ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 października 19 (427) / 2021

Kamila Czaja,

ZAGRAJ TO JESZCZE RAZ, IVO (IVA PROCHÁZKOVÁ: 'ZAGRAJ MI NA DROGĘ')

A A A
Przygłuszona pamięć

Na kolejną cześć śledczych dokonań Mariána Holiny trzeba było czekać cztery lata, poprzednie zbrodnie i kary mogły się więc czytelnikom zatrzeć w pamięci. Na szczęście do lektury tomu trzeciego wystarczy nawet mgliste wspomnienie tego, kto jest kim, oraz mniej mgliste przekonanie, że „Mężczyzna na dnia” i „Roznegliżowane” to bardzo udane powieści kryminalne, więc warto sięgnąć po kolejną.

Co słychać w Rudolfinum

„Wygląda na to, że w programie tegorocznej Praskiej Wiosny są głównie zabójstwa” (s. 209) – ta diagnoza z „Zagraj mi na drogę” nieźle ujmuje fabularny trzon trzeciego tomu serii. Ginie młoda klarnecistka, Olga Brandesjová, a Holina i spółka dostają okazję poznania środowiska muzyki klasycznej. Iva Procházková świetnie to środowisko portretuje, proponując liczne, jak to w orkiestrze z przyległościami, postacie, z których co chwilę inna gra pierwsze skrzypce (proszę o wybaczenie mało subtelnych filharmonijnych gier, ale aż się tu prosi, zwłaszcza że autorka sama dzieli książkę na rozdziały o nawiązujących do orkiestry tytułach – fakt, że subtelniejszych niż moje wtręty). Pojawiają się konkretne utwory z repertuaru, szczegóły związane z budową instrumentów, trochę terminologii, z którą nie każdy – na szczęście także wśród prowadzących śledztwo policjantów – jest zaznajomiony. Spora część powieści rozgrywa się w Rudolfinum, znaczenie ma wspomniana Praska Wiosna, a ta środowiskowa warstwa i specyficzne dla profesji problemy podnoszą wartość książki (trochę jak w przypadku „Człowieka pana ministra” Michala Sýkory, chociaż tam portret akademickiej grupy zawodowej był aż nadmiernie części z nas znajomy…).

Festiwal zabójstw i podejrzeń

Równocześnie jest „Zagraj mi na drogę” rasowym kryminałem, podobnie jak tomy wcześniejsze. Od intrygującego „przedtaktu” po coraz bardziej nieunikniony finał Procházková opowiada tę historię z różnych perspektyw (w tym, co czasem karkołomne, a tu udane, z perspektywy mordercy). Znów mamy również zręczne kierowanie podejrzeń na różne osoby. Tak zręczne, że jak wynika z moich notatek z lektury, w bardzo nietrafionym miejscu zapisałam, że dobrze, że autorka pokazuje stosunek do sprawy przypadkowo [sic!] wmieszanych w śledztwo ludzi. Jest naprawdę niezłe mylenie tropów, wiarygodne, bo w kręgu podejrzanych prawie każdy ma coś na sumieniu, tylko niekoniecznie właśnie to, o co się go oskarża. Sytuacja się zaognia, gdy wiadomo, że Olga nie będzie jedyną ofiarą, a pisarka umiejętnie, z konsekwencją, ale niezbyt szybko, odsłania kolejne fakty. Co istotne, często nieco komplikuje, czy raczej: wzbogaca konstrukcję i zamiast po prostu w „czasie rzeczywistym” relacjonować odkrycia śledczych, pozwala policjantom referować różne wydarzenia czy rozmowy po fakcie, już z dodatkowym komentarzem ze strony Mariana i jego zespołu.

Śledcze współbrzmienia

Ponownie mamy do czynienia z występowaniem różnych priorytetów dochodzeniowych, ale – też ponownie – to raczej synergia niż antagonizm. Jedni stawiają na wyjaśnienia psychologiczne, w tym moc psychoterapii, inni na skrupulatną analizę danych, kolejni na poznanie uwarunkowań środowiskowych ofiar i podejrzanych, a sam Holina sięga do filozofii (tym razem do Nassima Nicholasa Taleba i jego koncepcji „czarnych łabędzi”), ufając jednak przede wszystkim astrologii i intuicji. I chociaż sama jestem trochę jak podkomisarz Diviš Mrštík, na którego twarzy „pojawił się cień wątpliwości, jak zawsze, kiedy Holina wyskakiwał z astrologią” (s. 135), to nie da się ukryć, że ten element nadal wyróżnia powieściowy cykl Procházkovej, a nie zostaje narzucony jako jedyny słuszny. Właśnie w uzupełnianiu się metod tkwi siła praskiej ekipy. I jedna z zalet kryminalnej serii.

Prywatne fałsze

Nacisk w „Zagraj mi na drogę” położony zostaje na śledztwo, nie na życie prywatne, ale też nie da się w pełni oddzielić jednego od drugiego, zwłaszcza gdy – jak Marian – romansuje się z żoną kolegi z pracy, albo – jak Lída Šotolová – zostaje się odsuniętą od śledztwa przez konflikt interesów. Drugi z tych wątków trafnie pokazuje, jak nawet najlepsi tracą policyjny obiektywizm wobec prywatnych uwikłań, natomiast układ Holiny z Sabiną i jej mężem, Rosťą Borem, wymyka się łatwym diagnozom. Może nieco żal, że – przynajmniej na razie – poznajemy tę sprawę wyłącznie z perspektywy głównego bohatera cyklu, bo chyba posłużyłaby jej lepszemu zrozumieniu okazja, by spojrzeć na ten trójkąt z punktu widzenia pozostałych jego wierzchołków.

Zmysłowa muzyka

Gdy czytamy w przypadki Mariana o „prywatnej skarbnicy zmysłowych wspomnień” (s. 295), nietrudno odnieść to do całej powieści. Dużo tu smaków, widoków, dźwięków (nie tylko muzycznych). Szczegółowo oddano topografię, nie pominięto obowiązkowych w tej serii detali kulinarnych. Do wszystkich wspomnianych zalet dodajmy przekład Julii Różewicz (kunszt widać zwłaszcza przy wyzwaniu przetłumaczenia na polski czeskiego kaleczonego przez występującą w powieści polską instrumentalistkę). Wszystko to sprawia, że tom „Zagraj mi na drogę” i składający się na niego „kolorowy wachlarz motywów i ludzkich dramatów” (s. 367) czyta się co najmniej równie dobrze jak poprzednie książki Procházkovej.
Iva Procházková: „Zagraj mi na drogę”. Przeł. Julia Różewicz. Wydawnictwo Afera. Wrocław 2021 [seria: Czeskie Krymi].