ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (415) / 2021

Michał Paweł Urbaniak,

STORCZYKI I OFELIE (THERESE BOHMAN: 'UTONĘŁA')

A A A
Narratorką debiutanckiej powieści Therese Bohman – powieści, którą polski czytelnik ma szansę poznać jako trzecią po „O zmierzchu” i „Ta druga” – jest młoda kobieta Marina. Mieszka w Sztokholmie, studiuje historię sztuki, choć brakuje jej prawdziwego zaangażowania. Nie układa jej się także życie uczuciowe – związek z Peterem ma w sobie więcej pozorności niż stabilności. Zagubiona Marina decyduje się odwiedzić swoją starszą siostrę na prowincji. Pierwszy raz widzi Stellę w nowym domu, poznaje też jej obecnego partnera – Gabriela, dobiegającego pięćdziesiątki cenionego pisarza. Między nim a narratorką rodzi się nieodparta fascynacja.

Szwedzka pisarka przedstawia sugestywny portret młodej kobiety: niepewnej, potrzebującej opieki. Marina chce się ukryć, schronić przed życiem, unika odpowiedzialności, nie wychodzi z inicjatywą. Jednocześnie w całym swoim zagubieniu, bezradności, pozostaje dość toksyczna – niczym trujący bluszcz (pozwalam sobie na takie porównanie, bo rośliny dodają tej powieści symbolicznego wymiaru). Trudno oprzeć się wrażeniu, że to relacje ze Stellą ukształtowały ją najbardziej. Siostry bardzo się różnią. Stelli nigdy nie brakowało pewności siebie, czyniła śmiałe plany, była zdecydowana i metodyczna, miała jasno sprecyzowany pomysł na siebie. Dopiero wejście w nieakceptowany przez najbliższych związek z dużo starszym Gabrielem jawiło się jako szaleńczy poryw. Jednak również w zupełnie nowych warunkach Stella potrafiła poukładać sobie życie. Tego nie potrafi zakompleksiona Marina (poskarży się ona: „moja siostra jest świadoma celu i ma poczucie własnej wartości, czego mnie brakuje”).

Miłość sióstr, choć niewątpliwie silna, jest bardzo skomplikowana, niepozbawiona napięcia (kwestia problematycznego „siostrzeństwa” w nieco zmienionej formie powróci w „Tej drugiej”). Obie kobiety pozostają blisko, a jednak trzymają się na dystans. Troszczą się o siebie, lecz zarazem wyczuwa się tu podskórną niechęć. Łączą je wspomnienia z dzieciństwa, lecz rozdziela dorosłość. Narratorka ciągle się porównuje ze starszą siostrą, choćby w lustrze: „przyglądam się własnej twarzy. Wydaje się, że jest w niej coś dziwnego, że moje rysy są zbyt zaokrąglone, miękkie, jakby miały się rozpłynąć. Tym różnię się od Stelli, wszystko w jej twarzy jest ostrzejsze, wyrazistsze, zawsze wydawało mi się, że wygląda bardziej wyrafinowanie, elegancko, nawet bardziej inteligentnie. Przyglądam się swoim ustom, wargi są jakby opuchnięte, mięsiste w jakiś wulgarny, wprost obrzydliwy sposób”. Z jej opowieści przebija zazdrość. Marina zazdrości Stelli pewności siebie, zdecydowania, miłości dumnych rodziców, uznania społecznego, jakie niesie ze sobą prestiżowa praca, a wreszcie – partnera i tego, co wspólnie zbudowali. Wydaje się, że nieświadomie chce rozbić ten związek, dlatego nie opiera się, gdy Gabriel pozwala sobie względem niej na nazbyt czułe gesty. Choć ma wyrzuty sumienia i czuje się niepewnie, czerpie też satysfakcję z obecnej sytuacji („Mamy wspólną tajemnicę – myślę – tajemnica daje kredyt zaufania, a takie kredyty są ważne, mocno wiążą ze sobą ludzi. Ta wina jest jak więź – myślę. – Wymieniliśmy się winą, jak inni wymieniają się obrączkami. Teraz nosimy ją wspólnie, tajemnicę wiarołomstwa”). Gdy Stella ginie tragicznie, siostra niejako zajmuje jej miejsce, przekonana, że wreszcie ktoś da jej – bardzo złudne – poczucie bezpieczeństwa.

Powieść „Utonęła” dałoby się rozpatrywać jako naprawdę udany thriller (a tego nie da się powiedzieć o następnych powieściach Bohman, zresztą może z korzyścią dla nich). Nieustanne napięcie jest podbijane przez sugestywne obrazy. Autorka „O zmierzchu” pozornie odmalowuje skrawek raju, a zarazem zwraca uwagę na szczegóły, które łamią ów sielankowy wizerunek (panuje duchota, nasturcje opanowują mszyce, pojawia się też jabłoń, którą dałoby się uznać za rajskie drzewo poznania dobra i zła). W tym „raju” dochodzi do nieszczęśliwego wypadku. Po tajemniczej śmierci siostry Marina zacznie patrzeć zupełnie inaczej na jej ostatni związek. Wiele wskazuje na to, że porywczy, skłonny do wpadania w furię Gabriel robił jej krzywdę, a poukładana, świetnie zorganizowana Stella znosiła jego ataki w milczeniu. Czy to tylko wymysły, a może Gabriel jest wizjonerem-psychopatą? Odpowiedzi nie są jednoznaczne. Całość przywodzi luźno na myśl ponurą baśń o Sinobrodym, „Verę” Elizabeth von Arnim czy „Rebekę” Daphne du Maurier. Jednocześnie wydaje się, że zaklasyfikowanie debiutanckiej powieści Bohman jako thrillera byłoby nie tylko krzywdzące, ale i niewłaściwe. Szwedzka pisarka pomysłowo wykorzystuje pewien sztafaż, aby opowiedzieć historię o zniewoleniu współczesnych kobiet w toksycznych związkach, o znoszeniu przemocy rozgrywającej się za zamkniętymi drzwiami. „Utonęła” to najbrutalniejsza z jej książek.

Omawiając tę pozycję, nie można zapomnieć o innej topielicy, przywoływanej w powieści. Chodzi o Szekspirowską Ofelię. Obecność wody jest tu istotna. Choć pływanie nie kojarzy się narratorce dobrze, woda to nie jej żywioł, Marina nagle ma nadzieję na odnalezienie lepszej siebie: „Teraz, gdy zamykam oczy i się zaburzam, mieszają się we mnie strach i zachwyt. Wyraźnie to czuję, woda to nie mój dom, ale myślę, że być może da się to zmienić, stanę się kimś innym. Choć woda jest ciepła, niemal zbyt ciepła, chłodzi mi twarz. Myślę o pocałunku Gabriela, jego zdecydowanej dłoni za moją głową, na karku. (…) Mogłabym tu utonąć, umrzeć, i nikt by tego nie zauważył”. Nieświadomie zapowiada przyszłą tragedię Stelli, a może i własną. Wielkie znaczenie ma tu obraz Johna Everetta Millaisa „Ofelia” i opowieść związana z modelką, żoną Dantego Gabriela Rosettiego (bohatera pracy semestralnej Mariny), która po uciążliwym pozowaniu do obrazu rzekomo dostała zapalenia płuc i umarła. Zrozpaczony wdowiec wrzucił do jej trumny swoje wiersze, w ramach ofiary rezygnując z pisania. Kilka miesięcy później, gdy chciał je odzyskać, musiał otworzyć trumnę. Jest „Utonęła” po części przekształceniem tamtej makabrycznej – choć dziś włożonej między legendy – historii.

Nawiązań do losu Ofelii – czy też bohaterek powieści – widać tu zresztą więcej. Autorka „Tej drugiej” brawurowo posługuje się symbolami, wykorzystuje określone motywy, aby wzmocnić przekaz. Woda niesie oczyszczenie, ale i niebezpieczeństwo. Delikatny storczyk stanowi symbol w gruncie rzeczy kruchej Stelli. Marina słyszy nocny krzyk, który identyfikuje jako pisk myszy („Oczami wyobraźni widzę, że piszczy mysz, jedna z tych małych pod domem, widziałam jedną, maleńkie czarne oczka, jak ziarnka pieprzu, widzę ją teraz w łapach kota, jak walczy o życie, piszczy, wyrywa się, jak jej serce wali w panice, kiedy kot wbija w nią kły”), a zaraz potem podsłuchuje niemal analogiczną scenę zbliżenia erotycznego między Gabrielem i Stellą. Jednak najważniejszy symbol to hodowana przez siostry w słoiku gąsienica niedźwiedziówka. Owad, co prawda, zdążył zmienić się w motyla, ale zdechł w szklanym więzieniu („nie mógł się wydostać, może z wycieńczenia tym, że nadaremnie próbował odnaleźć drogę na zewnątrz”). Wydaje się, że takim typem bohaterki jest właśnie Marina – uwięziona, niemal bezwolna, samotna, pozbawiona drogi wyjścia. Przerażający to obraz, choć – gdyby odrzeć go z thrillerowego sztafażu – czy nie w dużej mierze autentyczny?

Karolina Andersson z „O zmierzchu” jest zaintrygowana młodym, pełnym pasji doktorantem. Bezimienna narratorka powieści „Ta druga” wchodzi w relację z dużo starszym, żonatym mężczyzną. W przypadku Mariny dzieje się podobnie – jednak pomimo zbliżonego punktu wyjścia, przedstawione historie pozostają odmienne, bo też ich bohaterki są bardzo różne. Narratorka „Tej drugiej” jest w dużej mierze samodzielna i niezależna, patrzy na świat z trzeźwą ironią, ma świadomość istnienia społecznych schematów, którym jest gotowa się przeciwstawić (choć te próby nie zawsze są uwieńczone sukcesem). W trzonach fabuł kolejnych książek szwedzkiej pisarki zawsze tkwi romans. To w pierwszej chwili może wzbudzić skojarzenia z banalną literaturą popularną. Tymczasem zdaje się, że Therese Bohman całkiem świadomie wychodzi od tego typu historii, aby ukazać dramat funkcjonowania kobiet we współczesnym społeczeństwie w obliczu wyznaczonych zakazów, nakazów czy rzekomych powinności. W rezultacie zamiast romansu – często tendencyjnego, schematycznego, pozbawionego głębi, zwieńczonego szczęśliwym zakończeniem – dostajemy mocną w swej aktualności literaturę psychologiczną. Literaturę psychologiczną najwyższej próby.
Therese Bohman: „Utonęła”. Tłum. Justyna Czechowska. Wydawnictwo Pauza. Warszawa 2021.