Wydanie bieżące

1 września 17 (89) / 2007

Grzegorz Mucha,

TYMON & THE TRANSISTORS

A A A
„Don't Panic! We're From Poland”. Biodro Records, 2007.
Tymon Tymański jest muzykiem niezwykle inteligentnym i wielce przewrotnym. Wiedza ta nie pomaga podczas słuchania jego nowej propozycji muzycznej. Czternaście rockowych numerów, śpiewanych na przemian po polsku i angielsku nie zachwyca. Ponadto nie otwiera nam pola do nowego spojrzenia na artystę. Utwory są bardzo typowe dla rocka lat 90. Mam na myśli rock światowy, bo z polskim artysta tylko flirtuje. Wyraźnie słychać, że Tymański ze „światowym graniem” jest obeznany. Nie podąża za jakimkolwiek trendem, gdyż przede wszystkim jest wielkim prześmiewcą.

I tu pojawia się spory kłopot. Jak interpretować jego nową propozycję muzyczną? Zadaję sobie pytanie, ile jest w niej szczerości i świeżości, a ile pastiszu. Słuchacz znający bogaty dorobek muzyczny Tymańskiego wie, iż potrafi on bawić się wszelkimi stylistykami. Jego nie całkiem poważny jazzowy zespół Miłość zdobył całkiem poważną, i zasłużoną, sławę. Grupa Kury prezentowała swoistą mieszankę stylistyczną z pogranicza muzycznego kiczu. Transistors jest Kurom bliska, ale nie ma już tej samej siły rażenia. Przyznam, iż nie do końca rozumiem pomysł na ten zespół. Zarówno teksty, jak i muzyka są zbyt proste, aby znajdować w nich drugie dno. Najsilniej zapada mi w pamięć kompozycja. „Morze, Plaża, Słońce”, która swoją prostą melodyjnością sięga w rejony bliskie liście przebojów. Tekst-modlitwa o wciągającym parę kochanków piasku jest podobnie prosty i podobnie urzekający. Podoba mi się też, dobrze współbrzmiący z liderem, głos Sary Brylewskiej. Grupa z samymi tego typu piosenkami byłaby zbyt banalna, aby ja poważnie traktować. Ale jestem daleki od trendowej krytyki, która niemal zawsze poważa wszystko co jest pastiszem. Dlatego dla mnie Tymon mógłby pójść w takim kierunku. Przecież, jako artysta niespokojny, i tak wkrótce obdarzy słuchaczy pomysłem równoległym i… całkiem odmiennym.

Kim dziś jest Tymon Tymański? Pytanie to stale kołacze się po głowie podczas słuchania Transistors. Podobnie jak wiele innych. Czy pragnie być polskim Frankiem Zappą? Czy polska scena rockowa potrzebuje kogoś takiego? Czy można kpić z niej, dlatego, że jest nikła i słaba? Czy artysta z talentem na miarę Tymańskiego nie mógłby zrobić czegoś na poważnie? Czy ktoś w Polsce potrafi przedstawić poważną propozycję muzyczną? Przy czym wcale nie mam na myśli jakiegoś dęcia w tubę patosu. Ponadto wierzę, że Tymon byłby w stanie to zrobić, ale za bardzo lubi się śmiać.