Wydanie bieżące

1 września 17 (89) / 2007

Anna Katarzyna Dycha,

KRAMBAMBULA

A A A
“The best albo belarusian disco”. Westrecords, 2007
Niech nikogo nie zmyli tytuł płyty. W muzyce projektu Lawona Wolskiego, lidera białoruskiego N.R.M.-u, znajdziemy niemal wszystkie gatunki muzyczne i to podane w lekkiej, niezaangażowanej formie.

Wolskiego doskonale znają wszyscy bywalcy festiwalu Basowiszcza. Co roku na uroczysko Boryk koło Gródka przyjeżdżają Białorusini manifestujący swoje wolnościowe dążenia i wspierający ich Polacy, jednocześnie fani białoruskiej sceny muzycznej. Macierzysty zespół Lawona, N.R.M., występuje od początku istnienia festiwalu. Grają dobrego, mocnego rocka z białoruskimi tekstami, które są formą protestu przeciw reżimowi Łukaszenki. Wolski – jak każdy rasowy artysta – lubi jednak różne muzyczne konfiguracje. Udziela się w ostrym Zet oraz projektach „Narodny Albom” i „Ja Naradziusa Tut”. Zainicjował też Krambambulę, którą mimo kilku występów w Polsce ciągle znają tylko nieliczni. Ostatni koncert dali właśnie na „Basach”.

Działalność formacji zaczęła się od tego, że kilku białoruskich muzyków (wielu po muzycznych fakultetach), z Wolskim na czele, postanowiło nagrać album z piosenkami na temat różnych alkoholowych napojów, z których każda była utrzymana w stylu kraju, z jakiego trunek się wywodził. Potem przyszedł czas na miejską lirykę i piosenki świąteczne. Teraz muzycy z Krambambuly „grają wszystko co zechcą, czasem wesoło, czasem smutno”.

Płyta „The Best albo Belarusian Disco” zawiera doskonałą mieszankę rocka, bluesa, country, folka i brzmień pochodzących z różnych zakątków świata – od Bałkanów, przez Francję, po Irlandię z dodatkiem muzyki ludowej i disco. Znakomity efekt przenikania się stylistyk osiągnęto dzięki wykorzystaniu całego spektrum instrumentów, by wymienić tylko: trąbkę, puzon, mandolinę, akordeon, skrzypce, harmonijkę. Na wokalu prócz Lawona słychać także m.in. Siarhieja Michałoka i Aliaksandra Kullinkowicza z Neuro Dubla.

Białoruscy muzycy potrafią być przebojowi („Hos’ci”, „Turysty”, „Susiedzi”), zaśpiewać na ludową nutę („Mama darahaja”) czy drwić ze skocznego disco („Staryja Chipany”). Do źródeł swojej twórczości sięgają w utworach „Absent” (piękna piosenka we francuskim stylu), „Kufal’ piwa, kielich wiski” (energiczny folk) czy „Tekili” (z meksykańskimi inspiracjami). Płynnie przechodzą z jednej stylistyki w drugą. Daje znać o sobie naturalna białoruska muzykalność, swoje robi też dźwięczny język.

Warto wyjaśnić genezę nazwy zespołu. Pochodzi od starego, białoruskiego alkoholu przyrządzonego na bazie gorzałki lub spirytusu z miodem, goździkami, cynamonem i czerwonym pieprzem (we wkładce do płyty odnaleźć można dokładny przepis!), który nieco zapomniany przeżywa teraz swoją drugą młodość. Na krążku znalazły się też m.in. informacje o zespole, akordy i teksty piosenek oraz liczne zdjęcia, na których doliczyłam się 14 osób poprzebieranych za św. Mikołajów, „piratów z Karaibów”, króliki lub po prostu w perukach, okularach i barwnych strojach. Wygłupy to specjalność białoruskich muzyków. A wszystko po to, by bawić słuchaczy.

Krambambula ma na koncie kilka płyt, teledyski, festiwalowe nagrody, występy nie tylko na Białorusi, ale też na Ukrainie. Zaś ich przyszłość wydaje się świetlana, bowiem ich eklektyczna muzyka ma w sobie więcej świeżości niż dokonania N.R.M.-u i innych kapel, na których twórczości swoje piętno odcisnęła smutna białoruska rzeczywistość.