ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 listopada 22 (430) / 2021

Magdalena Piekara,

FAŁSZYWY DŹWIĘK (ANA ELENA CORREA: 'WSZYSTKIE JESTEŚMY BELÉN')

A A A
Niełatwo się opowiada niektóre historie. Trudno jest znaleźć właściwy język, dobrać słowa, przedstawić argumenty, postawić akcenty. Argentynki przez piętnaście lat walczyły o zmianę restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej, książka Any Eleny Corei zaś dotyczy jednego aspektu tych działań, historii Belén. Nie zamierzam odnosić się do kwestii działań Argentynek, interesuje mnie wyłącznie książka opublikowana w tym roku przez Wydawnictwo Karakter, które przyzwyczaiło nas do swej interesującej oferty, zazwyczaj podanej w wysmakowanym opakowaniu. W tym przypadku jednak – nie ma czego chwalić.

Rozumiem, jak mi się zdaje, intencje samej oficyny. Książka Corei powinna się doskonale sprzedać, dotyczy bowiem kwestii w Polsce niezwykle aktualnych. Włączenie do oferty wydawniczej pozycji na temat protestów związanych z ustawą antyaborcyjną wydaje się decyzją przemyślaną. Czy jednak warto było wydawać tę właśnie książkę?

Ana Elena Corea nie zostawia czytelników i czytelniczek samych, ale nie po to, by naświetlić nam problem, przedstawić stanowiska działaczek, obywatelek i politycznego establishmentu wzmocnionego pozycją Kościoła. Autorka, co przyznaję z niechęcią i smutkiem, próbuje cały czas „grać” na naszych emocjach. Mnoży przymiotniki, chce przeforsować osobistą perspektywę, w czym nie byłoby nic złego, gdyby nie to, iż raczej irytuje mnożeniem truizmów oraz pretensjonalnymi i banalnymi obserwacjami:

„Wyobrażam ją sobie, jak śpi spokojnie tysiąc trzysta kilometrów stąd. Ale jest czwarta nad ranem. Zapisuję więc na komputerze: »Belén zawsze była niewinna«. Dopiero teraz mogę położyć się spać. Jutro w Tucumán ponownie wzejdzie słońce” (s. 40-41).

„Pisała, a wina, którą ją obarczono, ześlizgiwała się na papier, by ostatecznie wyparować. W oczach współwięźniarek stała się sławna” (s. 104-105).

„Płacze, bo zamiast przytulić, posłali ją do więzienia.

Płacze, bo nikt nie próbuje jej uspokoić, mówiąc, że wszystko będzie dobrze.

Płacze, ponieważ nikt jej nie wierzy.

Płacze” (s. 49).

Corea bardzo dużo miejsca poświęca rzeczom i kwestiom, których znaczenia dla omawianej historii nie sposób zrozumieć. Np. streszcza dokładnie amerykański film „Wielki Mike” czy przepisuje fragmenty wierszy czytanych w więzieniu przez główną bohaterkę: wiersze Any Guillot – tom „Otworzyć drzwi (żeby pójść się bawić)”. Prezentuje także rozmowy, których nie słyszała. Notabene dialogi, które wymyśla, są nieporadne, nieistotne, to oczywiste stwierdzenia, które niczego nie wnoszą. Opowiada historie, które niewiele mają wspólnego z faktami, raczej są jej wyobrażeniem na temat, jak w danej sytuacji ludzie powinni lub mogą się zachowywać. Przedstawia zachowania, uczucia i poglądy osób, z którymi nie rozmawiała.

„Więzienne strażniczki kierują w jej stronę spojrzenia pełne litości i czułości. Dla nich jest młoda, niemal dziecko, i jeszcze krucha. Dopóki nikt z nią nie zadrze” (s. 45).

„Wszystkie były zdziwione, że jest ich aż tyle, i jak różne są ich motywacje” (s. 147).

Frazesy, komunały, wyważanie otwartych drzwi, jak w przypadku zdań dotyczących istoty argentyńskiego problemu z ustawą antyaborcyjną. Nic odkrywczego, raczej naiwne zdumienie, jak u dziewiętnastowiecznej filantropki przerażonej ciążami służących, które ma pod opieką:

„Czy stoi za tym brak kwalifikacji, patriarchat, sądowo-prawny system stworzony przez mężczyzn z określonej klasy społecznej, która pozwala im być bezkarnie sprawcami ciąż, a później nie przejmować się ich dalszym losem?” (s. 94-95).

„Soledad, zazwyczaj huragan mocy i wzór opanowania, teraz wyraźnie osłabła. Nigdy wcześniej nie zderzyła się z tak wielką niesprawiedliwością i nie dość, że stanęła w szranki z prawodawstwem na usługach maczystowskiego społeczeństwa, to jeszcze nie może się pozbyć wdrukowanego już obrazu zapłakanej Belén, która prosi ją o pomoc. (…) Gdy czuje się przytłoczona, zapala papierosa na patio i spogląda w niebo. Kiedy wraca do komputera, upina włosy w kok. Twierdzi, że tak lepiej się jej myśli” (104-105).

Jedyne, co przychodzi mi do głowy, co mogłoby wyjaśnić ten nawał truizmów, to brak języka do opisania problemu. Ten sam zresztą, który jest naszym udziałem. Od trzydziestu lat mówimy o „aborcji”, czyli o poglądach i fantazmatach, a nie o ustawie, czyli o prawie i faktach. Nie potrafimy wyjść z zaklętego kręgu, prawie jak w chocholim tańcu z „Wesela” Wyspiańskiego. Nie przedstawiamy argumentów – tylko emocje, nie dlatego, iż rzeczywiście nie dysponujemy logicznymi i racjonalnymi środkami wyrazu, ale dlatego, że dyskurs na temat ustawy w Polsce jest niezmienny, a wszystkie i wszyscy podporządkowują się jego regułom. Posługujemy się frazesami, które nic nie znaczą, jak choćby słynny „kompromis aborcyjny”. Nadal odwołujemy się do pojęcia, które już w chwili powstania było puste znaczeniowo, a my nadal nie możemy tego zauważyć i nie zamierzamy zakwestionować. Jeśli więc Argentynki mają takie same problemy związane z językiem ustawy, o której zmianę walczyły piętnaście lat, to odnajdujemy z nimi wspólnotę, a także dostrzegamy to, co nam do tej pory umykało: możliwość zmiany języka, który nie jest nasz, który niczego nie wyraża. Jak wiemy z Mickiewicza: „Język kłamie głosowi, a głos myślom kłamie / Myśl z duszy leci bystro, nim się w słowach złamie”. Poszukuję wyjaśnienia, dlaczego dramatyczna historia Belén, została tak źle opowiedziana. Nie spełniła oczekiwań, co więcej, zirytowała tym, iż banalne, wręcz kiczowate ujęcie tej niezwykłej historii nie służy, niestety, kwestii kobiet walczących o prawa reprodukcyjne.

Dodatkowym problemem książki „Wszystkie jesteśmy Belén” są decyzje: tłumaczki (Mai Gańczarczyk; przykłady poniżej) i redaktorki prowadzącej (Urszuli Kropiwiec). Miejmy nadzieję, że to typowa sytuacja, którą przecież znamy – „czasem zdrzemnie się i dobry Homer”.

„Sprawiedliwości, nie licz na pomoc” (s. 81).

„Czuje się pokonana, nawet winna, ponieważ tak nalegają. Poczucie krzywdy zmienia się jednak w gniew, chce głośno krzyczeć, żeby ktoś w końcu jej wysłuchał. Ale jest świadoma, że na nic się to zda (…). Ostatnia nadzieja właśnie zgasła” (s. 62).
Ana Elena Correa: „Wszystkie jesteśmy Belén”. Przeł. Maja Gańczarczyk. Wydawnictwo Karakter. Kraków 2021.