ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 października 19 (427) / 2021

Natalia Zając,

'SKĄD JESTEŚ A KIM JESTEŚ - TO NIE TO SAMO' (DIONISOS STURIS: 'ZACHÓD SŁOŃCA NA SANTORINI. CIEMNIEJSZA STRONA GRECJI')

A A A
Biały budynek z niebieskim dachem w kształcie kopuły, prowadząca do niego piaszczysta ścieżka, kępy nieśmiało wychylającej się znad ziemi roślinności, stromy kamienisty brzeg zatoki i osiołek stojący na pierwszym planie – na wszystko padają ciepłe, delikatne promienie słońca, a ponad tym sielskim obrazkiem rozciąga się bezchmurne błękitne niebo. Nie ma tutaj ludzi, panuje za to spokój, wręcz nienaturalny, ma się wrażenie, że czas stanął w miejscu, a grecki krajobraz zaprasza do wędrówki krętymi ścieżkami wybrzeża. Fotografia zamieszczona na okładce reportażu „Zachód słońca na Santorini” jest jednak złudna – to, co odnajdujemy na kartach książki Dionisosa Sturisa, rysuje nam bowiem zgoła inny obraz Grecji. Jak wskazuje podtytuł, autor pokazuje czytelnikowi ciemniejsze strony państwa, które w zbiorowej świadomości postrzegane jest przede wszystkim jako kolebka demokracji oraz kultury europejskiej. Reportaż skupia się na bardzo konkretnym wycinku greckiej rzeczywistości: opisuje przestępczą działalnośćZłotego Świtu, organizacji neofaszystowskiej działającej pod płaszczykiem skrajnie prawicowej partii politycznej. Centralnym punktem jest natomiast proces megali diki, czyli „wielki proces” sześćdziesięciu członków Złotego Świtu – jeden z największych i najbardziej przełomowych procesów sądowych w najnowszej historii Grecji.

Brutalna, zorganizowana przez złocistych napaść na greckiego rapera Pawlosa Fisasa, która skończyła się jego śmiercią, spowodowała, że w greckim społeczeństwie przelała się czara goryczy. Ludzie zaczęli jednoczyć się we wspólnej walce z neofaszystami – Złoty Świt stanowił bowiem realne zagrożenie już nie tylko dla imigrantów i uchodźców, ale także niewystarczająco „greckich” Greków. Fala protestów przetoczyła się przez greckie miasta, rozpoczął się także wielki proces sądowy przedstawicieli i przywódców Złotego Świtu. Po raz pierwszy Złoty Świt otrzymał zarzuty za przestępczą działalność całej organizacji – do tej pory złociści, którym postawiono zarzuty, byli sądzeni jako indywidualni sprawcy w oderwaniu od partii. Przez lata bowiem organizacja ta działała legalnie jako partia polityczna, a jej członkowie zasiadali w parlamencie. Megali diki było procesem, którym żyła cała Grecja, bowiem to od niego zależało dobre imię greckiej demokracji i sprawiedliwości. W procesie niebagatelną rolę odegrały matka zamordowanego rapera – Magdalena Fisa (która stała się symbolem walki ze złocistymi) – oraz Dimitra Zorzu i Paraskewi Karajanidu, dwie młode dziewczyny, które były świadkiniami napaści na Fisasa i nie bały się zeznawać o tym w sądzie. Kobietom tym Sturis poświęca w swoim reportażu bardzo dużo miejsca – stara się opisać ich niepewność, cierpienie i obawy, ale także ogromną wytrwałość w dążeniu do sprawiedliwości.

Sturis uczestniczy w każdej rozprawie, cały proces zostaje więc przez niego opisany bardzo szczegółowo. We wcześniejszych rozdziałach zarysowuje natomiast szersze tło społeczno-polityczne związane z działalnością złocistych. Bacznie przygląda się sianej przez przedstawicieli i sympatyków Złotego Świtu antyimigranckiej propagandzie oraz oddaje głos ludziom, którzy ucierpieli w wyniku pogromów przeprowadzonych przez złocistych na ulicach greckich miast. Nieprzypadkowo pierwszy rozdział reportażu nosi tytuł „Spacer śladami krwi” – bo właśnie tę krwawą i brutalną część współczesnej historii Grecji decyduje się opisać autor „Zachodu słońca na Santorini”. Pokazuje on kulturę grecką, która podszyta jest przemocą – złociści wychodzą na ulice, by dokonać napaści na wszystkich tych, którzy nie wpisują się w ich wizję „greckości” lub aktywnie sprzeciwiają się działalności Złotego Świtu. Porażająca jest początkowa bierność policji, mediów i wymiaru sprawiedliwości w stosunku do tych wydarzeń. Gdy złociści podpalili Meczet, w którym modliła się grupa Banglijczyków, nie rozpisywały się o tym prawie żadne greckie media. Sturis chce więc po części oddać sprawiedliwość ofiarom i stworzyć przestrzeń na to, by ich historie wybrzmiały.

W „Zachodzie słońca…” ciągle przywoływane jest pytanie: „apo pu ise?” czyli: „skąd jesteś?”. Grecy zaczynają tak większość rozmów, by wiedzieć, z kim mają do czynienia – jest to bowiem pytanie o rodzinną wioskę, ojcowiznę. Sturis opisuje to w następujących słowach: „Skąd jesteś to pytanie o ojca. Nie o matkę (…). Ludzie pytają: skąd jesteś? – a myślą: kto jest twoim ojcem? Kim był twój dziadek, gdzie jest twoja wioska? W drugiej kolejności to także pytanie o rodzinę, region, o sąsiadów, o wspólnotę, o korzenie. W trzeciej o to, czy ewentualnie można na ciebie liczyć. Jeśli twoje »skąd jesteś« jest w miarę blisko »skąd jesteś« osoby pytającej, to wiedz, że łączy was automatyczna, przyrodzona więź” (s. 107). Pytanie to na pierwszy rzut oka nie kojarzy się więc z czymś, co powodować może negatywne konsekwencje. Wręcz przeciwnie: przywodzi na myśl pewien rodzaj wspólnoty. Jednak, jak dowodzi Sturis, pytanie „apo pu ise?” nie jest pytaniem niewinnym. Może być ono bowiem utożsamione z pytaniem o to, kim jesteś – a wówczas zaczyna się „sprawdzian na greckość” i włączają się mechanizmy podziału opierające się na opozycji swój/obcy. Wraz z rozwojem działalności złocistych „apo pu ise?” zyskało mroczne oblicze – neofaszyści zaczęli używać tego pytania jako okrzyku bojowego. Już nie oczekiwano odpowiedzi, słowa te były po prostu groźbą i zapowiedzią przemocy względem tych, którzy są „niewystarczająco greccy”.

Pytanie o to, skąd jesteś, jest również punktem wyjścia dla drugiej osi narracyjnej reportażu, a mianowicie do jego części autobiograficznej. Autor „Zachodu słońca…”, podobnie jak w swojej poprzedniej książce, „Grecja. Gorzkie pomarańcze”, przeplata wątki reportażowe swoją osobistą historią. Sturis jest wychowanym w Polsce dzieckiem Polki i Greka. Choć Grecja jest dla niego miejscem ważnym, a sam w pewnym aspekcie czuje się Grekiem, to odrzuca on swoją ojcowiznę i podejmuje ciągłe próby poszukiwania i redefinicji własnej tożsamości. W częściach autobiograficznych znajdujemy opis trudnych relacji z ojcem oraz sprawy związanej ze zdobyciem papierów, które mają zwolnić Sturisa z odbycia w Grecji służby wojskowej. Fragmenty te jednak mówią nam także wiele o greckiej kulturze w ogóle: nieustannie powraca chociażby kwestia zrzucania poczucia winy i odpowiedzialności za wszelkie męskie przewiny na kobiety. Ciotka i matka Sturisa, druga żona ojca – to one odczuwają wstyd za swojego brata i męża, to one przepraszają i zajmują się rozwiązywaniem problemów. Grecja jawi nam się także jako miejsce uporczywie upominające się o swojego obywatela, choć jest to obywatel w zasadzie tylko na papierze. Sturis, mimo że od dziecka mieszka w Polsce, a do Grecji przyjeżdża początkowo, aby podczas pracy wakacyjnej zarobić trochę pieniędzy, zostaje zatrzymany na granicy, gdyż jego nazwisko w bazie podświetliło się na czerwono. Oznacza to, że nie podjął obowiązkowej służby wojskowej i krótko mówiąc: ma kłopoty. Trzeba skompletować zestaw dokumentów, które potwierdzą, że mężczyzna jest obywatelem innego państwa i może swobodnie przebywać na terytorium Grecji bez groźby przymusowego wcielenia do wojska. Wspominam o tym dlatego, że właśnie to wydarzenie okazuje się kluczowe dla zrozumienia podejścia Sturisa do swojej własnej „greckości” – mimo że jest ona istotną częścią jego tożsamości, to jednak jest to „greckość” na jego własnych zasadach. Nie pozwala on, aby jego życiem zawładnęło pytanie „apo pu ise?”, gdyż zdecydowanie bardziej liczy się dla niego pytanie „kim jesteś?”. Upatruje on bowiem wielkie niebezpieczeństwo w sprowadzaniu tożsamości człowieka do współrzędnych geograficznych (pytanie o wioskę) oraz DNA, a raczej jego połowy (pytanie o ojca).

Reportaż Sturisa, mimo że podejmuje niezwykle ważne tematy, jest niestety nie jest wolny od niedociągnięć oraz niezgrabności stylistycznych („Ponoć miewa gorsze dni, ale miewa też lepsze, lepszych jeszcze było więcej niż gorszych” [s. 167] etc.). Ponadto jest bardzo nierówny: pojawiają się w nim fragmenty naprawdę dobre oraz takie, które nużą, gdyż zostały zbyt rozwleczone. To, co dobrze sprawdziłoby się w formie krótszych tekstów dziennikarskich, wydane zostało w formie reportażu, który momentami trochę męczy. „Zachód słońca…” jest książką przesyconą emocjami autora, co dałoby się jakoś wytłumaczyć tym, że to nie zwykły reportaż, ale raczej rozrachunek z „greckością” – a przede wszystkim z jej mroczną, ciemną stroną. Dziwi jednak fakt, że Sturis nie przeprowadza bardziej wnikliwych rozmów na przykład z rolnikami tworzącymi milicję obywatelską przy granicy. Wszystko, o czym pisze reporter, jest poddane jednoznacznej ocenie moralnej – do czego oczywiście ma on prawo, nie da się bowiem pozostać całkowicie obiektywnym w stosunku do opisywanych przez Sturisa problemów. Wprowadzenie szerszej perspektywy pozwoliłoby jednak nie tyle usprawiedliwić sprawców przemocy, co lepiej zrozumieć i wnikliwiej opisać problemy trawiące Grecję. To właśnie te fragmenty, w których autor rozmawia z bohaterami i bohaterkami swojego reportażu – poszkodowanymi przez złocistych imigrantami, greckimi dziennikarzami, akademikami, ale także zwykłymi obywatelami, którzy byli świadkami wielkiego kryzysu uchodźczego – okazują się najmocniejszą stroną książki. Szkoda, że nie jest ich więcej.

Dla kogo więc reportaż Sturisa stanowiłby dobrą propozycją? Na pewno nie dla osób, które szukają książki o kulturze greckie w ogóle, ani dla tych, które oczekują chłodnego opisu greckich problemów. Czytelnicy bardziej zainteresowani współczesną grecką polityką i śledzący ją na bieżąco także mogą być nieusatysfakcjonowani, nie dowiedzą się bowiem niczego zaskakującego. „Zachód słońca na Santorini” jest reportażem niezwykle osobistym i skupiającym się na konkretnych, określonych kwestiach: działalności Złotego Świtu, antyimigranckiej polityce organizacji, zabójstwie Pawlosa Fisasa, procesie megali diki (wątkami pobocznymi są także kryzys na greckiej granicy oraz sprawa skradzionych marmurów czy opis procedury przyznawania greckiego obywatelstwa – wszystko to jednak łączy się ściśle z problemem greckiej tożsamości narodowej). Tym, co stanowi jednak niezaprzeczalną wartość książki, wydaje się połączenie wielkiej greckiej historii i polityki z życiem konkretnych osób oraz sprawozdanie z próby odnalezienia się w napierającej na Sturisa „greckości”. Nie chce się on Grecji całkowicie wypierać, lecz ma świadomość tego, że aby ją zaakceptować, musi stanąć twarzą w twarz z jej mroczną, ciemną stroną. I właśnie do takiego niełatwego spotkania zaprasza również swoich czytelników.
Dionisos Sturis: „Zachód słońca na Santorini. Ciemniejsza strona Grecji”. Wydawnictwo Poznańskie. Poznań 2021.