystyki, interesują ją ludzkie namiętności i problemy, z jakimi mierzy się każda rodzina (niedomiar miłości, sekrety, przekazywana z pokolenie na pokolenie trauma). W niesprzyjających warunkach mieszkaniowych wśród równie biednych lub ciut bogatszych sąsiadów muszą cieszyć się z drobnych rzeczy lub z krótkotrwałych relacji (przypadek Violetty). Poświęcenie siebie, zdaje się mówić Bator, w żmudnym procesie ochrony najmłodszych, bezbronnych to najpiękniejszy sposób na wyrażenie miłości do drugiego członka rodziny. To poświęcenie jednak ma swój rewers w postaci manii i stałej obawy wyniesionej z dzieciństwa o jakość transmitowanych uczuć. Złożoność tej powieści niewątpliwie zachwyci wszystkich, którym bliskie są „Piaskowa Góra” i „Chmurdalia”. Można zarzucić Bator, że zakończenie, jakie zaproponowała w „Gorzko, gorzko”, nie licuje z klimatem poszczególnych wątków, jednak warto potraktować je jako należną kobietom porcję spełnienia i satysfakcji. Ból straty wciąż jest obecny, lecz pojawić się musi nowy smak dojrzałości Kaliny, która wyrwała się z zaklętego kręgu nieszczęść.

Bator udało się napisać powieść, która mimo spełniania warunków koniecznych do określenia jej mianem sagi, przekracza horyzont oczekiwań publiczności literackiej łasej na pulpę z nijakimi dialogami, które pozostawiają wiele do życzenia nie tylko pod względem merytorycznym, lecz również redakcyjnym, płaskimi postaciami i pozbawionymi językowej ekwilibrystyki opisami, a także schematem fabularnym, który w każdej kolejnej książce staje się coraz bardziej przewidywalny i nużący. Najnowsza książka świadczy o szczytowej formie Bator, która przyzwyczaiła publiczność literacką do obszernych powieści i idiomatycznego języka wymykającego się wszelkiej klasyfikacji: jest on buńczuczny, zawadiacki, dosadny, nierzadko ironiczny, jednak zawsze sugestywny, niepozbawiony finezji i doskonale zorkiestrowany z opisywanymi postaciami. Miłośnicy jej talentu literackiego po „Roku królika” odetchną z ulgą, ale odczują również efekt déjà lu, ponieważ sposób prowadzenia narracji, ironicznie przerysowani bohaterowie (ten efekt nie pojawia się gdy przemawia Kalina – najmłodsza przedstawicielka rodu i narratora), których napędzają żądze, jakie znali bohaterowie „Piaskowej Góry” nieodmiennie przywodzą na myśl jej pierwsze książki. „Gorzko, gorzko” nie jest jednak kontynuacją „Piaskowej Góry” i „Chmurdalii” (zarówno akcja „Gorzko, gorzko”, jak i pierwszych powieści osadzona jest w tym samym czasie), ile alternatywną historią ludzi przywianych na Dolny Śląsk.

Okazuje się zatem, że możliwości sagi w zakresie formowania wielopoziomowych opowieści i sondowania emocji wiążących się z minionym dzieciństwem, trudną dojrzałością i niesprawiedliwą starością, które testowała Bator w „Piaskowej Górze”, dają świetne efekty również w „Gorzko, gorzko”. W najnowszej powieści Bator pojawiają się najlepsze elementy pisarstwa Bator: wspaniała, wielowątkowa opowieść prezentowana jest w sposób znany, lecz z rozmachem i pomysłem, postaci mają indywidualne rysy, jednak nie są przerysowane, kompozycja nie pozostawia złudzeń, co do umiejętności pisarskich autorki „Purezento”.

„Gorzko, gorzko” to książka o miłości, lecz miłości, której wartość poznaje się po wielu latach. Jej rodzaje bywają sentymentalne (przypadek Violetty), słodko-gorzkie (przypadek Barbary względem kolejnych kochanków), słodkie (przypadek Barbary względem Kaliny) lub pikantne (przypadek Berty), jednak dopiero ich suma daje świadectwo, jak mocno uczucia determinują ludzkie wybory. To o nich w tak magiczny sposób pisze Bator. Mieszanka talentu, rzemiosła i pomysłu zaowocowała powieścią, o której, tego możemy być pewni, będzie jeszcze głośno! Czytajcie Bator!
Joanna Bator: „Gorzko, gorzko”. Znak. Kraków 2020.