ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (415) / 2021

Gaweł Janik,

JAK FENIKS Z POPIOŁÓW, RUIN I ZGLISZCZ (SYLWIA CHUTNIK: 'MIASTO ZGRUZOWSTAŁE. CODZIENNOŚĆ WARSZAWY W LATACH 1954-1955')

A A A
„Miasto zgruzowstałe. Codzienność Warszawy w latach 1954–1955” Sylwii Chutnik jest pracą opartą na dysertacji doktorskiej badaczki i stanowi kontynuację fascynacji autorki stolicą Polski. Warszawa wielokrotnie stawała się miejscem akcji twórczości pisarki. Mieszkankom stolicy Chutnik poświeciła także książkę „Warszawa kobiet” – niepowtarzalny przewodnik zarówno po mieście, jak i biografiach wybitnych kobiet z nim związanych. Najnowsza publikacja pisarki wyrosła na gruncie antropologii codzienności i, jak podkreśla sama autorka, nie chodzi w niej tylko „o sentymentalny zachwyt czy wzruszenie »starymi, dobrymi czasami«, ale o próbę oglądu pierwszej połowy lat pięćdziesiątych XX wieku pod kątem zwyczajnych, codziennych czynności” (s. 5). Celem badaczki było „zwrócenie uwagi na podmiotowość mieszkańców i mieszkanek stolicy, którzy zanurzeni w logistyce dnia codziennego, stanowili najsilniejszy nurt powojennej rzeczywistości. Nurt odbudowy tożsamości własnej i miasta” (s. 6). Chutnik tłumaczy, że w swojej książce zdecydowała się opisać czas „tuż przed” – przed odwilżą i październikiem 1956 roku, bowiem „lata 1954–1955 były wstępem do zmian społecznych, politycznych i, co za tym idzie, obyczajowych. Panował stan niepokoju: Stalin już nie żył, ale jeszcze nie zapanowała odwilż. Warszawa przygotowywała się do nowego rozdania. Miało być bezpieczniej na ulicach, wygodniej w mieszkaniach i modniej w szafie” (s. 270).

W książce mieszają się ze sobą ujęcia kulturoznawcze, literaturoznawcze, antropologiczne, socjologiczne oraz historyczne. Autorka sięga ponadto po metodologie z zakresu studiów miejskich, ale także „memory” i „gender studies”. Interdyscyplinarny charakter prowadzonych przez pisarkę badań swoje odzwierciedlanie znajduje w przywoływanych źródłach – to proza, poezja, dzienniki, filmy, malarstwo, rzeźba, plakaty, fotografie, piosenki, architektura, audycje radiowe, artykuły prasowe, „listy do redakcji”. Osią spajająca całą książkę są jednak postać Leopolda Tyrmanda i jego „Dziennik” z roku 1954 oraz wydana rok później powieść „Zły”, która „stanowi jeden z najbardziej wyczerpujących literackich opisów życia stolicy połowy lat pięćdziesiątych” (s. 10). To właśnie te dwie pozycje literackie stanowią dla Chutnik niezwykle ważne źródło oraz punkt wyjścia dla niemal wszystkich poczynionych w książce rozpoznań. Autorka wracać będzie także między innymi do opowiadań Marka Hłaski, twórczości Władysława Broniewskiego, powieści „Piątka z ulicy Barskiej” Kazimierza Koźniewskiego, dzienników Marii Dąbrowskiej, Zofii Nałkowskiej, Anny Kowalskiej oraz Andrzeja Kijowskiego czy filmów „Przygoda na Mariensztacie” Leonarda Buczkowskiego i „Irena do domu” Jana Fethkego.

Badaczka przywołuje w swojej pracy określenie „społeczeństwo zgruzowane” autorstwa Marcina Zaremby, które historykowi służyło do opisu stanu powojennej pamięci zbiorowej. W tytule książki Chutnik decyduje się jednak na odwołanie do wiersza Władysława Broniewskiego „Warszawa zgruzowstała” z roku 1951. Autorka tak oto tłumaczy tytułową formułę: „»Zgruzowstała« oznacza nie tylko to, że Warszawa jest miastem niepokonanym, lecz odsyła do historii. Nowe miasto ze starych cegieł to nie tylko odwołanie do legendy o Feniksie odradzającym się z popiołów, ale również przeszłość wpisana w powstającą Warszawę” (s. 36).

Odbudowa niemal całkowicie zniszczonej po wojnie stolicy była ogromnym wyzwaniem. Miasto jawiło się jako swoista „tabula rasa”, zaś konieczność wzniesienia go na nowo miała także znaczenie propagandowe – symbolicznie łączyła się z narodzinami nowego systemu politycznego. Chutnik przestawia Warszawę jako miasto wynurzające się z gruzów. Gruz jest budulcem, ale także wzbudza grozę. Autorka pisze o swoistej „chorobie ruin”, które wyzwalały w mieszkańcach potężne pokłady melancholii, tęsknoty, obrazowały skalę zniszczeń, przywoływały wspomnienia o świecie, którego już nie ma. Ruiny z jednej strony przypominają o grozie wojny, z drugiej zaś stanowią „rewers nowych czasów” (s. 42). Ponadto są „metaforą kondycji powojennej. W symboliczny sposób obrazują nie tylko nastroje mieszkańców stolicy i ich zawiedzione nadzieje, ale ukazują również ciemną stronę ludzkich skupisk” (s. 43). Warszawa pierwszej połowy lat pięćdziesiątych jest pogrążonym w ciemności, zabłoconym placem budowy. Miastem, któremu doskwiera nie tylko brak oświetlenia i chodników, ale także bylejakość, niedbalstwo i brzydota. I choć w przywoływanej przez badaczkę prasie pojawiają się też głosy aż nadto optymistyczne, to większość ówczesnych dziennikarzy zwraca uwagę na to, jak wiele jest jeszcze do zrobienia, i z niepokojem obserwuje pojawiające się w mieście „młode ruiny” w postaci nowych, ale już niszczejących budynków.

Chutnik, przyglądając się architektonicznej tkance odradzającej się po wojnie stolicy, na tapet bierze Marszałkowską Dzielnicę Mieszkaniową, Pałac Kultury i Nauki oraz Muranów, a więc trzy obiekty oddane do użytku w latach 1952–1955. Pisząc o MDM-ie, konfrontuje założone przez architektów i urbanistów funkcje i cele, jakie miała spełniać dzielnica, z codziennym życiem jej nowych mieszkańców. Skupiając się na Pałacu Kultury i Nauki, Chutnik zastanawia się, jaki wpływ na tkankę miasta i późniejsze planowanie przestrzenne miała lokalizacja obiektu w centralnym punkcie stolicy. Opisuje także rozdźwięk między oficjalnymi, pełnymi zachwytów przekazami na temat PKiN, a głosem ulicy i opiniami warszawiaków, zdaniem których budynek wyglądał jak „chuj Iwana Groźnego” (s. 81). Badaczka porusza kwestie związane z aspektami architektonicznymi, społecznymi, ale także finansowym – PKiN jako duże obciążenie dla budżetu stolicy i kraju. Pisząc o Muranowie, Chutnik przywołuje głosy – między innymi Leopolda Tyrmanda – postulujące zachowanie wojennych zniszczeń i ruin getta „jako niemego krzyku” (s. 94). Plan odbudowy i nowego zagospodarowania „miejsca-po-getcie” (pojęcie Jacka Leociaka) wiązał się, zdaniem badaczki, z faktem, że „przestrzeń żydowska »została przeznaczona na użytkowanie« przez większość etniczną. Przestrzeń miejska jest tu więc odzwierciedleniem gier z dominacją i hierarchią” (s. 91).

W „Mieście zgruzowstałym” autorka opisuje nie tylko to, jak wyglądała Warszawa pierwszej połowy lat pięćdziesiątych XX wieku, ale jeden z rozdziałów poświęca także zmysłowemu odbiorowi miasta i próbuje zrekonstruować, jak pachniała, smakowała i brzmiała stolica Polski. Chutnik pisze o sensualnych mapach miasta – topograficznej, kulturowej oraz prywatnej, które, nakładając się na siebie, tworzą kompletny obraz Warszawy, kształtują jej przestrzeń oraz wpływają na jej atmosferę. Zdaniem badaczki, „z pisarzy opiewających Warszawę najbardziej zmysłowy był pewnie Tyrmand” (s. 99), który „nie mógł szczerze (…) wypowiadać się choćby na temat architektury socrealistycznej. Kluczył więc. (…) A jednak udało mu się stworzyć zmysłowy obraz, stanowiący zasłonę dymną dla ukrytego komentarza politycznego” (s. 100). Powołując się między innymi na „Złego” Tyrmanda oraz „Piątkę z ulicy Barskiej” Koźniewskiego, Chutnik zwraca uwagę, że nad ówczesną Warszawą unosił się zapach uryny (stolicy doskwierał brak szaletów publicznych), pyłu, cegieł, wilgoci, stęchlizny i zaduchu z niedogrzanych mieszkań, a także śmieci walających się po ulicach, na których brakowało koszy.

Warszawa połowy ubiegłego wieku nie tylko dobrze nie pachniała, ale także dobrze nie smakowała – w miejskich jadłodajniach, kawiarniach i restauracjach przeważało słabej jakości jedzenie, na które narzekali zarówno prasa, jak i sami warszawiacy. Autorka przysłuchuje się ponadto dźwiękowemu pejzażowi stolicy. Opisuje odgłosy, które wydawało miasto. Warszawa jawi się jako przestrzeń głośna, przesycona hałasem tramwajów, wszechobecnych placów budowy oraz komunikatów nadawanych z megafonów. Gwar ulicy znajduje swoje odzwierciedlenie także w sferze prywatnej, domowej – przez krzyki i rozmowy sąsiadów gnieżdżących się w swoich nowych, ciasnych mieszkaniach przebijają się dźwięki płynące z radioodbiorników i, dużo rzadziej, pojawiających się dopiero w polskich domach telewizorów. Wyjątek dla wielkomiejskiego zgiełku zdawał się stanowić Muranów – miejsce-po-getcie, w którym panowała wymowna, martwa cisza. Chutnik, pisząc o fonosferze stolicy, stawia pytanie, czy „była miastem, jak widział je Tadeusz Kubiak, »Chopina i Waryńskiego, Mazurów kajdaniarskich i Etiud«, czy raczej pieśni puszczanych przez megafony” (s. 155).

Drugim najciekawszym, obok „Warszawy w wydaniu zmysłowym”, rozdziałem książki jest część zatytułowana „Socciało i przygody z seksem”. Choć czas po drugiej wojnie światowej przynosi kobietom w Polsce równouprawnienie zapisane między innymi w Konstytucji z 1952 roku, to w dużej mierze są to zmiany pozorne, nieznajdujące realnego odzwierciedlenia w codzienności milionów Polek. Zmiana prawa nie wpływa na zmianę mentalności, a praca zawodowa, do której udają się kobiety, nie zwalnia ich z dotychczasowych obowiązków domowych. Jak słusznie zauważa Chutnik, „neomatriarchat w przebraniu robotnicy (…) narzucał kobiecie podwójną rolę: pracownicy i domowej pokojówki, w zależności od miejsca, w którym w danej chwili się znajdowała” (s. 172). Dodatkowo komunizm walczył z wszystkim tym, co znajdowało się poza kontrolą aparatu państwowego, a więc także z tym, co biologiczne i związane ze sferą seksualną. Prasa rozpisywała się o rozbuchanych erotycznie młodych kobietach zamieszkujących hotele robotnicze, w których miało dochodzić do licznych ekscesów seksualnych, zaś „»złe prowadzenie się« stanowiło zagrożenie dla systemu” (s. 184).

Badaczka wskazuje na swoisty paradoks PRL-u, w którym „z jednej strony przyszłość narodu wiązano z »nowymi obywatelami«, z drugiej nadal sprawowano władze nad seksualnością kobiet” (s. 193). W efekcie powstał nowy, socrealistyczny wzorzec kobiecego ciała – swoiste socciało, ciało androgyniczne, w którym różnice płciowe ulegają zatarciu, choć tak naprawdę ostatecznie ciało kobiety zaczyna upodobniać się do ciała mężczyzny, a mówiąc precyzyjniej, ciało robotnicy zaczyna przypominać ciało robotnika. Uwidacznia się to nie tylko na propagandowych plakatach, ale także w opisach bohaterek powieści produkcyjnych czy w nowo powstających pomnikach. Zaczynamy mieć do czynienia wręcz z trzecią płcią, którą stanowią robotnice, wymykające się dotychczasowym klasyfikacjom i „normom”. Ich „socrealistyczne ciało (…) jest poza kategoriami, zawieszone w Inności” (s. 211). Chutnik zwraca uwagę na fakt, że „prymat produkcji nad prywatnością prowadził do metafor zrównujących ciało kobiety z maszyną. W epoce fetyszyzacji osiągnięć technicznych i intensywnej (od)budowy miasta maszyny wyraźnie zyskiwały seksapil” (s. 187).

Przełom, zdaniem autorki, stanowić miał rok 1955. Wszystko to za sprawą dwóch odbywających się wówczas wydarzeń. Pierwszym z nich była Wystawa Młodej Plastyki „Przeciw wojnie, przeciw faszyzmowi”, podczas której cielesność stanowiła istotny aspekt wielu prezentowanych na niej prac. Za „próbę odzyskania ciała” (s. 214) – zarówno kobiecego, jak i męskiego – badaczka uznaje także V Światowy Festiwal Młodzieży i Studentów o Pokój i Przyjaźń, który odbył się w 1955 roku w Warszawie. Podczas tego „dwutygodniowego »poststalinowskiego karnawału«” (s. 225) roztańczony, kolorowy tłum niejako wyrwał się z ram wyznaczonych im przez państwo socjalistyczne. Młodzi ludzie w atmosferze wspólnej zabawy, wolności i nieskrępowania powoli zaczęli na nowo odkrywać swoją cielesność i seksualność, a nad rozgrzanymi od płomieni słonczych ulicami Warszawy „erotyzm wisiał w powietrzu” (s. 222).

W „Mieście zgruzowstałym” Chutnik prezentuje także swoisty „atlas typów charakterystycznych” (s. 226) – opisuje różne grupy mieszkańców stolicy, również takie, które w latach pięćdziesiątych powoli znikają z ulic Warszawy, jak chociażby gazeciarze czy dorożkarze. Autorka pisze o „ulicznych bohaterach codzienności” (s. 230) – będących utrapieniem warszawiaków domokrążcach, krzykliwych bazarowych handlarkach czy tak zwanych „winogronach”, a więc pasażerach na gapę, którzy podróżowali uczepieni do tramwajów i autobusów, w których zabrakło już dla nich miejsca. Wśród opisywanych grup badaczka wyróżnia chuliganów, którzy odpowiadają za szerzący się w latach pięćdziesiątych w stolicy bandytyzm i uliczny terror. Autorka zwraca również uwagę na problem alkoholizmu, z którym borykają się zarówno mieszkańcy, jak i władze Warszawy próbujące walczyć z szerzącym się nałogiem, wprowadzając ograniczenia sprzedaży alkoholu oraz spożywania go na świeżym powietrzu. Popularne budki z piwem stają się nie tylko stałym elementem krajobrazu stolicy, ale także miejscami opisywanymi w literaturze, chociażby przez Marka Hłaskę. Ponadto Chutnik prezentuje na kartach swojej książki kociaki i bikiniarzy, a więc kobiety i mężczyzn, którzy wyróżniali się swoim ekstrawaganckim strojem i charakterystycznymi fryzurami. Badaczka zastanawia się, czy w ich sposobie „noszenia się” „drzemał (…) podtekst polityczny” (s. 254) – czy uznać można było go za rodzaj buntu, oporu wobec szarej codzienności lat pięćdziesiątych.

Autorce „Cwaniar” bliska jest „koncepcja miasta jako przestrzeni wieloznacznej” (s. 7). W „Mieście zgruzowstałym” próbuje rozkodować sferę codzienności stolicy w latach 1954–1955. I choć wydawać by się mogło, że zarówno o Warszawie, jak i samym PRL-u powiedziano już niemal wszystko, to książka Sylwii Chutnik udowadnia, że wciąż istnieją aspekty życia w mieście stołecznym lat pięćdziesiątych, które do tej pory nie zostały zbadane i opisane. Autorka z charakterystyczną dla siebie literacką lekkością podejmuje się zaprezentowania codzienności stolicy przed odwilżą, co nazywa „zaglądaniem pod dziurawą podszewkę socjalizmu i zbieraniem okruchów rzeczywistości” (s. 270). Monografia pisarki niewątpliwie stanowi ważne uzupełnienie istniejących już publikacji varsavianistycznych i choć mamy do czynienia z pracą naukową, to czyta się ją jak najlepszy reportaż o Warszawie.
Sylwia Chutnik: „Miasto zgruzowstałe. Codzienność Warszawy w latach 1954–1955”. Wydawnictwo Ossolineum. Wrocław 2020 [seria: Na Jeden Temat].