ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 lipca 14 (422) / 2021

Wiktoria Łakota,

PIEKŁO NA ZIEMI (HALLIE RUBENHOLD: 'PIĘĆ. NIEOPOWIEDZIANE HISTORIE KOBIET ZAMORDOWANYCH PRZEZ KUBĘ ROZPRUWACZA')

A A A
„Piekło istnieje, niezależnie od tego, czy ktoś wierzy w nie, czy też je neguje” (Zieja 2019: 257).

 

W dziejach rodu Adama wizja piekła przemawia do człowieka niezwykle sugestywnie, zaś niektóre pytania o los i życie post mortem wciąż pozostają bez odpowiedzi. Czas biegnie nieubłaganie, a jedyne, czego jesteśmy pewni, to to, że wszyscy kiedyś umrzemy. Nie znamy daty ani okoliczności. Nie wiemy, co czeka nas po drugiej stronie: życie wieczne w niebie czy zstąpienie wprost w czeluści piekielne. Wydaje się, że tak od siebie różne, odległe krainy, nie mogą ze sobą współistnieć. Należy oddzielić ziarno od plew. Szlachetnych ludzi od grzeszników, bałamutów i lekkoduchów. Historia podaje jednak, że zło i dobro nieustannie się ze sobą łączy i przeplata. Jednym z takich miejsc, gdzie niemoralność wbiła swoje zębiska w bezbronnych, poczciwych ludzi, był XIX-wieczny Londyn.

Pięć pozornie różnych historii, które zdają się nie mieć ze sobą nic wspólnego. Pozornie, ponieważ łączy je zdecydowanie więcej niż wspólny oprawca. „Pięć. Nieopowiedziane historie kobiet zamordowanych przez Kubę Rozpruwacza” Hallie Rubenhold to przede wszystkim głośna próba zwrócenia uwagi na los kobiet, które zapisały się w historii jako „kanoniczna piątka”. Historyczka wyraża sprzeciw wobec patrzenia na nie jedynie przez pryzmat tego, że zostały zabite przez mordercę o pseudonimie Kuba Rozpruwacz, którego nie udało się nigdy schwytać, a co dopiero jednoznacznie wskazać: „Podejrzewano, że był mieszkańcem Whitechapel, a może zamożną »szychą« z West Endu, Żydem, żeglarzem, rzeźnikiem albo chirurgiem, cudzoziemcem, wariatem, a nawet nie jednym człowiekiem, a gangiem specjalizującym się w wymuszeniach” (s. 19). Jak łatwo zauważyć, mordercze zapędy przypisywano osobom, które należały do różnych klas społecznych. Tajemniczym, nieuchwytnym zabójcą mógł być więc dosłownie każdy. Jeżeli mieszkał w Whitechapel, znał rozkład ulic i budynków, a także zwyczaje ich mieszkańców. Jeżeli był żeglarzem, nie miał stałego miejsca zamieszkania, żył w nieustannym ruchu, co mogło stanowić idealną przykrywkę dla seryjnego mordercy. Jako rzeźnik lub chirurg umiejętnie posługiwał się nożem, co wyjaśniałoby jego pewną rękę.

Mimo kilku przypuszczeń, kim właściwie mógł być Kuba Rozpruwacz, nie ulega wątpliwości, że jego historia „jest w istocie opowieścią o utrwalonej, bezdennej nienawiści zabójcy do kobiet, a nasza kulturowa obsesja na punkcie tego mitu normalizuje jedynie tę konkretną odmianę mizoginii” (s. 375). Rubenhold pragnie sprawiedliwości dla tych, których pozbawiono prawa do decydowania o swoim życiu i niejako śmierci. Zrywa kajdany trywializacji losów Mary Ann „Polly” Nichols, Annie Chapman, Elizabeth Stride, Catherine Eddowes i Mary Jane Christopher, pokazując czytelnikowi ich prawdziwą historię.

Dwie strony medalu

„Istnieją dwie wersje zdarzeń z 1887 roku. Pierwsza jest powszechnie znana, drugą zepchnięto w niepamięć” (s. 11). Tymi słowami autorka otwiera książkę poświęconą ofiarom Kuby Rozpruwacza.

Pierwsze wydarzenie wiąże się ze złotym jubileuszem królowej Wiktorii oraz uroczystościami, które odbyły się głównie 20 czerwca 1887 roku. Z tej okazji „odprawiono mszę dziękczynną w opactwie westminsterskim, wydano uroczyste przyjęcie, zorganizowano paradę wojskową w Windsorze, a w Hyde Parku fetę dla dzieci (…)” (s. 12). Jak okiem sięgnąć, wszędzie królował przepych i blichtr, które miały być wyrazem wszechogarniającego umiłowania dla Jej Królewskiej Mości.

Druga, bardziej mroczna wersja zdarzeń z 1887 roku kładzie cień na szczęśliwe jubileuszowe lato. „Bezchmurne niebo sprzyjało beztroskim piknikom, ale wypaliło pola na wiór i zbiory owoców były marne. Susza i brak pracy dla robotników sezonowych spotęgowały i tak już dotkliwe bezrobocie” (s. 13). Na efekty takiej sytuacji nie trzeba było długo czekać. Ubodzy, bezdomni i bezrobotni rozbili się na placu Trafalgarskim, ponieważ „woleli spać na ulicy, niż pogodzić się z urągającymi ludzkiej godności warunkami panującymi w przytułkach” (s. 13). Od tej pory obozujący na stałe wpisali się w krajobraz placu, siejąc niemałe zgorszenie wśród przechodniów. Z czasem w stronę potrzebujących wyciągnięto pomocną dłoń. Socjaliści, członkowie Armii Zbawienia i różne organizacje zaczęli rozdawać im żywność, kawę i herbatę, a nawet Biblię. Brak konieczności uiszczenia opłat za nocleg „pod chmurką”, jak również poczucie wspólnoty we wzajemnym cierpieniu „zwabiły na plac rzesze londyńczyków wyrzuconych na społeczny margines (…)” (s. 14). Od tej pory plac Trafalgarski stanowił konglomerat ludzi zróżnicowanych pod względem wieku, płci, zawodów i pochodzenia społecznego. Żebracy wyciągali ręce po jałmużnę, niektórzy wypatrywali zamożnych obywateli, teatralnie trzęsąc się zimna, by wywołać w nich współczucie. Wśród ubogich i uciemiężonych, którzy obozowali wówczas na placu, znalazła się Polly Nichols – pierwsza z ofiar Kuby Rozpruwacza. Jej śmierć dała początek krwawej serii morderstw, których dokonano w dzielnicy Whitechapel we wschodnim Londynie.

Drastyczne, brutalne zabójstwa pięciu kobiet powołały do życia legendę o Rozpruwaczu. Gazety ścigały się w wymyślaniu sensacyjnych tytułów, które niejednokrotnie stanowiły zlepek nieprawdziwych, podkoloryzowanych historii. Informacje sabotowały działania śledczych, którzy wciąż poszukiwali domniemanego sprawcy. Zdawało się, że był on zawsze o krok przed nimi. Ale pod powierzchnią społecznej paniki i lęku tliła się szansa na częściowe poznanie prawdy o wydarzeniach, które rozegrały się w 1888 roku. „Większość informacji na temat pięciu ofiar czerpano z zeznań złożonych podczas dochodzenia, układających się jednak w dość dyskusyjny zapis” (s. 19). Niespójne, niekiedy okrojone zeznania świadków, którzy jako ostatni mieli kontakt z ofiarami, ukazały bezlitosną prawdę o życiu ówczesnej biedoty. Uwłaczające godności ludzkiej warunki stanowiły idealne odzwierciedlenie tego, jak mogłoby wyglądać – i wyglądało – piekło na ziemi.

„Bo to zła kobieta była”

Przyjęło się uważać, że ofiary Kuby Rozpruwacza były prostytutkami. Co ciekawe, tylko Mary Jane Kelly otwarcie przyznawała się do prostytucji. Nie ma żadnych ostatecznych dowodów na to, że pozostałe kobiety mogły trudnić się nierządem. Prawdę mówiąc, w tamtych czasach trudno było odróżnić kobietę lekkich obyczajów od cnotliwej dziewczyny. Sami funkcjonariusze policji mieli problemy z określeniem, które spośród obserwowanych kobiet mogą być prostytutkami. Dobry przykład stanowi głośna sprawa z lipca 1887 roku, „kiedy Elizabeth Cass, krawcowa, która pewnego wieczoru wyszła sama z domu, by kupić parę rękawiczek i obejrzeć dekoracje świetlne zainstalowane z okazji złotego jubileuszu na Regent Street, została przez pomyłkę aresztowana jako dama lekkich obyczajów” (s. 370). Jak podaje Rubenhold, wystarczyło niewiele, żeby trafić do rejestru prostytutek. Istniało kilka zasad, których złamanie miało jasno dowodzić, że kobieta jest nierządnicą. Prawo zabraniało wychodzenia z domu po godzinie dwudziestej trzeciej, wystawania w bramach, pod latarniami i w oknach w celu nagabywania potencjalnych klientów. Bardziej wyzywający strój miał sugerować, że kobieta świadczy usługi seksualne za opłatą, dlatego wymagano, by ubierała się ona przyzwoicie i adekwatnie do okazji.

Kobiety, niezależnie od zajmowanej pozycji społecznej, miały być ciche, skromne, sumienne w swoich codziennych obowiązkach. Rola kobiety oscylowała w granicach domu: miała ona prowadzić dom mężowi i rodzić kolejne dzieci, „stanowiła zwornik życia rodzinnego, więc jej charakter musiał być nieskazitelny” (s. 367). Każdy niepewny krok groził zrujnowaniem domowego ogniska. A oto wcale nie było trudno. Bohaterki „Pięciu” przekonały się o tym na własnej skórze.

Te same przeciwności losu. Śmierć w rodzinie spowodowana nagłą chorobą, trudy rodzicielstwa, problemy finansowe, wielka miłość zakończona z głośnym hukiem i trzaskiem łamanych serc, zaglądanie do butelki, by uśmierzyć ból wszystkich doświadczonych w życiu krzywd, bezdomność i wynikająca z niej konieczność nocowania w schroniskach, jak również przytułkach, gdzie warunki sanitarne wołały o pomstę do nieba. Są to tylko niektóre ze wspólnych elementów życia Polly, Annie, Elizabeth, Kate oraz Mary Jane. Gdy patrzy się na ich historie i zbliżony wiek (oprócz młodziutkiej Mary Jane), nasuwa się myśl, że ofiary Kuby Rozpruwacza mogłyby być siostrami. Jeżeli nie biologicznymi, to chociaż „przyszywanymi”, towarzyszkami wspólnej niedoli. Być może mijały się codziennie na ulicy. Być może odwiedzały te same bary i noclegownie. Spały na ulicy pod wspólnym niebem, trzęsąc się z zimna, gdy nadchodziły chłodniejsze noce. To, że te kobiety doświadczyły wiele zła, wiele przemocy, nie podlega dyskusji, tak jak nie podlega dyskusji fakt, że zginęły z rąk mordercy, którego personalia do dziś budzą w ludziach dziwne podniecenie.

Jak feniks z popiołów

Kuba Rozpruwacz w brutalny sposób odarł swoje ofiary z resztek człowieczeństwa, jakby taka forma śmierci miała być adekwatna do tego, kim były i co zrobiły za życia. Okrzyknięto go zabójcą prostytutek, jednoznacznie sugerując, iż wszystkie kobiety, które zabił, nimi były. W przekonaniu historyczki to niewybaczalna stygmatyzacja, i trudno się z takim stwierdzeniem nie zgodzić. Swoją książką Rubenhold zrzuca z piedestału nieuchwytnego, niezwyciężonego zabójcę, który zdążył urosnąć do rangi superzłoczyńcy – pogromcy „zwykłych prostytutek”.

„Pięć” to swoiste kompendium wiedzy na temat życia Polly, Annie, Elizabeth, Kate i Mary Jane, które bynajmniej nie należały do kobiet gorszego sortu. Znajdziemy w nim bogaty materiał bibliograficzny, nieznane archiwalne materiały, umożliwiające prześledzenie kolejnych etapów życia zabitych kobiet. Dołączono również pomocniczą mapkę „Londynu w czasach pięciu”, która przedstawia ostatnie miejsce zamieszkania ofiar, a także miejsca, w których odnaleziono ich ciała. Jednakże najciekawszym elementem okazuje się rozdział poświęcony przedmiotom, które zmarłe miały przy sobie w chwili śmierci. Zebrane rzeczy dowodzą tego, że ich właścicielki żyły naprawdę, a cały dorobek poupychany w różnych częściach garderoby jest tego jak najlepszym potwierdzeniem. Na kartkach książki ożywają losy zapomnianych kobiet, których krzywd nikt nigdy nie pomścił.

Książkę należy traktować jako pozycję obowiązkową dla każdego, kto kiedykolwiek zainteresował się zbrodniami Kuby Rozpruwacza, który pod osłoną nocy mordował w wiktoriańskim Londynie. Jednak o samym mordercy dowiemy się niewiele. Na palcach jednej ręki można policzyć, ile razy pojawiają się informacje o napastniku lub jego krwawych poczynaniach. Poszukiwacze mocnych wrażeń mogą być zawiedzeni, bowiem Rubenhold unika brutalnych opisów, pisząc o śmierci poszczególnych ofiar z należytym szacunkiem i współczuciem. Nie szuka sensacji, lecz żąda sprawiedliwości dla tych, którym z niewyjaśnionych powodów doczepiono łatkę „prostytutki”.

„Pięć” Hallie Rubenhold daje prztyczka w nos wszystkim tym, którzy uznali te kobiety za nieważne, a więc godne zapomnienia. Jako historyczka specjalizująca się w opisywaniu losów kobiet, a także wyjaśnianiu tajemnic z przeszłości, autorka stoi na straży godności każdego człowieka, któremu przyszło żyć w trudnych czasach. Jej narracja jawi się jako syreni śpiew, który we wzburzonym morzu dezinformacji na temat „kanonicznej piątki” zwabia każdego ciekawego czytelnika, doprowadzając go do poznania prawdy. To głos wart wysłuchania!

LITERATURA:

Zieja P.: „Natura piekła”. W: „Studia Sandomierskie” 2019, nr 26.
Hallie Rubenhold: „Pięć. Nieopowiedziane historie kobiet zamordowanych przez Kubę Rozpruwacza”. Przeł. Dorota Konowrocka-Sawa. Wydawnictwo Poradnia K. Warszawa 2021.